„Łącząc niektóre atrybuty suwerenności uzyskuje się większe bezpieczeństwo i większą skuteczność” – to, zdaniem szefa MSZ w Warszawie Radosława Sikorskiego, podstawowe założenie Unii Europejskiej, czego z kolei ma nie rozumieć „nacjonalistyczna prawica”.
W wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” minister spraw zagranicznych między innymi promował ideę „Legionu Europejskiego” z udziałem żołnierzy państw członkowskich oraz aspirujących (np. Ukrainy). Odpowiedział też na pytanie, czy w kontekście sondażu mówiącego, że większość Polaków nie uważa ponoć Niemiec za zagrożenie dla naszego państwa, polityczne siły prounijne nie powinny wystąpić otwarcie z programem „proeuropejskim” (czytaj: profederacyjnym?).
– Mam nadzieję, że moje tłumaczenie Europy, zbijanie mitów i obelg wobec Unii Europejskiej, jakoś trafia pod strzechy. Bo nasza prawica, tak jak nacjonalistyczna prawica brytyjska przez cały czas ich członkostwa w Unii, nie zinternalizowała tego podstawowego dealu europejskiego, który polega na tym, że łącząc niektóre atrybuty suwerenności uzyskuje się większe bezpieczeństwo i większą skuteczność – odpowiedział Sikorski.
Wesprzyj nas już teraz!
– Oni chcą bezpieczeństwa i skuteczności, ale nie chcą dać nic od siebie. A świat, w którym się ma pełną swobodę działania, „wolnoć Tomku w swoim domku”, i jednocześnie wszystkie korzyści współpracy, nie istnieje. To jest niedojrzałość naszych suwerenistów – ocenił szef MSZ.
Według niego, powyższa zasada obowiązuje w finansach, gospodarce czy obronności. W myśl tej logiki, powinniśmy pozbyć się decyzyjności w wymienionych obszarach, w zamian za mgliste deklaracje opieki czy pomocy.
Kontekstem pytania i rozmowy jest, oczywiście sprawa gigantycznej i wieloletniej pożyczki SAFE. Wyrażane przy tej okazji obawy o utratę suwerenności Sikorski określił jako „nacjonalistyczną gadkę”.
– Jeżeli podpisujemy traktat, a Polska jest sygnatariuszem kilkuset z nich, to zobowiązujemy się, że w przyszłości zachowamy się nie wedle własnego widzimisię, tylko wedle tego, cośmy zapisali w tym traktacie. To nie jest ograniczenie suwerenności, tylko to jest ograniczenie dowolności. Albo prawica zrozumie, że to jest korzystne dla Polski, albo będziemy mieli nadal tę nacjonalistyczną gadkę, która jest moim zdaniem niedojrzała i szkodliwa – mówił.
Wyraził przy tym swoją nadzieję, że polscy „brukselosceptycy” zostaną w niedalekiej przyszłości surowo rozliczeni przez wyborców. Na pytanie o to, czy przyszłe głosowanie prezydenckie mógłby wygrać w Polsce kandydat występujący pod „flagą” europejską, odpowiedział nie wprost:
– Mam nadzieję, że naród oceni polityków, którzy Polskę chcą osłabiać poprzez osłabianie naszego zakotwiczenia w Unii Europejskiej. Taką niepodległość, o której marzą nasi prawicowcy, mieliśmy w sierpniu 1939 r. I okazała się dla naszej suwerenności zgubna. Współpraca wzmacnia, a samotność osłabia – powiedział Radosław Sikorski.
Źródło: rp.pl
RoM
Imigranci zalewają Polskę. Jak to się zaczęło?! Krzysztof Bosak wyjaśnia