W czasie posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. bezpieczeństwa żywności Roman Kluska wskazywał na biurokratyczne absurdy, jakie ograniczają działalność polskich rolników. Urzędnicze wymagania w kraju utrudniają działalność producentów żywności, skazując ich na klęskę wobec zagranicznej konkurencji oraz w konfrontacji z wielkim kapitałem. W takich realiach zdrową, rodzimą żywność produkować jest szalenie trudno – mówił znany przedsiębiorca.
W dniu 17 marca w Sali im. Władysława Chrzanowskiego w sejmie obradował parlamentarny zespół ds. bezpieczeństwa żywności. Spotkaniu przewodniczyła poseł Karina Bosak, a udział wziął w nim m.in. rozpoznawalny polski przedsiębiorca Roman Kluska.
Właściciel marki Prawdziwe Jedzenie opowiadał o realiach swojej pracy serowarskiej, w której, jak wskazał, zadbać musiał o całość łańcucha produkcji. W swoim gospodarstwie kontroluje on o paszę dla zwierząt, nie podaje im antybiotyków, czy hormonów.
Wesprzyj nas już teraz!
Zdaniem znanego przedsiębiorcy rolnikom takim jak on biurokratyczne ograniczenia uniemożliwiają konkurencję na rynku żywnościowym. Jak wskazał gospodarz, z biegiem czasu narosły one na tyle, że choć od lat jego produkcja oscyluje na podobnym poziomie, musiał on dwukrotnie zwiększyć liczbę zatrudnionych po to, by spełnić urzędnicze wymogi.
Zdaniem Romana Kluski ograniczenia wprowadzane przez urzędników łatwiej spełnić jest gigantom handlowym z ich działami prawnymi. Tymczasem dla producentów wyższej jakościowo żywności oznaczają one poważne utrudnienia.
Jak wskazał przedsiębiorca, urzędowe wytyczne uzależniają na przykład dopłaty dla rolników od ściśle odgórnie zaplanowanego podziału gospodarstwa. Narzuca on na przykład, jaka część ziemi ma być podporządkowana konkretnym uprawom lub hodowli – bez względu na zmienne warunki pogodowe, czy glebowe.
Zdaniem Romana Kluski właśnie ze względu na biurokratyczne obciążenie „koszty produkcji tak rosną, że w tej chwili jest to niemal nie do udźwignięcia”.
– Jeżeli nie nastąpi radykalna zmiana, kiedy mali nie zostaną odciążeni od tego wszystkiego, co duży powinien robić, to nie mamy szans zwłaszcza w konkurencji światowej – ostrzegał hodowca.
Jak dodawał, przykład innych krajów wskazuje, że politykę rolną prowadzić można zupełnie inaczej. Na przykład Nowa Zelandia, która jest światowym potentatem hodowli jagnięciny, wolna jest od podobnych biurokratycznych rozwiązań.
Romanowi Klusce odpowiedział przedstawiciel ministerstwa rolnictwa, dyrektor departamentu rolnictwa ekologicznego i jakości żywności Jan Golba.
Urzędnik wskazał, że biurokratycznym obciążeniom w Polsce towarzyszy rozbudowany system wsparcia dla różnych form rolnictwa. Jego zdaniem podobne programy nie są obecne w tych krajach, które stawiają na wolne zarządzanie majątkiem przez producentów żywności.
Według Jana Golby obecny system oferuje atrakcyjne systemy wsparcia, rzeczowo nagradzające produkcję ekologiczną wysokiej jakości. Jak dodawał, sprzedaż żywności premium skierowana jest do innego odbiorcy i w zasadzie na inny rynek, niż ta masowa, a producenci jedzenia wysokiej klasy kierują się do innego konsumenta, niż handlowi giganci. W opinii Jana Golby nie brak producentów wysokiej jakości artykułów spożywczych odnoszących sukcesy.
W trakcie swojego przemówienia urzędnik wyliczał różne kwoty i systemy państwowego wsparcia dla hodowców żywności jakościowej. – System polskiej żywności wysokiej jakości jest bardzo szczelny, co oznacza, że mamy trochę papierologii, ale jest to coś, z czego możemy być dumni i chronić swój rynek przez to. (…) Produkty wysokiej jakości znajdują naprawdę swoich klientów – stwierdzał.
Źródło: sejm.gov.pl
FA