25 września 2012

Gdy myślimy o potrzebach związanych z prowadzeniem wojny, pierwszym skojarzeniem większości z nas jest broń. Pozostali zwrócą uwagę na pieniądz jako niezbędny, w sposób pośredni, do zaspokojenia wszelkich potrzeb wojska. Jednak niewielu wymieni niezbędność efektywnego transportu, a przecież przemieszczanie się wojsk i ich zaopatrzenie determinuje sposób prowadzenia wojny w wymiarze strategicznym (przeprowadzenie całej kampanii), jak i na poziomie taktycznym (sposób rozegrania bitwy).

 

Wszyscy znamy, choćby z kart „Trylogii”, staropolski zwyczaj poruszania się podjazdów kawalerii „komunikiem”, czyli bez wozów, tylko z użyciem koni wierzchowych i jucznych. Dzięki temu zyskiwano dużą szybkość przemarszów, co umożliwiało zachowanie inicjatywy wobec wolniejszego przeciwnika oraz wybór czasu i miejsca walki.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Maszerują strzelcy, maszerują

Zmiana sposobu transportu całkowicie zmienia pole walki i oblicze wojny. Pierwszym pojazdem bojowym, który decydował o sile władcy, był w czasach biblijnych rydwan. Po ilości tych pojazdów w armii można było bezbłędnie określić siłę poszczególnych państw. Kolejną zmianą dotyczącą transportu przekształcającą oblicze wojny było wynalezienie strzemienia, które spowodowało pojawienie się całych armii konnych, jak np. wojska mongolskich chanów. Wraz z rewolucją przemysłową dziewiętnastego wieku kolej żelazna umożliwiła szybką koncentrację wojsk na wybranym odcinku frontu. W praktyce jako pierwsi wykorzystali tą możliwość Francuzi, szybko przerzucając swe siły idące na pomoc Sabaudii w wojnie przeciw Austrii o dominację w Italii.

 

Kolejne wynalazki: samochód, czy transporter opancerzony nie zmieniały jakościowo tego wyścigu, a tylko dawały możliwość szybszego dotarcia na pole bitwy niż przeciwnik. Dopiero helikopter dał pełną swobodę manewru na polu bitwy, odsyłając do lamusa pewność orientacji, gdzie znajduje się wróg, gdzie flanki na które zawsze należy uważać, a gdzie bezpieczne tyły.

 

Powietrzne taksówki

Pierwsze zastosowania pionowzlotów były ograniczone do ratowanie zestrzelonych pilotów ewakuacji rannych i łączności. Z czasem możliwy stał się transport lekkiej piechoty, wsparcie z powietrza, wykrywanie okrętów podwodnych. Dziś helikopter jest uniwersalnym narzędziem walki działającym bezpośrednio na rzecz walczących oddziałów.

 

Z pośród wszystkich zastosowań helikoptera największy wpływ na obraz pola walki mają jego wersje transportowe, które współcześnie są w stanie transportować – poza piechotą – artylerię, a nawet lekkie pojazdy, znacznie w ten sposób podnosząc efektywność desantu.

 

Trzeci wymiar pola bitwy stworzony został pierwotnie przez oddziały spadochronowe i szybowcowe, jednak mają one mniejszą dokładność i bezpieczeństwo lądowania. Problemem jest też dosłowne uziemienie sił powietrzno-desantowych. Jedyną drogą ich ewakuacji może być droga lądowa. Dopiero helikopter transportowy umożliwił „punktowe” zajęcie terenu i następnie podtrzymanie linii zaopatrzenia. A dzięki możliwości lądowania w każdym niemal terenie oddziały desantowe mogą być po akcji (lub w razie jej niepowodzenia) ewakuowane tą samą drogą, którą przybyły. W ten sposób możliwe się stało – przez tak zwane „pionowe okrążenie” – odcięcie sił nieprzyjaciela od jego tyłów.

 

Choć w powszechnej wyobraźni pośród licznych odmian helikoptera rządzą jego szturmowe wersje, to jednak właśnie transportowce mają zdecydowanie największy wpływ na formę, jaką przybierają współczesne batalie. Helikopter szturmowy jest wszak tylko nową formą wsparcia z powietrza, jakościowo wnoszącą niewiele więcej, niż znane z II wojny światowej słynne niemieckie Stukasy. Jest to poza tym sprzęt tak kosztowny, że nawet państwa uznawane za lokalne mocarstwa nie są wstanie posiadać więcej, niż kilkadziesiąt takich maszyn.

 

Ruchliwość kosztem… ruchliwości

Paradoksalnie zwiększona mobilność wojsk uzyskana dzięki śmigłowcom, doprowadziła też do silnego związania sił z konkretnym terenem – obszarem, na którym mieszczą się ich bazy logistyczne. Już podczas wojny w Wietnamie de facto zamieniły się one w twierdze. W ten sposób historia zatoczyła koło. Ponownie jak przed wiekami, możliwe stało się wykonywanie gwałtownych zagonów w głąb terytorium nieprzyjaciela, ale do łask wracają też „obozy warowne” ze stałymi fortyfikacjami, podatne na odcięcie i oblężenia.

Jacek Hoga

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 79 880 zł cel: 500 000 zł
16%
wybierz kwotę:
Wspieram