Papieska Międzynarodowa Akademia Mariologiczna przez długie dziesięciolecia była ważną, ale bardzo spokojną instytucją kościelną. To już przeszłość. Na skutek decyzji Franciszka, które potwierdził Leon XIV, Akademia znalazła się w ogniu walki o prawdy wiary. Pytanie tylko, po której walczy stronie?
Akademia W 1946 roku Franciszkanie utworzyli własną Komisję Mariologiczną. Papieże docenili jej jakość i pracę. W 1956 roku św. Jan XXIII nadał jej tytuł Akademii Papieskiej, czyniąc z instytucji Franciszkanów ciało koordynujące organizację kongresów maryjnych i mariologicznych. Akademia pełniła przez długie dziesięciolecia ważną rolę, nie angażując się jednak w najbardziej ostre spory cechujące posoborowy katolicyzm.
To radykalnie zmieniło się za pontyfikatu Franciszka, prawdopodobnie przy kluczowym udziale zaufanego współpracownika papieża, argentyńskiego biskupa Victora Manuela Fernándeza. Latem 2023 roku Franciszek poinformował, że Fernández zostanie nowym prefektem Dykasterii Nauki Wiary, a wkrótce również kardynałem. Zmiany w Akademii zaczęły się na krótko przedtem, tak, jakby Fernández przygotował sobie grunt pod przyszłą działalność.
Wesprzyj nas już teraz!
Już w 2023 roku powołana do życia została nowa struktura podległa Akademii, Watykańskie Obserwatorium ds. Objawień i Zjawisk Mistycznych związanych z postacią Matki Bożej. Na jej czele stanął przewodniczący Akademii, franciszkanin o. Stefano Cecchin. Stolica Apostolska informowała wówczas, że celem Obserwatorium będzie „uporządkowanie” tych aspektów kultu maryjnego, który wiąże się z nadprzyrodzonymi zjawiskami, faktycznymi bądź domniemanymi.
Za prefektury kardynała Fernándeza rzeczywiście zaczęto w tej sprawie podejmować konkretne decyzje. Jego Dykasteria podjęła się oceny różnych popularnych fenomenów objawieniowych. W 2024 roku urząd ogłosił nowe normy dotyczące rozeznawania takich zjawisk.
Później zrobiono z tego konkretny użytek, oceniając różne przypadki. Jeszcze w 2024 roku Dykasteria Nauki Wiary orzekła, że zjawiska w Trevignano Romano we Włoszech nie są nadprzyrodzone – innymi słowy, że to fałszerstwo; zakazano pielgrzymek i jakiegokolwiek kultu związanego z tym miejscem.
Również w 2024 roku Dykasteria opublikowała też nieznany dokument dotyczący rzekomych objawień z Amsterdamu, podkreślając, że tamtejsze wydarzenia nie były nadprzyrodzone.
Pozytywnie oceniono inny fenomen: Dykasteria uznała, że przesłanie Pieriny Gilli, której miała objawić się Matka Boża, jest owocne duchowo.
Wreszcie we wrześniu 2024 roku urząd kardynała Fernándeza wydał decyzję w sprawie Medziugoria. Orzekł, że można tam pielgrzymować i korzystać z całego tego zjawiska, ale zarazem powstrzymano się od stwierdzenia prawdziwości bądź nieprawidziwości domniemanych objawień. Według Watykanu objawienia mogą być zatem prawdziwe, ale mogą też być fałszywe; jednak samo miejsce jako centrum kultu odgrywa pozytywną rolę.
Po tej czasie aktywność Dykasterii Nauki Wiary w dziedzinie Maryjnej w zasadzie ustąpiła. Jak się wkrótce okazało, była to tylko cisza przed burzą.
4 listopada 2025 roku – za zgodą papieża Leona XIV – Dykasteria Nauki Wiary opublikowała notę doktrynalną „Mater Populi fidelis”. W tekście zwrócono się przeciwko dwóm tytułom maryjnym: „Współodkupicielce” oraz „Pośredniczce wszystkich łask”. Podczas gdy drugi z tych tytułów Dykasteria oceniła wprawdzie negatywnie, ale tylko odradziła jego używanie, w przypadku pierwszego była bardziej kategoryczna: według kardynała Fernándeza użycie tytułu „Współodkupicielki” jest „zawsze niewłaściwe”. Zdaniem Dykasterii nawet jeżeli da się go rozumieć ortodoksyjnie, jest to bardzo trudne i kłopotliwe, dlatego tytułu jako wątpliwego czy zgoła niebezpiecznego teologicznie używać nie można. Dopiero kilka dni po publikacji Dokumentu kardynał powiedział w jednym z wywiadów, że zakaz użycia tego tytułu odnosi się do oficjalnych wypowiedzi Kościoła, takich jak dokumenty czy liturgia. Mogą go używać wierni w pobożności prywatnej, o ile dobrze rozumieją jego prawidłowe znaczenie teologiczne.
W tym samym wywiadzie kardynał powiedział, że przed publikacją „Mater Populi fidelis” Dykasteria Nauki Wiary konsultowała się z „wieloma, bardzo wieloma mariologami”. Można domniemywać, że byli wśród nich mariologowie z Akademii czy z samego Obserwatorium. „Mater Populi fidelis” nie była przecież wyizolowanym tekstem, ale kolejnym elementem całej watykańskiej kampanii na rzecz „oczyszczenia” kultu maryjnego.
Teraz wszystko wskazuje na to, że podobnych praktyk może być jeszcze więcej.
W sobotę 7 lutego 2026 roku Stolica Apostolska opublikowała nowy statut Papieskiej Międzynarodowej Akademii Mariologicznej. W kluczowym punkcie nowego statutu wskazano, że Akademia ma zająć się zwalczaniem zarówno „maksymalizmu”, jak i „minimalizmu” maryjnego.
Jak czytamy w 4. punkcie statutu: „Celem jest pogłębianie obecności Najświętszej Maryi Panny w tajemnicy Chrystusa i Kościoła, a także zdrowa pobożność ludowa, aby uniknąć wszelkich form maksymalizmu lub minimalizmu”.
Co istotne: w nocie doktrynalnej „Mater Populi fidelis” mówi się o maksymalizmie maryjnym, w negatywnym kontekście rzekomo błędnego rozumienia tytułu „Współodkupicielka”. Wskazuje to więc na kierunek, w jakim może iść walka Akademii z tym „maksymalizmem”.
Dodatkowo nowy statut Akademii podaje w artykule 5, że jej zadaniem – wymienionym na pierwszym miejscu! – ma być promocja i wspieranie inicjatyw poświęconych poznaniu i czci Matki Bożej „w perspektywie międzykulturowej, ze szczególnym uwzględnieniem wymiaru ekumenicznego i międzyreligijnego”.
Także ten artykuł odnosi nas do „Mater Populi fidelis”: kardynał Fernández argumentował również ekumenicznie, już we wstępie pisząc, że nota doktrynalna ma wyrażać zarówno „wierność tożsamości katolickiej, a jednocześnie szczególne zaangażowanie ekumeniczne”.
Wygląda więc na to, że Papieska Międzynarodowa Akademia Mariologiczna staje się swoistym zapleczem eksperckim czy zgoła instrumentem kardynała Fernándeza, który prowadzi walkę z tym, co uważa za „maksymalizm maryjny”.
Widzę tutaj dwa zasadnicze problemy.
Po pierwsze, definicja „maksymalizmu maryjnego” w ujęciu kardynała Fernándeza jest nader wątpliwa. „Mater Populi fidelis” odrzuciła tytuł „Współodkupicielki”, choć wiele razy używali go święci oraz niektórzy papieże. Tytuł zakorzenił się też w pobożności wielu katolików różnych krajów świata. Jest oczywiście prawdą, że można go rozumieć fałszywie – ale ludzie są w stanie wypaczyć wszystko. Niektórzy mariologowie krytycznie nastawieni do decyzji Fernándeza zwracali uwagę, że potencjalnie niebezpieczny teologicznie jest też tytuł „Matka Boża” – przecież i to określenie mogłoby być opatrznie rozumiane! Zadaniem Dykasterii Nauki Wiary nie powinno być wykorzenianie pobożności wiernych, tylko lepsze tłumaczenie prawd wiary. Jeżeli tytuł „Współodkupicielki” można rozumieć ortodoksyjnie – a można, co przyznaje zresztą sam kardynał Fernández – to należy taką interpretację przedstawić i podać jako wiążącą, bez zakazywania samego tytułu. Wydaje się zatem, że w ujęciu Fernándeza „maksymalizm maryjny” jest po prostu tym, co… przeszkadza niekatolikom. Skoro Akademia ma teraz zajmować się priorytetowo ekumenizmem i dialogiem międzyreligijnym, to staje się oczywiste, że będzie „ścinać” to, co przeszkadza protestantom albo niechrześcijanom. Wrócę tutaj raz jeszcze do przywołanego już argumentu: jeżeli potraktować to naprawdę poważnie, to powinniśmy zrezygnować z tytułu „Matka Boża”. Przecież dla żydów czy muzułmanów taki tytuł jest absurdalny.
Drugim problemem jest kompletna nierównowaga. Nowy statut Akademii mówi, że trzeba walczyć zarówno z „maksymalizmem”, jak i z „minimalizmem” maryjnym. Czy ktoś widział jednak jakąkolwiek walkę z umniejszaniem roli Matki Bożej? Ja nie – a takich przypadków jest naprawdę dużo. Podam jeden szczególnie skandaliczny przykład. Latem 2024 roku w katedrze w Linzu wystawiono na widok publiczny rzeźbę „rodzącej Matki Bożej”. Przedstawiono Maryję w bólach, w dodatku nieskromnie, z anatomicznymi szczegółami. Rzeźba wzbudziła ogromną frustrację i złość wielu katolików, którzy uznali ją za bluźnierczą. Nie mam żadnych wątpliwości: to był właśnie „minimalizm maryjny”, czyli próba sprowadzenia Matki Bożej do roli „zwykłej dziewczyny”, w dodatku potraktowanej jeszcze nader obcesowo i materialistycznie. Watykan nie wydał jednak żadnego komunikatu, który by to potępiał. „Minimalizm maryjny” przeszedł niezauważony przez Stolicę Apostolską.
Analogicznych przypadków można byłoby mnożyć w nieskończoność. Jestem przekonany, że polski czytelnik wielokrotnie natknął się z publikacjami w reformistycznej prasie katolickiej, które czynią z Matki Boga „normalną kobietę”. Jakiś czas temu omawiałem w PCh24 wystąpienia popularnego dominikanina o. Adama Szustaka, który twierdził, że nie traktuje Maryi jako „matki”, tylko jako „siostrę”; odżegnywał się też od tytułu „Królowa”. To popularny nurt w katolicyzmie liberalnym – w Polsce, w Niemczech, w innych krajach świata. Reakcji jednak nie ma.
Jeżeli Papieska Międzynarodowa Akademia Mariologiczna i sam kardynał Fernández chcą naprawdę zatroszczyć się o katolickie prawdy, to sądzę, że w pierwszej kolejności powinni zająć się właśnie tym: właściwą czcią dla Maryi. Dlatego „minimalizm maryjny” musi doczekać się konkretnej reakcji: dokumentów, orzeczeń, not doktrynalnych.
Jeżeli Stolica Apostolska będzie skupiać się tylko na aspekcie szczególnie żarliwej pobożności maryjnej, którą piętnuje się jako „maksymalizm”, nie tylko podważy swoją wiarygodność w oczach milionów maryjnych, tradycyjnych katolików – ale będzie po prostu urągać nauce Kościoła, którego Maryja jest Matką. Na szczęście o tym Watykan jeszcze pamięta; nawet kardynał Fernández pisał o Matce Bożej jako o „Matce Kościoła”…
Tego trzeba nam więcej, a nie walki z pobożnością maryjną wiernych.
Paweł Chmielewski