18 listopada 2020

Trump wycofuje część wojsk z Iraku i Afganistanu. Politycy krytykują

Prezydent Donald Trump nakazał Pentagonowi wycofać 2 tys. 500 żołnierzy z Afganistanu i Iraku do połowy stycznia. Wiadomość, którą ogłosił we wtorek sekretarz obrony Christopher Miller zelektryzowała polityków. Zarówno Demokraci, jak i Republikanie przekonują, że znacznie uszczuplenie sił USA, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, nie leży w interesie Ameryki.

 

Departament Obrony zmniejszy liczbę żołnierzy w Afganistanie z 4 tys. 500 do 2 tys. 500, a liczbę sił w Iraku z 3 tys. do 2 tys. 500 do 15 stycznia 2021 r.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Przed oświadczeniem Millera, wysoki rangą urzędnik Pentagonu poinformował dziennikarzy, że ograniczenie liczebności armii było „wspólną decyzją” prezydenta i różnych przywódców wojskowych.

Szef Departamentu Obrony zapewnił, że bezpieczeństwo narodowe USA nie będzie zagrożone, a wojska pozostające za Oceanem będą nadal mogły pomagać sojusznikom i partnerom zarówno w Afganistanie, jak i w Iraku.

 

Przeciwko redukcji armii występował zwolniony wcześniej z Pentagonu sekretarz Esper. Miał on wysłać prezydentowi tajną notatkę, w której poinformował, że warunki w Afganistanie nie są wystarczające do dalszego wycofywania wojsk, ponieważ mogłoby to zagrozić rozmowom pokojowym – donosił „The Washington Post.” Jednak urzędnik podkreślił, że „nie ma sprzeczności pomiędzy prezydentem i jego gabinetem bezpieczeństwa narodowego”.

 

Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Robert O’Brien krótko skomentował decyzję prezydenta, zaznaczając, że Trump spełnił obietnicę wyborczą dotyczącą zakończenia „niekończących się wojen.”

– Cztery lata temu prezydent Trump złożył obietnicę, że powstrzyma niekończące się wojny Ameryki. Prezydent Trump dotrzymuje obietnicy złożonej narodowi amerykańskiemu – stwierdził O’Brien.

Pozostali żołnierze w Afganistanie i Iraku mają bronić ambasad i innych obiektów rządowych oraz dyplomatów, a także odstraszać wrogów.

 

 – Prezydent Trump ma nadzieję, że do maja wszyscy wrócą do domu bezpiecznie i w całości. Chcę powtórzyć, że ta polityka nie jest nowa. Taka była polityka prezydenta od czasu objęcia urzędu  – dodał doradca ds. bezpieczeństwa narodowego.

 

Decyzja Trumpa spotkała się z szybkim potępieniem ze strony Demokratów i części Republikanów, w tym członka House Armed Services Committee, Maca Thornberry’ego.

 

„Uważam, że te dodatkowe redukcje amerykańskich żołnierzy z terenów terrorystycznych są błędem. Dalsze redukcje w Afganistanie również podważają tamtejsze negocjacje; Talibowie nie zrobili nic – nie spełnili żadnego warunku – co uzasadniałoby to cięcie” – stwierdził Thornberry w oświadczeniu. „Dopóki istnieją zagrożenia dla Amerykanów i amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego na świecie, Stany Zjednoczone muszą być czujne, silne i zaangażowane, by chronić nasz naród i wypełniać zobowiązania wynikające z Konstytucji” – dodał.

 

Przywódca większości w Senacie Mitch McConnell (R-Ky.) ostrzegł, że tylko „niewielka mniejszość” w Kongresie poprze decyzje, która „zraniłaby naszych sojuszników i zachwyciła ludzi, którzy źle nam życzą.”

 

Szef NATO, Jens Stoltenberg sprzeciwia się zbyt szybkiemu opuszczeniu Afganistanu przez siły amerykańskie i sojusznicze. Obawia się, że region stanie się ostoją terrorystów, którzy będą planować i kierować zamachami na kraje europejskie.

 

„Stoimy teraz przed trudną decyzją” – powiedział Stoletenberg w oświadczeniu we wtorek. „Jesteśmy w Afganistanie od prawie 20 lat i żaden sojusznik NATO nie chce zostać dłużej, niż to konieczne. Ale jednocześnie cena zbyt wczesnego lub nieskoordynowanego wyjazdu może być bardzo wysoka ”.

 

USA mają swoje siły w Afganistanie od października 2001 r. po atakach terrorystycznych z 11 września na WTC w Nowym Jorku. W Iraku armia amerykańska stacjonuje od 2003 r., to jest od czasu inwazji, której dokonano w oparciu o niedokładne dane wywiadowcze, sugerujące, że ówczesny prezydent Saddam Hussein posiadał broń masowego rażenia, która miała być zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych.

 

Magazyn „Foreign Affairs” przypomina, że Ameryka odniosła wiele porażek na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich dwóch dekad. Jednak Stany Zjednoczone nie powinny redukować swojej obecności, ponieważ mieszkańcy regionu potrzebują wsparcia USA.

 

Mimo że elity kształtujące amerykańską politykę zagraniczną doszły do „nowego konsensusu,” iż Waszyngton nie ma już żywotnych interesów w regionie i odpowiednio zredukuje swoje ambicje, ograniczy swoje siły, a być może nawet zakończy erę „niekończących się wojen” poprzez całkowite wycofanie się z Bliskiego Wschodu, to jednak – jak pisze „FA” – opuszczenie Bliskiego Wschodu nie jest rozsądną polityką.

 

„Waszyngton nadal ma tam krytyczne interesy, które warto chronić, nawet jeśli zmiany polityczne, technologiczne i społeczne sprawiły, że interesy te stały się mniej żywotne niż dekady temu. Jednak zamiast wykorzystywać potęgę USA do przebudowy regionu, decydenci muszą przyjąć bardziej realistyczny i możliwy do zrealizowania cel, jakim jest ustanowienie i utrzymanie stabilności” – czytamy.

 

Magazyn wskazuje, że  niepotrzebnie USA opowiadały o planach wycofania się z Bliskiego Wschodu, ponieważ lukę tę zamierzają wypełnić Rosjanie i Chińczycy zainteresowani sianiem chaosu i większym rozlewem krwi.

 

Za zwiększoną obecnością amerykańskiej armii w regionie przemawiały m.in. konieczność zapewnienia bezpieczeństwa transportu ropy z Zatoki Perskiej, jednak sytuacja zmieniła się wraz z boomem w dziedzinie szczelinowania hydraulicznego, który pozwolił Amerykanom uzyskać niezależność energetyczną.

 

Innym powodem zwiększonej obecności militarnej była konieczność wspierania Izraela. Jednak obecnie amerykańskim politykom proizraelskim coraz trudniej będzie przekonać Kongres do przesyłania ogromnej pomocy finansowej i militarnej do Tel Awiwu. „Postępujące zmiany demograficzne i polityczne w Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie zmniejszą hojność Waszyngtonu w nadchodzących dziesięcioleciach. Coraz trudniej jest udowodnić, że Izrael nadal potrzebuje pomocy USA. Izrael jest bogatym krajem o rozwiniętej gospodarce, dobrze zintegrowanej z resztą świata, zwłaszcza w sektorze technologii informacyjnych. PKB Izraela na mieszkańca jest porównywalne z PKB Francji i Wielkiej Brytanii, a pozycja strategiczna Izraela nigdy nie była lepsza” – zauważa magazyn.

 

Jeśli chodzi o Iran, który wciąż pozostaje wyzwaniem, to Amerykanie uważają, że Izraelskie Siły Obronne mogą odstraszyć skutecznie Teheran i jego sojuszników. Izraelczycy mają obecnie znacznie bardziej wyrafinowaną armię niż którykolwiek z jego sąsiadów. Ponadto Tel Awiw rozwinął swoje więzi z krajami arabskimi w Zatoce Perskiej. Znormalizował stosunki z Bahrajnem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, mimo zacieśnienia półwiecznej kontroli nad Zachodnim Brzegiem.

 

Wg „FA” także terroryzm nie wywiera już takiego wpływu na politykę zagraniczną USA, jak kiedyś. Stany Zjednoczone nie doświadczyły kolejnego ataku na skalę z 11 września, Państwo Islamskie niemal całkowicie unicestwiono  w Iraku i Syrii, a Amerykanie obecnie bardziej boją się koronawirusa i utraty pracy niż terroryzmu.

 

Ponadto, jak sugerują niektórzy analitycy terroryzm wynika w dużej mierze z zaangażowania militarnego USA w regionie, gdzie dżihadyści wzywają do oporu wobec „heretyckiego ciemiężyciela.”

Inna kwestia nieproliferacji broni masowego rażenia nie musi być rozwiązywana na drodze militarnej, ale dyplomatycznej.

 

„Jeśli ochrona przepływu ropy, ochrona Izraela, walka z terroryzmem i zapobieganie proliferacji broni masowego rażenia nie czynią już Bliskiego Wschodu priorytetem dla amerykańskiej polityki zagranicznej ani nie usprawiedliwiają znaczącej tam obecności wojskowej USA, to co nią jest? Odpowiedź brzmi: odpowiednio zarządzana obecność USA w regionie zapewnia pewien stopień stabilności w części świata ogarniętej przemocą, upadającymi krajami i odradzającymi się autorytaryzmami. Bliski Wschód ukształtowany przez duże zaangażowanie Stanów Zjednoczonych nie jest bastionem liberalnej demokracji i dobrobytu. Ale prawdziwie postamerykański Bliski Wschód byłby jeszcze gorszy” – czytamy.

 

Magazyn sugeruje, że USA powinny skupić się na polityce powstrzymywania niebezpiecznych działań np. Iranu. Powstrzymywanie nie jest jednak „ćwiczeniem w dyplomatycznej twardej piłce; wymaga obecności sił zbrojnych i wiarygodnego zagrożenia ich użycia.”

 

Odstraszanie  miałoby przeciwdziałać destabilizacji, takiej jaka ma miejsce w Jemenie. Przez wojnę proxy Arabii Saudyjskiej i Iranu zdestabilizowany został Półwysep Arabski, utrudniając Waszyngtonowi przeciwdziałanie ekstremizmowi i ochronę swobodnego przepływu energii.

Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu pogorszyłoby też sytuację we wschodniej części Morza Śródziemnego, gdzie wzrastają napięcia związane ze statusem Cypru, granicami morskimi i dostępem do złóż gazu ziemnego.

 

„Byłoby błogosławieństwem, gdyby Stany Zjednoczone mogły po prostu zakończyć swoje „niekończące się wojny” i wycofać się z Bliskiego Wschodu. Ale takie postępowanie nie byłoby sposobem na prowadzenie polityki zagranicznej. Opuszczenie regionu przyniosłoby korzyści, lecz koszty znacznie przeważyłyby” – czytamy.

 

Magazyn sugeruje, że Waszyngton ugrzązł na Bliskim Wschodzie, ponieważ stracił z oczu to, co naprawdę ma znaczenie w regionie. Przez ostanie 20 lat USA uzasadniały swoją obecność koniecznością ochrony własnych interesów. Obecnie – wg „FA” – celem powinno być „wyjaśnienie, co jest ważne, i dopasowanie zasobów krajowych do ochrony tych rzeczy.”

 

Deklaracja porażki i powrót do domu niczego nie rozwiążą – konkluduje pismo.

 

Źródło: thehill.com, cfr.org

 

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 4 550 zł cel: 500 000 zł
1%
wybierz kwotę:
Wspieram