Antychryst Petera Thiela, czyli nowe szaty apokaliptyki protestantów z USA

Peter Thiel od kilku lat opowiada o Antychryście. Co tak właściwie chce przekazać światu amerykański miliarder? Jego poglądy prześwietlił na łamach magazynu "The Verge" autor David Gibson. Jak podkreśla, koncepcje Thiela są w swoim najgłębszym ujęciu wyrazem typowej protestanckiej apokaliptyki rodem z USA.
Z jakiegoś powodu miliarder Peter Thiel stał się najbardziej prowokacyjnym i rozpoznawalnym "teologiem" chrześcijańskim w USA, pisze Gibson. Główną tezą Thiela jest nadejście Antychrysta, które miałoby zostać wywołane przez rozwój technologiczny. Gibson przypomina, że Thiel ma na tym punkcie swoistą obsesję. O Antychryście zaczął opowiadać w 2023 roku, począwszy od wykładu na Katolickim Uniwersytecie Ameryki. Później robił to wiele razy na zamkniętych spotkaniach, często wieloczęściowych. Gibson przekonuje, że to swoista socjotechnika: Thiel chce, żeby wszyscy o czymś usłyszeli, dlatego okrywa swoje wykłady pewną mgłą tajemnicy, co tylko zwiększa ich popularność. Kilka miesięcy temu w posiadanie nagrania wykładów Thiela wszedł serwis "The Verge".
Gibson przesłuchał wszystkich i przeczytał ich transkrypcje; później Thiel opublikował na łamach "First Things" artykuł, w którym przedstawia te same idee. Według Gibona, u Thiela, pomimo całej otoczki, nie ma wcale nic odkrwyczego.
"Sednem sprawy jest to, że po przesianiu wszystkich tajemniczych odniesień i ezoterycznej egzegezy okazuje się, że Thiel — protestant, który lubi określać siebie jako „heterodoksyjny chrześcijanin” — oferuje dość standardowy amerykański ewangelikalny światopogląd, a do tego dość fundamentalistyczny" - pisze autor.
"Jest mniej spójnym myślicielem religijnym, a bardziej przepakowuje rozpoznawalne idee – ozdabiając je retoryką technologicznego nerda, który stał się teologicznym hobbystą – i wykorzystuje je do promowania własnej ideologii. [...] Choć jego mieszanka pojęć religijnych i autorytatywnych twierdzeń na temat wątpliwych interpretacji sprawia, że brzmi jak student, który właśnie zaliczył pierwsze zajęcia z filozofii, a potem zaciągnął się za dużo bonga, cel jego eschatologii jest taki sam, jak każdego wizjonera apokalipsy: podzielić świat na zbawionych i potępionych. A Thiel ewidentnie należy do grona sprawiedliwych" - wskazuje.
Gibson zauważa, że choć według Thiela prawie nikt nie mówi o Antychryście, rzeczywistość jest inna. "W rzeczywistości Antychryst i eschatologia są prawdopodobnie centralnym impulsem religijnym, który przenika amerykańskie chrześcijaństwo, a to właśnie ta koncentracja odróżnia Stany Zjednoczone od większości innych kościołów i kultur na świecie. W Ameryce nauki biblijne zazwyczaj przeskakują z Dziesięciu Przykazań na początku Starego Testamentu do Księgi Objawienia na końcu Nowego Testamentu. Ewangelie, Błogosławieństwa – wszystko, co zawiera kluczowe nauki Jezusa Chrystusa, jest jedynie przypisem" - zaznacza.
Autor przypomina, że w Ameryce od dawna kwitną najrozmaitsze ruchy apokaliptyczne, sekty i kulty, które wskazują na strach przed Drugim Przyjściem i potępieniem dla większości, zachęcając swoich adeptów do gwałtownej pokuty. Amerykański protestantyzm tego nurtu jest przekonany, że narastające katastrofy są znakiem Drugiego Przyjścia Jezusa. Dojdzie wówczas do "porwania" do nieba prawdziwie wierzących, pojawi się Antychryst, przez siedem lat trwać będzie Wielki Ucisk, a wszystko zakończy się "ostateczną bitwą dobra ze złem i tysiącem lat pokoju".
Peter Thiel, sądzi autor, jest "po prostu kolejnym z długiej listy apokaliptyków".
Oryginalność Thiela polega na łączeniu Antychrysta z AI - ale zupełnie inaczej, niż można byłoby uznać w pierwszym odruchu. To nie rozwój AI jest związany z Antychrystem - ale powstrzymywanie tego rozwoju.
To ci, którzy chcą ograniczenia badań nad AI, mają pomagać Antychrystowi. Dlatego w jednym z przemówień Thiel oskarżył papieża Leona XIV o "bycie chińskim agentem komunistycznym" albo "pożytecznym idiotą" Pekinu, bo chce regulować rozwój AI - a regulowanie AI jest bliskie Antychrystowi. Co ciekawe, Thiel, choć bliski protestanckiemu antypapizmowi, próbuje robić pewien wyjątek - i choć oskarża zarówno Franciszka jak i Leona XIV o związki z Antychrystem, to za przeciwnika Antychrysta uważa Benedykta XVI. Próbuje go "wciągnąć do swojego typowo amerykańskiego i protestanckiego światopoglądu, występując przeciwko papiestwu i samemu Kościołowi katolickiemu", pisze Gibson.
"Jego celem jest przedstawienie Benedykta – który zrezygnował z urzędu papieża w 2013 roku i zmarł w odosobnieniu w Watykanie w 2022 roku – jako jedynego katolickiego przywódcy, który zrozumiał nadchodzące zagrożenie ze strony Antychrysta i czasów ostatecznych, jedynego katolika, który zrozumiał, o co chodzi" - relacjonuje autor.
Thiel traktuje przy tym Benedykta XVI instrumentalnie, wypacza jego myśl, czyta go powierzchnownie, po łebkach, po to, żeby dopasować do swojej tezy. W pewnym miejscu Thiel stwierdził nawet, że Benedykt XVI mówiąc o Antychryście brzmiał jak "ognisty baptysta z Południa" USA. Według Gibsona, Thiel próbuje "postrzegać rzymski katolicyzm przez pryzmat ewangelicznego protestantyzmu". Ostrzeżenia Benedykta XVI dotyczyły sytuacji Kościoła katolickiego, ale Thiel czyta je w kategoriach "planetarnych", widząc w tekstach Benedykta tego, czego tam nigdy nie było - papież mówi o kryzysie Kościoła, a Thiel widzi w tym zapowiedź ziemskich rządów Antychrysta.
Gibson podsumowuje, że pomimo całej sławy Thiela, w istocie jego poglądy nie są wyjątkowe ani oryginalne; to po prostu reprezentacja "kultury religijnej «zrób to sam»" charakterystycznej dla USA. Różnica polega tylko na tym, że Thiel jest bogaty i wpływowy. Jego teologiczne koncepcje byłyby postrzegane po prostu jako dziwaczne, gdyby nie fakt, że głosi je właśnie on.
Źródło: The Verge






