W czwartek 26 marca zakończyły się konsultacje społeczne wokół planu ogólnego gminy Gietrzwałd. Władze, na czele z wójtem Janem Kasprowiczem, prą do przemysłowego przeznaczenia terenów przylegających do sanktuarium Matki Bożej – miejsca jedynych w Polsce maryjnych objawień oficjalnie uznanych przez Kościół. Podczas niedawnego spotkania otwartego w ramach konsultacji zdecydowana większość uczestników wyraziła oczekiwanie rozwoju miejscowości w kierunku uwzględniającym wyjątkowość ośrodka pielgrzymkowego, a przy tym oazy ciszy i spokoju.
Jak pamiętamy, niedawno dzięki zdecydowanym protestom z inwestycji w pobliżu sanktuarium zrezygnowała niemiecka sieć handlowa Lidl. Na niemal 42-hektarowej działce i powierzchni około 80 tysięcy metrów kwadratowych, niespełna kilometr od bazyliki powstać miała hala będąca główną częścią całodobowego centrum dystrybucyjnego, obsługującego każdego dnia około 340 pojazdów, z czego około połowy tak zwanych TIR-ów.
Wesprzyj nas już teraz!
Brzmi koszmarnie? Otóż władze gminy po rezygnacji inwestora zza Odry podbijają stawkę, chcąc przeznaczyć na podobne cele jeszcze większy teren. W dodatku tak zaplanowały przyszłe sąsiedztwo historycznego sanktuarium, gromadzącego na większych uroczystościach wielotysięczne rzesze pielgrzymów, by zostało no po prostu zdominowane i zasłonięte.
Transformacja – industrializacja
Spotkanie otwarte w ramach konsultacji społecznych odbyło się 16 marca. Wzięły w nim udział między innymi osoby zaangażowane od co najmniej 2023 roku w działalność dwóch – lokalnego i ogólnopolskiego – Komitetów Obrony Gietrzwałdu, a także Fundacji Konfederacja Gietrzwałdzka. Wspomniane organizacje zabierały głos ze wsparciem prawników, urbanistów i architektów. Ich racje – jak relacjonuje lokalny portal Debata – poparli niemal wszyscy uczestnicy, za wyjątkiem dwóch osób.
„To co najbardziej zbulwersowało obrońców, że na działce gdzie miało powstać centrum Lidla wpisano wyłącznie strefę usługową (SU), powiększając ją z 42 do 60 ha – bez możliwości realizacji zabudowy mieszkaniowej” – czytamy w relacji. „Przy tym na 79 stref usług w gminie, jedynie w strefie w bezpośrednim sąsiedztwie sanktuarium, wyznaczono kilkakrotnie większe wskaźniki, np. wysokość obiektów – do 24 m, gdy w pozostałych strefach do 9-12 m, powierzchnia zabudowy do 65% – 25-40%, udział powierzchni biologicznie czynnej tylko 15%, w pozostałych SU – od 30 do 60%”.
Realizacja tych planów oznaczałaby całkowitą zmianę krajobrazu okolicy. Protestujący wskazują więc na konieczność zmiany priorytetu rozwojowego Gietrzwałdu. Domagają się takich inwestycji, które nie zaburzą dotychczasowego charakteru miejscowości, lecz wpiszą się w niego w sposób harmonijny. Stałoby się tak poprzez zapewnienie pielgrzymom i turystom adekwatnej do potrzeb bazy noclegowej, czy też zachęcenie do osiedlania się poprzez akcent na zabudowę mieszkaniową.
W przekonaniu wielu mieszkańców, władze gminy dążą do wymazania wyjątkowości tego miejsca, nieodłącznie kojarzonego z objawieniami Matki Bożej. Zamiast wykorzystać potencjał obecnej, rosnącej popularności tego miejsca – tym bardziej wobec spodziewanej beatyfikacji jednej z wizjonerek, czyli siostry Barbary Samulowskiej – wójt i urzędnicy chcą raczej stłumić ruch pielgrzymkowy. Przy tym zaś – wygasić potencjał na osiedlanie się poprzez redukcję obszarów przeznaczonych do zabudowy mieszkaniowej.
Panele słoneczne w miejscu Drogi Krzyżowej i cudownego źródła
Obrońcy unikalnego charakteru Gietrzwałdu poinformowali o zbiórce podpisów pod apelem do polskich biskupów o uczynienie tego miejsca narodowym sanktuarium.
Główny projektant planu, dr inż. Szymon Czyża mówił, że zapisy zawarte w planie ogólnym wynikają z tego, co znalazło się w planie miejscowym, przyjętym w 2021 roku.
– Strefa usługowa (SU) w planie ogólnym dopuszcza większy zakres, katalog możliwości, a plan miejscowy konkretyzuje to pod konkretną inwestycję. W planie miejscowym mogliśmy dołożyć tam usługi turystyki, pomocy społecznej, DPS-y. My nie możemy skonkretyzować, reglamentować usług w planie ogólnym. I tak ta strefa ma szeroki katalog, ponieważ w SU również mamy teren ogródków działkowych, teren zieleni – mówił. Przekonywał też, że w Gietrzwałdzie, w planach miejscowych istnieje nadwyżka nie wykorzystanych jeszcze terenów przeznaczonych pod budownictwo mieszkaniowe, i nie można wytyczać nowych.
Radny powiatu olsztyńskiego Krzysztof Kamiński zauważył, że według ustawy, aktualne miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego nie ograniczają planu ogólnego. Są dla niego wskazówką, ale nie pełnią funkcji nadrzędnej. Ostrzegł też mieszkańców: – Wieś Gietrzwałd i tereny okalające powinny być w moim przekonaniu przeznaczone pod hotelarstwo, turystykę, rekreację, zabudowę jednorodzinną. Oczywiście, szanuję obecne plany miejscowe. Jednak w dalszej perspektywie, jeżeli w planie ogólnym ten teren, na którym miał być Lidl dalej w planie ogólnym przeznaczony jest pod zabudowę na 24 metry wysokości, to żebyście Państwo wiedzieli, że jak tam się wybuduje takie wielkie magazyny, to skrzyżowanie rozjeździ wam wieś.
Jak wskazał, w gminie znajdują się dogodne tereny pod inwestycje przemysłowe, na przykład w rejonie Leśnictwa Kudypy.
– W planie ogólnym brak jest logiki. Miejsca pod magazyny są rozrzucone po całej gminie i dotykają niestety obszarów samej wioski. Na przykład mamy fotowoltaikę wskazaną jako element uzupełniający na błoniach sanktuarium z Drogą Krzyżową. Czy wzięliście pod uwagę to, że gmina może w bardzo krótkiej perspektywie stać się centrum pielgrzymkowym z naprawdę dużym ruchem turystycznym? Dlatego szukałbym innych miejsc pod te magazyny, które powodują bardzo dużo nerwów u wielu ludzi – zachęcał samorządowiec.
Kazimierz Trypucki z Woryt, jeden z dwóch uczestników dyskusji będący zwolennikiem uprzemysłowienia gminy, zarzucił przeciwnikom wielkich inwestycji cywilizacyjne wstecznictwo i daleko posuniętą nieuczciwość. – Przyjeżdżacie z Polski, nagłaśniacie, otwieracie jakieś tam fundacje, po to tylko, żeby dzisiaj tutaj budować domki. Jeszcze pod wynajem. To wy żeście doprowadzili do tego, żeby nie było magazynów Lidla, Wy doprowadziliście do tego, że nie mamy dwóch milionów rocznie podatków z Lidla w budżecie gminy. Sanktuarium nie zabraniało nam postawienia Lidla – atakował.
– Ja tutaj mieszkam, ja chcę mieć normalną gminę, a wy zabieracie nam podatki, robicie z naszej gminy dziurę. Dziurę a nie miejscowość turystyczną. Wy mówiliście, że Lidl zasypie sanktuarium śmieciami. Jak to możliwe, jak Lidl miał postać za [trasą] S16? Zrobiliście fundację po to, żeby Wam południe Polski przesyłało pieniądze, bo jesteście złodziejami – powiedział.
Zabierająca glos w dyskusji pani architekt zauważyła, iż zgodnie z planem ogólnym w promieniu 3 kilometrów zaplanowano około 200 hektarów terenów usługowo-przemysłowych. – Czy Państwu rzeczywiście na tym zależy, żeby zamknąć miejscowość Gietrzwałd? – zwróciła się do władz gmimy i projektantów. – Bo wszystko wskazuje na to, że uda się Państwu osiągnąć to, co się nie udało osiągnąć przez 50 lat PRL-u, czyli „pozamiatać” Gietrzwałd raz na zawsze; żeby już nie było możliwości, żeby tutaj cokolwiek rozkwitło, co ten naród duchowo ożywiało.
– Przedstawiony plan jest taki, jakbyśmy mieli klasztor jasnogórski w Częstochowie otoczyć magazynami. A tu jest akurat sanktuarium, które dla dużej części społeczeństwa polskiego i w Polsce, i za granicą może mieć większe znaczenie niż Częstochowa. Musicie mieć tego pełną świadomość. Nie można myśleć tylko w skali tej działki. To powinien być plan ujmujący całość, perspektywicznie. Ta miejscowość będzie się rozwijała bardzo mocno, tylko musi zachować charakter, na jaki zasługuje – wskazywała. Pytała też, w jaki sposób władze i planiści zdołają pomieścić kilkaset tysięcy pielgrzymów, którzy będą przybywać do sanktuarium w związku ze spodziewanym rozwojem kultu.
Plany do zmiany
Inżynier, który w przeszłości nadzorował m.in. miejskie inwestycje olsztyńskie, nawiązał do sytuacji, do jakiej doszło w Trójmieście. – Mieliśmy podobny problem w Gdańsku. Urząd miasta chciał dać pozwolenie na budowę ogromnej hali obok katedry oliwskiej. Wprowadziliśmy do projektu uchwały rady miasta ograniczenie tej hali do 2 tysięcy metrów kwadratowych i większość rady taka uchwałę podjęła. To oddalało niebezpieczeństwo, bo inwestor chciał postawić większą – podpowiadał. W jego ocenie unikalny krajobraz warmiński powinien być chroniony zakazem wznoszenia w określonych miejscach obiektów przemysłowych, w tym hal czy hangarów.
Ciekawy głos w debacie należał do pani Aleksandry, mieszkanki kolonii Woryty, a od dziecka związanej z Gietrzwałdem. – W odróżnieniu od dużej liczby dzisiejszych gości nie jestem osobą związaną ani z Kościołem, ani z komitetem, nie jestem nawet osobą wierzącą. Ale mimo to bardzo jestem im wdzięczna za to, co dla nas zrobili. I dziękuję im za to bardzo – mówiła.
– Są takie miejsca jak Puszcza Białowieska, jak polskie morze, Wawel i jak też Gietrzwałd, które należą do wszystkich Polaków. Jestem bardzo smutna i trochę przerażona tym planem – dlatego, że pomimo trzech lat walki z Lidlem – jak nam się wydawało – walki wygranej, ten teren nadal przeznaczony jest pod tego samego typu usługi. (…) Ta działka planu oznaczona kolorem czerwonym, „polidlowska”, dopuszcza budowę gigantycznych hal o 24-metrach wysokości i wysypiska śmieci. Dopuszcza też budowę ogródków działkowych i terenów zielonych czy paneli fotowoltaicznych. To jest nieporozumienie. Te kategorie powinny być rozgraniczone. I będziemy wnioskować, nawet jeżeli musi tam zostać strefa usługowa, aby ona miała pewne ograniczenia, aby te usługi były rzeczywiście usługami, czyli czymś co pełni usługi wobec nas, mieszkańców. Lidl oraz tego typu inwestycje, nie pełnią wobec nas żadnych usług – zapowiedziała. Zwróciła tez uwagę na konieczność zmiany planu ogólnego, gdyż na terenie chronionego krajobrazu Doliny Pasłęki przewidziana jest budowa wysokich na 24 metry hal magazynowych, a przy Drodze Krzyżowej i cudownym źródle – paneli fotowoltaicznych.
– Czego władze gminy nie rozumieją? Czy na serio nie widzą, że mają przywilej gospodarować w wyjątkowym miejscu? Czy serio wszędzie chcemy blaszaków i betonu pomieszanego z dywanową mieszkaniówką? I to nazwiemy rozwojem? – pytała pani Aleksandra.
Jeden z mieszkańców zwrócił uwagę, że osoby prywatne starające się o zgody na budowę domu spotykają się w gminie niekiedy z odmową z powodu niewłaściwego koloru dachu, rzekomo ze względu na ochronę krajobrazu. Tym samym decydentom nie przeszkadza jednak uczynienie z zielonej, nieskażonej okolicy strefy przemysłowej.
– Dlaczego w to brniemy? – pytała pani Dorena, współautorka białej księgi dokumentującej prawny przebieg sprawy niedoszłej inwestycji Lidla. Zwróciła uwagę, że przewidywane przez projektantów pogodzenie funkcji turystycznej, usługowej, mieszkaniowej oraz gospodarczej (przemysłowej) na tak małym obszarze centrum gminy nigdzie się dotychczas nie powiodło. Skoro więc tak zdecydowane protesty doprowadziły do wycofania się niemieckiego inwestora, to znaczy, że trzeba zmienić plany dotyczące zabudowy.
Jacek Wiącek, szef Komitetu Obrony Gietrzwałdu zapowiedział walkę o to aż do pomyślnego końca. W imieniu protestujących domagał się wpisania celów turystycznych zamiast wielkich hal w planie miejscowym. Wskazał na opinię Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która nie zgadza się na przebudowę drogi dojazdowej do terenu, gdzie miało stanąć centrum Lidla. Z kolei charakterystyczna aleja klonów posadzonych w czasie objawień Matki Bożej częściowo jest objęta ochroną jako zabytek.
Działacz mówił, że w trakcie wcześniejszej interwencji był zapewniany przez współautorkę planu ogólnego mgr inż. arch. Izabellę Ossowską-Rożen, że umieszczenie paneli słonecznych w miejscu błoń przy sanktuarium było efektem pomyłki. Jednak dziś okazuje się, że to sprawa aktualna. W odpowiedzi dr inż. Szymon Czyża stwierdził, iż jest to efekt zapisów w planie miejscowym, jednak tego rodzaju instalacje są według niego jedynie dopuszczone na błoniach, a nie jest przesądzone, iż mają się tam znaleźć na pewno.
Do KOG docierają sygnały od inwestorów skłonnych zainwestować w infrastrukturę pielgrzymkowo-turystyczną pod warunkiem rezygnacji przez gminę z uprzemysłowienia Gioetrzwałdu.
– My nie odpuścimy i dopóki nie zmienicie planu, będą protesty. Będziemy w mediach nagłaśniać i cała Polska się o tym dowie z Polonią amerykańską włącznie – zapowiadał Jacek Wiącek.
Przewodniczący Rady Gminy Janusz Tkaczyk zapewniał, że do władz Gietrzwałdu nie zgłaszają się inwestorzy hoteli czy pensjonatów. Z kolei w kontekście pytań o potencjalnych inwestorów na terenach „polidlowskich” sekretarz gminy odpowiedział, że gmina nie jest ich właścicielem, lecz do posiadacza działki miał zgłosić się już chętny na tego rodzaju przedsięwzięcie.
Szansa dla Gietrzwałdu
Maciej Mycielski, architekt zwrócił uwagę, że plan ogólny, nad którym pracuje gmina nie musi być w pełni zgodny z przyjętym kilka lat temu planem miejscowym. Może za to wyznaczyć zupełnie inną politykę rozwoju tego miejsca. Może on i powinien oprzeć się na fakcie, że Gietrzwałd, jedno z zaledwie 12 w całym świecie uznanych przez Stolicę Apostolską miejsc objawień Maki Bożej współtworzy tożsamość miejscowości. Drugim takim kluczowym elementem jest unikalny krajobraz. Stoi z tym w sprzeczności zaplanowanie na 70-hektarowym terenie położonym niespełna kilometr od sanktuarium, inwestycji powierzchni podobnej do obszaru całej wsi Gietrzwałd. Na planie ogólnym zaznaczono go jednak jako strefa usługowa, a nie produkcyjna. Stąd może znaleźć się tam ostatecznie zarówno coś w rodzaju niedoszłego centrum dystrybucyjnego wielkiej sieci, jak i infrastruktura usługowa skierowana na potrzeby pielgrzymów i turystów.
Architekt zwrócił się też do władz gminnych: – Możecie podziękować liderom protestu, że Gietrzwałd dostał taką reklamę na całą Polskę. Musimy tylko tę energię teraz poprowadzić na innych torach. Bo te magazyny tak naprawdę powinny powstawać, i tak się dzieje w Polsce i na świecie, naokoło węzłów komunikacyjnych, na przykład przy autostradach, jak na trasie Olsztyn – Olsztynek. Dlatego szansa, że tutaj coś takiego powstanie, według mnie będzie coraz mniejsza – ocenił.
Maciej Mycielski nawiązał do opracowań mówiących o rozwoju miejscowości będących znanymi sanktuariami. Przykładowo francuskie Lourdes w okresie objawień liczyło 4 tysiące mieszkańców. W ciągu 20 lat powstało natomiast w bliskiej okolicy tamtejszego sanktuarium około 30 hoteli. „Boom” zaczął się w 1956 roku, gdy na stulecie objawień do miejscowości przyjechało w ciągu 12 miesięcy 5 milionów wiernych.
– W Gietrzwałdzie za rok będzie 150. rocznica objawień. Nam się wydaje, że ten teren „po Lidlu” jest znakomitym terenem, żeby odciążyć cały ciężar ruchu turystycznego czy pielgrzymkowego od wsi Gietrzwałd. Nie ma innego terenu tak blisko wsi, a równocześnie mogącego być od niej niezależnym. Wystarczy, żeby tam rozwijała się nowa część wsi. Ten proces będzie stopniowy, będzie trwał co najmniej 20 lat. Myślę, w dzisiejszych czasach to jest realny scenariusz, który trzeba brać pod uwagę – mówił architekt.
Wojciech Samulowski, pierwszy wójt Gietrzwałdu po 1990 roku zaznaczył, że obecnie wieś „dusi się” pod względem komunikacyjnym. – Nie ma parkingów, nie ma ciągów spacerowych, nie ma gdzie umieścić ludzi, którzy tutaj przyjeżdżają. Ten plan nie stwarza tych warunków. On nie ma tych problemów rozwiązać, ale on ma wskazać tereny. Ma pokazać, dać te możliwości – mówił.
Gmina jest zobowiązana uchwalić plan ogólny do czerwca.
Źródła: debata.olsztyn.pl, gietrzwald.pl, Radio Wnet
RoM