Boża pedagogika dla ponadetatowego ojca. Świadectwo Czytelnika

ojciec.jpg
Źródło: pixabay.com

Wraz ze skończeniem wyższej szkoły, na przełomie XX i XXI wieku, młody mężczyzna rozpoczyna nowy rozdział swego życia. Wkracza w zupełnie nieznaną, „niepoukładaną” przyszłość, a tym samym rodzą się pytania: Czy zdobyta wiedza ze szkolnej i uczelnianej ławy, będzie wykorzystana w sferze zawodowej, zarobkowej? Co go spotka w dorosłym, ledwo co samodzielnym życiu? Czy wszystkie te oczekiwania, które szerzej nazywamy „oczekiwaniami młodzieńczego serca” zostaną zaspokojone?

Boża, a ludzka ekonomia

Pytania te – męskie, młodzieńcze wyzwania – domagają się odpowiedzi, rozwiązania. Pragnie je rozwiązać samodzielnie, czysto po ludzku – w aspektach „czysto ludzkiej ekonomii”. A ekonomia ta, jak często bywa, domaga się „natychmiastowości” spełnienia. Pewnej automatyzacji wrzucanego pieniążka oraz spełnianego przez „mechaniczną szafę” marzenia, życzenia.

Czy scenariusz „natychmiastowości”, „pieniążka i mechanicznego spełnienia” jest realizowany w codziennym, szarym życiu?

Zróbmy to razem!

Na to pytanie najczęstsza odpowiedź brzmi: nie!

Dla człowieka wierzącego, ta negatywna odpowiedź jest chwilą, by otworzyć się na jeszcze jedną ekonomię: Ekonomię Bożą.

Nasza ludzka ekonomia, ma się nijak do tej, pisanej przez duże „E”.

Z jednej strony mamy dziecinne pragnienie natychmiastowego spełnienia, z drugiej Ojcowską Pedagogikę wychowawczą. Pedagogikę nie dającej się wpisać w ludzkie ramy czasowe.

Człowiek, młody mężczyzna, powinien otworzyć się na Bożą perspektywę, Boży Plan na jego życie. To jedyne mądre rozwiązanie, by uniknąć rozczarowań.

W cierpliwość przenikniętą Bożym planem

Młodzieniec potrzebuje czasu, by zaakceptować fakt, że swe plany i aspiracje należy dostrajać do Bożych ram czasowych. Do tej Ojcowskiej, Bożej ekonomii i pedagogiki.

Mijają lata. Młodzieniec staje się dojrzały. Nabywa mądrości życiowej. Upływający czas oraz nabywane doświadczenie życiowe, sprawiają, że człowiek z pewną ironią i pobłażaniem patrzy na swe młodzieńcze doświadczenia:

- na swe nadzieje, na spotkanie drugiej osoby, które to spotkania kończyły się cierpieniami młodego Wertera, jak u Goethego…;

z tą różnicą, że u niego (mężczyzny) skończyły się happy and’em w Bożej reżyserii;

- codzienne wyzwania, które podejmował, a których wykonanie czasem kuleje…; a i w tym utykaniu trzeba nauczyć się cierpliwości do samego siebie;

- boży dar – dzieci; gdzie często samemu trzeba się „wychować” by właściwie je wychować i oddać jedynemu Ojcu;

- kolejne prace zawodowe; gdzie i tu należy zdać się na planowanie Bożej ekonomii;

- własny dach nad głową, cztery kąty, może ciasne, ale swoje…

Czy i tutaj mężczyzna nie powinien zaufać Bożej Ekonomii, która często zaskakuje? Męskie, ludzkie plany w tej materii często odpływają jak dom na piasku, by przybić do Bożego portu domostwa na skale.

Aby to zaakceptować, „przetrawić” trzeba codziennie wzrastać w cierpliwości. By nauczyć się planowania i ekonomii od Najlepszych, od Boga.

Stając u progu własnego domu, wraz z małżonką, wraz z dziećmi mężczyzna staje niejako u bram kolejnej lekcji zawierzenia Bogu.

Można by powiedzieć, że osiągając stabilizację życiową (żona, dzieci, własny dach nad głową) mężczyzna może przyjąć postawę „zaślepionej samodzielności”. Dlaczego „zaślepionej”? Odpowiedź jest prosta: gdyż zamyka go ona na Pana Boga. Samodzielność staje się bożkiem. Zawierzenie Bogu staje się czymś, co odkładamy na półkę z niepotrzebnymi książkami.

Taka sytuacja staje się o tyle niebezpieczna, że samowystarczalność prędzej jak później rozbije człowieka o niepowodzenia. Któż nie zna bowiem porażek! Trudności w życiu codziennym, prywatnym, rodzinnym, zawodowym. Gdy przysłowiowa „kołderka spraw przyziemnych” staje się za krótka.

W tym codziennym zabieganiu, może warto przystanąć i zaczerpnąć z Ewangelii. Przywołać obraz Marii i Marty z ewangelii Łukasza 10, 38-42.

Zabieganie o sprawy codzienne, martwienie się o wiele, jak u Marty owszem istotne. Ale jakże lepsza jest tutaj postawa Marii, gdzie potrzeba niewiele, a może tylko jednego.

Jak niewiele potrzeba, naucza dalej mężczyzn sam Jezus. Bo jeśli mężczyzna przyjmie takie, Chrystusowe założenia:

Mt 6,33

Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.

Mt 6, 34

Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie. Dość ma dzień [każdy] swojej biedy.

Łk 12, 6-7

Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Łk 12, 22–32

Potem rzekł do swoich uczniów: «Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo.

Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.

Wykonanie

Nie łatwo jest zaakceptować powyższe wypowiedzi Jezusa w życiu codziennym. Ich realizacja przychodzi z trudnością, bo jak tu nie myśleć o przyszłości? Jak się nie martwić i nie zabiegać o dzień jutrzejszy?

A jednak są takie momenty, gdy trzeba oddać wszystko Bogu, a nam tylko pozostaje dbanie o tu i teraz.

W czym ma to ułatwić męskie funkcjonowanie? Odpowiedź jest logiczna i prosta: kolejne rozwiązywanie spraw bieżących (dzisiejszych!), nie zostawianie ich na potem, na jutro, powoduje, że nie przenosimy tychże na dzień kolejny. Logika i konsekwencja postępowania.

Zbytnie zamartwianie się sprawia, że nie skupiamy się na tym, co teraz jest najważniejsze. Co tutaj i w tej chwili należy rozwiązać, jakich „kłopotów” należy się pozbyć. Przez „zamartwianie się” przyszłością nie rozwiązujemy tego, czym zająć się mamy teraz. To powoduje zapętlanie się zaległości.

Dlatego Chrystus – Mężczyzna, mówi każdemu mężczyźnie:

„Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie. Dość ma dzień [każdy] swojej biedy.” (Mt 6, 34)

Takie podejście do dnia codziennego, ma swe zastosowanie, gdy w życiu rodzinnym następuje pewna szczególna zamiana ról. Gdy z przyczyn czysto ekonomicznych mężczyzna zostaje w domu, a kobieta dalej kontynuuje pracę zarobkową. Taka ironia życia, gdy żona zarabia lepiej od męża.

Dla męża, ojca wspomniana sytuacja może być dyskomfortowa.

Trudność pierwsza, ambicjonalna: to nie ja zarabiam na utrzymanie rodziny.

Kolejna trudność: mężczyzna najczęściej jest stworzeniem jednozadaniowym. A tutaj rób wszystko, czym do tej pory zajmowała się żona: pranie, gotowanie, sprzątanie. Kolejny radosny obowiązek: mężczyzna obdarzony dwójką córek na Edukacji Domowej. Decyzja o takiej formie nauczania podjęta świadomie, gdy „odgórny” system nauczania kłuci się z wartościami, które zakorzenione są w domu.

Istny „kurak domowy”.

Niestety mężczyzna w tej sytuacji zauważa, że nie ma w sobie pewnego szczególnego kobiecego daru: umiejętności wykonywania wielu zadań jednocześnie.

Mężczyzna „standardowy” może się tu buntować. Bo dzieje się coś wbrew jego „ludzkiej ekonomii”. Może lepiej napisać męskiej naturze.

Mężczyzna: nie „myśliwy”, nie biznesmen, nie zarabiający na utrzymanie rodziny? Dzieci, które łapią się jego spodni, prawie jak maminej spódnicy?

Ludzka natura mężczyzny buntuje się, gdy zaczyna nie panować nad najbliższym domowym otoczeniem: nieprzespane noce, oskarżanie siebie. Jak odnaleźć się w tej „niemęskiej roli”? Czy coś ze mną jest nie tak?

Czas zmiany myślenia

Okazuje się, że bezsenność wynikająca z zamartwiania się, może stać się dobrym czasem na refleksję nad sobą, nad tym co nam dane. Powrotem do nauki Chrystusowej płynącej z kart Ewangelii. Nad porzuceniem „ludzkiej ekonomii”, tego co my chcemy i oczekujemy, a przyjęciem woli Bożej i Jego Ekonomii.

Na początek może trochę wadzenia się z Bogiem. Trochę jak u Jakuba ze Starego Testamentu.

Boże, czemu nie jest tak po ludzku gładko? Czemu pod górę?

Sformułowanie „pod górę” jest swego rodzaju kluczem. Albowiem „pod górę” z biblijnej perspektywy znaczy: wspinać się do Boga. Od Mojżesza poczynając (góra Dekalogu), a na Chrystusowej górze przemienienia kończąc. Góra – to spotkanie z Bogiem. Wspinanie na górę to ćwiczenie się we wzrastaniu.

Wzrastanie warto zacząć od wyrobienia w sobie postawy wdzięczności i radości.

Radości i wdzięczność za żonę stojącą obok. Wdzięczności za jej mądrość i miłość. Wdzięczność za jej cierpliwość dla męskich upadków, braku opanowania nad krewkim charakterem. Żony, która zdaje sobie sprawę z męskich ograniczeń, że mężczyzna postawiony jako „kurak domowy” nie będzie jak ona „wielozadaniowy”. Wdzięczność za żonę, która wspiera męża w jego nietypowej roli.

Radości i wdzięczności za dwójkę dzieci, dwie córeczki. Wdzięczności za możliwość uczestniczenia w ich edukacji i dziecięcej radości. Wzrastać i pracować nad sobą, by nie niszczyć w nich tej dziecięcej radości.

Na czym polega ta troska o dzień dzisiejszy, zabieganie o Królestwo Boże?

Zabiegajcie najpierw o Królestwo Boże, a wszytko inne będzie wam dodane.

Czyli zabieganie o coraz lepsze relacje z żoną. O wzrastanie w małżeństwie. O to, by sakramentalny związek rozwijał się w codzienności.

W tym małżeństwie Bóg obdarowuje dziećmi. Ale również stawia pytania o ten dar, gdy rodzic stanie przed  Nim: „A gdzie są moje dzieci?”

Odpowiedzią na te pytanie jest rodzicielska, ojcowska postawa wobec dzieci. Wzorem takiej postawy jest Ojcostwo samego Boga.

Od Niego trzeba się uczyć wyrozumiałości, cierpliwości i miłości.

W sytuacji, gdy mężczyzna jest prowadzącym dom, a przede wszystkim dzieci, trzeba nauczyć się pewnej… kobiecej delikatności. Jak na obrazie Rembrandta „Syn marnotrawny”, gdzie ojciec obejmujący syna ma jedną dłoń męską, a drugą kobiecą.

I tak czasem trzeba. By ojciec czerpał z Ojca. By rozwijał swe ojcostwo. Oddał swe dzieci Temu, który jest źródłem życia.

Oddał w pełni bogate w różnorakie talenty. Talenty pomnożone, jak w Chrystusowej przypowieści.

Konkluzje

Jak najprościej zawrzeć powyższe rozważania męskiego życia w konfrontacji z przytoczonymi ewangelicznymi cytatami.

Jeśli ty, mężczyzno zostałeś postawiony w nietypowej sytuacji „kuraka domowego”:

- nietroszczenie się o dzień jutrzejszy, to nie beztroska; to rozwiązywanie teraźniejszych, konkretnych problemów jakie przynosi dzień dzisiejszy; tak by nie mieć zaległości na kolejne dni; ufać, że w kolejnych dniach będzie nam towarzyszył Chrystus;

- zaufać osobie, która sakramentalnie kroczy przy mężczyźnie; ufać jej delikatności, mądrości i miłości; w tej miłości jest ona ci życzliwa i wyrozumiała; bądźcie sobie pomocą;

- potomstwo; przyjmij je z sercem pełnym miłości; codziennie wpatruj się w Ojca, by z niego czerpać mnogie dary dla twego ojcostwa; pomagaj dzieciom pomnażać i rozwijać własne talenty; pomagaj odnajdywać drogę do Ojca – dawcy życia.

Codzienne „Ojcze nasz”

Można by jeszcze na koniec zadać pytanie: Dlaczego to mężczyzna nie stara się o przysłowiowy chleb powszedni? A może ten „męski chleb powszedni” ma mieć w ekonomii Bożej inny wymiar?

Bo przecież chleba naszego powszedniego [Ty, Boże] daj nam dzisiaj.

I jeszcze jedno: bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi (Mt 6,9-13),

I tego trzeba się trzymać. A że ziemski system państwowy nie docenia pracy „bezgotówkowej” ani ojca, ani matki?

W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak wołać o ekonomię Bożą: przyjdź Królestwo Twoje!

 

Jan Jóźwik

czerwiec 2026

Materiał nadesłany do Redakcji PCh24.pl przez Czytelnika

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: