Dla pogańskich mędrców znajomość astronomii była ogniwem, od którego rozpoczęła się ich droga do Betlejem. Dzięki naturalnemu rozumowi doszli do poznania prawdy, że Bóg istnieje, ale odkrycie tego jaki On jest stało się możliwe dopiero po sięgnięciu do starotestamentalnych Pism. Bez proroctwa Micheasza nie trafiliby do betlejemskiego żłóbka i nie zobaczyli Narodzonego Boga-Człowieka.
Nie wiadomo dokładnie kim byli mędrcy bądź królowie, którzy przybyli pokłonić się Nowonarodzonemu Chrystusowi. Wiemy, że przybyli ze Wschodu, a zatem byli poganami. Niektórzy komentatorzy biblijni widzą w nich monarchów, a to ze względu na proroctwo zawarte w Psalmie 72 (71), mówiące: Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary, królowie Szeby i Saby złożą daninę. I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie, wszystkie narody będą mu służyły. Podobnie mówi Psalm 68 (67): Niech królowie złożą Tobie dary!
Inni komentatorzy uważają z kolei, że przybysze ze Wschodu wcale nie musieli być królami. W ich opinii byli to raczej mędrcy, czyli uczeni, bądź magowie, czyli kapłani pogańscy i astrologowie. Nie ma także pewności, czy było ich trzech, bo równie dobrze mogło ich być więcej.
Wesprzyj nas już teraz!
Niezależnie od ich liczby i funkcji społecznej, do Judei przywiodła ich gwiazda – czym w rzeczywistości mogła być również planeta lub kometa. Z kolei niezwykłe zjawisko astronomiczne było dla nich zapowiedzią narodzin Króla. Wiemy, że Chrystus tak naprawdę urodził się kilka lat p.n.e., ponieważ w średniowieczu przy wyznaczaniu kalendarza popełniono błąd w obliczeniach. Biorąc to pod uwagę, udokumentowanych jest kilka niezwykłych zjawisk na niebie, które mogły być znakiem dla magów. Spośród nich wyróżnia się dwa najbardziej prawdopodobne: powrót komety Halleya oraz koniunkcję Jowisza, Saturna i Marsa.
Czeski geodeta i astronom Josef Surań na podstawie swoich badań doszedł do wniosku, że Jezus urodził się dnia 22. listopada 10 roku przed n.e., a powrót komety Halleya w r. 12 przed n.e. sygnalizował Mędrcom ze Wschodu zbliżanie się momentu Narodzenia Pana. Rolę gwiazdy betlejemskiej miała odegrać planeta Wenus na porannym niebie. To ona właśnie prowadziła Mędrców z Jerozolimy do Betlejem, gdy w styczniu roku 9 przed n.e. przybyli do Judei w poszukiwaniu nowo narodzonego Króla – wyjaśnia ks. Jerzy Chmiel [1].
Druga hipoteza związana jest z koniunkcjami planet.
Bardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza badacza brytyjskiego C. J. Humphreysa, że Jezus narodził się w czasie między 9. marca a 4. maja 5 roku przed n.e. Zapowiedzią tego była trzykrotna koniunkcja Jowisza i Saturna w roku 7 przed n.e., a także zgrupowanie Marsa, Jowisza i Saturna w roku 6 przed n.e. Rolę gwiazdy betlejemskiej pełniła kometa, która – jak to wynika z chińskich kronik – pojawiła się na niebie na przełomie marca i kwietnia roku 5 przed n.e. i była widoczna przez ponad 70 dni – tłumaczy duchowny [2].
Podobnie wyjaśnia to ks. Andrzej Najda:
Od XVI wieku, gdy Johannes Keppler wykazał, że w 7. roku przed Chr. w gwiazdozbiorze Ryby pojawiła się wielka koniunkcja Jupitera i Saturna, powtarzająca się regularnie co 794 lata, wówczas wzrosła wiarygodność historyczna informacji o pojawieniu się gwiazdy, którą widzieli mędrcy. Niektórzy dostrzegali w niej słynną kometę Haleya albo tzw. supernową [3].
Mędrcy zobaczyli więc na niebie niezwykłe zjawisko, które zinterpretowali jako narodziny króla. Co więcej, wiedzieli, że ten narodzony król był również Bogiem, bo jak relacjonuje Ewangelista św. Mateusz (Mt 2,11), zabrali ze sobą w darze m.in. przeznaczone Bogu kadzidło. Wyjaśnił to w II wieku św. Ireneusz z Lyonu:
Prowadzeni przez gwiazdę do domu Jakuba, do Emmanuela, ukazali przez dary, które ofiarowali, kim był ten, którego czcili: mirrę, ponieważ był to Ten, który miał umrzeć i zostać pogrzebany za śmiertelny rodzaj ludzki; złoto, ponieważ był Królem, „którego królestwu nie będzie końca” (por. Łk 1,33); oraz kadzidło, ponieważ był Bogiem (Przeciw herezjom, III, 9, 2).
Światło naturalnego rozumu – a konkretnie znajomość astronomii, będącej jedną z dziedzin nauki – doprowadziło mędrców do poznania, że Bóg istnieje. Zdecydowali się wyruszyć w drogę i oddać Mu pokłon.
Do żłóbka w Betlejem nie dotarliby jednak gdyby nie starotestamentalne proroctwa. Gwiazda, za którą podążali, doprowadziła ich bowiem jedynie do Jerozolimy i tam się zatrzymała. Magowie udali się więc do tamtejszego władcy, czyli króla Heroda, prosząc o pomoc w znalezieniu miejsca narodzin większego Króla. Herod zasięgnął opinii przedniejszych kapłanów i nauczycieli ludu, a ci przywołali fragment księgi proroka Micheasza: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu (Mi 5,1). Magowie udali się więc do Betlejem, a w międzyczasie gwiazda, która ich prowadziła, pojawiła się ponownie, prowadząc ich do miejsca Narodzin Chrystusa.
Historia Mędrców ze Wschodu pokazuje jakie znaczenie w poznawaniu Boga ma rozum, a jakie prawda objawiona. Fenomen polega bowiem na tym, że nawet osoby niewierzące mogą poprzez drogę rozumową dojść do wniosku, że istnieje jakiś Stwórca i Pierwszy Poruszyciel. Do takiej konkluzji doszedł choćby Arystoteles, który przecież jako poganin Boga nie znał. Wyznawana przez niego grecka religia politeistyczna zakładała istnienie bogów (pisane przez małe „b”), którzy byli bytami materialnymi podobnymi po ludzi, obdarzonymi specjalnymi mocami; nawet Zeus jako najważniejszy z bogów wciąż był tylko „nadczłowiekiem”. Koncepcja bogów daleka była więc od wiary w jedynego i prawdziwego Boga.
Arystoteles zauważył jednak, że wszystko, co się porusza w świecie, musi mieć jakąś przyczynę, czyli poruszyciela. A ponieważ łańcuch takich przyczyn nie może iść w nieskończoność, to na jego końcu musi być byt, który przez nikogo nie jest poruszany – byt wieczny i doskonały. Wytłumaczenie to zawarł w XII księdze swojej „Metafizyki”, nie będąc świadomym, że właśnie – wyłącznie za pomocą rozumu – udowodnił istnienie Boga.
Nie trudno sobie wyobrazić, że kiedy w XIII w. pojawił się największy z katolickich filozofów – św. Tomasz z Akwinu – to wziął dorobek Arystotelesa i właśnie na nim zbudował katolicką filozofię oraz teologię. Akwinata wskazał, że byt, o którym mówił Arystoteles, to w rzeczywistości ten jedyny i prawdziwy Bóg, którego czcili Żydzi, a teraz czczą chrześcijanie. W Księdze Wyjścia (Wj 3,14) Bóg objawił się Mojżeszowi, wyjawiając mu swoje Imię: „Jestem, który jestem”. Bóg wskazał przez to, że Jego istotą jest po prostu istnienie, a wszelkie inne byty swoją egzystencję biorą właśnie od Niego. Arystoteles doszedł do podobnego wniosku – ale nie znając biblijnego przekazu ani żydowskiej koncepcji Boga.
Innym przykładem rozumowego dojścia do poznania Boga jest historia św. Josephiny Bakhity. Urodziła się ona w Sudanie, w rodzinie animistycznej. Jako kilkuletnie dziecko została porwana przez Arabów, jednak później wykupił ją włoski wicekonsul ze swoją rodziną. Josephina poprosiła, by móc powrócić z nimi do Italii, gdzie odzyskała wolność, zetknęła się z wiarą katolicką, przyjęła chrzest, a nawet została zakonnicą.
Jak mówiła, katolicyzm był dla niej odpowiedzią na pytania, z którymi zmagała się jako dziecko. Mieszkając jeszcze z rodzicami, nieraz wpatrywała się w niebo, na gwiazdy, zastanawiając się, kim jest ten, który nimi rządzi. Animizm nie dawał jej wystarczającej odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Dopiero gdy znalazła się w Wenecji pod opieką sióstr ze Zgromadzenia Córek Miłości (kanosjanek), odkryła, że Bóg, w którego wierzą katolicy jest Tym, którego zawsze szukała. Te święte matki pouczały mnie z heroiczną cierpliwością i zapoznały mnie z Bogiem, którego od dzieciństwa czułam w sercu, nie wiedząc, kim był [4]– wspominała Josephita.
Dzieje Mędrców ze Wschodu, Arystotelesa, czy św. Josephiny Bakhity, pokazują, że istnienie Boga nie jest żadną fanaberią wymyśloną przez Żydów i przejętą przez chrześcijan, lecz prawdą obiektywną i ponadczasową oraz logiczną konkluzją nawet dla osób niewierzących. Idąc za światłem rozumu naturalnego można jednak dojść tylko do pewnego momentu, a mianowicie do wniosku że Bóg jest. Tymczasem poznanie tego jaki On jest wymaga już znajomości prawdy objawionej, zawartej w Piśmie Świętym i Tradycji. Mędrcy musieli sięgnąć do proroka Micheasza, Josephina być nauczoną przez zakonnice, a Arystoteles nigdy nie dowiedział się jaki jest Ten, którego istnienie udowodnił.
Konkretne zagadnienia teologiczne, jak choćby dwie natury Chrystusa, jedność Osób Boskich, czy Realna Obecność Chrystusa w Eucharystii, zdecydowanie przewyższa rozum ludzki. Tu na ziemi nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego w całości, jednak możemy poznać to w bardzo istotnej części. Do tego potrzebne jest nam jednak wsłuchanie się w słowa samego Chrystusa, zapisane na kartach Biblii, a następnie wierność nauczaniu Kościoła, który w dokumentach soborowych i zwyczajnym nauczaniu prawdy te wyjaśnia.
Adrian Fyda
[1] Chmiel J., ks., Gwiazda Betlejemska i data narodzin Jezusa, „Ruch Biblijny i Liturgiczny” 1996, nr 3 (49), str. 207.
[2] Tamże.
[3] Najda A.J., ks., Święto Trzech Króli w Biblii i tradycji Kościoła, „Studia nad Rodziną” 2012, 16/1-2 (30-31), 391-402.
[4] Zanini, R. I., Bakhita: From Slave to Saint, Ignatius Press, San Francisco, 2013, str. 81.