6 lipca 2021

Powrót Tuska, czyli bratobójcza bitwa euroentuzjastów

Nie tylko Jarosław Kaczyński zadrżał, gdy zobaczył Donalda Tuska powracającego do polskiej polityki. Najbardziej chyba przeraził się Szymon Hołownia. Stugębna plotka głosi, że z tego wszystkiego aż zbiera mu się na płacz.

On wrócił. To już pewne. Jak to bywa w polityce, nikogo ze świecznika ten powrót nie ucieszył. Zmarszczył brwi Borys Budka, który musiał ustąpić z tronu szefa PO, by mógł na nim zasiąść Donald Tusk, „król Europy”, jak pisały o nim przyjazne mu media, gdy wyjeżdżał do Brukseli. Ze swoich ambicji zrezygnować musiał nieporadny Rafał Trzaskowski. Wściekł się oczywiście Jarosław Kaczyński, bo – jakby politycy PiS nie zapewniali, że tego wroga świetnie znają, a poza tym to „odgrzewany kotlet”, który lata przeleżał w zamrażalniku – to przecież i on łamał sobie zęby na konflikcie z Tuskiem.

A zatem z jednej strony powrócił stary, dobry przeciwnik, a z drugiej jednak spryciarz kuty na cztery łapy. Wszyscy go zresztą znamy: niejasne powiązania z Berlinem, spolegliwość wobec Angeli Merkel, układność wobec Brukseli, stuprocentowa poprawność polityczna, realizowanie agendy Unii Europejskiej w myśl reguły, że jest to najlepsze, co mogło Polskę spotkać od czasów Jagiellonów. Ale przy tym jest niesamowicie sprawnym retorem, znakomicie pływającym w mętnych wodach postpolityki. Był już antykomunistą-liberałem, zwolennikiem okrągłostołowego ładu, wrogiem elit III RP, przyjacielem Michnika a wreszcie: obrońcą szeregu patologii jakie wyewolułowały z postkomunistycznej hybrydy powstałej po 1989 roku.

Wesprzyj nas już teraz!

Ma też coś, czego nie mają Budka, Trzaskowski czy Tomczyk: potrafi definiować konflikt, co w sytuacji gry na polaryzację sceny politycznej wydaje się niezbędne. O ile Kaczyński rzuca kalumniami i mało subtelnymi insynuacjami, Tusk niczym wyrachowany psychopata, jeździ kijem po kratach, irytując polityków partii rządzącej demonstrowaną wyższością, sprytem, umiejętnością dostosowania się do każdej niemal sytuacji i w dodatku wyjaśnienia wszystkiego bardzo prostym językiem. Czy tę umiejętność zachował, to się zapewne okaże, w każdym razie przeciwnikiem będzie trudnym.

Bardziej jednak jeszcze od polityków PiS obawia się Tuska Szymon Hołownia. Ten bowiem nie ukrywał nigdy ambicji stania się nowszym modelem założyciela PO. Szymon w zamyśle miał być Donaldem po korekcie. A zatem uwzględniającym w swoich poglądach „nowoczesną” agendę: otwarcie na homoseksualistów, ekologizm, prozwierzęcy aktywizm i tak dalej. Wiele wskazuje na to, że ta misternie konstruowana próba stworzenia nowej wersji Tuska legnie w gruzach, bo o to na rynek z przytupem wjeżdża stara dobra polityczna marka, uwielbiana przez media i pamiętających rządy PO dzisiejszych 40-latków. A jednak nie oznacza to przecież końca kariery człowieka z „Mam talent”.

Konsumpcja Hołowni

Pewne jest jedno: lider „Polska 2050” znalazł się teraz w kropce, a misternie budowana strategia stworzenia siły politycznej, która – wzorem dawnej PO – stanie się amalgamatem nurtów liberalnych i konserwatywnych, jakąś nieokreśloną bezkształtną formą, powoli się rozsypuje. Naprzeciwko adepta Hołowni stanął mistrz ponowoczesnej polityki, który zapewne w pierwszej kolejności zaplanowaną ma konsumpcję nowego ugrupowanie showmena z TVN. Oczywiście może być przy tym połamać sobie kilka zębów, bo Hołownia stał się marką wielu młodych wyborców, dla których Tusk to „dziaders” podobny do Kaczyńskiego, tyle, że może nieco bardziej strawny. Nie zmienia to faktu, że nowy – stary lider PO będzie zmierzał do zwasalisowania Polski 2050. Jak się to dokona – to już inna sprawa. Być może po prostu Tusk przygniecie Hołownię charyzmą powracającego z Brukseli idola elit III RP. Wówczas Hołownia stałby się „podopiecznym” Tuska, którego ten wychowywałby sobie na przyszłego koalicjanta. Nie da się bowiem ukryć, że były szef Rady Europejskiej raczej nie chce przesadnie skupiać się na komunikacji z młodym pokoleniem. Lepiej poruszający się w social mediach Hołownia wydaje się do tego świetnie pasować.

Szczególnie, że Tusk z punktu widzenia walki o lewicowy elektorat ma jeszcze jedną wadę: stroni od lewicowego radykalizmu. Deklarował to zresztą w trakcie niedzielnej konferencji prasowej. Gdy był premierem przesunął PO w lewo, ale też sprytnie balansował między partyjnymi „konserwatystami” a lewicowymi radykałami. Od tamtego momentu minęła niemal dekada. Zmieniła się struktura elektoratów, ale zmieniła się też PO. Jej politycy bez zażenowania popierają wulgarne Strajki Kobiet czy obsceniczne homoseksualne parady. Tusk zatem, prędzej czy później, stanie przed wyborem czy opowiedzieć się po stronie Marty Lempart i jej przybocznych, czy też odciąć się od wszelkiej maści lewackich radykałów i dziwolągów. Z Lempart, owszem, robił sobie zdjęcia, ale nie jest typem człowieka, który zabierze głos podczas manifestacji w rodzaju tych, jakie jeszcze niedawno organizował Strajk Kobiet. Z kolei odciąć się przynajmniej od niektórych postulatów ulicznych lewaków Tusk nie będzie miał sposobności, wszak to jego zaplecze polityczne, z którym musi się liczyć. I tu Hołownia może okazać się znakomitym harcownikiem, rozwiązującym Tuskowy dylemat, co zrobić, by nie zostać zaklasyfikowanym jako człowiek lewackiej ulicy.

Żyrant nowoczesności

I na koniec nie sposób nie wspomnieć o coraz bardziej zideologizowanych projektach Unii Europejskiej czy innych jej podobnych choć mniejszych skalą międzynarodówek. Mowa o takich projektach jak Zielony Ład czy Wielki Reset. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Tusk stanie się bezwzględnym wykonawcą agendy internacjonalistycznych instytucji. Coś takiego jak „interes wspólnoty narodowej” po prostu w słowniku Tuska nie istnieje. Dla niego Polska to jedynie część większej całości, jaką jest Unia Europejska. Region wielkiego, międzynarodowego tworu. Czego by nie mówić o PiS, nadal są tam koterie przeciwstawiające się Brukselskiemu dyktatowi, choć Mateusz Morawiecki dba o to, by nie podnosiły zbyt wysoko głowy. A Tusk nie będzie się liczył z nikim. I tutaj Hołownia może okazać się doskonałym wsparciem, swoistym pasem transmisyjnym między Tuskiem a młodszą częścią społeczeństwa, który przekona zwolenników ekologizmu, że właśnie powracający na fotel szefa PO podstarzały polityk reprezentuje także ich interesy. No i, poza wszystkim, uwiarygodni „nowoczesność” Tuska.

Czy zatem Hołownia już płacze, patrząc na powracającego do polskiej polityki Tuska? Jeśli zajrzy do szuflady z planami rozwoju jego partii w kolejnych miesiącach, z pewnością głos utkwi mu w gardle. Wszystkie strategii bowiem biorą właśnie w łeb. Ale z drugiej strony zarówno on jak i budowana przez niego organizacja mają na rynku swoją cenę, za którą zapewne będą musieli się sprzedać. Prędzej czy później zatem Hołownia na pewno zapłacze krokodylimi łzami, zwłaszcza gdy spojrzy jak Tusk stopniowo przerabia jego ambicję na miazgę. No, ale jakby powiedział wierny idei bolszewik: rewolucja wymaga ofiar i poświęcenia. Cóż zrobić, gdy czasem musi to być ofiara z samego siebie?

Tomasz Figura

Zobacz także:

Powrót Tuska! Komu to SŁUŻY?! || Jaka jest prawda?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(21)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie