Bp Robert Mutsaerts wyjaśnia: aborcja jest wewnętrznie sprzeczna, tu nie ma logiki

Aborcja jest nielogiczna. Chronimy prawo do życia narodzonych dzieci, tymczasem nie ma żadnej różnicy pomiędzy noworodkiem a dzieckiem w łonie matki - poza miejscem jego przebywania i stanem fizjologicznym. Aborcję dopuszcza się też w imię praw kobiet - i giną w niej małe kobiety. O wewnętrznych sprzecznościach ideologii aborcyjnej pisze biskup Robert Mutsaerts.
Robert Mutsaerts jest biskupem pomocniczym diecezji s'-Hertogenbosch w Holandii. Artykuł na temat aborcji opublikował na swoim blogu, „Paarse Pepers”.
„10 sierpnia 2026 r. gubernator Maura Healey podpisała ustawę o priorytetowym dostępie pacjentów do opieki zdrowotnej. Ustawa ta stanowi po prostu, że po upływie 24 tygodni lekarz może przeprowadzić aborcję. Nie ustanawia ona żadnego nowego górnego limitu okresu ciąży. Sam ustawodawca opisał ten akt prawny jako zniesienie ograniczeń dotyczących aborcji. Krótko mówiąc, życie dziecka może zostać przerwane aż do samego dnia porodu” - wskazał hierarcha.
„Kiedy ciąża jest chciana, niemal każdy instynktownie mówi o „dziecku”. Ludzie oglądają zdjęcia USG, liczą palce u rąk i nóg, dyskutują o imionach i starają się chronić życie dziecka. Kiedy jednak ta sama, rozwijająca się biologicznie istota ludzka jest niechciana, język może nagle stać się zdystansowany: „tkanka ciążowa”, „produkt poczęcia” lub po prostu „płód”. Niektóre z tych terminów są medycznie poprawne w odpowiednim kontekście, ale z moralnego punktu widzenia słowa mogą również pełnić funkcję abstrahowania. Płód nie jest przecież innym rodzajem istoty niż dziecko; „płód” opisuje etap rozwoju tej samej istoty ludzkiej, podobnie jak „noworodek”, „małe dziecko” i „nastolatek”. Osiemdziesięciolatek jest tą samą osobą, którą był w wieku dwudziestu pięciu lat, tą samą osobą, którą był, gdy po raz pierwszy uczył się jeździć na rowerze, i tą samą osobą, którą był, gdy jeszcze znajdował się w łonie matki” - napisał.
Jak podsumował, człowiek pozostaje człowiekiem zawsze, niezależnie od wieku.
„Nie ma takiego momentu między poczęciem, narodzinami a dorosłością, w którym żywy organizm byłby najpierw czymś nie-ludzkim, a potem nagle stałby się człowiekiem. Od momentu zapłodnienia istnieje nowy, żywy organizm ludzki o własnej tożsamości genetycznej, który – o ile nie zostanie zabity lub nie zginie w wyniku choroby – rozwija się od wewnątrz. Różni się on od noworodka pod względem wielkości, stopnia rozwoju, zależności od innych oraz miejsca przebywania, ale nie pod względem fundamentalnego faktu, że jest tą samą żywą jednostką” - wyjaśnił.
Hierarcha zwrócił uwagę na problem „bycia chcianym” jako kryterium.
„To wyjaśnia również, dlaczego zgodnie z moralnością katolicką „bycie chcianym” nie może być kryterium prawa do życia. Trzymiesięczne dziecko może być całkowicie zależne od innych i stanowić duże obciążenie dla swoich rodziców. Jednak nikt nie wywnioskowałby z tego, że z tego powodu można je zabić. Zasada moralna jest dokładnie odwrotna: im bardziej bezradna jest osoba, tym większy jest nasz obowiązek jej ochrony” - zaznaczył.
„Porównanie z dzieckiem, które już się urodziło, dotyka ważnej kwestii. Narodziny mają ogromne znaczenie zarówno z biologicznego, jak i społecznego punktu widzenia, ale nie zmieniają one nagle tożsamości osoby, która się rodzi. Pięć minut przed narodzinami i pięć minut po nich nie mamy do czynienia z dwiema różnymi istotami. Dziecko zmienia miejsce pobytu i sposób oddychania, ale nie zmienia gatunku ludzkiego ani ciągłości osobowej. Samo prawo w istocie to potwierdza: zabicie dziecka tuż po urodzeniu jest uznawane za morderstwo, podczas gdy zabicie tego samego dziecka tuż przed narodzinami jest dozwolone. A przecież chodzi tu o to samo dziecko” - dodał holenderski pasterz.
„Kiedy fundamentalna wartość człowieka uzależniona jest od woli matki lub od określonych cech – niezależności, świadomości, zdrowia, użyteczności, bycia pożądanym – trudno jest zasadniczo wyjaśnić, dlaczego te same kryteria nie mogłyby mieć zastosowania również do noworodków, osób z poważnymi niepełnosprawnościami, osób cierpiących na demencję czy umierających. I właśnie dlatego terminy „pożądany” i „niepożądany” są tak problematyczne. Człowiek może być nieplanowany. Może pojawić się w nieodpowiednim momencie. Bywa i tak, co tragiczne, że jawi się jako niechciany przez nikogo. Jednak z katolickiego punktu widzenia człowiek nigdy nie może stać się niegodny życia tylko dlatego, że ktoś inny go nie chce. Jeśli narodziny stają się kryterium decydującym o tym, czy zabicie stanowi morderstwo, należy wyjaśnić, jaka przemiana moralna zachodzi podczas tych kilku chwil przechodzenia przez kanał rodny” - podsumował.
Rzecz zobrazował wymownym przykładem bliźniąt:
„Weźmy pod uwagę bliźnięta. Jedno dziecko rodzi się w poniedziałek o godz. 10:00. Drugie o godz. 9:00 w poniedziałek nadal znajduje się w łonie matki i może urodzić się później tego samego poranka. W okresie między godz. 9:00 a 10:00 nie ma żadnego zdarzenia, w wyniku którego istota ta nagle zyskuje godność ludzką. Dziecko przechodzi z łona matki do światła dziennego. Zmienia miejsce pobytu i stan fizjologiczny, ale nie swoją naturę. Na każdym etapie życia jest to ta sama osoba".
Następnie biskup odniósł się do zmian, które zachodzą w Europie.
„We Francji aborcja została obecnie zapisana jako prawo konstytucyjne. W Holandii partia D66 – można by powiedzieć „Śmierć 66” – wyraźnie opowiada w swoim manifeście wyborczym za tym samym. Na szczeblu europejskim Parlament Europejski podjął podobną decyzję w kwietniu 2024 r., przyjmując rezolucję wzywającą do wpisania „prawa do bezpiecznej i legalnej aborcji” do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Prawo do decydowania o życiu innej osoby: wydawałoby się, że tylko barbarzyńskie reżimy uważają coś takiego za normalne” - napisał.
„Dążenie do zapisania aborcji jako prawa podstawowego jest dziwaczne. Konstytucja powinna chronić najbardziej podstawowe prawa osoby ludzkiej, a przede wszystkim prawo do życia. Jednocześnie jednak chroniłaby ona „prawo”, które z konieczności zakłada możliwość pozbawienia życia innej bezbronnej osoby. Zamiast chronić najsłabszych przed najsilniejszymi, ochrona konstytucyjna przyznawana jest silniejszej stronie, aby mogła ona dysponować życiem słabszego”- dodał.
Wreszcie wskazał na patologię obrony praw kobiet - kosztem życia kobiet.
„Określanie aborcji mianem „prawa kobiet” jest mylące również z katolickiego punktu widzenia. Oczywiście kobiety posiadają dokładnie taką samą godność ludzką i takie same prawa jak mężczyźni, a społeczeństwo ma realny obowiązek zapewnienia prawdziwego wsparcia kobietom w ciąży. Jednak żadne prawo człowieka nie może polegać na bezpośrednim prawie do zabicia innej niewinnej istoty ludzkiej. Co więcej, w około połowie wszystkich przypadków nienarodzone dziecko jest dziewczynką. Jej prawa do życia nie można przecież likwidować w imię praw kobiet” - wskazał.
„We współczesnej debacie ma miejsce również dziwne odwrócenie proporcji. Kobiecie mówi się w praktyce, że może korzystać z takich samych możliwości jak mężczyzna tylko wtedy, gdy w razie potrzeby będzie w stanie medycznie zahamować swoją płodność i przerwać ciążę. Nie wydaje mi się to wyzwoleniem kobiet, a raczej zmuszaniem ich do dostosowania się do społeczeństwa, które nie uwzględnia w wystarczającym stopniu macierzyństwa” - podsumował holenderski biskup.
Źródło: vitamineexp.blogspot.com
Pach






