Chemikalia z codziennych produktów mogą zakłócać rozwój układu nerwowego

Badania wskazują, że niektóre powszechnie stosowane chemikalia mogą zakłócać rozwój układu nerwowego płodu – mówi lek. Alicja Baska z Zakładu Epidemiologii i Zdrowia Populacyjnego Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP. Chodzi o produkty codziennego użytku.
Groźne substancje, nazywane dysruptorami endokrynnymi (ang. Endocrine Disrupting Chemicals – EDC), to grupa związków chemicznych, które po wniknięciu do organizmu potrafią podszywać się pod nasze naturalne hormony, blokować ich działanie lub zakłócać ich produkcję i metabolizm.
– W efekcie mogą wywoływać różne niekorzystne skutki zdrowotne. Szczególnie niebezpieczna jest ekspozycja w trakcie rozwoju płodu i dzieciństwa – powiedziała Baska.
Do dysruptorów endokrynnych należą m.in. bisfenole, ftalany, niektóre pestycydy oraz związki z grupy PFAS, które można znaleźć m.in. w niektórych tworzywach sztucznych, kosmetykach, opakowaniach żywności i innych produktach codziennego użytku. Jak wyjaśniła lekarka, szczególne znaczenie dla zdrowia ma ekspozycja w tzw. okresach zwiększonej wrażliwości, takich jak życie płodowe, wczesne dzieciństwo czy okres dojrzewania. Ekspertka przywołała dane podawane przez The Endocrine Society, które szacuje, że co najmniej 1000 substancji może wykazywać właściwości zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego.
– Aby zmniejszyć ryzyko, warto wprowadzić proste nawyki. Należy ograniczyć produkty zapachowe – jak odświeżacze, świeczki czy perfumowane kosmetyki, zastępując je bezzapachowymi. Do przechowywania i podgrzewania żywności wybierajmy szkło, porcelanę lub stal nierdzewną, unikając zwłaszcza podgrzewania jedzenia w plastiku w kuchence mikrofalowej – zaznaczyła rozmówczyni PAP.
Alicja Baska doradziła, by wybierać środki czystości z certyfikatami ekologicznymi (np. ECOCERT). W przypadku odzieży lepiej stawiać na naturalne materiały, jak bawełna czy len, a nowe ubrania zawsze prać przed pierwszym użyciem. Ważne jest też regularne wietrzenie mieszkania i usuwanie kurzu, najlepiej wilgotną ściereczką, mopem lub odkurzaczem z dobrym filtrem, ponieważ to w nim kumuluje się część chemii.
– Nasza wiedza w zakresie związków endokrynnie czynnych i ich potencjalnej szkodliwości cały czas się rozszerza. Dobrym przykładem jest bisfenol A, czyli BPA. Przez lata był szeroko stosowany m.in. w tworzywach sztucznych czy materiałach mających kontakt z żywnością, a dopiero kolejne oceny ryzyka doprowadziły do stopniowego zaostrzania regulacji – powiedziała.
Zaznaczyła, że w Unii Europejskiej przyjęto zakaz stosowania BPA w materiałach mających kontakt z żywnością, m.in. w części powłok stosowanych w opakowaniach, naczyniach i innych produktach przeznaczonych do kontaktu z jedzeniem lub napojami, co pokazuje, że wraz z rozwojem wiedzy naukowej zmienia się także podejście regulacyjne.
Ekspert wyjaśniła, że dość podstępnym aspektem oceny szkodliwości dysruptorów endokrynnych jest to, że badanie pojedynczej substancji w izolacji coraz częściej okazuje się niewystarczające. W życiu codziennym jesteśmy natomiast narażeni na mieszaninę wielu związków pochodzących z różnych źródeł.
– Coraz więcej uwagi poświęca się możliwemu wpływowi EDC na neurorozwój. Badania wskazują, że niektóre powszechnie stosowane chemikalia mogą zakłócać rozwój układu nerwowego płodu – powiedziała Baska.
Lekarz powołała się na szwedzkie badania SELMA i projekt EDC-MixRisk. Wykazano w nich, że ekspozycja ciężarnych na mieszaninę m.in. ftalanów i bisfenolu A związana była z większym ryzykiem opóźnienia rozwoju mowy u 2,5-letnich dzieci. Wynika to z faktu, że chemia ta zaburza gospodarkę hormonów tarczycy, kluczowych dla rozwoju mózgu i układu nerwowego płodu.
Analizy wskazują też na możliwy udział tych substancji w rozwoju ADHD, wcześniejszego dojrzewania czy zaburzeń płodności.
Naukowcy podkreślają, że celem badań nad EDC nie jest przerzucenie odpowiedzialności wyłącznie na konsumentów. Indywidualne wybory mogą pomagać w ograniczaniu ekspozycji, ale kluczowe są działania systemowe: skuteczniejsze regulacje, monitorowanie mieszanin substancji oraz projektowanie bezpieczniejszych produktów.
– Chodzi więc o to, aby lepiej rozumieć, z jakimi substancjami mamy kontakt na co dzień, jak działają one pojedynczo i w mieszaninach, a następnie przekładać tę wiedzę na regulacje, które będą realnie chronić konsumentów, szczególnie kobiety w ciąży, dzieci i inne grupy wrażliwe – zaznaczyła ekspert.
W czerwcu zakończono rekrutację do polskiej części międzynarodowego projektu HYPIEND, realizowanego przez konsorcjum partnerów z ośmiu krajów europejskich. Polski zespół, tworzony przez badaczy z II Kliniki Położnictwa i Ginekologii CMKP, Warszawskiego Instytutu Zdrowia Kobiet oraz Zakładu Epidemiologii i Zdrowia Populacyjnego Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, uczestniczy w części badania dotyczącej okresu ciąży i pierwszego roku życia dziecka.
Moduł ten prowadzony jest równolegle w trzech krajach: Polsce, Belgii i Hiszpanii. Badacze oceniają zarówno narażenie na wybrane substancje zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego, m.in. poprzez oznaczanie ich stężeń lub markerów ekspozycji w próbkach biologicznych (np. krwi, moczu), jak i skuteczność działań edukacyjnych oraz behawioralnych, które mają pomagać w ograniczaniu tej ekspozycji. W Polsce w badaniu bierze udział blisko 100 kobiet i ich dzieci.
Źródło: PAP






