Kościół katolicki ma poważny problem teologiczny. Ujawnia go tocząca się obecna debata dotycząca stosunku do Żydów, syjonizmu, Izraela i przymierza z Bogiem – uważa Pesach Wolicki.
Ortodoksyjny rabin żydowski, pisarz, felietonista, wykładowca i aktywista syjonistyczny, były zastępca dyrektora Centrum Porozumienia i Współpracy Żydowsko-Chrześcijańskiej (CJCUC) w latach 2015–2019, felietonista „The Jerusalem Post” właśnie 29 marca br. zamieścił znamienny komentarz na łamach tego periodyku pod tytułem „A crisis of faith: The Christian debate over Jews, covenant, and Israel – opinion” [Kryzys wiary: chrześcijańska debata na temat Żydów, przymierza i Izraela – opinia].
„Coś dziwnego dzieje się w niektórych zakątkach świata chrześcijańskiego. Tradycyjni katolicy i wiele innych chrześcijańskich głosów coraz częściej twierdzi, że dzisiejsi Żydzi nie są tak naprawdę Żydami, że państwo Izrael nie ma znaczenia, a chrześcijański syjonizm jest herezją. Te idee nie ograniczają się już do marginalnych platform; weszły do głównego nurtu dyskursu, a Tucker Carlson stał się najwybitniejszym głosem publicznym podnoszącym takie twierdzenia. Choć może się to wydawać jedynie dodatkiem do dyskusji politycznej, w rzeczywistości sygnalizuje poważny kryzys teologiczny w tradycyjnym chrześcijaństwie” – uważa rabin.
Wesprzyj nas już teraz!
Jego zdaniem, już zdezaktualizował się trwający ponad 1500 lat główny nurt teologii chrześcijańskiej dotyczącej Żydów ukształtowany przez św. Augustyna. Sformułowana przez niego „teologia świadka” stanowiąca o tym, że Żydzi mieli przetrwać na wiecznym wygnaniu, „rozproszeni, bezsilni i zależni”, by „służyć jako żywe świadectwo prawdy chrześcijańskiej” – według rabina – nie wytrzymuje próby czasu. O ile miała ona sens wtedy, gdy Żydzi nie mieli swojego kraju, obecnie, gdy mają swoją ojczyznę i władzę polityczną w postaci państwa Izrael, straciła ona znaczenie.
Wolicki twierdzi, że tamten świat „już nie istnieje”. „Naród żydowski powrócił masowo do swojej ziemi, zebrany z czterech stron świata i odzyskał suwerenność. Nie jesteśmy już ‘ludem świadków’ z wyobraźni Augustyna – i to stwarza problem” – czytamy.
Przekonuje, że teologia, która „w swojej istocie, jest próbą zrozumienia działań Boga w świecie” nie zgadza się z eschatologią. To w szczególności problem dla Kościoła katolickiego, który ma zmagać się z tym dylematem od „powstania i sukcesu państwa Izrael”. Stąd, jak tłumaczy, „począwszy od Soboru Watykańskiego II w 1965 roku, a kończąc na kolejnych papieskich oświadczeniach, nastąpiła wyraźna zmiana” nauczania na temat stosunku do Żydów. Przypomniał stale powtarzane frazy związane z dialogiem z judaizmem dotyczące kwestii nieodwołanego Starego Przymierza z „narodem żydowskim”, wypowiedzi papieży od Jana Pawła II przez Benedykta XVI po Franciszka na ten temat, wreszcie dokument watykański z 2015 roku. I pisze: „To nie Augustyn. To znacząca zmiana teologiczna – taka, która uznaje rzeczywistość, z którą Augustyn nigdy się nie zetknął: odrodzony naród żydowski w ojczystej ziemi. Watykan nie rozwiązał w pełni wszystkich implikacji tej zmiany”.
Autor wskazuje, że Watykan ma „w rzeczywistości otwarcie przyznawać się do pozornie sprzecznego związku między wiecznym żydowskim statusem przymierza a teologią chrześcijańską, nazywając go ‘niezgłębioną boską tajemnicą’, co stanowi bezpośrednie nawiązanie do zmagań Pawła z tym właśnie pytaniem w Liście do Rzymian. Jednak samo to przyznanie wyraża gotowość do konfrontacji z realiami historycznymi i odpowiedniego dostosowania rozumienia teologicznego”.
Rabin dodaje, że „nie każdy jest na to gotowy”, a „głosy ‘tradycyjnych katolików’, atakujące obecnie Żydów i chrześcijańskich syjonistów, pod wieloma względami starają się zachować nienaruszone ramy nauczania Augustyna. Napotykają jednak oczywistą przeszkodę: fakty temu przeczą”.
Co ma autor komentarza na myśli? Wskazuje, że „jeśli dzisiejsi Żydzi są Żydami z czasów biblijnych – a przymierze nie zostało zerwane – wówczas model wiecznego wygnania Augustyna upada. Mówiąc wprost, absurdem jest twierdzenie, że Augustyn sformułowałby swoją teologię świadectwa, gdyby dożył czasów obecnego państwa Izrael”.
Rabin kontynuuje swoje wywody, sugerując, że „tradycyjni” chrześcijanie próbują „obejść” problem rzekomej nieaktualności nauczania św. Augustyna twierdząc, że „dzisiejsi Żydzi nie są tak naprawdę Żydami”. Stąd ich powrót do Izraela miałby być „bezsensowny”, „państwo Izrael jest biblijnie nieistotne, a tradycja augustiańska pozostaje nienaruszona”.
Zdaniem Wolickiego, w dzisiejszej dyspucie nie chodzi tylko o antysemityzm, choć „może to być jego częścią”, lecz o dużo istotniejszą kwestię w jego mniemaniu to jest o „ochronę systemu teologicznego przed rzeczywistością, która mu zagraża”.
„Sednem tego konfliktu jest różnica między teologią a eschatologią. Teologia dotyczy rozumienia Boga; ludzie mogą w nieskończoność spierać się o teologię bez rozwiązania. Żyd i chrześcijanin mogą mieć fundamentalnie różne poglądy na temat Boga i nadal pokojowo współistnieć. Eschatologia natomiast w pewnym momencie dojdzie do punktu kulminacyjnego. Eschatologia dotyczy tego, jak rozwija się historia – tego, co stanie się na końcu. A kiedy dwie eschatologiczne wizje się zderzają, historia ostatecznie wydaje werdykt” – pisze rabin.
I dalej: „Przez wieki istniały sprzeczne twierdzenia. Jedno głosiło, że Żydzi pozostaną na wygnaniu na zawsze. Drugie – zakorzenione w Biblii hebrajskiej i w wierze Żydów na całym świecie – głosiło, że naród żydowski pewnego dnia powróci do swojej ojczyzny. Przez większość historii ta debata mogła pozostać teoretyczna. Ale już nie. Historia przemówiła. Naród żydowski powrócił – i to wymusza wybór”.
Wolicki uważa, że zmiany, jakie nastąpiły po Soborze Watykańskim II w nauczaniu w odniesieniu do Żydów to „nie oznaka słabości”, lecz „intelektualnej i duchowej pokory”.
Są jednak tacy, którzy „wybrali inną drogę” i „zamiast skorygować swoją teologię, odrzucają rzeczywistość: zaprzeczają, że Żydzi są Żydami, odrzucają państwo Izrael jako nieistotne i atakują tych chrześcijan, którzy wyciągnęli teologiczne wnioski z powrotu narodu żydowskiego do Ziemi Obiecanej”.
Zagorzały aktywista syjonistyczny podkreśla, że „ta reakcja, jakkolwiek głośna, nie jest w stanie rozwiązać ukrytego napięcia” i wciąż aktualne pozostaje pytanie: „jeśli naród żydowski nadal trwa w przymierzu z Bogiem – i jeśli powrócił do swojej ziemi – co to oznacza?”.
Rabin zaznacza, że toczący się spór zwolenników i przeciwników syjonizmu chrześcijańskiego nie jest jedynie „marginalnym internetowym sporem”, lecz „czymś znacznie głębszym”. To spór dotyczący „konfrontowania się systemu teologicznego z rzeczywistością, której nie potrafi już wyjaśnić”. Konkluduje, że to jest „kryzys teologiczny – kryzys, który dopiero się zaczyna”.
Autor, który jest dyrektorem wykonawczym Israel365 Action może mieć rację w kwestii poważnej próby podważenia nauczania Kościoła katolickiego, jeśli chodzi o stosunek do mesjańskich teorii żydowskich i w ogóle stosunku do religii niechrześcijańskich, w tym do współczesnego judaizmu rabinicznego.
Wynika to chociażby z faktu zintensyfikowania działań orędowników dialogu z judaizmem w tym kierunku. W 2019 r. teolog z uniwersytetu w Bristolu, doradca Konferencji Episkopatu Anglii i Walii oraz Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, prof. Gavin D’Costa zadawał pytanie: czy „katolicki syjonizm”, ewoluujący w ciągu ostatniego półwiecza, może stać się oficjalnym nauczaniem Kościoła?
D’Costa jest autorem książki zatytułowanej „Catholic Doctrines on the Jewish People after the Second Vatican Council” [Katolicka doktryna dotycząca Żydów po Soborze Watykańskim II] wydanej nakładem Oxford University Press.
Przed jej publikacją, w obszernym eseju pt. „The New Catholic Zionizm” zamieszczonym we wrześniu 2019 r. na stronie mosaicmagazine.com profesor wyraził nadzieję, że pomimo drastycznie spadających wskaźników przynależności do Kościoła i tym samym – praktyk religijnych, wiara nie zniknie, jak tego chcieli sekularyści i liberałowie, a to za sprawą „zbawiennego pojawienia się katolickiego syjonizmu”, czyli prądu myślowego, który w jego przekonaniu może potencjalnie wpłynąć na dobre nastawienie wobec państwa Izrael.
Zdaniem prof. D’Costy, „katolicki syjonizm” budzi wiele nadziei i powinien nawet być przedmiotem głębokiego zainteresowania nie tylko Izraela i jego sojuszników, ale każdego, kto interesuje się religią i polityką. Dlaczego? Z tego powodu, że „katolicki syjonizm” ma inne oblicze. „(…) postrzega założenie Izraela w 1948 roku jako część biblijnej obietnicy ziemi dla wybranego ludu Bożego, a także zgromadzenie tego ludu jako znak wierności Boga złożonym obietnicom. Jednak maksymalistyczne przekonania niektórych wyraźnych form protestanckiego syjonizmu, takie jak przewidywanie czasów ostatecznych oraz wykorzystanie Żydów i Izraela jako instrumentów służących realizacji tej wizji, są odrzucane w koncepcji katolickiej” – czytamy.
Dlaczego Kościół faktycznie zmierza w kierunku tak specyficznej katolickiej formy syjonizmu? – pyta autor. Jego własna odpowiedź brzmi: na podstawie dowodów odrzucających długą tradycję „katolicyzmu antyżydowskiego”.
„Twierdzę również, że rozwój ten ma ogromne znaczenie i powinien być przedmiotem głębokiego zainteresowania nie tylko państwa Izrael i jego światowych zwolenników, zarówno Żydów, jak i pogan, ale także wszystkich osób i rządów uważnych wobec trendów opinii publicznej, dotyczących religijnych i politycznych spraw. Ponadto w Europie zagrożonej – nawiedzonej przez powrót antysemityzmu – ów katolicki syjonizm jest niczym innym jak kontrkulturą w najbardziej obiecującym tego słowa znaczeniu” – czytamy.
Za impuls do rozwoju „katolickiego syjonizmu” D’Costa uznał rok 1965. Szczególny wpływ na rozwój tego zjawiska miały też wydarzenia z lat 80. ubiegłego wieku. „Od tego czasu proces, który wciąż czeka na pełne rozwinięcie, zyskuje na popularności” – uważa teolog. Przywołuje oficjalne dokumenty kościelne, które niewielu czyta, poza naukowcami. Co więcej, w jego przekonaniu, „dowody są zarówno niezwykłe, jak i jednoznaczne”, a całego procesu tworzenia „katolickiego syjonizmu” nie da się powstrzymać.
D”Costa podkreśla, że gdy papieże powtarzają te nauki, to one powoli wkraczają do krwioobiegu Kościoła, nawet jeśli nie zostały formalnie uznane za wiążące doktryny, które muszą być przestrzegane przez wszystkich wyznawców katolicyzmu. W tym sensie nie ma odwrotu. Kościół katolicki uznaje teraz naród żydowski za współdziedziców przymierza, któremu Bóg pozostaje wierny – ocenia teolog.
Watykański doradca wskazuje ponadto na zmianę „narracji”, która sprzyja rozwojowi „katolickiego syjonizmu”. Zauważa, że pomimo licznych przeszkód zewnętrznych i wewnętrznych, które trzeba usunąć, wszystko wskazuje na to, iż „katolicki syjonizm” rozwija się i budzi wielkie nadzieje wśród Żydów.
Teolog dodaje, że Kościół wyrażając poparcie dla Izraela, „byłby wierny prawdzie, którą otrzymał”. Autor liczy, że duchowi przywódcy zdołają przekonać wiernych, że Izrael jest częścią Bożego planu.
Według prof. D’Costy, Kościół zmierza w tym kierunku, o czym mają świadczyć nauczania papieży i dokumenty watykańskie, które mają wskazywać na ciągłość Izraela od judaizmu biblijnego, przez wczesnorabiniczny, do współczesnego i obalać tradycję augustiańską, zgodnie z którą jedynym celem diaspory żydowskiej było występowanie jako uniwersalny świadek prawdy chrześcijańskiej.
D’Costa to nie jedyny promotor „katolickiego syjonizmu”. Do zmiany nauczania Kościoła w kwestii stosunku do judaizmu – a w konsekwencji także do innych religii – ma zmierzać niezwykle wpływowy kardynał z Marsylii, Jean-Marc Aveline, typowany do niedawna na głównego kandydata na następcę Franciszka podczas ostatniego konklawe.
Duchowny ma „na nowo interpretować rolę fałszywych religii w zbawieniu”, „na nowo definiować powszechność pośrednictwa Chrystusa, obejmując nim osoby spoza Kościoła” i „rekonfigurować misję Kościoła wokół dialogu, a nie nawracania”.
W miejsce prawdziwej religii kard. Aveline wprowadza nowy model, który zachowuje część słownictwa katolicyzmu, ale pozbawia go pierwotnej treści. Dokonuje teologicznej subwersji prowadzącej do indyferentyzmu i apostazji, chociaż głosi „pogłębienie” „tajemnicy zróżnicowanej jedności dzieła Bożego”, jak sugeruje autor obszernej analizy jego teologii S.D. Wright, zamieszczonej n stronie Life Site News: „Conclave frontrunner Cardinal Aveline’s views on Judaism subvert Church teaching” [Poglądy kardynała Aveline’a, faworyta konklawe, na judaizm podważają nauczanie Kościoła]. Ukazała się ona 2 maja 2025 r.
Warto w tym kontekście przypomnieć, co stanowi Katechizm Kościoła Katolickiego.
„KKK 675 Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących (Por. Łk 18, 8; Mt 24, 12). Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię (Por. Łk 21,12; J 15,19-20). odsłoni „tajemnicę bezbożności” pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele (Por. 2 Tes 2, 4-12; 1 Tes 5, 2-3; 2 J 7; 1 J 2, 18. 22).
KKK 676 To oszustwo Antychrysta ukazuje się w świecie za każdym razem, gdy dąży się do wypełnienia w historii nadziei mesjańskiej, która może zrealizować się wyłącznie poza historią przez sąd eschatologiczny. Kościół odrzucił to zafałszowanie Królestwa, nawet w formie złagodzonej, które pojawiło się pod nazwą millenaryzmu (Por. Kongregacja Św. Oficjum, dekret De Millenarismo (19 lipca 1944): DS 3839). przede wszystkim zaś w formie politycznej świeckiego mesjanizmu, „wewnętrznie perwersyjnego” (Por. Pius XI, enc. Divini Redemptoris; potępia w tej encyklice „fałszywy mistycyzm” tej „karykatury odkupienia pokornych”; Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 20-21).
KKK 677 Kościół wejdzie do Królestwa jedynie przez tę ostateczną Paschę, w której podąży za swoim Panem w Jego Śmierci i Jego Zmartwychwstaniu (Por. Ap 19, 1-9). Królestwo wypełni się więc nie przez historyczny triumf Kościoła (Por. Ap 13, 8.) zgodnie ze stopniowym rozwojem, lecz przez zwycięstwo Boga nad końcowym rozpętaniem się zła (Por. Ap 20, 7-10). które sprawi, że z nieba zstąpi Jego Oblubienica (Por. Ap 21, 2-4). Triumf Boga nad buntem zła przyjmie formę Sądu Ostatecznego (Por. Ap 20, 12. po ostatnim wstrząsie kosmicznym tego świata, który przemija (Por. 2 P 3, 12-13)”.
Ks. prof. Tsakanikas, krytyk chrześcijańskiego i katolickiego syjonizmu wyjaśnia, że „chociaż syjoniści twierdzą, iż Bóg obiecał Mojżeszowi i Izraelitom ziemię jako potomkom Abrahama, to jednak wybiórczo zapominają przyznać, że istniały warunki zachowania ziemi, które zostały wyraźnie określone w Torze przekazanej przez Mojżesza”.
„Bóg dał ziemską Jerozolimę innym narodom, odkąd Sanhedryn skazał Mesjasza na śmierć, a jak przepowiedział Jezus w Ewangelii Mateusza 21, 43: Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże zostanie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce” – zauważył duchowny.
Źródło: jpost.com, PCh24.com, lifesitenews.com
AS
Znasz już Kwartalnik PCh24.pl o syjonizmie chrześcijańskim?
POBIERZ wersję cyfrową lub ZAMÓW wydanie książkowe
