Gândul, czyli „jeden z najchętniej czytanych niezależnych portali internetowych w Rumunii, stracił swoją stronę na Facebooku” – donosi „Brussels Signal”. Powodem było domniemane naruszenie niesprecyzowanych praw autorskich. Jednak medium słynie przede wszystkim z krytyki władzy i kwestionowania zasadności unieważnienia wyborów prezydenckich w tym kraju.
Profil serwisu Gândul na portalu Facebook był niezwykle popularny i miał milionowe zasięgi. Liczba obserwujących ten niezależny serwis sięgała 1 mln osób. Decyzja o zablokowaniu konta i jego usunięciu zapadła nagle. Działania Mety – właściciela serwisu Facebook – uznano za „atak na niezależną publicystykę” i „poważny atak na wolność prasy oraz prawo rumuńskiego społeczeństwa do otrzymywania informacji”.
Warto podkreślić, że niezależne medium konsekwentnie krytykowało bezpodstawne unieważnienie wyborów prezydenckich, dokonane decyzją Sądu Konstytucyjnego z końca 2024 r. Chodzi o unieważnienie pierwszej tury głosowania, w której wygrał polityk – kandydat szeroko rozumianej prawicy – Călin Georgescu.
Wesprzyj nas już teraz!
W grudniu 2024 r. rumuński Sąd Konstytucyjny podjął skandaliczną decyzję – w oparciu o wniosek służb – o unieważnieniu wyborów z powodu rzekomych wpływów „obcego państwa”. Chodziło o domniemaną ingerencji Rosji. W gruncie rzeczy interweniowała Komisja Europejska, wykorzystując m.in. cenzuralny Akt o usługach cyfrowych (DSA).
Decyzja Sądu Konstytucyjnego Rumunii o unieważnieniu I tury wyborów prezydenckich w tym kraju (wyrok z 6 grudnia 2024 r.) i przedłużeniu mandatu urzędującego prezydenta wywołała szok w całej Europie. Wyrok w tej sprawie ostro skrytykowała nawet Komisja Wenecka.
Rumuński trybunał stwierdził, że „proces wyborczy został naznaczony (…) wieloma nieprawidłowościami i naruszeniami prawa wyborczego, które zniekształciły wolny i uczciwy charakter głosowania obywateli oraz równość szans kandydatów w wyborach. Uznano, że wpłynęły na przejrzysty i uczciwy charakter kampanii wyborczej i zlekceważyły przepisy dotyczące jej finansowania” (paragraf 5).
Takie „nieprawidłowości” w kampanii wyborczej miały stworzyć „rażącą nierówność” między kandydatem, który rzekomo manipulował technologiami cyfrowymi a innymi kandydatami uczestniczącymi w procesie wyborczym. „Znaczna ekspozycja” jednego kandydata w mediach społecznościowych doprowadziła do wprost proporcjonalnego zmniejszenia ekspozycji innych kandydatów.
Casus rumuński zmotywował władze UE do zintensyfikowania działań związanych ze zwalczaniem zagranicznej ingerencji, wykorzystując w tym celu Akt o usługach cyfrowych (DSA), który przenosi zadania i kompetencje podmiotów publicznych na wielkie korporacje wyjęte spod jakiejkolwiek realnej kontroli demokratycznej.
W 2025 r. rumuńska prokuratura wszczęła działania, które miały doprowadzić do osadzenia kandydata na prezydenta w więzieniu na 20 lat. Oskarżyciele zarzucili mu, że czerpał korzyści z rosyjskich działań „wojny hybrydowej”, w tym szerzenia przez Moskwę „dezinformacji” i cyberataków. Zwolennicy byłego kandydata na prezydenta nie mają wątpliwości, iż zarzuty są motywowane względami politycznymi.
Zablokowany na Facebooku portal Gândul krytycznie pisał o działaniach wymierzonych w Georgescu. Serwis oskarżył Metę o zniweczenie wieloletniej pracy dziennikarskiej „jednym kliknięciem” poprzez zamknięcie strony. Redakcja wskazała, że Big Tech, który nie płaci lokalnych podatków i angażuje się w nieuczciwą konkurencję, zamknął stronę bez uprzedzenia. Doprowadziło to do natychmiastowego i poważnego załamania się zasięgu publikacji.
Portal miał stracić szacunkowo od 6 do 7 milionów wyświetleń dziennie i prawie 200 milionów wyświetleń miesięcznie na samym Facebooku i swojej stronie internetowej, co poważnie odbiło się na odbiorcach i przychodach z reklam.
„Najsilniejszy rumuński portal opozycyjny” miał zostać zamknięty – jak potem lakonicznie napisali przedstawiciele Mety – z powodu domniemanego naruszenia praw autorskich. Chodziło o jeden z filmów, ale nie wskazano konkretnych treści, które te prawa miałyby naruszać. Nie dano żadnej realnej możliwości odwołania się od decyzji.
Wielokrotne próby przywrócenia strony w ramach standardowej procedury weryfikacji Facebooka okazały się nieskuteczne. Meta nie wydała publicznego oświadczenia w tej sprawie. Zespół ds. komunikacji Big Techu nie skomentował sprawy. W żadnych raportach dotyczących przejrzystości czy egzekwowania prawa o tym nie wspomniano. Nie odpowiedziano także na zapytania mediów.
Portal Gândul sugeruje, że tego typu działanie stanowi „atak na niezależną prasę” i bezpośrednio ogranicza prawo rumuńskiego społeczeństwa do informacji.
Gândul poinformował, że formalnie wezwał władze rumuńskie – w tym parlament, rząd, Krajowy Urząd Regulacji Łączności i Technologii Informacyjnych Rumunii (ANCOM), Radę ds. Konkurencji i Komisję Europejską – do zbadania „nadużycia” ze strony Mety pozycji dominującej w świetle prawa krajowego i unijnego.
Źródło: brusselssignal.eu, gandul.ro
AS