2 czerwca 2021

Sprawa kardynała Woelkiego. Czy jest „zlecenie” na arcybiskupa Kolonii?

(fot. Wikipedia)

Kard. Rainer Maria Woelki, arcybiskup Kolonii, stał się w Niemczech symbolem wszystkiego, co w Kościele katolickim „złe” – przede wszystkim symbolem kultury zamiatania pod dywan problemu nadużyć seksualnych. Problem w tym, że kardynał Woelki… nie zrobił nic złego. Naraził się za to niemieckim liberałom, krytykując z konserwatywnych pozycji Drogę Synodalną. Nie wygląda to na przypadkową koincydencję.

W Kościele katolickim w Niemczech sprawa nadużyć seksualnych jest analizowana od wielu lat. W roku 2018 ukazało się tak zwane MHG-Studie, obszerne badanie kilku niezależnych grup eksperckich, które sprawdziły, do ilu przypadków wykorzystywania nieletnich dochodziło na przestrzeni kilkudziesięciu lat w całym kraju. Swoje raporty publikują też poszczególne diecezje.

Jesienią 2020 miał ukazać się szczegółowy raport dotyczący archidiecezji Kolonii. Jego opracowanie kard. Rainer Maria Woelki, koloński metropolita, zlecił kancelarii Westpfahl Spilker Wastl z Monachium. Było wiadome, że w Kolonii – tak jak w innych miejscach w Niemczech – przez lata przypadków nadużyć było wiele, a odpowiedzialność za ich ukrywanie spoczywa na wielu kluczowych decydentach kościelnych.

Raport został przygotowany – ale kardynał Woelki wstrzymał jego publikację. Decyzja była nieoczekiwana i zaskoczyła opinię publiczną. Arcybiskup wyjaśnił, że kancelaria popełniła bardzo poważne błędy metodologiczne. Nie podając żadnych szczegółów zasugerował, że jeżeli raport zostałby opublikowany w tej formie, w której go przygotowano, mógłby naruszyć prawo, ujawniając wrażliwe dane na temat ofiar nadużyć. Kardynał zapowiedział, że za kilka miesięcy ogłoszony zostanie nowy raport, wolny od tych błędów. Jego opracowanie zlecił prawnikowi Björnowi Gercke.

Rozpętała się medialna burza. Organizacje zrzeszające osoby poszkodowane w procederze nadużyć seksualnych uznały kardynała Woelkiego za osobę skompromitowaną i niewiarygodną. Media powszechnie zarzucały mu podwójne standardy. O kardynale pisano jako o człowieku, który „jest symboliczną figurą wszystkiego, co w Kościele idzie źle” (tak głosił na przykład wpływowy „Die Welt”). Powszechne stało się nawoływanie do dymisji. Dziennikarze i komentatorzy sugerowali, że kard. Woelki zatrzymał publikację raportu, by chronić przed konsekwencjami prawnymi siebie lub bliskie sobie osoby.

Wkrótce pojawiło się konkretne oskarżenie. Kard. Woelki miałby w roku 2015 dowiedzieć się, że ks. O. z Düsseldorfu, w tym czasie już emeryt, miał w przeszłości dopuszczać się nadużyć seksualnych w przedszkolu. Nie poinformował jednak o tej sprawie Watykanu. Sprawie pikanterii dodawał fakt, że kardynał znał ks. O. osobiście – kapłan był jednym z jego nauczycieli i osób wprowadzających go w praktykę duszpasterską. Zgłoszenie o rzekomym pogwałceniu przepisów prawa trafiło do bp. Felixa Genna z Münster. Zgodnie z dokumentem Vos estis lux mundi papieża Franciszka z 2019 roku bp Genn, jako najstarszy ordynariusz w prowincji kościelnej Kolonii, skierował sprawę do Watykanu za pośrednictwem Nuncjatury Apostolskiej. Wtedy rozpętało się prawdziwe piekło; powszechne stały się podejrzenia, że to właśnie z powodu tej sprawy kard. Woelki zablokował publikację raportu.

Kardynał tłumaczył jednak, że zgodnie z jego wiedzą i rozumieniem – działał w granicach prawa kościelnego. Sprawa nadużyć dotyczyła wydarzeń sprzed 40 lat. Ponadto ks. O. był w 2015 roku w stanie zaawansowanej demencji i jakiekolwiek przesłuchania nie miałyby najmniejszego sensu. Dlatego kard. Woelki nie podjął tematu. Hierarcha zaapelował do Watykanu. Poprosił, by Stolica Apostolska przebadała jego sprawę – i jeżeli okaże się, że jednak naruszył prawo, ukarała go.

Watykan tak uczynił. W lutym Kuria Rzymska podała do wiadomości publicznej, że przyjrzała się sprawie kard. Woelkiego – i nie dopatrzyła się żadnych zaniedbań. Stwierdzono oficjalnie, że kardynał działał zgodnie z przepisami.

Sprawy to jednak nie zamknęło – media dalej oskarżały kardynała o wszelkie możliwe niegodziwości. Co więcej, nie pomagali w tym niemieccy biskupi – liberalna większość postanowiła odciąć się od metropolity Kolonii. Kierunek wskazał przewodniczący Episkopatu, bp Georg Bätzing z Limburga, krytykował kard. Woelkiego za „złe zarządzanie kryzysem”. Określał nawet w świeckich mediach jego działanie jako „katastrofę” i przekonywał, że możliwość rezygnacji z urzędu „nie powinna być tematem tabu”. To tylko dolało oliwy do ognia.

Wreszcie opublikowano koloński raport – stało się to, zgodnie z zapowiedziami, w marcu. W dokumencie wskazano na szereg zaniedbań poprzedników kard. Woelkiego, w tym kard. Joachima Meisnera. Sam obecny metropolita był w świetle raportu wolny od jakichkolwiek zarzutów. Jednak nawet to nie pozwoliło zażegnać kryzysu. Owszem, sytuacja uspokoiła się, ale łatka „hipokryty” i „krętacza” przyklejona metropolicie przed media nie dała się tak łatwo usunąć.

Co więcej w maju spadł kolejny cios. Bp Felix Genn z Münster poinformował, że wpłynęło do niego kolejne zawiadomienie o możliwych zaniedbaniach kardynała Woelkiego. Szczegóły nie są znane; bp Genn nie powiedział na ten temat ani słowa – podał jedynie, że zgodnie z przepisami kościelnymi przekazał sprawę do Watykanu.

W efekcie zareagował papież. Do archidiecezji kolońskiej wysłanych zostało dwóch wizytatorów apostolskich. To kard. Anders Arborelius ze Sztokholmu oraz bp Hans van den Hende z Rotterdamu. Sam kardynał Woelki przekonuje, że cieszy się z wizytacji, która, jak sądzi, pomoże wyjaśnić całą sytuację.

Oby tak było rzeczywiście – o ile w sprawie naprawdę chodzi o przejrzystość w kwestii nadużyć seksualnych. Tak się bowiem składa, że to właśnie kard. Rainer Maria Woelki jest jednym z głównych niemieckich krytyków Drogi Synodalnej i szeroko pojętego modernistycznego kursu Kościoła w Niemczech. W 2018 roku to on próbował zablokować dokument zezwalający na udzielanie Komunii świętej niektórym protestantom (ostatecznie odniósł tylko częściowy sukces; interkomunię częściowo wprowadzono oficjalnie, wbrew obawom kard. Woelkiego). W roku 2019 bardzo krytycznie ocenił idee Drogi Synodalnej. W swoim sceptycyzmie odnośnie tego procesu trwa nadal, punktując niemiecki mainstream katolicki za przyjmowanie perspektywy świeckiej, zwłaszcza w kwestach moralnych. Działalność kard. Woelkiego jest dużym problemem wizerunkowym dla niemieckiego Episkopatu. Jego kierownictwo chciałoby prezentować jako zwarty modernistyczny taran, który jednogłośnie proponuje Kościołowi progresywną rewolucję. Choć oprócz kard. Woelkiego jest kilku jeszcze innych biskupów, którzy mówią temu projektowi „nie” (to na przykład biskup Ratyzbony, Rudolf Voderholzer), to jednak właśnie koloński metropolita uchodzi za wewnątrzkrajowy symbol sprzeciwu wobec liberalizmu.

Niestety, wskutek medialnej kampanii oczerniającej jest to symbol w oczach większości społeczeństwa po prostu skompromitowany. W końcu nikt nie będzie słuchał kardynała, o którym w mediach pisze się nieustannie w kontekście nadużyć seksualnych. Jak wiadomo, współcześnie prawda nikogo nie interesuje – liczy się efekt propagandowy. Być może kiedyś dowiemy się, czy istniał jakiś związek między oskarżeniami wobec kardynała a jego krytyką Drogi Synodalnej. Oczywiście może być tak, że metropolita Kolonii rzeczywiście w czymś zawinił. Jednak możliwe jest też zupełnie inne wytłumaczenie. Casus kard. George’a Pella, który próbował oczyścić watykańskie finanse, a skończył we więzieniu skazany – jak się okazało, bezpodstawnie – za rzekome nadużycia seksualne, każe nie odrzucać najbardziej nawet podejrzliwej hipotezy istoty sporu o metropolitę Kolonii. Propagandowe „usunięcie” kard. Woelkiego, skazanie go na swoistą śmierć cywilną, jest niewątpliwie wielu wpływowym graczom na rękę.

Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(4)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie