Krzysztof Stanowski kontra urzędniczka, czyli o zbawiennych pożytkach wstydu

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
KS.jpg
Fot. Dominika Zarzycka / Zuma Press / Forum

Dlaczego urzędnik, który stosuje przeciwko polskiemu przedsiębiorcy gangsterskie metody wymuszenia haraczu, nie czuje wstydu, kiedy wstyd byłby pożądanym lekarstwem na zło, które czyni? Z prostego powodu: bo zasady moralności nie stosują się już do systemu politycznego w Polsce. Dlatego tak ważne jest, by osoby pokroju Krzysztofa Stanowskiego miały dość tupetu, by włożyć kij w mrowisko.

Polityka jest przedłużeniem etyki – ten pogląd Arystotelesa brzmią dziś jak naiwny truizm. A jednak – wyrażają prawdę, choć prawda ta jest jak najdalsza od polskiej rzeczywistości prawno-państwowej.

Bo u nas nikt niczego się nie wstydzi – zauważa Krzysztof Stanowski w swoim komentarzu do gangsterskiej zasadzki, jaką dwie urzędniczki skarbówki zastawiły na właściciela pizzerii z Gdańska, znienacka obkładając go karą za pobranie niewłaściwego rodzaju podatku od sprzedaży… krewetek, które klika rządząca uznała akurat za towar luksusowy.

Zróbmy to razem!

- Kraść nie wypada, pracować z wanny nie wypada, oszukiwać nie wypada, być debilem, piastując wysokie stanowiska – też nie wypada – mówi Stanowski, odpowiadając wielce oburzonym jego słowami na temat publicznego zawstydzenia, jakie powinno spotkać urzędniczki stosujące zakapiorskie metody przeciwko Polakom.

Z gorzką ironią przypominają nam się lata 90., kiedy to na polskich ulicach grasowały rozmaite gangi, trudniące się między innymi pobieraniem haraczy od restauratorów. Dziś te gangi znalazły swoich niechlubnych kontynuatorów w osobach nadgorliwych urzędników skarbowych.

Znamy dobrze z filmów gangsterskich motyw, w którym członek gangu zostanie upomniany przez zwykłego człowieka, na którym skupia się następnie wendetta całej organizacji przestępczej. Podam inny przykład. W NadberezyńcachFloriana Czarnyszewicza czytamy o polskim chutorze (odosobniona gospodarka) napadniętym przez kilkudziesięciu wściekłych Rusinów (określanych kacapami), którzy gotowi byli pozabijać spokojnie mieszkających tam Polaków tylko dlatego, że jeden z nich został przegoniony przez gospodynię, kiedy kradł na polskim polu.

W tym kontekście zachowanie władz III RP należały określić nie tylko jako gangsterskie, ale jako wprost kacapskie. Stosująca haniebne metody urzędniczka nie tylko nie została ukarana przez swoich przełożonych, ale owszem – cały aparat biurokratyczny stanął za nią murem, tak jakby tuszowanie niegodziwości poszczególnych urzędników miało służyć budowaniu reputacji państwa jako całości.

Moralność plemienna, którą stosuje rząd, nie liczy się bowiem ze sprawiedliwością, nie liczy się z własnym obowiązkiem pracy dla dobra wspólnego, nie liczy się z drugim człowiekiem (jeszcze do niedawna określanym jako bliźni). Liczy się tylko z tym, że dotknięto „naszego”.

I to granie na nosie Polakom i przekonanie bandy sprawującej władzę, że nie ma takiego zuchwałego cynizmu, który Polacy spolegliwie nie przełkną, znów przeszłoby bez echa, gdyby nie „skandal” wywołany przez Krzysztofa Stanowskiego. Skandal – czyli po prostu zdrowa reakcja.

Założyciel Kanału Zero wskazał bowiem – być może nieświadomie? – na rzecz kluczową z punktu widzenia klasycznej moralności, niezależnie od tego, czy wywiedziemy ją filozoficznie z prawa naturalnego, czy też teologicznie z nauczania Kościoła. Wskazał mianowicie na rolę wstydu w dziele poprawy człowieka…

Św. Jan Damasceński tłumaczył, że „wstyd jest bojaźnią przed popełnieniem brzydkiego czynu”, zaś św. Tomasz z Akwinu dodawał, że „wstyd polega na bojaźni przed tym, co jest brzydkie i hańbiące”. Podobnie uważał Arystoteles, stwierdzając, że „wstyd jest bojaźnią przed niesławą”. Dodajmy więc wniosek, że człowiek posiada godność, ale nie bezwzględną, lecz uwarunkowaną tym, czy jego uczynki są moralne czy nie. Ściąga więc na siebie hańbę ten, kto zachowuje się w sposób niemoralny, na przykład urzędnik, który zastawia zbójeckie sidła na przedsiębiorców, choć powinien służyć obywatelom jako przedstawiciel państwa.

Dlatego w zdrowym społeczeństwie publiczne zawstydzenie odgrywa ważną rolę, dając ludziom poczucie, że mogą zrobić coś dla sprawiedliwości dzięki narzędziu, jakim jest moralne napiętnowanie. Sam zaś wstyd służy nie tylko ogółowi, ale i osobie, która dopuściła się niegodziwości, ma on bowiem – jak zauważał Akwinata – „podwójny wpływ na przewinienie: powoduje zaprzestanie występków, a to z obawy przed pogardą, oraz z tego samego powodu nie czyni rzeczy brzydkich wobec ludzi, zwłaszcza publicznie” (Suma, II-II, 164).

Czy więc Krzysztof Stanowski miał prawo publicznie strofować bezwstydne urzędniczki? Sądzę, że miał. Po pierwsze na mocy ogólnej zasady wyrażonej przez Doktora Anielskiego, że „prawo do upominania grzesznika ma ktoś, kto ma tyle zdrowego rozsądku, by mógł to czynić” (II-II, 33), a po drugie z powodu dobra, jakie może iść w ślad za napominaniem.

O pożytkach ze strofowania bliźniego pisał św. Augustyn w dziełku De correptione et gratia (przytaczam w luźnym tłumaczeniu): „Kimkolwiek jesteś, który nie przestrzegasz znanych ci przykazań Bożych i nie chcesz być strofowany, powinieneś być strofowany właśnie z tego powodu, że tego nie chcesz. Nie chcesz, aby wygarniano ci twoje winy, aby ich dotykano, zadając ci pożyteczny ból, który skłoniłby cię do poszukiwania lekarstwa”. I dodaje: „To twoja wina, że jesteś zły, a jeszcze większą winą jest niechęć do bycia strofowanym z powodu tego zła, tak jakby czyjeś winy mogły być chwalone albo pomijane milczeniem (…) albo jakby strach, wstyd i upokorzenie człowieka poddanego strofowaniu nie przynosiły mu istotnej korzyści (…) i nie służyły, aby dać mu zdrową pobudkę do poprawy”.

Czym jest zatem brak wstydu? Oznaką moralnego upadku. I dlatego jest tak ważne, żeby przewrotna zawziętość struktur państwowych uzbrojonych przeciwko Polakom nie była pomijana milczeniem. I dzięki Bogu za kogoś takiego, jak Krzysztof Stanowski, który może sobie pozwolić na tak słyszalną reakcję, nie obawiając się przy tym konsekwencji.

Poszczególni obywatele często odpuszczają zuchwałe przewinienia władzy, bo nie mają dość siły psychicznej, czasu i pieniędzy. Natomiast na barkach tych, którzy dysponują tymi środkami, spoczywa moralna powinność podejmowania walki z nieludzkim i niesprawiedliwym, etatystycznym systemem. Dobrze, że założyciel Kanału Zero rozumie tę odpowiedzialność.

Filip Obara

ChatGPT-Image-15.09.2025-o-15_17_52.png

„Róża, która wyrosła na betonie”... Trzy dekady niszczenia polskiego biznesu

Trzydzieści sześć lat po „upadku komuny” Polacy wciąż toczą nierówną walkę z rządowym molochem, który robi wszystko, by zdusić w nas ducha przedsiębiorczości. Nasza twórcza energia w obszarze prywatnego biznesu jest niczym niesforne źdźbła trawy, które – zwalczane miotaczem ognia i szlifierką z druciakiem – wciąż ważą się wyrastać ze szpar w kostce brukowej... Pytanie tylko, czy zawsze polski prze...Czytaj dalej
Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: