Biskupi katechizują Polaków. Nowe spojrzenie w czasach laicyzacji

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
r32u9023u9t2t032tu9032.jpg
fot.Flickr/EpiskopatNews

Listów episkopatu, jak wiadomo, zwykle się nie czyta. Zachęcam do tego, by tym razem zrobić wyjątek. 5 września biskupi opublikowali list pasterski z okazji tzw. XVI Tygodnia Wychowania. W treści widoczna jest zmiana spojrzenia na sytuację Kościoła katolickiego w Polsce.

Co piszą biskupi?

Autorzy wskazali, że wielu Polaków utraciło żywą więź z Chrystusem i ten stan rzeczy nie pozwala wspólnocie Kościoła na obojętność. W obliczu postępującej laicyzacji biskupi proponują ponowne przemyślenie kształtu duszpasterstwa parafialnego. W ich ocenie zbyt wielu ludzi postrzega chrześcijaństwo przez pryzmat zakazów i nakazów, nie dostrzegając, że fundamentem wiary jest osobista relacja z Jezusem. Katecheza parafialna, uważają, powinna być drogą, która doprowadzi do spotkania ze Zbawicielem; kto tego spotkania doświadczy, ten inaczej będzie postrzegać zakazy i nakazy, raczej jako naturalny owoc więzi z Panem.

Biskupi proponują intensyfikację katechez parafialnej, która powinna realizować inny cel, niż szkolne lekcje religii. Parafia powinna oferować katechezę wszystkim - nie tylko dzieciom, ale również młodzieży i dorosłym. Według autorów listu, spotkania w ramach małych grup parafialnych mogą pomóc na realne podzielenie się swoimi problemami i w efekcie intensyfikację przeżywania Ewangelii jako czegoś, co mówi do nas tu i teraz. Powołują się na przykład Francji, gdzie wiele młodych ludzi przyjmuje chrzest. Według biskupów pokazuje to, że sekularyzacja nie jest wyrokiem, ale „wezwaniem,  by zacząć budować wspólnoty, w których Jezus naprawdę jest pośród nas”. Żeby to było możliwe, wskazują, konieczne jest przejście „od modelu administrowania parafią do odważnej ewangelizacji”. Co z tego wynika?

Kres katechizacji państwowej

Zróbmy to razem!

Rzecz podstawowa to zwątpienie wobec katechezy szkolnej, która od prawie 40 lat powinna formować Polaków do wiary, ale czyni to tylko w ograniczonym zakresie. Biskupi w liście wskazują wprawdzie na wagę tej szkolnej katechezy, ale promując katechizację parafialną w ewidentny sposób dostrzegają niedostatki tego, co może zaoferować szkoła. Religia w klasie przez długie lata uchodziła za swoisty gwarant zachowania katolickiej tożsamości przez polskie społeczeństwo. Mylnie, bo pomimo jej silnego umocowania w szkolnictwie cały czas szybko postępowała laicyzacja. Biskupi jakby tego nie dostrzegali, zadowalając się status quo. W historii świętej jest często tak, że dopiero jakiś otwarty wróg Boga uświadamia ludowi Bożemu jego zaniechania i grzechy. W takiej roli zdaje się dziś występować Barbara Nowacka, zadeklarowana lewicowa rewolucjonistka. Szefowa resortu edukacji ograniczyła liczbę lekcji religii w szkole. Naruszyła status quo – i zmusiła w ten sposób decydentów kościelnych do jakiejś refleksji nad przyszłością katechizacji. Można powiedzieć, że Nowacka dowodnie wykazała niemożność oparcia kształcenia religijnego na instytucjach państwowych. Takie oparcie mogłoby być możliwe w państwie ściśle katolickim, ale nie w chwiejnej demokracji liberalnej, która z samej swojej natury jest relatywistyczna i nie chce znać żadnej obiektywnej prawdy.

Dziś nie można przesądzić, czy Barbara Nowacka zadała ufności w katechizację poprzez szkołę śmiertelny cios. Istnieje przecież inny scenariusz: jeżeli po kolejnych wyborach ukonstytuuje się bardziej prawicowy rząd, to może zwiększyć liczbę lekcji religii w szkole. Mam jednak nadzieję, że nawet w takiej sytuacji otrzeźwienie, które powinna była wywołać ofensywa Nowackiej, będzie utrzymywać się nadal. Kościół może korzystać z instytucji państwa demokratycznego, ale nie może się na nim opierać. Dlatego decyzja o budowie równoległego wobec szkoły systemu katechizacji jest absolutnie konieczna, niezależnie od tego, czy Nowacka otrzyma od Polaków szansę kontynuacji swojego dzieła, czy zostanie odesłana z kwitkiem. 

Indywidualizacja

Kluczowym elementem listu jest problem indywidualizacji wiary. Biskupi dotykają w liście zagadnienia uwiądu społecznego przeżywania katolicyzmu. Skończył się czas religii jako rzeczy oczywistej, która spaja życie rodzinne i narodowe. Religia stała się indywidualnym wyborem. Nie jest już oczywista, wprost przeciwnie – jest raczej nieoczywista. Otaczający świat nie jest religijny, a zatem żeby być katolikiem trzeba zdecydować się na chrześcijaństwu – wbrew światu. Taka decyzja musi mieć jakąś konkretną, indywidualną motywację. Biskupi sądzą, że na gruncie duszpasterstwa parafialnego uda się taką motywację wytworzyć albo pobudzić.

Kres czystej administracji

To miałoby zostać przeprowadzone poprzez przejście od modelu czystej administracji do modelu aktywnej ewangelizacji. Administrować można wtedy, kiedy teren jest zdobyty. Dziś w Polsce trwa raczej bitwa o dusze: siły rewolucyjne wszczęły bunt i znaczna część Polaków przeszła na ich stronę. W tej sytuacji nie można zadowalać się status quo, ale trzeba podjąć próbę pozyskania „upadłych” wiernych. To właśnie prymat ewangelizacji nad administracją. 

Co z tego wyjdzie?

Założenia to jedno, realizacja – coś zupełnie innego. List biskupów nie wskazuje żadnych szczegółowych rozwiązań. To ogólne rozważania, które trzeba dopiero skonkretyzować, jeżeli ktoś będzie miał na to w ogóle ochotę. Rzecz w tym, że nikt nie ma naprawdę dobrego pomysłu na to, co zrobić. Biskupi przywołują przykład z Francji, ale tamtejsza fala nawróceń wśród młodych nie jest łatwo wytłumaczalna; na pewno nie jest też przekładalna na sytuację społeczną w Polsce. List biskupów jest raczej świadectwem zmieniającej się perspektywy, można rzec – uzgadniania perspektywy decydentów z rzeczywistością. Rzeczywistość jest tymczasem bardzo trudna. Polska staje się bardzo podobna do innych krajów zachodnich, gdzie religijność jest coraz mniej popularna, ustępując konsumpcjonizmowi. Czy można to gruntownie odmienić – nie wiadomo. Skutecznej ewangelizacji Zachodu towarzyszyły zawsze wysiłki państwowe. Tak było w Imperium Rzymskim, tak było w dawnej Polsce. Dziś tego czynnika po prostu nie ma, stąd naprawdę skuteczna kampania ewangelizacyjna, przeprowadzona wyłącznie siłami Kościoła, wydaje się mało prawdopodobna.

To, co można zaproponować, to wspieranie wszelkich inicjatyw, które służą rozwojowi autentycznej pobożności. Dotyczy to zwłaszcza liturgii. Jeżeli w jakiejś diecezji pojawiają się wierni, którzy proszą biskupa o dostęp do tradycyjnej Mszy świętej – nie ma żadnego powodu, by im tego odmawiać. Ba, wszystko powinno nakłaniać biskupa do wyjścia im naprzeciw. Tylko grupa progresywnych ideologów uważa, że tradycyjna liturgia to jakiś problem. W istocie jest wręcz przeciwnie – dla wielu wiernych, w tym dla wielu młodych Polaków, to raczej wspaniałe źródło wiary i stabilności życia religijnego.

Poza tym, kluczowa pozostaje polityka. W większości państw europejskich duże partie prawicowe korzystają wyłącznie z ornamentyki chrześcijańskiej, ale nie odwołują się do istotnych katolickich treści. Możemy podjąć staranie, by w Polsce było inaczej. Dopiero solidna katolicka polityka może stworzyć realne warunki pozwalające na skuteczność „odbicia” terenu z rąk laickiej rewolucji. To jednak zadanie nie dla biskupów, ale przede wszystkim dla świeckich.

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: