Dzisiaj

W ruchu MAGA trwa walka o „duszę” Partii Republikańskiej

(Oprac. PCh24.pl)

Czy zaciekłe ataki na Tuckera Carlsona – prominentnego podcastera ruchu MAGA, który wyniósł Donalda Trumpa na fotel prezydenta – znamionują głębszą walkę o zmianę oblicza Partii Republikańskiej na zdystansowaną wobec syjonizmu i Izraela? Takie sugestie padają ze strony wpływowych polityków z obydwu tych krajów. I ma to znaczenie w kontekście batalii toczonej przeciwko Iranowi, wyborów uzupełniających oraz planowanej kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych.

 

Od co najmniej ubiegłego tygodnia „prawicowy internet” w USA jest rozgrzany do czerwoności w związku ze słynnym już wywiadem, jaki Tucker Carlson przeprowadził z ambasadorem USA w Izraelu, Mikiem Huckabee, zadeklarowanym syjonistą chrześcijańskim.

Wesprzyj nas już teraz!

Konserwatywny komentator zaznaczył, że według Biblii, potomkowie Abrahama mieliby otrzymać ziemie obejmujące dziś znaczną część Bliskiego Wschodu, w tym część Jordanii, Syrii, Iraku i Libanu. Carlson zacytował fragment 15. rozdziału Księgi Rodzaju i zapytał ambasadora, czy Izrael ma prawo do tej ziemi. – Byłoby w porządku, gdyby zabrali wszystko – odparł Huckabee w rozmowie, którą wyemitowano 19 lutego.

Wypowiedź wywołała natychmiastową reakcję przedstawicieli wielu państw arabskich. 22 lutego rzecznik ambasady USA w Izraelu prostował słowa swojego szefa, podkreślając, że zostały wyrwane z kontekstu, a waszyngtońska polityka wobec Tel Awiwu pozostaje niezmieniona.

Rzeczywiście, w dalszej części wywiadu ambasador starał się doprecyzować, o jaką ziemię chodzi. – [Żydzi] nie domagają się powrotu i zajęcia całego tego obszaru, ale przynajmniej chcą zachować ziemię, którą obecnie zajmują, na której mieszkają i którą legalnie posiadają, jako bezpieczną przystań dla siebie – przekonywał Huckabee. Dodał, że Izrael nie próbuje przejąć Jordanii, Libanu, Syrii ani Iraku, lecz dąży do ochrony własnego narodu.

Władze Egiptu, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Indonezji, Pakistanu, Turcji, Syrii, Kuwejtu, Libanu, Omanu oraz Autonomii Palestyńskiej określiły słowa ambasadora jako „niebezpieczne i podburzające” oraz zagrażające stabilności regionu. „Te oświadczenia bezpośrednio przeczą wizji przedstawionej przez prezydenta USA Donalda J. Trumpa (…) opartej na powstrzymaniu eskalacji i stworzeniu politycznego horyzontu dla kompleksowego rozwiązania, które zapewni Palestyńczykom własne niepodległe państwo” – napisali w oświadczeniu wystosowanym 22 lutego.

Huckabee, ewangelikalny chrześcijanin i zdecydowany zwolennik Izraela oraz ruchu osadniczego na Zachodnim Brzegu, sprzeciwia się idei rozwiązania dwupaństwowego.

Izrael w wyniku wojny sześciodniowej w 1967 roku zdobył Zachodni Brzeg i wschodnią Jerozolimę od Jordanii, Gazę i Półwysep Synaj od Egiptu oraz Wzgórza Golan od Syrii. Wycofał się jednak z Synaju w ramach porozumienia pokojowego z Egiptem po wojnie w 1973 roku, a z Gazy – w 2005 roku. Od czasu zawieszenia broni z Hamasem, które weszło w życie w październiku 2025 roku po dwóch latach walk, izraelskie wojsko kontroluje większość wschodniej części Gazy. Na Zachodnim Brzegu władze izraelskie pogłębiły kontrolę nad okupowanym terytorium poprzez zwiększenie liczby osiedli żydowskich, legalizację placówek i wprowadzenie zmian administracyjnych. Wszystko to odbywa się w czasie, gdy Trump oświadczył, że nie pozwoli Izraelowi na aneksję Zachodniego Brzegu i zagwarantował, że zablokuje wszelkie działania w tym kierunku.

Carlson, były prezenter Fox News, niezwykle popularny prawicowy podcaster, od kilku miesięcy notorycznie krytykuje politykę Waszyngtonu wobec Tel Awiwu, obawiając się wciągnięcia Ameryki w konflikt na Bliskim Wschodzie. Z tego powodu proizraelskie lobby uznało go za jednego z największych „antysemitów”.

W ubiegły czwartek wiceprezydent J.D. Vance pochwalił Carlsona za wywiad. Mówił dziennikarzowi „The Washington Post”: – Myślę, że to naprawdę dobra rozmowa, która będzie niezbędna dla prawicy nie tylko przez kilka najbliższych, ale przez wiele lat. Dodał, że co prawda nie obejrzał całego wywiadu, ale „widział kilka fragmentów tu i tam”.

 

Ambasador Izraela atakuje publicystę

Przychylne przyjęcie rozmowy Carlsona przez Vance’a zostało szybko potępione przez syjonistów. „Absolutna katastrofa” – grzmiała prowadząca NewsNation, Batya Ungar-Sargon.

„Podczas wywiadu @TuckerCarlson wielokrotnie znieważył prezydenta Trumpa i zasugerował, że jest on kontrolowany przez Netanjahu” – napisała na X prawicowa komentatorka Laura Loomer. Odniosła się również do komentarza Vance’a o tym, że ​​wywiad był „dobrą rozmową”, pisząc: „Nie, nie był”. Loomer wezwała prezydenta Donalda Trumpa do „potępienia” byłego prezentera Fox News. Zaapelowała także do prokurator generalnej Pam Bondi, aby się zajęła Carlsonem, ponieważ stanowi on „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Jednak najbardziej zaciekły atak na bardzo popularnego dziennikarza przeprowadził w piątek, tuż przed nalotem na Iran, ambasador Izraela w USA Yechiel Leiter. Stwierdził on, że retoryka byłego prezentera jest obraźliwa i głęboko niepokojąca.

Carlson wcześniej wielokrotnie sugerował, że izraelski przywódca Benjamin Netanjahu kontroluje Trumpa i podburza go do wojny przeciwko Iranowi. Leiter komentował dla „New York Post”, że niedawne uwagi Carlsona, w których twierdził, że prezydent Donald Trump ugiął się pod presją Izraela, „graniczą z pornografią”.

– To po prostu nonsens, że Netanjahu steruje prezydentem Trumpem. I to graniczy z pornografią. To takie obrzydliwe – podkreślił ambasador. Jednocześnie potępił „stary stereotyp”. – To stary antysemicki stereotyp: „Żydzi mają władzę”. Ameryka działa w swoim najlepszym interesie… To takie obraźliwe. On obraża prezydenta i jest wręcz antysemicki wobec Żydów i państwa żydowskiego – uznał ambasador.

Leiter zapewnił, że to Stany Zjednoczone same decydują o ataku na Iran, a nie Izrael, który jest „wzorowym sojusznikiem”. Odrzucił sugestie, jakoby Tel Awiw naciskał na Waszyngton w tej sprawie i pozwolił sobie na inne obelgi wobec Carlsona. – Mam szczerą nadzieję, że jest tak głupi, na jakiego wygląda. Naprawdę mam taką nadzieję. Bo jeśli nie jest głupi, to znaczy, że ktoś go finansuje. Wolę więc, żeby był głupi niż całkowicie skorumpowany – atakował.

 

Prof. Lax porównuje Carlsona do Hitlera i krytykuje J.D. Vance’a

Ale jeszcze dalej w tych wypowiedziach poszedł konserwatywny żydowski profesor, który porównał Carlsona do Hitlera. Jeffrey Lax, potomek ocalałych z Holokaustu, zaangażowany w zwalczanie antysemityzmu na stanowym uniwersytecie w Nowym Jorku, gdzie wykłada prawo, w 2024 r. krytykował liberałów porównujących Donalda Trumpa do Hitlera. Wykładowca, który określa się mianem centroprawicowca, częsty komentator stacji Newsmax i Fox News tweetował: „Nigdy, przenigdy nie myślałem, że ten dzień nadejdzie, ale po raz pierwszy w życiu porównam człowieka do Adolfa Hitlera” – napisał Lax na X w zeszły piątek. „Zrozumcie, że jestem wnukiem czwórki ocalałych z Holokaustu. Całe życie namawiałem ludzi, by NIE porównywali nikogo do Hitlera. Ale… poglądy, retoryka i wpływy Tuckera Carlsona przypominają mi Adolfa Hitlera”.

Laxa zbulwersowało to, że słynny już wywiad poparł wiceprezydent J.D. Vance. Zdaniem prawnika, „ta sytuacja jest tak samo poważna jak zawał serca, a skoro @J.D.Vance teraz otwarcie i w odrażający sposób legitymizuje poglądy Carlsona, znajdujemy się w stanie wyjątkowego antysemityzmu” – kontynuował.

Profesora szczególnie zbulwersowała sugestia dziennikarza odnośnie kwestii przeprowadzania w Izraelu masowych testów genetycznych, które potwierdzałyby bądź zaprzeczały, że poszczególne osoby są rzeczywiście potomkami Abrahama. Chodzi oczywiście o szerszy kontekst wypowiedzi – czyli uzasadnianie przez chrześcijańskich syjonistów rzekomego prawa Żydów do biblijnych terenów. Carlson zakwestionował je wskazując, że jeśli Żydzi zamieszkujący obecnie Izrael nie wywodzą się genetycznie z terenów bliskowschodnich – a na przykład są z Polski czy Rosji – to ich roszczenia do zamieszkiwania w Ziemi Świętej są wątpliwe.

Lax komentował, że „aby dojść do tego punktu, musiało wydarzyć się coś głęboko niepokojącego na wielu poziomach”. Dodał, że apel Carlsona o testy genetyczne dla Żydów przekroczył granicę. „Jeśli kiedykolwiek słyszałem coś w stylu Hitlera, to kiedy mówi się o Żydach, którzy muszą udowodnić, że są Żydami, na podstawie DNA. Gdyby testy DNA były dostępne za czasów Hitlera, czy nie sądzi pan, że Hitler by z nich nie skorzystał?”, pytał retorycznie swojego rozmówcę z „NYP”.

Żydowski prawnik dodał, że mówi konkretnie o „wczesnym Hitlerze, o wczesnych latach, zanim doszedł do władzy, zanim faktycznie fizycznie doprowadził do czyjejś śmierci”. – Mówię o retoryce. Można go było wtedy powstrzymać. Ludzie nie traktowali Hitlera poważnie – ubolewał.

Profesor nie raz krytykował Carlsona wcześniej, jednak unikał kierowania negatywnych uwag pod adresem Vance’a. Tym razem stwierdził: – Od dawna miałem podejrzenia co do Vance’a. Chciałem mieć pewność. Zarzucił wiceprezydentowi, że nie można popierać ani w żaden sposób legitymizować poglądów Carlsona. Uznał to za „szaleństwo” i „zgniliznę mózgu”.

Wpływowego podcastera skrytykowali także: redaktor „Newsweeka” Josh Hammer, izraelski luminarz konserwatyzmu Yoram Hazony, ortodoksyjny komentator Ben Shapiro, kongresmen Randy Fine, proizraelskie grupy aktywistów StandWithUs i StopAntisemitism oraz wydawnictwa o konserwatywnym, proizraelskim nastawieniu, takie jak „Tablet”, „The Free Press” i „Commentary”.

 

Czy Carlson ma polityczne ambicje?

Jewish Telegraphic Agency wskazuje, że to, co wyprawia Tucker Carlson ma istotne znaczenie, ponieważ „buduje [on] własną, potężną sieć polityczną przed wyborami uzupełniającymi, złożoną z postaci o rosnącym wpływie na młodych wyborców”. Carlson zaprasza na „przyjacielskie wywiady” kandydatów Partii Republikańskiej, w tym kandydata na gubernatora Florydy Jamesa Fishbacka, „miłośnika antysemickich memów”, ale także innych polityków stanowiących konkurencję w partii dla chrześcijańskich syjonistów np. kandydata do Senatu Paula Dansa, który rywalizuje z proizraelskim senatorem Lindsayem Grahamem czy kandydata na gubernatora stanu Iowa Zacha Lahna.

Niektórych Żydów oburza to, że amerykańskie środowiska żydowskie wstrzymały się z krytyką wiceprezydenta, co uznają za „skandaliczne” i „autodestrukcyjne”. Vance’a oszczędza Liga Przeciwko Zniesławieniom i jej prezes Jonathan Greenblatt czy Amerykański Komitet Żydowski.

Prof. Lax twierdzi, że poparcie, jakiego Vance udzielił Carlsonowi sprawiło, że ludziom „oczy wyskoczyły z orbit”. W ubiegły piątek po południu na platformie X wystosował nawet apel do prezydenta; „Dość. To stan wyjątkowy o podłożu antysemickim. Tylko Trump może go zakończyć. I musi to zrobić teraz” – napisał Lax, domagając się wyrzucenia wiceprezydenta i wykluczenia Tuckera Carlsona ze wszystkich organizacji konserwatywnych i republikańskich.

 

Inni członkowie MAGA krytykują Trumpa

Decyzja Trumpa w sprawie ataku na Iran spotęgowała wrzenie pośród sympatyków MAGA. Jak można było przypuszczać, w wywiadzie udzielonym w sobotni poranek głównemu korespondentowi ABC News w Waszyngtonie, Jonowi Karlowi, Carlson powiedział, że atak na Iran jest „absolutnie obrzydliwy i zły”. Zasugerował również, że będzie miał on istotny wpływ na ruch polityczny Trumpa, mówiąc: „To w znaczący sposób przetasuje karty”.

Była republikańska kongresmenka z Georgii, Marjorie Taylor Greene, zagorzała zwolenniczka MAGA, która pokłóciła się z Trumpem w sprawie ujawnienia akt Jeffreya Epsteina, opublikowała w mediach społecznościowych ostry, pełen wulgaryzmów komentarz. Zarzuciła prezydentowi zdradę programu MAGA i oszukanie wyborców. Trump nie stawia Ameryki na pierwszym, lecz ostatnim miejscu, uważa.

Popularny podcaster popierający prezydenta, Tim Pool, również skrytykował działania administracji jako zdradę programu wyborczego „America first”. Inni wpływowi działacze MAGA, Keith i Kevin Hodge napisali: „Uwolnienie narodu irańskiego nie jest powodem, dla którego głosowaliśmy na Trumpa. Prezydent Trump całkowicie OKŁAMAŁ swoich wyborców, wbił nóż w plecy naszemu krajowi i zhańbił swoje dziedzictwo bezpowrotnie, co jest największym upadkiem, jaki kiedykolwiek widzieliśmy” – skomentowało w sieci rodzeństwo.

Niektórzy republikańscy ustawodawcy, w tym kongresmen Thomas Massie z Kentucky, senator Rand Paul również z tego stanu oraz kongresmen Warren Davidson z Ohio ogłosili swoją dezaprobatę dla ataku USA na Iran. „To nie jest Ameryka przede wszystkim” – napisał Massie w poście w mediach społecznościowych, dodając, że po wznowieniu obrad Kongresu planuje współpracować z kongresmenem Ro Khanną, demokratą z Kalifornii, aby wymusić głosowanie w Kongresie w sprawie wojny z Iranem.

 

„Jerusalem Post”: Carlson chce zniszczyć MAGA. Walka o „duszę” Partii Republikańskiej

„Jerusalem Post” w opinii pod tytułem Tucker Carlson is trying to break Trump’s Republican movement that made him [„Tucker Carlson próbuje zniszczyć republikański ruch Trumpa, który go zbudował”], opublikowanej 26 lutego zaznaczył, że publicysta nie ogranicza się już tylko do komentowania, ale aktywnie podważa fundamentalne filary spuścizny Trumpa.

Autor opinii, Mike Evans komentował, że chociaż komentator „chce się przedstawiać jako strażnik hasła America first, w rzeczywistości staje się jedną z najbardziej destabilizujących sił w samym ruchu, który go wyniósł na szczyt”.

„To, czego jesteśmy świadkami, to nie grzeczna różnica zdań. To otwarty rozłam w MAGA, co główne media otwarcie opisują teraz jako wojnę domową o wpływy Carlsona i jego ataki na politykę zagraniczną prezydenta Trumpa, szczególnie w odniesieniu do Izraela i Iranu” – czytamy.

Autor zarzuca byłemu prezenterowi, że próbuje przedstawić zasługi gospodarza Białego Domu w polityce wobec Izraela jako „słabość”. Pośród „zasług” wymienia przeniesienie ambasady USA do Jerozolimy, uznanie suwerenności Izraela nad Wzgórzami Golan, pośredniczenie w zawarciu Porozumień Abrahamowych. Miały to być „historyczne posunięcia, które na nowo zdefiniowały relacje USA – Izrael”.

Autor odniósł się także do ostatniego wywiadu Carlsona z ambasadorem USA w Izraelu i do późniejszego komentarza Huckabee’ego, który wyraził nadzieję, że Carlson nie będzie już wpuszczany do Białego Domu, ponieważ „powoduje podziały” i jest „niebezpieczny”.

Autor opinii uważa, że retoryka dziennikarza to „nie jest język łagodnej niezgody”, lecz jest to „język alarmu”. „Carlson zaognił sprawę w wywiadzie dla saudyjskiej telewizji, twierdząc, że amerykańscy przywódcy są bardziej lojalni wobec obcego kraju niż wobec własnego, zasugerował, że polityka USA wobec Iranu jest dyktowana przez Izrael i nazwał izraelską kampanię w Strefie Gazy zawłaszczeniem ziemi. To nie są niuanse krytyczne. To prowokacyjne oskarżenia, odzwierciedlające narracje od dawna używane przez przeciwników Ameryki. Radykalny islam zabija ciało. Tucker Carlson, zdaniem swoich krytyków, stał się ich partnerem, zabijając duszę” – pisze Evans.

Autor podkreślił, że opinie Carlsona mają pozostawać „w wyraźnej sprzeczności z bardziej jastrzębim skrzydłem koalicji Trumpa”. Zadał więc pytanie: „Kto definiuje program Ameryka przede wszystkim?”.

I wyjaśnia, że „wersja Trumpa zawsze uwzględniała siłę, odstraszanie, wpływy i strategiczne sojusze”. Z kolei „wersja Carlsona skłania się ku izolacjonizmowi, sceptycyzmowi wobec sojuszników i podejrzliwości wobec niemal każdego zagranicznego zobowiązania”. To „filozoficzny konflikt, który ujrzał teraz światło dzienne”, kontynuował.

Grozi to rozłamem ruchu MAGA i nie ma wątpliwości, że te napięcia narastają. O ile syjoniści chrześcijańscy okazują zdecydowane poparcie dla Trumpa, o tyle Carlson, który „ma liczną publiczność w mediach cyfrowych” wpływa na „populistyczną, nieinterwencjonistyczną frakcję, coraz bardziej wrogo nastawioną do tradycyjnej republikańskiej polityki zagranicznej”. Dodaje: „To nie jest debata akademicka. To walka o przyszły kierunek Partii Republikańskiej”.

Evans ubolewa, że Carlson wciąż zachowuje dostęp do Białego Domu, mimo iż potępiają go prominentni sojusznicy prezydenta. „Ta niespokojna koegzystencja nie może trwać wiecznie. Albo ruch doprecyzuje swoje zasady, albo się rozpadnie” – sugeruje, wskazując, że już przekroczono pewną granicę. Obawia się, że prawicowy podcaster za bardzo osłabi ruch MAGA, przyczyniając się do jego klęski w przyszłych wyborach. „A to byłoby o wiele większym zwycięstwem dla przeciwników Trumpa niż cokolwiek, co dzieje się w Teheranie”, uważa Evans.

Konkluduje: „Tucker Carlson, jesteś fałszywym chrześcijaninem, fałszywym republikaninem i fałszywym zwolennikiem Trumpa”. „Gdybyś był prawdziwym chrześcijaninem, mówiłbyś prawdę, a nie rozpowszechniał to, co wielu uważa za fałsz. Gdybyś był prawdziwym republikaninem, stałbyś po stronie Izraela, a nie przeciwko niemu. A gdybyś był prawdziwym zwolennikiem Naczelnego Dowódcy, nie próbowałbyś podważać jego pozycji w czasie wojny, atakując jego politykę wobec Iranu, polegającą na zapewnieniu, że Iran nigdy nie zdobędzie broni jądrowej. To, że podróżujesz na Bliski Wschód i próbujesz podważyć politykę prezydenta Trumpa po tylu wojnach i przy tak wysokim napięciu, jest nikczemne, zdradzieckie i antyamerykańskie. To bardziej przypomina działania zagranicznego agenta radykalnego islamu niż uczciwego Amerykanina z krwi i kości. Wygląda również na to, że aktywnie angażuje się Pan w zapewnienie Demokratom zwycięstwa w wyborach uzupełniających. Nie powinno to być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że Pana troje dzieci jest zarejestrowanymi Demokratami”, atakuje Evans.

„27-letni Buckley był pierwszym z dzieci Tuckera, który zarejestrował się jako Demokrata, czyniąc to w Dystrykcie Kolumbii 5 czerwca 2015 roku, według rejestrów wyborców. 29-letnia Lillian zarejestrowała się później jako Demokratka w Nowym Jorku 30 maja 2019 roku. Tymczasem 24-letnia Hope zarejestrowała się jako Demokratka na Florydzie 5 czerwca 2020 roku. Buckley obecnie pełni funkcję zastępcy rzecznika prasowego J.D. Vance’a. Te fakty rodzą poważne pytania o to, gdzie tak naprawdę leży Pana lojalność. Pańska lojalność nie polega na wspieraniu Donalda Trumpa, Partii Republikańskiej ani Biblii, którą, jak Pan twierdzi, kiedyś przeczytał, ale na promowaniu własnego programu, nawet jeśli oznacza to pozwolenie radykalnym, bezbożnym Demokratom na spalenie wszystkiego, za czym się opowiadamy”, konkludował.

Ta dość emocjonalna opinia Evansa nie bierze pod uwagę faktu, że do podobnych wniosków jak „znienawidzony” Carlson, dochodzą także inni konserwatyści – wydaje się, znacznie bardziej stonowani niż były prezenter Fox News – na przykład doktor John Hulsman.

 

Dr Hulsman: „Atak na Iran to oczywista głupota”

Autor powyższych słów jest prezesem i partnerem zarządzającym John C. Hulsman Enterprises, globalnej firmy zajmującej się oceną ryzyka politycznego.

Tuż po ataku na Iran zamieścił on swój komentarz na łamach „The American Conservative” pod znamiennym tytułem A War in Search of a Strategy. The attack on Iran is an obvious folly [„Wojna w poszukiwaniu strategii. Atak na Iran to oczywista głupota”].

Przedstawiając się jako „jeden z niewielu realistycznych Republikanów, którzy aktywnie sprzeciwiali się neokonserwatywnej gorączce ogarniającej kraj podczas nieszczęsnych rządów George’a W. Busha” przyznał, że wraz z wieścią o ataku Trumpa na Iran odczuł dokładnie „te same mdłości” co „w przypadku katastrofalnego awanturnictwa w Iraku”. Jego zdaniem „amerykańsko-izraelski atak na Iran to nic innego jak wojna w poszukiwaniu strategii”.

Zarzucił ekipie Trumpa, że „podobnie jak na początku XXI wieku, administracja – niczym bardzo kiepski dyskutant w liceum – rzuca obecnie niezliczonymi, słabymi argumentami strategicznymi, mając nadzieję, że coś w jakiś sposób się przyjmie; że analityczna ilość w jakiś sposób zniweluje potrzebę analitycznej jakości”.

Hulsman po kolei odpiera argumenty ekipy Trumpa, mającymi uzasadniać wojnę z Iranem. Nie wierzy w zdolności nuklearne Teheranu, które miałyby grozić Ameryce i światu w najbliższej przyszłości. Powołuje się na dane wywiadowcze. Odrzuca także argument, jakoby Irańczycy zagrażali amerykańskiemu życiu, wskazując, że teraz zagrożeni są żołnierze stacjonujący w bazach w regionie. Uznaje także, iż atak na Iran nie leży w interesie USA.

Pisze, że „administracja Trumpa zasługuje na wielkie uznanie za przekształcenie niewątpliwie kruchej amerykańskiej doktryny geostrategicznej w oparciu o w dużej mierze realistyczne kryteria. Zniknęła katastrofalna Wilsonowska/neokonserwatywna wizja establishmentu, że Ameryka musi interweniować wszędzie, zawsze i jednocześnie, jakby wszystkie regiony miały dla kraju równe znaczenie. Zdyskredytowany establishment polityki zagranicznej z pewnością zapomniał o panaceum, że jeśli kochasz wszystko, nie kochasz nic, że brak podejmowania strategicznych decyzji w oparciu o amerykańskie interesy narodowe jest wyborem samym w sobie. Zamiast tego, w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i gdzie indziej, ekipa Trumpa dokonała szeregu śmiałych, realistycznych wyborów, dostosowując amerykańską politykę zagraniczną do nowej ery wielobiegunowej. Zgodnie z Rooseveltowskim odpowiednikiem doktryny Monroe’a, najpierw jest półkula zachodnia, potem kluczowy Indo-Pacyfik (z dużą częścią przyszłego wzrostu politycznego świata, a także z dużym ryzykiem politycznym), następnie Europa, a dopiero na końcu Bliski Wschód. W takich okolicznościach przejście do roli zagranicznego mocarstwa równoważącego ma największy sens; Ameryka powinna agresywnie interweniować w tak ważnym, ale nie kluczowym regionie tylko wtedy, gdy organiczna równowaga sił zostanie zachwiana. Pogląd, że obecny Iran stanowi zagrożenie dla takiej regionalnej równowagi sił, jest absurdalny. Niepiśmienni ekonomicznie mułłowie zrujnowali gospodarkę; program nuklearny został zdecydowanie zahamowany; rząd został zmuszony do zastrzelenia tysięcy własnych dzieci, aby utrzymać się u władzy; irańscy partnerzy są jedynie cieniem samych siebie, niezależnie od tego, czy jest to Hamas, Hezbollah, reżim Asada w Syrii, chaotyczni Irakijczycy, czy piraccy Huti. Mówiąc wprost, nie są to cechy mocarstwa, które zamierza przejąć kontrolę i wywrócić do góry nogami strategiczny porządek regionalny na Bliskim Wschodzie” – wyjaśnia.

Zaznaczył, że „Iran stanowi większe zagrożenie dla Izraela niż dla Stanów Zjednoczonych pod względem geograficznym, zasobów rakietowych i tym podobnych”. Jednak „interesy amerykańskie nie są takie same jak interesy jakiegokolwiek innego kraju”, w tym nawet długoterminowych sojuszników, takich jak Izrael.

Ponadto „Iran nie znajduje się (pomimo pogłosek neokonserwatystów i Mossadu) w stanie rewolucyjnego fermentu; nie jest to domek z kart, który może się zawalić po kolejnym zamachu bombowym. Nawet jeśli wielki ajatollah nie żyje (jak donoszą niektóre media), sam reżim nie wykazuje oznak rozpadu. Co więcej, podczas niedawnych, tragicznych demonstracji okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Pomimo dziesiątek tysięcy ludzi wychodzących na ulice i pomimo zapewnień Rezy Pahlawiego, zdesperowanego następcy tronu, że część kluczowego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) dołączą do ludu, nic takiego się nie wydarzyło” – pisze.

I dodaje: „Moja firma zajmująca się ryzykiem politycznym wykonała sporo pracy, oceniając, co jest potrzebne do zorganizowania udanej rewolucji, czy to we Francji, Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach, czy na Kubie. Jednym z kluczowych czynników jest to, aby członkowie średniego szczebla instytucji bezpieczeństwa (armii, służb wywiadowczych, ministerstwa spraw wewnętrznych) przeszli na stronę ludu: pułkownicy, majorzy i kapitanowie najpierw fraternizowali się z demonstrantami, a następnie aktywnie pomagali im w dozbrajaniu. To niezbędny krok w każdym procesie rewolucyjnym, alchemia, która przekształca zwykłe niepokoje w trwałą zmianę polityczną. Jednak ostatnio, pomimo zapewnień niedoświadczonego następcy tronu, nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast przejść na stronę ludu, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) morderczo go rozstrzeliwał. Nic nie wskazuje na to – cokolwiek stanie się z chorym ajatollahem – że to domek z kart, który wkrótce się zawali” – wskazuje. I przestrzega przed „błędem gorącej ręki”, czyli „przekonaniem, że skoro ktoś miał szczęście (na przykład trafił cztery rzuty za trzy punkty z rzędu), to nadal będzie miał”.

Obecna wojna to coś znacznie większego niż operacja bombardowania irańskiego ośrodka nuklearnego Fordow czy uprowadzenie prezydenta Wenezueli. „Po pierwsze, były to bardzo konkretne, ograniczone misje, z bardzo jasno określonymi kryteriami sukcesu i porażki. Tym razem, z wielodniowymi atakami, misja jest dłuższa i co najważniejsze – jak właśnie jasno wyjaśniliśmy – miara sukcesu i porażki jest nie tylko niejasna; po prostu jej nie ma. Prawie niemożliwe jest osiągnięcie sukcesu w polityce zagranicznej, jeśli warunki tego sukcesu nie zostaną jasno określone; tutaj, podobnie jak w Iraku, mamy jedynie wojnę w poszukiwaniu strategii. Gdyby to się udało na takich warunkach, byłby to pierwszy taki przypadek w historii. Jednak z pewnością zagrożony jest jeden z najważniejszych momentów ery Trumpa: idea, że ​​musimy zaprzestać prowadzenia źle pojętych wojen z wyboru i służyć potrzebom Ameryki na pierwszym miejscu”, puentuje.

W ciągu najbliższych miesięcy, wraz z kolejnymi tygodniami wojny na Bliskim Wschodzie, wyborami uzupełniającymi i kampanią prezydencką okaże się, czy ruch MAGA rozpadnie się i czy Partia Republikańska rzeczywiście zmieni swoje oblicze, czego obawiają się chrześcijańscy syjoniści.

Agnieszka Stelmach

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie