Co chciał osiągnąć Karol Nawrocki? Główne zadania prezydenta

Nawrocki 32u4ju329urth32ytu38h.jpg
fot. prtscr/youtube/Karol Nawrocki

Co chciał osiągnąć prezydent Karol Nawrocki w pierwszym roku sprawowania urzędów? O tym mówił jego minister, Marcin Przydacz. Jako najważniejsze cele wskazał zmianę w polityce względem Ukrainy oraz umocnienie współpracy Polski z USA. 

Jak zaznacza Marcin Przydacz, działania w tych czterech kierunkach będą przez prezydenta kontynuowane, a na jesieni Nawrocki będzie rozmawiał z partnerami „bardziej oddalonymi geograficznie” i „otworzy swoją aktywność na państwa pozaeuropejskie, także te, które są w G20”. - Planujemy działania w Azji Południowo-Wschodniej, na odcinku Bliskiego Wschodu, Afryce, i Ameryce Południowej - zapowiada minister cytowany przez PAP.

6 sierpnia 2025 r. Karol Nawrocki złożył przed Zgromadzeniem Narodowym prezydencką przysięgę, formalnie obejmując urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Od tego czasu czterokrotnie odwiedził USA, złożył też wizyty m.in. we Włoszech, Francji, Węgrzech, Niemczech, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Turcji, Finlandii, Słowacji, Chorwacji i państwach bałtyckich; uczestniczył też w szczycie NATO w Ankarze oraz w ubiegłorocznym ZO ONZ.

Zróbmy to razem!

Przydacz w rozmowie z PAP podkreślił, że priorytetem mijającego wkrótce roku prezydentury Nawrockiego była polityka bezpieczeństwa.

- A to bezpieczeństwo oparte jest z jednej strony o własne zdolności do obrony terytorium, co oznacza rozwój polskich sił zbrojnych, ale z drugiej strony Polska jest silna także siłą swoich sojuszników. I prezydent wzmacniał m.in. sojusz polsko-amerykański, ale w ramach szerszego formatu, jakim jest NATO. Miał na to wpływ bardzo dobry stan relacji polsko-amerykańskich w czasie, gdy wielu partnerów nie potrafiło znaleźć klucza do dobrych relacji, także osobistych, z prezydentem USA Donaldem Trumpem - ocenił prezydencki minister.

Według niego inaczej jest przypadku Nawrockiego, który - jak zaznaczył - z Trumpem "ma osobiste, bardzo dobre relacje, które przekładają się na dobre decyzje dla Polski". Zdaniem Przydacza dzięki temu amerykańska obecność wojskowa w Polsce nie tylko nie ulegnie zmniejszeniu, tak jak najpewniej stanie się w innych państwach zachodnioeuropejskich, ale ulegnie najpewniej zwiększeniu. - Polityka obrony i odstraszania naszego głównego zagrożenia, jakim jest Rosja, będzie tutaj utrzymana - podkreślił.

Zaznaczył, że obecnie Amerykanie prowadzą prace planistyczne w zakresie obecności swoich wojsk w Europie. - Mamy nadzieję oczywiście, że do jesieni te prace zostaną zakończone. Natomiast wiemy, że w Polsce ta liczba z jednej strony nie będzie ograniczona, a z drugiej - że ten postulat Polski, aby przekształcać obecność rotacyjną w obecność stałą, został przyjęty przez Amerykanów - powiedział.

Pytany o słowa szefa BBN Bartosza Grodeckiego, że po stronie USA jest „ogromna otwartość" na dołączenie Polski do natowskiego programu Nuclear Sharing, Przydacz zaznaczył, że to bardzo długi proces, który wymaga codziennej pracy dyplomatycznej, ale też budowania zaufania pomiędzy Polską a USA. - Akurat pan minister Radosław Sikorski tutaj nie buduje tego poczucia zaufania w tych relacjach - dodał Przydacz. Według niego szef polskiej dyplomacji "ma częściowo destrukcyjny wpływ na te relacje, także i za sprawą swoich wielu nieprzemyślanych komentarzy".

- Będziemy pracować dalej po to, aby ta obecność wojsk, czy zdolności nuklearnych amerykańskich była w Polsce po to, aby odstraszać. Bo żadne, nawet największe mocarstwo nie będzie chciało zaatakować terytorium, na którym będzie składowana i obecna broń najpotężniejszego państwa nuklearnego, jakim są Stany Zjednoczone - stwierdził.

Ważnym wydarzeniem z punktu widzenia prezydenta - zaznaczył Przydacz - było też zaproszenie Polski do grupy G20. - Za sprawą dobrych relacji osobistych pomiędzy prezydentami Nawrockim i Trumpem doszło do zaproszenia Polski do pełnego udziału w tym formacie w tym roku. Oznacza to nie tylko udział w samym szczycie, ale zaproszenie do wszystkich prac przygotowawczych. Natomiast zadaniem na kolejne lata jest - i to dla wszystkich, zarówno dla Pałacu Prezydenckiego, jak i dla polskiego rządu - aby starać się przekonać, zbudować konsensus w ramach wszystkich 20 państw będących w G20, aby zgodziły się na obecność niej Polski w przyszłych latach - podkreślił Przydacz.

Wyraził nadzieję, że szef MSZ weźmie udział w zaplanowanym na październik spotkaniu ministrów spraw zagranicznych G20.

