Popkultura, na nieszczęście dla zdyszanych od wojowania z męską dominacją feministek, nasiąknęła postkonserwatywnym modelem życia. Z jednej strony, owszem, „tolerancja” dla wszelkich dziwactw oraz rozwody pozostają stałym składnikiem medialnej papki, ale z drugiej silny wydaje się obecnie trend deklarowania takich wartości jak rodzina – także wielopokoleniowa – czy religijność.
Do lamusa odchodzą powoli czasy, gdy czytelnikom kolorowych pism i plotkarskich portali imponowali znany birbant Borys Szyc, czy inni niewylewający za kołnierz lub niegrzeszący cnotliwością celebryci. Z jednym z nich związana była Weronika Rosati, która poświęciła związek z polskim aktorem dla filmowej kariery w Stanach Zjednoczonych.
Wesprzyj nas już teraz!
Córka byłego ministra spraw zagranicznych najwyraźniej nasiąknęła amerykańską frywolnością, zapomniawszy, że w Polsce wizerunek popularnej gwiazdy opiera się przede wszystkim na takich wartościach jak rodzina, lojalność wobec bliskich czy religijność.
Magda M. umiera
Wszystko zaczęło się od śmierci Magdy M. Młodsi czytelnicy na pewno nie pamiętają szału, jaki ogarnął swego czasu nastolatki, które z wypiekami na twarzy zasiadały wieczorami przed telewizorami, by śledzić losy atrakcyjnej Magdaleny Miłowicz, głównej bohaterki serialu „Magda M.”. Grana przez Joannę Brodzik Magda była tzw. kobietą sukcesu, w której życiu mężczyzna nie był wcale potrzebny jako wsparcie w codziennych trudach zawodowych lub finansowych, lecz stanowił swoisty luksus. Był potrzebny wówczas, gdy kobieta zaspokoiła już wszystkie potrzeby bytowe. Oszołamiająco przystojny „książę na białym koniu”, pojawia się więc nie po to, by ratować księżniczkę z opresji, ale by zapewnić jej frajdę w postaci przejażdżki na rączym rumaku, gdzieś nad rwącą rzeką czy po dzikich, zielonych łąkach.
Postrzegająca mężczyznę niczym 85-calowy telewizor z zestawem kina domowego, Magda M. pewnego dnia jednak odeszła wraz z całym bagażem propagowanych przez nią trendów. I nic nie wskazuje na to, by przed śmiercią zdołała wychować sobie następczynię. Doskonale widać to odejście po zmianie charakteru popularnych pism luksusowych dla kobiet. Zrezygnowały one z popularyzowania wizerunku kobiety silnej, zdolnej samej radzić sobie w życiu, dla której mężczyzna jest sympatycznym dodatkiem służącym głównie temu, by napić się z nim wieczorem lampki wina, lub sobotniej kawy. Obecnie pisma kobiece stawiają na wartości. Olga Bołądź w jednym z miesięczników z tzw. najwyższej półki zarzeka się, że w gruncie rzeczy jest osobą kruchą, a mąż i dziecko są jej w życiu po prostu niezbędni. Podobnie jak religia. W dodatku sama chętnie sprząta dom, świetnie się przy tej czynności relaksując. Domowe ognisko to bowiem podstawa: „Toruń jest dla mnie ważny. Tam jest mój dom rodzinny, w którym mieszka moja siostra. Wszyscy się tam spotykamy” – mówiła o swoim sentymencie do rodzinnego miasta popularna aktorka. Takie zwierzenia snują kolejne gwiazdy: od familiarnej Ewy Wachowicz po nieco kostycznego Cezarego Żaka.
Popularyzowanie uporządkowanego stylu życia w kolorowych magazynach luksusowych to znak końca pewnej epoki, w której polski show biznes usilnie starał się naśladować amerykańską bohemę ze wszystkimi jej ekscesami, burzliwym życiem artystów, chwiejnością poglądów. Natomiast współczesna historia polskiego artysty lub celebryty – od youtubera począwszy na uznanym aktorze skończywszy – opiera się na dość prostym schemacie: wychowanie w tradycyjnej rodzinie na wsi lub w małym miasteczku, wyrwanie się do wielkiego miasta, w którym łatwiej spełnić marzenia, następnie trudy codziennej pracy i w końcu: przynosząca zbawienne ukojenie rodzina. Jeśli tej ostatniej ktoś nie ma, to na pewno za nią tęskni, wszak zapachy i smaki dzieciństwa oraz wzorce przekazane przez dziadków wyryły głęboko w duszy gwiazdora szklanego ekranu zbiór pewnych nieśmiertelnych wartości.
Co zrobią feministki?
Najbardziej przykro musi być jednak feministkom, dla których śmierć Magdy M. okazała się niemal ostatecznym ciosem. Jej efekty okazały się bowiem opłakane: wzorzec kobiety silnej i niezależnej zastąpiony został, owszem, przez kobietę sukcesu, lecz z niezależnością ograniczoną przez – mówiąc językiem rzeczonych feministek – pewne „stereotypy kulturowe” wyniesione w dodatku z tradycyjnego, małomiasteczkowego domu. Zdecydowanie kłóci się to z niedawną modą na bycie „młodym, wykształconym i z wielkiego ośrodka”, zorientowanym na siebie i swój osobisty sukces. Widać wyraźnie, że po latach zachłyśnięcia się polskim pseudokapitalizmem, szaleńczą pogonią za pieniądzem, przyszedł czas na zwrot w kierunku stabilizacji i rozpalenie upragnionego domowego ogniska.
Dotyczy to zresztą nie tylko kobiet, ale również mężczyzn. Ci, zgodnie z nowym lifestylowym paradygmatem, powinni być stabilni, wyzbyci nałogów, wewnętrznie uporządkowani. Nie tak dawno w jednym z miesięczników aktor młodego pokolenia Łukasz Garlicki zwierzał się, że kończy z życiem utracjusza, porzuca zgubne używki i decyduje się na głęboki remanent. Zaś słynny youtuber Wardęga opowiadał o swojej wielkiej wrażliwości na losy ubogich.
Nie ma powodu, by wątpić w historie obydwu panów, ale jest znakiem czasu, że właśnie taki sposób opowiadania o sobie stał się modny. To oczywiście naturalne pokłosie śmierci Magdy M. Jednak owej „mody na wartości” w polskim show biznesie nie należy mylić z jakimś konserwatywnym zwrotem. Owszem, rodzina patchworkowa nie jest dla rodzimego show biznesu niczym niewłaściwym, homoseksualizm to jedynie orientacja jakich wiele, zaś rozwód każdemu może się zdarzyć. Choć w przypadku tego ostatniego ważne jest, by zaznaczyć, że wiązało się to z poważnym – ale rzecz jasna już zażegnanym – życiowym kryzysem. Model Jana Nowickiego – mężczyzny skaczącego wesoło z kwiatka na kwiatek – przestał być bowiem popularny.
Niewykluczone więc, że w końcu przyjdzie pora na nową Magdę M., która rozpali umysły nastolatek oraz młodych kobiet skleiwszy odświeżony, wyprany z tradycyjnych wartości model relacji damsko-męskich. Na razie jednak w cenie pozostają popkonserwatywne wartości. Trudny jest więc los usuniętych ostatnio nieco w cień lwów salonowych polskiego show-biznesu: Dody i lubującego się w miłosnych podbojach Adamczyka. Coś musi być na rzeczy, skoro ten ostatni zadeklarował niedawno, iż pora wreszcie założyć rodzinę i się ustatkować.
Krzysztof Gędłek