Amerykanie wycofają wojsko z Zatoki Perskiej. Szukają bezpiecznych miejsc dla swoich baz

Stany Zjednoczone zamierzają wycofać swoje siły zbrojne z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu i Kuwejtu – donosi „The Wall Street Journal”. To efekt narastających napięć między Waszyngtonem a krajami arabskimi w sprawie wojny z Iranem i zarządzania przepływami w Cieśninie Ormuz. To także, a może przede wszystkim skutek poważnego zniszczenia kluczowych baz amerykańskich przez Irańczyków.
Saudowie mieli nie spełnić oczekiwań Stanów Zjednoczonych w sprawie współpracy dotyczącej utrzymania swobody żeglugi w cieśninie. Do tej pory Amerykanie wykorzystywali ponad 100 samolotów wojskowych, operujących z różnych baz i okrętów wojennych na Bliskim Wschodzie. Brak wystarczającej współpracy ze strony Arabii Saudyjskiej znacznie skomplikowało prowadzenie tych działań, co doprowadziło do częściowego zawieszenia „Operacji Projekt Wolność”, zainicjowanej wcześniej przez prezydenta Donalda Trumpa i mającej na celu zapewnienie bezpiecznego przepływu statków przez Cieśninę Ormuz.
Siły, które obecnie są rozmieszczone na terenie Arabii Saudyjskiej, mają trafić do Izraela lub Jordanii. Podobna ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
„The Wall Street Journal” sugeruje, że Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) poważnie rozważa przeniesienie swoich systemów operacji wojskowych nie tylko z Arabii Saudyjskiej, ale także z obszaru innych państw Zatoki Perskiej. Wymienia się Bahrajn i Kuwejt.
Jeśli wojsko i personel amerykański miałyby trafić do Izraela, to wskazuje się region pustyni Negew, która zajmuje około 40 procent terytorium kraju.
Amerykanie ubolewają, że wskutek irańskich nalotów około 20 ich baz w regionie Zatoki Perskiej zostało poważnie uszkodzonych, stąd szukanie „bezpiecznych przystani” w innych państwach.
Zatem albo zostanie zabudowana nowa placówka w Izraelu, albo jedna z istniejących izraelskich baz lotniczych będzie rozbudowana i zmodernizowana, aby pomieścić kompleks wojskowy USA. Do 2030 r. Amerykanie mają odnowić kontrakty na dostawy wojskowe z Tel Awiwem.
Z szacunków CENTCOM-u wynika, że renowacja poważnie uszkodzonej bazy Piątej Floty USA w Bahrajnie, będącej przez pół dekady siedzibą Centralnego Dowództwa USA, kosztowałaby ponad 400 milionów dolarów. Biorąc pod uwagę oświadczenia irańskiego Najwyższego Przywódcy Modżtaby Chameneiego, że nie ma „bezpiecznej przystani” dla baz amerykańskich, Pentagon wydaje się skłaniać ku zmniejszeniu zagrożeń w regionie Zatoki Perskiej.
Obecność w Izraelu miałaby dać Stanom Zjednoczonym lepszy dostęp do monitorowania regionalnych operacji w Strefie Gazy i na Bliskim Wschodzie. Jednak sami Izraelczycy są niechętni temu rozwiązaniu i szukają alternatywnego wyjścia. Powód to między innymi 700-milionowe (w szeklach) straty, jakie wygenerowało lotnisko Ben Guriona, wykorzystane jako baza paliwowa dla amerykańskich bombowców w czasie ostatnich operacji przeciwko Iranowi.
Na rozmowy w tej sprawie do Izraela udaje się w przyszłym tygodniu admirał Brad Cooper, dowódca Centralnego Dowództwa USA. Ma on także negocjować zawieszenie broni w Libanie i linie demarkacyjne.
AS
Źródła: borkena.com, voiceofemirates.com






