Samochody elektryczne miały być biletem do tańszej eksploatacji, ale ten rozdział właśnie się kończy. W czasach, gdy samochodów spalinowych porusza się na drogach coraz mniej, właściciele EV również muszą liczyć się z koniecznością ponoszenia opłat za utrzymanie infrastruktury – przekonuje „Rzeczpospolita”.
Amerykański Kongres przygotowuje nową ustawę infrastrukturalną wartą nawet 500-550 mld dolarów. Jednym z jej elementów mają być opłaty dla użytkowników samochodów elektrycznych, ponieważ – w przeciwieństwie do kierowców aut spalinowych – nie płacą oni podatków zawartych w paliwie, za które utrzymywana jest infrastruktura drogowa.
Propozycje zakładają opłaty rzędu 200-250 dol., a nawet 1000 dol. To więcej niż w przypadku samochodów spalinowych, których właściciele płacą średnio 88-95 dol. rocznie w federalnym podatku paliwowym. Autorzy przekonują, że większe obciążenia EV wynikają z większych gabarytów i masy samochodu (związanej głównie z masą ogniwa bateryjnego), przekładających się na eksploatację infrastruktury drogowej.
Wesprzyj nas już teraz!
W praktyce poszczególne stany już jakiś czas temu opracowały własne systemy pobierania opłat infrastrukturalnych od „elektryków”. W większości stanów dominuje model dodatkowej, jednorazowej opłaty od rejestracji na poziomie nieco ponad 250 USD rocznie. Problem zaczynają dostrzegać również decydenci w Europie. Wraz z większą ilością EV na drogach, poszczególne państwa zaczynają szukać rozwiązań pozwalających wypełnić lukę we wpływach z paliw. Przykładowo, Wielka Brytania zniosła w 2026 r. wszelkie zwolnienia podatkowe dla właścicieli pojazdów z napędem bateryjnym.
Źródło: rp.pl
PR