Adam Białous: Niezłomni z mojej dzielnicy

poszukiwania.jpg
Źródło: YouTube/IPNtvPL

IPN mądrze wyznaczył datę ostatniej uroczystości ogłoszenia w pałacu prezydenckim imion i nazwisk 14 zidentyfikowanych młodych mężczyzn – ofiar zbrodni niemieckich i UB-eckich, na 27 października. Dzięki temu podczas tegorocznych uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego rodziny bohaterów, po kilkudziesięciu latach oczekiwania, nie muszą już przy pustych grobach zanosić do dobrego Boga modlitwy „Wieczne odpoczywanie…”

Kiedy oglądałem uroczystość ogłoszenia imion i nazwisk odnalezionych i zidentyfikowanych polskich bohaterów, szczególnie mocne wzruszenie ogarnęło mnie podczas odczytywania biogramów dwóch Niezłomnych „z mojego sąsiedztwa”. Z sąsiedztwa, gdyż w latach powojennych zostali oni potajemnie pochowani przez UB, około 300 metrów od miejsca, w którym obecnie stoi mój dom. Ich szczątki przez 73 lata były ukryte pod niespotykanie cienką warstwą ziemi, jak czytam w opisie ekshumacji przeprowadzonej przez z IPN.

Lokalizację dołów śmierci komunistyczni zbrodniarze wybrali podstępnie tuż za murem cmentarza prawosławnego na Pietraszach, który obecnie znajduje się na terenie miasta Białystok. W latach przedwojennych i powojennych cmentarz ten otaczały pola uprawne. Należały one do mieszkańców wsi Pietrasze, w której wielu jej mieszkańców nosiło, pochodzące od imienia Piotr, nazwisko Pietrasz. Teren w okolicach cmentarza był wówczas dość odludny. Dopiero w latach 60, kiedy wieś Pietrasze wcielono do miasta Białystok, ziemie gospodarzy komuniści zagrabili, a potem rozparcelowali na działki budowalne, które otrzymały osoby zasłużone w budowaniu PRL. Władze komunistyczne zadbały o to, aby na Pietraszach, gdzie potajemnie pogrzebano zmaltretowane ciała dziesiątek Niezłomnych, zamieszkały osoby zaufane.

Zróbmy to razem!

Cmentarz prawosławny powstał w tym miejscu podczas zaborów w II połowie wieku XIX i to nie przypadkiem. Od roku 1892 do odzyskania przez Polskę niepodległości na Pietraszach, których kawał terenu zajmuje las (dzisiejszy Las Pietrasze) funkcjonował poligon dużego rosyjskiego garnizonu. Zaborcze wojska stacjonowały w Białymstoku. Cmentarz był więc potrzebny nie tylko dla prawosławnych mieszkańców Białegostoku, których wówczas było niewielu, ale też dla pochówku carskich urzędników i wreszcie wojskowych, zmarłych z przyczyn naturalnych, bądź z powodu ran odniesionych podczas ćwiczeń i wojennych walk.

Co ciekawe podczas I wojny światowej w Lesie Pietrasze istniała baza sterowców, które latały stąd bombardować wojska niemieckie stacjonujące na Prusach. Szczątki tej tajemniczej bazy można do dziś w tym lesie znaleźć, jeżeli ktoś wie, gdzie ich szukać. Miejsce to bowiem nie jest na żadnych mapach oznaczone.

Inną ciemną tajemnicą Lasu Pietrasze, zrytego dawnymi okopami, jest położone w jego centralnej części miejsce straceń, w którym Niemcy zamordowali w roku 1941 pięć tysięcy Żydów obywateli RP, a w latach późniejszych kilkuset Polaków. To z kolei miejsce, otoczone niedawno nowym murem, nie jest trudno znaleźć, gdyż drogę do niego oznaczono bardzo wyraźnie.

Wstrząsającym odkryciem, dokonanym niedawno przez IPN było zlokalizowanie dołów śmierci ze szczątkami Niezłomnych, pochowanych potajemnie przez zbrodniarzy z UB właśnie w tym miejscu zbrodni niemieckich. Komunistyczni oprawcy często tak chowali swoje ofiary, aby winę „zwalić” na Niemców. Dla dodatkowego zabezpieczenia terenu zaraz po wojnie komuniści na terenie sąsiadującym z miejscem straceń, zbudowali betonowe strzelnice KBW. Nikt postronny nie mógł tam wejść, gdyż był to teren wojskowy otoczony zasiekami z drutu kolczastego. Na tych strzelnicach, których betonowe ściany stoją w Lesie Pierasze do dziś, wykonano co najmniej kilka wyroków śmierci na „wrogach władzy ludowej”.  

Ciemną „sztuczką” UB-eków, ślepo posłusznym sowietom, były też potajemne pochówki ciał Niezłomnych na cmentarzach lub tuż za cmentarnym murem. Według przysłowia „Pod latarnią najciemniej”. Na Pietraszach w kilku dołach śmierci ulokowanych na prywatnych, posesjach przylegających do muru cmentarza prawosławnego, dzięki relacjom świadków, IPN w latach 2017-19 odnalazł szczątki 40 Niezłomnych. Podczas uroczystości w pałacu prezydenckim 27 października ogłoszono imiona i nazwiska dwóch z nich, których podczas ostatnio przeprowadzonych badań DNA udało się zidentyfikować.

Stefan Kulesza ps. „Wilk” pochodził z powiatu wysokomazowieckiego. Wiosną 1945, miał wówczas 23 lata, siłą wcielono go do Ludowego Wojska Polskiego, które polowało na Niezłomnych. Uciekł przy pierwszej nadarzającej się okazji (grudzień 1944) gdyż nie znosił komunizmu. Do tego od sierpnia 1944 roku był zaprzysiężonym żołnierzem Narodowej Organizacji Wojskowej, która w listopadzie 1944 roku weszła w skład Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. „Wilka” przydzielono do drużyny Zbigniewa Dęboróga-Leligdowicza ps. „Orlik”.

Jego niezłomna walka o wolną Polskę trwała do 22 kwietnia 1946 roku, kiedy to w potyczce z siłami UB i KBW został ranny w twarz i trafił do niewoli. Podczas procesu nie mógł się bronić, gdyż rana twarzy nie pozwalała mu mówić. Dla komunistycznego sędziego mjr. Włodzimierza Ostapowicza zwanego „sędzią śmierć” nie stanowiło to żadnego problemu, ponieważ na Niezłomnych wydawał tylko jeden wyrok, taki jak jego ponure przezwisko. Od lipca 1944 do lipca 1955 Ostapowicz skazał na śmierć 116 Niezłomnych. Egzekucję na „Wilku” (lat 24) wykonano w więzieniu UB w Białymstoku 30 września 1946 roku. Ciało wywieziono nocą i wrzucono je do dołu wykopanego za murem cmentarza prawosławnego na Pietraszch. Pracownicy IPN odnaleźli je w maju 2019 roku.

Drugi Niezłomny, którego szczątki IPN odkrył w czerwcu 2018 roku podczas poszukiwań prowadzonych na mojej dzielnicy, to sierżant Ryszard Pfaffenhausen ps. „Dąb” żołnierz Obwodu Armii Krajowej – Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” Zambrów. Pochodził z Lubelszczyzny jednak ścigany przez UB zamieszkał z żoną i dziećmi w Andrzejewie. Co należy wiedzieć, w tym miasteczku położonym na ziemi łomżyńskiej, dorastał bł. ks. Kardynał Stefan Wyszyński. Na andrzejewskim cmentarzu pochowana jest jego mama i siostra.

Tam też najpewniej będzie pochowany sierżant Ryszard Pfaffenhausen ps. „Dąb”, na którego wyrok śmierci wydał wyżej wspomniany „sędzia śmierć”. Komunistycznemu wymiarowi „sprawiedliwości” musiało się bardzo spieszyć, gdyż „Dąb” został aresztowany 5 marca 1946 roku, wyrok był gotowy 8 marca, a komunistyczni siepacze zamordowali go 11 dnia tego samego miesiąca. Sądzili, że ciało bohatera udało się im ukryć tak szatańsko sprytnie, że nikt go nie odnajdzie. Mylili się.       

Adam Białous

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: