Belgia: za strzelaniny odpowiadają złożone z migrantów gangi. Ich klienci pracują w unijnych instytucjach

epa11880434-scaled-e1739000594947.jpg
fot. EPA/OLIVIER MATTHYS Dostawca: PAP/EPA.

W ciągu zaledwie kilku dni w Brukseli miało miejsce kilka strzelanin. Starcia z użyciem broni to porachunki gangów narkotykowych, złożonych przede wszystkim z migrantów ubiegających się o ochronę międzynarodową. Z ich powodu cierpią niewinni mieszkańcy. Tymczasem zdaniem ekspertów źródłem olbrzymiego popytu na środki odurzające w belgijskiej stolicy jest w dużej mierze unijna klasa urzędnicza.

Za czterema strzelaninami w Brukseli, do których doszło w ciągu zaledwie trzech dni, stoją gangi narkotykowe. Mafie rekrutują swoich "żołnierzy" wśród osób oczekujących na azyl, często nieletnich. Z kolei popyt na narkotyki w unijnej stolicy kreują zamożni "ekspaci" z Europy i świata.

Prokuratura w Brukseli odnotowała w 2024 r. łącznie 89 strzelanin, w których zginęło dziewięć osób. Liczba ta wzrosła o 27 incydentów w porównaniu z rokiem 2023 i o 33 - w porównaniu z 2022. Tymczasem tylko w ciągu trzech dni w pierwszym tygodniu lutego w stolicy Belgii i UE doszło do aż czterech strzelanin.

Zróbmy to razem!

Powód? Wojny gangów narkotykowych. – W Brukseli walczą o terytorium dwie mafie: gang marsylski i lokalny, brukselski – wyjaśnił w rozmowie z PAP reporter Douglas De Coninck z flamandzkiego dziennika "De Morgen". Nie jest więc przypadkiem, że dwukrotnie doszło do strzelaniny przy stacji metra - właśnie przy nich zlokalizowane są bowiem najczęściej „punkty sprzedaży narkotyków"” o które walczą między sobą dwie działające w Brukseli mafie.

Z roku na rok ta walka staje się coraz bardziej brutalna i toczy się na tle normalnego życia miejskiego. W środę, kiedy doszło do pierwszego w ostatnich dniach incydentu, zamaskowani sprawcy wyjęli karabiny maszynowe w tłumie spieszących do pracy przechodniów, zmierzających tuż po godz. 6 rano do metra.

Na olbrzymią dostępność środków odurzających w unijnej stolicy wpływ ma bliskość położonego zaledwie 50 km od Brukseli portu w Antwerpii, który nazywany jest "narkotykową bramą Europy" dla statków przemycających nielegalne substancje. W 2023 r. celnicy przechwycili tam rekordowe 116 ton kokainy.

Reporter kryminalny z flamandzkiego dziennika "De Standaard" Mark Eeckhaut zwrócił uwagę, że do strzelanin związanych z porachunkami mafii narkotykowych dochodzi także w samej Antwerpii, ale jest ich znacznie mniej. – Tam działają tzw. grube ryby, za którymi stoi sieć przemytnicza na całą Europę. Natomiast Bruksela jest rynkiem lokalnym – poinformował.

W tym sensie strzelanin w Brukseli nie można bezpośrednio wiązać z bliskością portu w Antwerpii. Według Eeckhauta w unijnej stolicy mamy do czynienia z innego rodzaju przestępcami. Jak podkreślił, w Brukseli przebywa ogromna liczba osób oczekujących na rozpatrzenie wniosku o ochronę międzynarodową, których reporter nazywa "nowo przybyłymi".

– Oni muszą przyjechać do Brukseli, żeby ten wniosek złożyć. Ale w międzyczasie muszą też czymś się zająć – zauważył Eeckhaut. Idealnym zajęciem jest biznes narkotykowy. 

– Bossowie narkotykowi często do takich niebezpiecznych akcji wysyłają nieletnich, tłumacząc im, że jeśli zostaną złapani, dostaną niższy wyrok – powiedział. "Nowo przybyli" często nie znają Brukseli, dostają jedynie instrukcje, by znaleźć się o danej godzinie w danym miejscu i np. zastrzelić "kierowcę czerwonego fiata".

– Ale ze względu na skomplikowany układ administracyjny Brukseli, często dzielnice im się mylą i ofiarami padają zupełnie niewinne osoby – podkreślił De Coninck, który ma kontakt z rodziną jednej z takich ofiar. – W ten sposób w ubiegłym roku został zastrzelony dwudziestokilkuletni chłopak, przypadkowy przechodzień, nie mający niczego wspólnego z narkotykami – przypomniał reporter.

Obaj rozmówcy PAP zwrócili uwagę na specyfikę Brukseli, która przyciąga z całej Europy i świata tzw. ekspatów. Chodzi o dobrze wykształcone, znające języki, często zamożne osoby, pracujące w stolicy Belgii np. na stanowiskach urzędniczych w instytucjach unijnych. – Wielu przyjezdnych chce poimprezować w przerwie od pracy. Oni chcą dostać swoją kokainę i swoje ecstasy – podkreślił De Coninck. Obecność "ekspatów" generuje więc w unijnej stolicy duży popyt na narkotyki.

Na dodatek nie są oni tak bardzo przywiązani do miasta, by przejąć się problemem rosnącej przestępczości. Ponadto, bardzo skomplikowany - jak mówią rozmówcy PAP - system administracyjny i polityczny w tym kraju, podzielonym głównie pomiędzy Flamandów a Walonów, uniemożliwia skuteczne działanie państwa i służb.

(PAP)/oprac. FA

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: