Filip Obara: Afera szpitalna nie uratuje Polski. Nawet jeśli strąci Tuska

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
forum-1113342927-2.jpg
fot. Lukasz Dejnarowicz / Forum

Śmiem twierdzić, że afera wokół Szpitala Południowego będzie tylko kolejnym brzydkim „bąkiem”, którego puścił system polityczny w Polsce. Absolutnie nic to zmieni, nawet jeżeli rząd Tuska zostanie obalony. Co zatem jest istotą naszego problemu? O tym – między wierszami – powiedział Krzysztof Bosak w „Śniadaniu u Rymanowskiego”.

Po aferze „ośmiorniczkowej”, która pogrzebała „poprzedniego” Tuska wielu myślało, że ten poziom cynizmu już w Polsce nie przejdzie. Otóż, przeszedł. Po kilku latach herr Tusk powrócił i sformował rząd, obsadzając te same stanowiska tymi samymi gębami, a na niektóre wynajdując jeszcze gorszych zakapiorów.

Już wtedy pytałem znajomych: Ale co takiego się wydarzyło? Ot, kilku cyników z kręgów władzy wydawało nasze pieniądze na smaczne jedzenie i (wulgarnym nieraz językiem) manifestowało jak bardzo gardzą Polską i Polakami. Czy odkryliśmy Amerykę, gdy wypłynęły nagrania z Sowa & Przyjaciele? Moim zdaniem nie. I nic poważnego na tych taśmach nie było.

Zróbmy to razem!

Dlaczego zatem afera taśmowa obaliła rząd Tuska? Tu dopiero zaczynamy dotykać meritum: Bo Polacy lubią emocje. A dlaczego lubią emocje? Bo system III RP jako taki odebrał nam wszelką sprawczość i jedyne, co nam pozostaje, to podgrzewać się emocjonalnie, by upuścić z siebie nadmiar frustracji. Poza tym nie robimy nic.

Zagłosujemy na inną partię? No cóż, przekażemy tylko pałeczkę w szaleńczym biegu władzy przeciwko Polakom, a dotychczasowa ekipa spokojnie odpocznie na ławkach opozycji, by za parę lat urządzić nam powtórkę z rozrywki.

Dokładnie tak samo będzie z aferą wokół Szpitala Południowego. Sprawa jest straszna i zarazem obrzydliwa, ale (poza jej wątkiem tragicznym, który pochłonął ludzkie życie) jest tylko brzydkim „bąkiem” puszczonym przez chory system, w którym żyjemy. Na rzeczywistą istotę naszego problemu zwrócił uwagę marszałek Sejmu Krzysztof Bosak podczas spontanicznej kłótni z posłem PSL w programie „Śniadanie u Rymanowskiego”…

Jaki jest prawdziwy problem?...

Bosak został napadnięty przez Magdalenę Srokę po tym, jak powiedział następujące słowa: Jeśli było tak, że doświadczony chirurg i ordynator wziął za fraki tego gówniarza i nim trzepnął o ścianę po to, żeby przestali przez to ginąć pacjenci, to uważam, że dobrze zrobił. W trakcie krótkiego sporu dodał też: Jeżeli będę świadkiem tego, że ktoś komuś robi krzywdę, że zagraża zdrowiu lub życiu, to nie będę stał jak łajza i się przyglądał.

W normalnej rzeczywistości takie słowa nikogo by nie dziwiły. Takie słowa nie musiałaby nawet paść, bo byłoby jasne, że użycie przemocy w reakcji na zło jest czymś moralnie dopuszczalnym, a nawet właściwym. Ale nie żyjemy w normalnej rzeczywistości. Żyjemy w III RP i nie mamy nawet odległej intuicji co do tego, jak bardzo żaba (czyli my) została już ugotowana.

Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że poseł Sroka z PSL jest… byłą policjantką. Oburzając się na marszałka Bosaka i twierdząc, że przemoc jest zawsze zakazana, polityk partii zawsze (z kimś) rządzącej powiedziała znacznie więcej niż się jej samej może wydawać.

Skoro poseł Sroka twierdzi, że przemoc jest zawsze zła, a stosowała tę przemoc jako funkcjonariuszka, to pierwszy wniosek jest oczywisty: przemoc może stosować tylko państwo. Czy w takim razie państwo jest złe albo czyni zło? Broń Boże – wszak stoi na jego czele człowiek, który „jest w Europie szanowany i ceniony”. Jeżeli więc przemoc stosowana przez państwo nie jest zła, ponieważ służy walce z jakimś złem, to poseł Sroka bredzi o tym, że przemoc jest zawsze zła.

Jedno zagadnienie mamy z głowy. Przejdźmy do drugiego: Czy tylko państwo może stosować przemoc? Historia ludzkości i recepcja prawa naturalnego (czego nie mam tu czasu omawiać) dość jasno dowodzą, że przemoc była zawsze stosowana przez osoby prywatne jako odpowiedź na zło, a jej zastosowanie przy właściwej intencji i mierze była traktowana jako akt cnoty, czyli sprawności moralnej.

Ma zatem rację Krzysztof Bosak, że dr Emil Jędrzejewski miał prawo spuścić łomot „gówniarzowi”, który pasł się za pieniądze podatników, korzystając z protekcji koalicji rządzącej i doprowadzając przy okazji do śmierci pacjentów (jak twierdzi sygnalista). Ale nie o rację tu chodzi, lecz o pytanie, co to ma wspólnego z gotowaniem żaby, czyli nas?

Otóż – wszystko. Ponieważ – żyjąc od prawie czterdziestu lat w systemie wszechobecnego państwa, którego szkolnictwo produkuje pożytecznych idiotów – daliśmy sobie wmówić, że nasza rola w walce ze złem ogranicza się do poinformowania wyższej instancji. I tak w szkole tą wyższą instancją jest pedagog, nad nim jest dyrektor, nad dyrektorem kurator, nad kuratorem wojewoda itd. Gdy przyjdzie więc do rozwiązania problemu, okazuje się, że… nikt nic nie może, „bo takie mamy standardy”. W szpitalu też nikt nic nie może. I w każdej innej sytuacji: ponieważ Polak uwierzył, że jest przedmiotem, a nie podmiotem, życia społecznego.

Ponieważ Polak uległ dwóm najgorszym chorobom XXI wieku. Po pierwsze uwierzył w superdogmat pozytywizmu prawnego: że każdy absurd nazwany przez władzę prawem wymaga posłuszeństwa; po drugie pogodził się z obowiązującym paradygmatem etatyzmu: że wszelka inicjatywa należy do władzy i że ma ona prawo regulować wszystkie dziedziny naszego życia – z pominięciem prawa naturalnego i zwyczajowego, z pogwałceniem rozumu i zdrowego rozsądku.

… i jak go rozwiązać, czyli dlaczego mam pretensje do Grzegorza Brauna?

Miałem krytyczny stosunek do tego, jak Krzysztof Bosak idzie po stołek, podczas gdy jego ugrupowanie opowiadało androny o wywracaniu stolika. Ale teraz przyznaję: cieszę się, że to wszystko wybrzmiało z ust właśnie wicemarszałka Sejmu. Mam jednak bardzo ograniczoną wiarę w to, że system III RP jest reformowalny, niemniej sądzę, że byłoby jeszcze gorzej, gdyby nikt z „naszej bajki” nie próbował w tym szambie pływać.

Afera szpitalna i spór Bosaka ze Sroką to okazja, by od krytyki przejść do konstruktywnego (choć karkołomnego) pytania: Jak uratować Polskę? I tu właśnie mam pretensje do Grzegorza Brauna.

Doceniam fakt, że happeningi odważnie kreowane przez niego przed kamerami przesuwają okno Overtona we właściwą stronę, ale niestety w jednej kwestii jestem pamiętliwy. Chodzi o hasło, z którym Braun rozpoczynał swoją działalność polityczną: KOŚCIÓŁ – SZKOŁA – STRZELNICA. Do czego później doszła jeszcze MENNICA.

Pytam więc: Panie Pośle, gdzie są te szkoły? Jestem bowiem przekonany, że zaangażowanie polityczne jest dziś wyłącznie formą walki o mniejsze zło. Jeżeli mamy naprawdę coś zmienić, to nie zrobimy tego, dopóki w przynajmniej trzeciej części polskich gmin nie powstaną prywatne szkoły z programem edukacji klasycznej nastawionej na kształtowanie cnót i rozumnego postrzegania rzeczywistości. Gdy zaś będziemy już mieli powiedzmy trzysta takich szkół, to zapytam o trzy uniwersytety, które wyrwą umysły Polaków ze zniewolenia i wykształcą polskie elity.

Bo nawet dobre prawo wiele nie zmieni, jeżeli obyczaje ludzi upadły. Prawo stanowione wyrasta ze zwyczajowego, a głównym celem pracy organicznej, jaką mamy do wykonania, jest obudzenie przekonania, że prawo naturalne jest źródłem wszelkiego innego i stoi ponad wszelkim innym prawem. W przeciwnym wypadku będziemy wiecznie szachowani przez strach i fałszywe posłuszeństwo wobec władzy.

Początek tej walki jest w domu, gdzie ustalamy zasady i wychowujemy dzieci. Pierwszymi polami tej walki są: ulica, szkoła, pociąg, szpital, sklep... Bo w politycznym biciu piany mamy wielu prawicowców i konserwatystów. A ja pytam: Gdzie są ci prawicowcy i konserwatyści, gdy trzeba wykopać ze szkoły roszczeniowych rodziców? Gdzie są, gdy trzeba zareagować na chamstwo albo pouczyć małolatów, żeby ustąpili miejsce matce z dzieckiem? Gdzie są ci obrońcy cywilizacji, gdy robi się z nas idiotów na każdym kroku, a tresura postępuje tak daleko, że przestrzegamy coraz absurdalniejszych prawnych i administracyjnych wymysłów władzy, nie zadając już sobie pytania, czy mają one sens? Dopiero gdy wychowamy pokolenie, które nauczy się odróżniać prawo od systemowego widzimisię, a na polach codziennych walk utwardzi swój charakter, będziemy mogli zacząć planować odbudowę Polski.

Dlatego chwała doktorowi Jędrzejewskiemu, że miał na tyle morale, by przyprzeć gówniarza do ściany (o ile faktycznie to zrobił) i chwała marszałkowi Bosakowi, że przerwał zmowę milczenia i powiedział, co jest normalne.

Filip Obara

KS.jpg
Fot. Dominika Zarzycka / Zuma Press / Forum

Krzysztof Stanowski kontra urzędniczka, czyli o zbawiennych pożytkach wstydu

Dlaczego urzędnik, który stosuje przeciwko polskiemu przedsiębiorcy gangsterskie metody wymuszenia haraczu, nie czuje wstydu, kiedy wstyd byłby pożądanym lekarstwem na zło, które czyni? Z prostego powodu: bo zasady moralności nie stosują się już do systemu politycznego w Polsce. Dlatego tak ważne jest, by osoby pokroju Krzysztofa Stanowskiego miały dość tupetu, by włożyć kij w mrowisko. Polityka j...Czytaj dalej
Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: