„Blagierzy” z PiS. Jak długo będą kłamać?

polityczni-klamcy_gray.jpg

Do emocjonalnej wymiany zdań doszło pomiędzy Krzysztofem Bosakiem a Radosławem Foglem. Poseł PiS, prezentując pomysł deportowania Ukraińców, bez mrugnięcia okiem pominął winę swojej partii za kryzys związany z ich obecnością w Polsce. Czy w świetle klasycznych zasad etyki przemilczanie prawdy i kreowanie się na rzekomego „zbawcę narodu” można uznać za kłamstwo?

Zadziwiająca jest krótka pamięć u decydentów politycznych związanych ze stroną określającą się jako patriotyczna. W programie „Śniadanie Rymanowskiego” poseł Fogiel zasugerował, że główną przyczyną obecnych napięć są działania władz Ukrainy...

Furda, że jeszcze niedawno te same – i tak samo się zachowujące – władze Ukrainy otrzymały w osobie Wołodymyra Żełeńskiego najwyższe polskie odznaczenie od nikogo innego, tylko prezydenta-nominata PiS-u. Furda, że to właśnie PiS odpowiada za politykę wobec Ukrainy, którą można streścić jedynie złośliwym porzekadłem, że plują nam w twarz, a my udajemy, że deszcz pada.

Zróbmy to razem!

Kiedy zatem nastąpił zwrot? Konia z rzędem temu, kto przytoczy oficjalną wypowiedź, w której wierchuszka PiS-u bije się w pierś za upokarzanie Polski przed Ukraińcami. Tak uczyniłby katolik. A oni przedstawiają się jako katolicy.

Na szczęście w studiu Polsatu obecny był wicemarszałek Krzysztof Bosak, który od razu i bez litości zaczął punktować błędy PiS-u, co posłużyło ostatecznie pogrążeniu posła Fogla. Przyjrzyjmy się retorycznej taktyce polityka PiS, ponieważ pokazuje ona wybiegi, jakimi ta formacja próbuje zrzucić z siebie odpowiedzialność.

Fogiel, gdy usłyszał, że za kryzys ukraiński w Polsce odpowiada jego partia, bez cienia żenady odparł: „Nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem”, po czym przeszedł do... odwracania uwagi widzów.

Najpierw uznał, że wicemarszałek Bosak rzekomo częściej atakuje PiS niż PO. Nawet jeżeli, to co to ma do rzeczy? Następnie zaczął opowiadać niestworzone historie na temat od lat snutych, a nie realizowanych, planów grabieży rosyjskich aktywów i wydania ich na walkę przeciwko Rosji.

Krzysztof Bosak wyłapał tę manipulację, wskazując, że jest to pijarowa ściema, która nigdy nie zostanie wprowadzona w życie i poseł Fogiel doskonale o tym wie, podobnie jak wszyscy inni używający tej zasłony dymnej.

Kiedy sytuacja osaczenia posła Fogla (nie tylko przez Boska) eskalowała, prowadzący Bogdan Rymanowski wprost zapytał go, czy przeprosiłby Polaków za nadanie Ukraińcom PESEL-i, choć twierdzi, że pomoc była „nadzwyczajna”. Tu polityk PiS ponownie uruchomił machinę retoryczną i zaczął przekonywać, że w roku 2022 polską granicę przekroczył milion „prawdziwych uchodźców”. I znów – został złapany przez Bosaka trafnym pytaniem: „Skąd to wiecie, skoro tego nie weryfikowaliście?”. Jakby tego było mało, wicemarszałek wskazał, że PiS nie zadał sobie nawet trudu, by nadać tym osobom status uchodźców.

W pewnym momencie poseł Fogiel zachował się jak ścigane zwierzę zagnane do klatki. Był to jednocześnie najbardziej spektakularny moment jego kompromitacji. Próbował zarzucić Bosakowi, że proponuje tworzenie „obozów dla uchodźców”, na co usłyszał przypomnienie, że to właśnie PiS... tworzył takie „obozy”, czyli hangary, w których trzymano Ukraińców.

Natomiast w kategorii policzka wymierzonego wszystkim Polakom należy potraktować słowa Fogla o tym, że „Polacy mogą być dumni” z tego, jak pomogli Ukraińcom w pierwszych dniach wojny. Tego akurat Bosak nie zdążył skontrować, więc przypomnę, z jaką politykierską perfidią PiS próbował przywłaszczyć sobie zasługi Polaków, wprowadzając wsteczne wypłaty z pieniędzy podatników tym, którzy dobrowolnie udzielili schronienia przybyszom (o tej socjotechnicznej manipulacji pisałem wówczas tutaj).

Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że podczas swojego wystąpienia w programie poseł Fogiel wypowiedział jedno prawdziwe zdanie, odnoszące się do rzeczywistej zasługi PiS-u, czyli do blokady importu ukraińskiego zboża. Pomijam już okoliczności i ocenę punktualności tamtej decyzji.

„Krótka pamięć” blagierów. Czy jest kłamstwem?

W „Śniadaniu Rymanowskiego” Fogiel zarzucił jednemu z polityków rządzącego obecnie obozu, że „wielokrotnie mijał się z prawdą”. Intencjonalne mijanie się z prawdą w złej wierze to oczywiście grzech i ma on swój konkretny (jednorazowy lub powtarzalny) wymiar. Ale jak nazwać postawę ludzi, którzy budują wizerunek swojego ugrupowania na kłamstwie, a przynajmniej na pomijaniu prawdy i przypisywaniu sobie zmyślonych bądź wyolbrzymionych zasług?

Sięgnijmy do myśli, która jest daleka od współczesnego, najgorzej rozumianego, makiawelizmu.

Arystoteles, odmalowując portrety różnych gatunków kłamców (Etyka, IV, 7, 1127a), mówi o tych, którzy mniemają o sobie zbyt wysoko, czyli przypisują sobie dobre cechy, których w rzeczywistości nie posiadają albo wyolbrzymiają te, które posiadają w stopniu niewielkim. Osobom takim Filozof nadaje miano blagierów (alazōnes).

„Otóż zdaje się, że blagier pragnie wzbudzić mniemanie, iż posiada właściwości zaszczyt mu przynoszące, chociaż ich nie posiada, lub że je posiada w większej mierze, aniżeli to rzeczywiście ma miejsce” – czytamy w Etyce nikomachejskiej. Kogoś, kto ze zwykłej próżności blaguje na temat swoich zalet i osiągnięć nazywa autor „lichym człowiekiem”, ponieważ „w przeciwnym razie nie cieszyłoby go kłamstwo”.

Natomiast dużo większą winę ponosi ktoś, kto blaguje dla osiągnięcia korzyści (w przypadku polityka będzie to korzyść w postaci wygranych wyborów i idących za tym wpływów, „stołków” i „uposażeń”). Wtedy „blagowanie ma swe źródło nie w samej skłonności do chełpienia się, lecz jest wynikiem postanowienia”. I dalej: „Blagierem bowiem jest się na skutek pewnej trwałej dyspozycji i pewnego określonego charakteru, a tak samo człowiek kłamliwy jest nim bądź dlatego, że znajduje upodobanie w samym kłamstwie, bądź dlatego, że dąży do rozgłosu lub do zysku”.

Widzimy więc, że bycie kłamcą oznacza więcej niż tylko to, czego z ostrożności procesowej nie przypisalibyśmy panu Fogielowi.

Bycie kłamcą to nie tylko wygłaszanie konkretnego twierdzenia sprzecznego z rzeczywistością. Bycie kłamcą w szerokim znaczeniu to kreowanie wizerunku swojej osoby i swoich działań z pominięciem (przynajmniej jakiejś części) rzeczywistości. W tym sensie również przypisywanie sobie czyichś zasług, co zrobił PiS po wybuchu wojny na Ukrainie, również należałoby nazwać kłamstwem, tudzież blagowaniem.

Gdyby pan Fogiel publicznie praktykował cnotę prawdomówności, to z jego ust nie wyszłyby słowa „Nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem”, lecz raczej: „Byłem wielbłądem i szkodziłem mojemu krajowi – zrozumiałem swój błąd, przepraszam i postanawiam poprawę”.

Ale prawdomówność (szczerość, autentyczność) nie jest cechą układu politycznego, którego częścią jest PiS. Na szczerości i autentyczności – wraz ze starzeniem się okrągłostołowego układu zamkniętego – dopiero co zaczyna wpływać do życia publicznego nowy nurt, który oby jak najszybciej wypłukał męty i szumowiny z okresu tzw. transformacji.

Mamy tu zresztą do czynienia z ciekawym paradoksem. Klasa polityczna żerująca na Polsce i Polakach oderwała politykę od moralności tak dalece, że przytoczenie klasycznego przekonania, że polityka jest przedłużeniem etyki (sztuką stosowania zasad moralności w życiu publicznym), byłoby uznane za naiwność. Tymczasem nowe pokolenie polityków oraz fenomen mediów internetowych wymuszają sytuację, w której jednak ten czy inny „tłusty kot” jest oceniany przez pryzmat przyzwoitości i prawdomówności, a nie tylko przez pryzmat politycznej skuteczności.

I żeby nie babrać się tylko w brudach i pozostać z odrobiną intelektualnej przyjemności, przytoczę na koniec, co Stagiryta pisał o człowieku prawdomównym:

„[Mamy tu na myśli kogoś, kto] jest i w słowach i w życiu w zgodzie z prawdą, ponieważ taki jest jego charakter. Tego rodzaju człowiek zdaje się być człowiekiem prawym. Bo miłośnik prawdy, który mówi prawdę tam, gdzie żaden interes nie wchodzi w grę, będzie tym bardziej mówił ją tam, gdzie interes jakiś wchodzi w grę, ponieważ kłamstwa, którego samego w sobie unikał, będzie tym bardziej się wystrzegał wówczas, kiedy ono jest rzeczą szpetną; taki więc człowiek zasługuje na pochwałę”.

Filip Obara

Zobacz także:

forum-1113342927-2.jpg
fot. Lukasz Dejnarowicz / Forum

Filip Obara: Afera szpitalna nie uratuje Polski. Nawet jeśli strąci Tuska

Śmiem twierdzić, że afera wokół Szpitala Południowego będzie tylko kolejnym brzydkim „bąkiem”, którego puścił system polityczny w Polsce. Absolutnie nic to zmieni, nawet jeżeli rząd Tuska zostanie obalony. Co zatem jest istotą naszego problemu? O tym – między wierszami – powiedział Krzysztof Bosak w „Śniadaniu u Rymanowskiego”. Po aferze „ośmiorniczkowej”, która pogrzebała „poprzedniego” Tuska wie...Czytaj dalej
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: