Pola minowe pojawią się na wschodniej oraz północnej granicy i wejdą w skład budowanej obecnie Tarczy Wschód – podaje w czwartkowym wydaniu „Dziennik Gazeta Prawna”. Eksperci tłumaczą, że nie chodzi o zaminowanie terenu, ale „osiągnięcie takich możliwości operacyjnych”, żeby w krótkim czasie zabezpieczyć teren.
Od piątku, 20 lutego, Polska oficjalnie będzie mogła wznowić produkcję min przeciwpiechotnych. Tego dnia mija okres wypowiedzenia Konwencji Ottawskiej, zakazującej produkowania i korzystania z tego typu uzbrojenia. Polska była jej sygnatariuszką od 2013 r. Przez ten czas nie tylko nie uwzględniano w planach obronnych układania pól minowych, lecz także zlikwidowano całe wojskowe zapasy tego środka bojowego, czytamy w „DGP”.
„Po wyjściu z Konwencji na terenie Polski planowane jest rozpoczęcie produkcji min przeciwpiechotnych. Obecnie mamy zidentyfikowanych producentów i dostawców tego typu asortymentu” – poinformował „DGP” resort obrony.
Wesprzyj nas już teraz!
Według „DGP” szczegółów zamówień MON nie ujawnia, jednak ostatnie ruchy inwestycyjne pozwalają wskazać, gdzie będą produkowane polskie miny przeciwpiechotne. Jednym z takich miejsc mają być Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne Belma. Do uruchomienia produkcji przymierza się też radomska spółka Pronit.
Resort obrony przyznaje, iż pola minowe wejdą w skład budowanej obecnie Tarczy Wschód. Tajemnicą jest, ile min przeciwpiechotnych będzie chciała pozyskać Polska.
„To nie będzie tak, że od razu zaminujemy granicę wschodnią, tylko w ramach planów operacyjnych osiągniemy takie zdolności, aby w krótkim czasie zabezpieczyć ten teren. To stwarza pewien dylemat dla potencjalnego agresora, który będzie musiał 10 razy się zastanowić, czy warto atakować. W czasie pokoju pola minowe pozostaną jednak tylko na papierze ” – wyjaśnia „DGP” Andrzej Szewiński, wiceprzewodniczący sejmowej komisji obrony.
Po zaspokojeniu krajowych potrzeb Polska może stać się też eksporterem min. Chęć współpracy już wyraził minister obrony Łotwy Andris Spruds, nadwyżki produkcyjne mogą trafić na Ukrainę lub do innych krajów NATO graniczących z Rosją.
PAP
/ oprac. PR