Bp Robert Mutsaerts pisze do Leona XIV. „Czy synodalność przybliża do zbawienia?”

Czy proces synodalny przybliża ludzi do zbawienia? Takie pytanie zadał Ojcu Świętemu biskup Robert Mutsaerts. Holenderski pasterz opublikował na swojej stronie list otwarty do papieża Leona XIV.
Tekst został ogłoszony 13 sierpnia. Robert Mutsaerts jest biskupem pomocniczym diecezji 's-Hertogenbosch w Holandii. Od lat komentuje sprawy Kościoła, wypowiadając się krytycznie o ideach liberalnych. Tym razem postanowił zająć stanowisko w sprawie trwającego procesu synodalnego. Leon XIV postanowił kontynuować to, co rozpoczął papież Franciszek. Stosowne watykańskie struktury nadal prowadzą prace synodalne, które mają zakończyć się jesienią 2028 roku wielkim Zgromadzeniem Kościelnym w Rzymie.
"Moje pytanie jest proste i szczere: czy proces synodalny pomaga w przybliżaniu dusz do Chrystusa i zbawienia wiecznego? To dla mnie decyzyjna kwestia" - napisał holenderski biskup. Jak stwierdził, zwykli wierni oczekują od Kościoła jasności w sprawie drogi, która wiedzie do Boga - a nie jakiegoś "permanentnego procesu".
"Uważam, że po latach synodalnych konsultacji, spotkań, raportów i dokumentów - nadszedł czas na to, by otwarcie zapytać o owoce" - dodał. Według biskupa, gdyby mierzyć proces synodalny jego własnymi kryteriami, można byłoby mówić o sukcesie. W końcu zrobiono naprawdę wiele: tyle spotkań i konsultacji, zaangażowanie tysięcy ludzi... Pojawił się nawet nowy słownik kościelny związany z synodalnością. Biskup wymienia takie terminy, jak: synodalność, słuchanie, rozróżnianie, partycypacja, rozmowa w Duchu...
"Można jednak spojrzeć na to samo z zupełnie innej perspektywy. Pozwolę sobie zadać niewygodne pytanie: Co to wszystko tak właściwie przyniosło? [...] Czy wiara stała się mocniejsza? Czy jaśniej głosi się Chrystusa? Czy pogłębiona została tożsamość katolicka? Czy więcej ludzi się nawróciło? Czy więcej ludzi chodzi na niedzielną Mszę świętą? Czy jest więcej powołań kapłańskich? Czy katecheza stała się skuteczniejsza? Czy pojawiło się większe poszanowanie dla Eucharystii? Czy jaśniejsze stało się moralne nauczanie Kościoła? Czy wzrósł zapał misyjny?" - zapytał. "Kiedy stawia się takie pytania, nie sposób uznać synodu za sukces" - stwierdził.
Biskup zwrócił też uwagę, że wysoce problematyczna jest struktura całego procesu synodalnego. Początkowo rzecz miała trwać w latach 2021-2024, ale została przedłużona aż do roku 2028. Niedawno Watykan opublikował kolejne synodane wytyczne. Według biskupa, synodalność staje się jakąś nową "permamentną formą rządów" w Kościele.
Zdaniem bp. Mutsaertsa, synodalność można porównać do biurokracji. "Instytucje, które tracą z oczu swój oryginalny cel, często zaczynają coraz silniej rozmawiać o sobie. [...] Im mniej ewangelizacji, tym więcej komitetów na temat ewangelizacji. Im mniej powołań, tym więcej dokumentów na temat powołań. Im mniej ludzi przychodzi do kościoła, tym dłuższe spotkania o przychodzeniu do kościoła. Może to brzmieć cynicznie, ale kryje się za tym poważna myśl: biurokracja może wytworzyć iluzję aktywności, choć rzeczywistość wskazuje na coś przeciwnego" - stwierdził.
Holenderski pasterz uważa, że synod musi skończyć się wielkim rozczarowaniem. W ramach tego procesu zaczęto dyskutować o sprawach, które są już rozstrzygnięte, takich jak diakonat kobiet, kapłaństwo, moralność seksualna, autorytet kościelny, decentralizacja. "To tworzy pastoralny paradoks. Ludzi prosi się o to, by wskazali swoje oczekiwania. W konsekwencji niektóre oczekiwania okazują się niemożliwe do spełnienia bez odrzucania jedności doktryny katolickiej. Jaki ma to efekt? Szeroko rozpowszechnione rozczarowanie. Kościół wzbudził oczekiwania, których nie może spełnić. To nie jest zysk duszpasterski. To przepis na frustrację" - uznał.
Wreszcie zaznaczył, że zmiany synodalne są tak naprawdę naśladownictwem przekształceń, przez jakie przeszły wspólnoty protestanckie. To bynajmniej dobrze nie rokuje.
"Wiele elementów współczesnej kultury synodalnej w rzeczywistości wykazuje podobieństwa do zmian obserwowanych w kościołach protestanckich od dziesięcioleci. Większy nacisk na partycypację. Większy wkład administracyjny. Więcej struktur konsultacyjnych. Większy nacisk na społeczności lokalne. Większy nacisk na indywidualne doświadczenie. Więcej dyskusji o zmieniających się poglądach społecznych. Mniejsza pewność co do hierarchicznej władzy. Samo w sobie nie musi to być błędne. Ale pytanie historyczne jest nieuniknione: czy ten model doprowadził do spektakularnego odrodzenia chrześcijańskiego w świecie protestanckim? W dużej części Europy Zachodniej odpowiedź brzmi jasno: nie. Dlaczego zatem Kościół katolicki miałby przyjąć właśnie te wzorce administracyjne i duszpasterskie denominacji, które często przechodziły tę samą sekularyzację jeszcze wcześniej i w głębszym stopniu? Pacjent rzadko wraca do zdrowia, przyjmując leki od pacjenta leżącego obok niego w łóżku, który jest w jeszcze gorszym stanie" - zauważył.
W ocenie biskupa, kluczową perspektywą reformy kościoła jest świętość, a nie zmiana struktur. O świętości jednak na synodzie mówiono niewiele. "Święty bowiem posiada moc misyjną, której nie dorówna żaden dokument polityczny. Parafia ze świętym proboszczem ma większą przyszłość niż diecezja z dwudziestoma grupami roboczymi ds. synodalności i wysoko opłacanymi menedżerami. [...] Ksiądz, który wyraźnie wierzy, że stoi przed Bogiem przy ołtarzu, może przywieść do wiary więcej ludzi niż konferencja na temat liturgii partycypacyjnej" - napisał.
Hierarcha wyraził też zdziwienie, że na synodzie nie zwracano uwagi na liturgię. "Uderzające jest ponadto, że kryzys liturgii nie był przedmiotem centralnego zainteresowania. Bo jeśli naprawdę chcemy poznać stan Kościoła, musimy przyjrzeć się jego kultowi. Lex orandi, lex credendi. Sposób modlitwy wyraża wiarę" - wskazał.
"Ojcze Święty, piszę to wszystko ze szczerym szacunkiem dla Twojego urzędu i z miłością do Kościoła. Moja krytyka procesu synodalnego nie wynika z chęci siania niezgody, ale z obawy, że tracimy cenny czas, podczas gdy tak wielu ludzi nie zna już Chrystusa. Żniwo jest wielkie. Robotników jest niewielu. Kościoły Zachodu pustoszeją, podczas gdy nowe pokolenia zdają się na nowo poszukiwać prawdy i transcendencji. Właśnie teraz potrzebujemy nie Kościoła wahającego się, lecz Kościoła misyjnego, który zna swój skarb i nie boi się go ukazywać światu" - podkreślił biskup.
Źródło: https://vitaminexp.blogspot.com






