Chiny: Kolejny komunistyczny kolaborant na czele diecezji. Papież zaakceptował wybór partii

Ojciec święty zgodził się wręczyć nominację biskupią głęboko uwikłanemu w kolaborację z komunistami duchownemu. Jego konsekratorem był z kolei hierarcha stojący na czele schizmatyckiej i nieuznawanej przez Stolicę Świętą „Chińskiej Konferencji Biskupów Katolickich”. To kolejny raz, kiedy praktyczne funkcjonowanie ugody między Watykanem, a Pekinem w praktyce okazuje się oddaniem komunistom kontroli nad Kościołem w Państwie Środka.
Konsekracja biskupa Paula Liu Hongganga w Datongu nie jest jedynie kolejną nominacją w chińskim Kościele. To wydarzenie symboliczne, bo skupia w sobie niemal wszystkie napięcia, jakie od dziesięcioleci towarzyszą relacjom między Stolicą Apostolską a władzami w Pekinie. Z jednej strony mamy papieską nominację i formalną jedność z Rzymem. Z drugiej – biskupa głęboko zakorzenionego w oficjalnych, kontrolowanych przez państwo strukturach chińskiego katolicyzmu – twierdzi w swoim komentarzu portal Tribunne Chrétienne.
Medium przypomniało, że Liu Honggang został 10 sierpnia 2026 r. mianowany przez Leona XIV biskupem Datongu, po wcześniejszym wyborze przez stronę chińską 28 kwietnia. 31 sierpnia przyjął święcenia biskupie. Sama kolejność tych wydarzeń jest ważniejsza niż poszczególne daty: pokazuje, jak w praktyce funkcjonuje mechanizm wypracowany przez Porozumienie tymczasowe między Stolicą Apostolską a Chińską Republiką Ludową – stwierdzono w komentarzu.
Nie jest to już model, w którym Pekin po prostu wyznacza biskupa, a Rzym staje przed faktem dokonanym. Kandydatura zostaje wyłoniona w chińskim systemie, ale jej ostateczne zatwierdzenie należy do papieża. Można więc powiedzieć, że Rzym odzyskuje wpływ na obsadę chińskiego episkopatu. Problem polega na tym, że odbywa się to w ramach struktur, których niezależność od państwa pozostaje fikcją.
Przypomniano, iż w przypadku Datongu paradoks ten jest wyjątkowo widoczny. Liu Honggang przez lata funkcjonował w oficjalnym Kościele chińskim, a jednocześnie dziś jego nominacja posiada mandat papieski. Jego główny konsekrator, biskup Joseph Shen Bin z Szanghaju, stoi natomiast na czele Chińskiej Konferencji Biskupów Katolickich (nie uznawanej formalnie przez Watykan) i jest jednym z czołowych przedstawicieli oficjalnych struktur kościelnych.
Czy oznacza to zwycięstwo Rzymu nad systemem, czy raczej skuteczne włączenie Rzymu w system kontrolowany przez Pekin? – pyta autor komentarza, dodając, że pytanie to będzie powracało przy każdej kolejnej chińskiej nominacji biskupiej.
Ostatni biskup Datongu z sukcesją apotolską, belgijski misjonarz Franciscus Joosten, opuścił diecezję w 1947 r. Dwa lata później Mao Zedong proklamował Chińską Republikę Ludową, a relacje między Kościołem a nową władzą weszły w okres prześladowań i głębokiego rozłamu.
Datong miał później biskupa w ramach oficjalnego, podporządkowanego reżimowi Kościoła chińskiego. W 1990 r. bez mandatu papieskiego konsekrowano Thaddeusa Guo Yingonga, który kierował diecezją aż do śmierci w 2005 r. Jego biografia – trzynaście lat spędzonych w obozach reedukacyjnych podczas Rewolucji Kulturalnej – przypomina, jak wysoką cenę chińscy katolicy płacili za wiarę w czasach maoistowskich.
Konsekracja Liu Hongganga ma więc znaczenie przede wszystkim jako próba połączenia dwóch rzeczywistości, które przez dziesięciolecia rozwijały się równolegle. Biskup wyłoniony w ramach oficjalnego systemu otrzymuje papieski mandat i staje się częścią episkopatu pozostającego formalnie w jedności z Rzymem. To właśnie jest najważniejszy, choć zarazem najbardziej kontrowersyjny element strategii watykańskiej wobec Chin. M.in kard. Joseph Zen wskazywał, że podobny schemat w praktyce sankcjonuje istnienie schizmatyckiego i heretyckiego „duchowieństwa”, znajdującego się pod całkowitą kontrolą partii.
Porozumienie tymczasowe z 2018 r., którego szczegóły pozostają poufne, miało przede wszystkim zakończyć praktykę mianowania i konsekracji biskupów bez zgody papieża. Krytycy wskazują, że ceną za tę jedność może być zbyt daleko idąca akceptacja struktur podporządkowanych państwu i marginalizacja katolików, którzy nie chcą podporządkować się modelowi oficjalnemu.
Jedno można natomiast stwierdzić już dziś: Leon XIV nie zdecydował się na zerwanie z chińską strategią Franciszka. W Datongu wybrał raczej ciągłość, cierpliwość i małe kroki, niż spektakularną zmianę kursu.
Dla katolików w Datongu oznacza to przede wszystkim koniec 21-letniego oczekiwania na biskupa. Dla chińskiego Kościoła – kolejny etap odbudowy episkopatu pozostającego formalnie w jedności z Rzymem. Dla Leona XIV – pierwszy wyraźny sygnał, że w relacjach z Pekinem zamierza na razie kontynuować drogę dialogu, nawet jeśli jest to droga pełna niebezpiecznych kompromisów.
W Chinach czas mierzy się jednak nie tyle decyzjami pojedynczych papieży, ile cierpliwością całych pokoleń. Datong przypomina, że w tym przypadku każdy krok naprzód jest zarazem pytaniem o cenę, jaką trzeba za niego zapłacić – konkluduje autor komentarza w Tribunne Chrétienne.
KAI/oprac.FA