- W ramach G20 chcemy też mówić o polskich doświadczeniach w zakresie budowy odporności energetycznej, chociażby w zakresie dywersyfikacji dostaw. Chcemy rozmawiać też o kwestiach kryzysu demograficznego, jaki dotyka większość z państw Grupy. Do tego, aby mogła gospodarka się rozwijać, potrzebni są ludzie, nie tylko jako pracownicy, ale też jako konsumenci. Bez konsumentów trudno jest rozwijać gospodarkę - podkreślił Przydacz.

Według Przydacza w mijającym roku prezydentury Nawrockiego "udała się także delikatna korekta paradygmatu, jeśli chodzi o polską politykę wschodnią". - Z jednej strony utrzymano twardą postawę wobec Rosji i Białorusi oraz wsparcie dla walczącej z Rosją Ukrainy. Z drugiej strony ten paradygmat wobec Ukrainy został przez pana prezydenta skorygowany na rzecz stawiania większych oczekiwań wobec Ukrainy w sprawach, na których zależy Polsce, a które dla samej Ukrainy ani ekonomicznie, ani politycznie nie powinny i nie są przesadnie kosztowne. Mówię tutaj między innymi o polityce pamięci, o polityce historycznej - zaznaczył minister.

Przydacz ocenił, że widać już dobre efekty tej polityki. - Z jednej strony wizyta prezydenta Zełenskiego w Warszawie w grudniu zeszłego roku przyniosła pozytywne efekty, bo prezydent Ukrainy zobowiązał się wobec pana prezydenta do wzmożenia prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych i już w styczniu, czyli miesiąc po tej wizycie, dotarły do Polskiego IPN-u konkretne dokumenty i decyzje mówiące o zezwoleniach na poszukiwania w kilku lokalizacjach dotychczas, co do których nie było decyzji.

Ta polityka dalej przynosiła pozytywne efekty w postaci także ich zgód na ekshumację, czego jesteśmy świadkami dzisiaj. Ostatnie decyzje prezydenta Zełenskiego też po spotkaniu z prezydentem Nawrockim w Ankarze wskazują na to, że proces poszukiwania ekshumacji będzie nie tylko kontynuowany, co jeszcze wzmocniony, a na tym Polsce zależało. (...) Jest tutaj progres i myślę, że to jest wynikiem twardej postawy prezydenta Nawrockiego - ocenił.

Przydacz był też pytany jakie działanie czy gest ze strony ukraińskiej mogłyby realnie zniwelować napięcie na linii Polska-Ukraina. - Mamy jasne oczekiwanie: zatrzymanie procesu gloryfikacji zbrodniarzy spod znaku UPA. Mówimy tutaj o szerszym procesie, który jest obecny na Ukrainie, czyli kwestii pomników, ulic, procesów gloryfikacyjnych ludzi - odparł Przydacz.

- To wersja minimum; kolejnym oczekiwaniem jest oczywiście zmiana podejścia. Jestem przekonany, że gdyby nie zafałszowana historia, gdyby wielu Ukraińców wiedziało czym trudniło się OUN-UPA, to nie chciałoby mieć takich bohaterów - dodał.

Zdaniem Przydacza, choć rozmowy Nawrockiego z Zełenskim w ubiegłym roku prócz spraw historycznych dotykają także spraw gospodarczych, politycznych i bezpieczeństwa, to część kwestii w stosunkach z Kijowem - w tym te dotyczące odbudowy Ukrainy, udziału w rozmowach pokojowych czy tworzonych z Ukrainą formatów i umów - spoczywa na barkach polskiego rządu.

Prezydencki minister ocenił, że "Polski rząd jest w ostatnich dwóch latach tak naprawdę w tematyce polityki wschodniej częściowo marginalizowany przez Europę Zachodnią".

Mówiąc o priorytetach mijającego roku prezydentury Nawrockiego, wskazał też na wzmocnienie polityki regionalnej oraz współpracy z państwami bałtyckimi w zakresie bezpieczeństwa.

- Prezydent chce kontynuować to, co rozpoczął w tych wspomnianych czterech filarach - podsumował Przydacz. - Rok 2026 będzie podsumowany wizytą pana prezydenta na szczycie G20 w Miami, i jako państwo, które jest w tym roku zaproszone i jest gościem specjalnym, Polska chce pokazać się z bardzo aktywnej strony. Stąd na jesieni prezydent będzie rozmawiał z partnerami bardziej oddalonymi geograficznie, otworzy swoją aktywność na państwa pozaeuropejskie, także te, które są w G20 - zapowiedział.

- G20 to format globalny; musimy wyjść tu z perspektywy czysto lokalnej, europejskiej; Polska mająca coraz większe interesy w państwach Azji, Afryki i Ameryki południowej, powinna być tam też obecna politycznie. Stąd też pan prezydent będzie chciał otwierać nowe kierunki, planujemy działania w Azji Południowo-Wschodniej, na odcinku Bliskiego Wschodu, Afryce, i Ameryce Południowej - podkreślił prezydencki minister.

Obecnie w skład G20 wchodzą: Arabia Saudyjska, Argentyna, Australia, Brazylia, Chiny, Francja, Indie, Indonezja, Japonia, Kanada, Korea Południowa, Meksyk, Niemcy, RPA, Rosja, Stany Zjednoczone, Turcja, Wielka Brytania, Włochy, Unia Europejska oraz Unia Afrykańska. 

Źródło: PAP

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: