Niemiecka policja zamiast rozprawić się z dewastującymi miasto muzułmańskimi ekstremistami, starała się uciszyć pokojowo demonstrujących krytyków polityki „wielokulturowości”. To właśnie ta polityka umożliwia radykalnym muzułmanom namawianie do przemocy.
5 maja ponad pół tysiąca radykalnych salafitów w Bonn zaatakowało policję, obrzucając ją kijami, kamieniami, butelkami i nożami. Protestowali w ten sposób przeciwko obrażaniu islamu. Policja jednak zamiast rozprawić się z chuliganami, starała się uciszyć pokojową demonstrację osób, krytykujących politykę tzw. wielokulturowości.
Wesprzyj nas już teraz!
Starcia wybuchły, gdy około 30 zwolenników konserwatywnej partii politycznej PRO NRW wzięło udział w wiecu, który odbył się tuż przede wyborami lokalnymi w Północnej Nadrenii-Westfalii, obok muzułmańskiej akademii King Fahd Academy w dzielnicy Mehlem, w Bonn. Niektórzy uczestnicy manifestacji mieli transparenty z podobizną proroka Mahometa.
Rozwścieczyło to młodzież muzułmańską, która zaatakowała policję. Ostatecznie, w wyniku starć rannych zostało 29 policjantów, w tym dwóch doznało poważnych ran kłutych. Policja aresztowała ponad 100 młodych salafitów, jednak większość z nich została natychmiast zwolniona. W areszcie pozostał m.in. 25 letni Niemiec tureckiego pochodzenia podejrzany o usiłowanie zabójstwa dwóch policjantów.
Według szefowej policji w Bonn, Ursuli Brohl-Sowy był to „wybuch przemocy o sile nieobserwowanej od dłuższego czasu.”
Służby bezpieczeństwa i wywiad niemiecki potwierdziły, że szybko rozwijający się radykalny ruch salafitów w Niemczech, jest poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa obywateli.
Salafizm to radykalny odłam islamu praktykowany w Arabii Saudyjskiej. Dąży on do ustanowienia islamskiego kalifatu na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i Europie, a ostatecznie na całym świecie. W kalifacie miałoby obowiązywać tzw. prawo szariatu, które stosowano by zarówno w odniesieniu do muzułmanów jak i niemuzułmanów.
Zamieszki w Bonn zelektryzowały niemieckich polityków. Z jednej strony, socjaldemokraci za wybuch zamieszek obwiniają partię PRO NRW, która według nich niepotrzebnie prowokuje swoimi transparentami. Z drugiej – politycy chadeccy zapowiedzieli zaostrzenie działań wobec radykalnych przedstawicieli wspólnoty muzułmańskiej.
Minister spraw wewnętrznych, Hans-Peter Friedrich stwierdził, że „salafizm jest obecnie najbardziej dynamicznym islamskim ruchem w Niemczech, jak i na świecie. Jego fanatyczni wyznawcy stanowią szczególne zagrożenie dla bezpieczeństwa Niemiec.”
Minister spraw wewnętrznych w niemieckim kraju związkowym Dolna Saksonia, Uwe Schunemann powiedział: – Przemoc salafitów w Bonn po raz kolejny pokazuje, co kryje się za maską rzekomej religijności: tylko brutalna siła.
Minister spraw wewnętrznych Bawarii, Joachim Herman mówił: – Nie możemy tolerować przemocy i zemsty. Mamy kierować się praworządnością, a nie „islamską sprawiedliwością odwetu.” Jego zdaniem, brutalni salafici powinni być „osądzeni i surowo ukarani. ” Dodał, że trzeba lepiej monitorować wspólnotę muzułmańską, by nie pozwolić na to, aby „terroryści i brutalni przestępcy mogli działać pod naszym nosem.” Herman wezwał do zastosowania wszystkich możliwych środków prawnych.
Salafici zorganizowali w ostatnim czasie akcję, polegającą na rozdawaniu Koranu, który miał trafić do wszystkich domów w Niemczech. Władze federalne rozważają wprowadzenie ewentualnego zakazu działalności niektórych muzułmańskich organizacji.
Źródło: Gatestone Institute, AS.