Coaching, mindfulness i rozwój osobisty. Świeckie zamienniki porzuconych chrześcijańskich praktyk

Fyda_1024x1024.jpg
Autor:
Adrian Fyda
mindfulness.jpg
fot. pixabay.com / Pexels

Człowiek XXI wieku coraz częściej poszukuje sposobów, by lepiej żyć, głębiej rozumieć siebie i odzyskać wewnętrzny spokój. Jedni zwracają się do coachów, szukając wskazówek, jak rozwijać swoje możliwości i stawać się lepszą wersją siebie. Inni z kolei praktykują mindfulness lub medytację, które mają pomóc odzyskać spokój i wewnętrzną równowagę. Choć zjawiska te wydają się nowoczesne, w rzeczywistości dotykają pytań, które człowiek stawiał sobie od wieków. Chrześcijaństwo od dwóch tysięcy lat mówi bowiem o pracy nad sobą, walce z wadami, rozwijaniu cnót oraz potrzebie ciszy i kontemplacji. Powstaje więc pytanie: czy coaching, mindfulness i rozwój osobisty nie stały się świeckimi odpowiednikami dawnych praktyk duchowych?

Coaching

Termin „coaching” z roku na rok zyskuje na popularności, choć nie każdy potrafi precyzyjnie wyjaśnić, co się pod nim kryje. W najprostszym ujęciu jest to metoda wspierania rozwoju osobistego przy pomocy profesjonalnego coacha, czyli – mówiąc po polsku – trenera. Taki „trener rozwoju osobistego” pomaga określić cele, dostrzec własne ograniczenia oraz znaleźć sposoby na poprawę jakości życia.

Brzmi zachęcająco. Warto jednak zastanowić się, na czym w praktyce miałaby taka zmiana polegać. Aby poprawić cokolwiek w swoim życiu, trzeba najpierw przyjrzeć się samemu sobie – swoim schematom działania, wadom, słabościom oraz reakcjom na różne sytuacje.

Zróbmy to razem!

Kolejnym krokiem jest wprowadzenie konkretnych zmian. Wymaga to wysiłku, samodyscypliny i rezygnacji ze złych nawyków. Dla przykładu, kto chce poprawić swoją kondycję fizyczną, musi zrezygnować z używek lub niezdrowego sposobu odżywiania. Z kolei rozwijanie zdolności interpersonalnych wymaga pracy nad własnym charakterem – często oznacza to choćby nauczenie się panowania własną impulsywnością.

Arystoteles i sztuka kształtowania charakteru

To, o czym mówi koncepcja rozwoju osobistego, nie jest niczym nowym. Już Arystoteles przekonywał bowiem w Etyce nikomachejskiej, że człowiek nie rodzi się w pełni cnotliwy, lecz dochodzi do cnoty poprzez codzienne wybory i wytrwałe kształtowanie charakteru. Doskonałość osobista nie była dla niego dziełem przypadku, lecz owocem świadomej pracy nad sobą. Co więcej, uważał, że właśnie taki rozwój pozwala człowiekowi osiągnąć spełnienie, a tym samym – znaleźć szczęście.

„Żadna z cnót moralnych nie wywodzi się z natury w nas (…) raczej jesteśmy przystosowani przez naturę, by je przyjmować, i stajemy się doskonali przez nawyk” - pisał (Etyka nikomachejska, II, 1).

Katolicka wizja pracy nad sobą

Choć Arystoteles był filozofem pogańskim, jego myśl wywarła ogromny wpływ na rozwój teologii katolickiej. W szczególności czerpał z niej największy z teologów – św. Tomasz z Akwinu. Podobnie wielu świętych, mistyków i nauczycieli życia duchowego mówiło o cnocie oraz pracy nad sobą w sposób zbliżony do myśli greckiego filozofa. Od dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo zachęca bowiem człowieka do wewnętrznej przemiany: walki z wadami, rozwijania cnót oraz poszukiwania ciszy i kontemplacji.

Wzór takiego postępowania ukazał sam Chrystus. „Usuń najpierw belkę ze swego oka…” – nauczał (Mt 7,5). Jeszcze ważniejszy pozostaje jednak przykład Jego życia. Chrystus modlił się w ciszy, pościł, był posłuszny Ojcu, troszczył się o innych i potrafił okazywać miłość nawet tym, których społeczeństwo odrzucało.

Podobne wezwania znajdujemy w Listach św. Pawła. „Umartwiam moje ciało i biorę je w niewolę” – czytamy w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 9,27). Z kolei w Liście do Efezjan Apostoł zachęca: „Trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec się w człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4,22-24).

Są to oczywiście tylko nieliczne przykłady tego, jak Kościół katolicki zachęcał do pracy nad charakterem i wzrastania w cnocie. W historii chrześcijaństwa pojawiło się bowiem wielu teologów, mistyków i nauczycieli życia duchowego, którzy pozostawili konkretne wskazówki dotyczące rozwoju wewnętrznego człowieka. Można powiedzieć, że byli oni „coachami” jeszcze zanim termin ten stał się modnym.

Medytacja i mindfulness

Obok szeroko rozumianego rozwoju osobistego można wskazać także inne popularne dziś praktyki, które – choć przedstawiane jako nowe – mają swoje odpowiedniki w tradycji chrześcijańskiej. Należą do nich między innymi medytacja oraz mindfulness, które warto porównać z katolicką modlitwą myślną.

Współczesna świecka medytacja polega zazwyczaj na wyciszeniu, skupieniu uwagi i oczyszczeniu umysłu z nadmiaru myśli, których w świecie pełnym bodźców niewątpliwie jest wiele. Mindfulness, czyli trening uważności, koncentruje się natomiast na świadomym obserwowaniu własnych myśli, emocji i doświadczeń.

Praktyki te mają pomóc człowiekowi lepiej funkcjonować, odzyskać spokój oraz zwiększyć świadomość samego siebie. Warto jednak zauważyć, że sama potrzeba zatrzymania się, ciszy i wewnętrznego uporządkowania nie jest niczym nowym. Od wieków była obecna również w chrześcijańskiej tradycji duchowej.

Katolicka medytacja: droga do spotkania z Bogiem

Wielu świętych zachęcało do praktykowania katolickiej medytacji, nazywanej również modlitwą myślną, rozmyślaniem, bądź kontemplacją. Podobnie jak współczesna medytacja, zakłada ona odejście od codziennego pośpiechu, wejście w ciszę i skupienie. Różni się jednak zasadniczym celem – nie chodzi tu bowiem jedynie o osiągnięcie wewnętrznego spokoju, lecz o spotkanie z Bogiem i pogłębienie relacji z Nim.

Wskazówki dotyczące takiej modlitwy pozostawiło wielu świętych mistyków i nauczycieli duchowych. Szczególnie konkretną metodę opracował św. Ignacy Loyola, dlatego warto przyjrzeć się jego propozycji.

Ignacjańska metoda medytacji rozpoczyna się od wejścia w ciszę i uświadomienia sobie obecności Boga. Następnie osoba modląca się prosi o konkretną łaskę i przechodzi do rozważania wybranego fragmentu Pisma Świętego – najczęściej sceny z Ewangelii. Stara się przy tym zaangażować wyobraźnię, zwrócić uwagę na szczegóły wydarzenia, słowa wypowiadane przez jego uczestników oraz ich postawy. Medytacja nie kończy się jednak na samym rozważaniu! Jej zwieńczeniem jest bowiem osobista rozmowa z Chrystusem, która ma prowadzić do pogłębienia więzi z Nim.

Różni święci proponowali różne sposoby praktykowania modlitwy myślnej. Św. Teresa z Ávili podkreślała jej charakter przyjacielskiej rozmowy z Bogiem, św. Franciszek Salezy pozostawił szczegółowy schemat rozmyślania, natomiast św. Ignacy Loyola stworzył metodę opartą na kontemplacji wydarzeń ewangelicznych. Choć poszczególne podejścia różnią się między sobą, łączy je jeden cel: spotkanie człowieka z Bogiem w ciszy i pełne miłości przebywanie z Nim.

Podobne metody, różne cele

Jak widzimy, świecka medytacja ma wiele wspólnego z katolicką modlitwą myślną. W obu przypadkach człowiek wycisza się, odsuwa codzienny pośpiech i uczy się większego skupienia. Tej świeckiej brakuje jednak jednego niezwykle ważnego elementu, który katolicka modlitwa myślna posiada. Mowa tu o nadprzyrodzonym celu.

Świecka medytacja i mindfulness są bowiem ucieczką od czegoś – od zgiełku, hałasu, niepotrzebnych myśli itd. Mają pomóc w odzyskaniu równowagi, zwiększeniu samoświadomości oraz lepszym radzeniu sobie z trudnościami.

Katolicka medytacja to coś więcej. Choć ona również pomaga wyciszyć umysł i uporządkować wnętrze, to nie zatrzymuje się jednak na poprawie psychicznego dobrostanu. Jej ostatecznym celem jest bowiem spotkanie z Chrystusem i wzrastanie w miłości do Niego. Jest zatem nie tylko ucieczką od czegoś, ale i ucieczką do Kogoś.

Od postu chrześcijańskiego do diet eliminacyjnych

Kolejnym przykładem współczesnych praktyk mających swoje źródło w tradycji chrześcijańskiej są kwestie żywieniowe. W dwutysiącletniej tradycji Kościoła post zajmuje bardzo ważne miejsce. Wierni powstrzymują się od mięsa w każdy piątek, a w określone dni podejmują także post ilościowy.

Współczesny świat także zachęca do różnych form ograniczenia w sposobie odżywiania, jednak motywacje bywają inne. Popularne są między innymi wegetarianizm, weganizm, różnego rodzaju diety eliminacyjne czy okresowe posty, często uzasadniane względami zdrowotnymi, ekologicznymi lub etycznymi.

Sama idea wyrzeczenia się określonych pokarmów nie jest więc niczym nowym. Różnica tkwi przede wszystkim w celu. W tradycji chrześcijańskiej post nigdy nie był wyłącznie kwestią zdrowotną ani sposobem na poprawę samopoczucia. Miał przede wszystkim wymiar duchowy – uczył panowania nad własnymi pragnieniami, wzmacniał wolę i pomagał człowiekowi skierować uwagę ku Bogu.

Niemniej jednak katolickie praktyki postne również powodują korzyści zdrowotne człowieka. Choć mięso i produkty odzwierzęce dostarczają wielu wartościowych składników odżywczych (przede wszystkim witamin), to powstrzymanie się od nich jednego dnia w tygodniu może mieć efekt korzystny dla zdrowia. Podobnie zachowanie ścisłego postu raz na jakiś czas powoduje oczyszczenie organizmu.

Widzimy więc podobną zależność jak wcześniej: współczesna kultura często odkrywa wartość praktyk, które przez wieki były obecne w chrześcijańskiej tradycji. Zmienia się jednak ich uzasadnienie oraz ostateczny cel.

Stare praktyki w nowych szatach

W dobie rosnącej sekularyzacji świat odrzucił katolickie praktyki mające służyć zarówno życiu duchowemu jak i poprawie kondycji psychicznej i fizycznej. Okazuje się jednak, że po pozbyciu się dawnych praktyk człowiek wciąż szuka tego, co one mu oferowały: dyscypliny, wewnętrznego ładu i sposobu pracy nad sobą. Będąc jednak oddalonym od Boga, próbuje je umieścić w świeckim kontekście, tak aby nie przypominały mu o Bogu, którego odrzucił. Co ciekawe, katolickie praktyki, które świat uważa „zbyt wymagające” lub „ograniczające”, w świeckim kontekście nagle stają się oznaką dojrzałości, samodyscypliny i wysokiej jakości życia. Pod nowymi nazwami odnajdujemy więc elementy obecne w tradycji chrześcijańskiej od wieków.

To, co dawniej określano mianem ascezy, dziś często nazywa się „samodyscypliną”. Walka z wadami została zastąpiona pojęciem „eliminowania złych nawyków”, rośnięcie w cnotach – „rozwijaniem swoich kompetencji i mocnych stron”, a wezwanie do nawrócenia – „zmianą sposobu myślenia” (mindsetu). Rachunek sumienia przypomina dziś „autorefleksję” lub „journaling”, modlitwa bywa zastępowana przez „medytację i mindfulness”, a kierownictwo duchowe to trochę jak dzisiejszy „coaching”.

Pozostaje jedno ostatnie pytanie: czy świętość też ma swój świecki odpowiednik? Tak, a jest nim „spełnienie i samorealizacja”. Szkoda tylko, że „spełnienia i samorealizacji” nie da się ze sobą zabrać do grobu.

Adrian Fyda

Fyda_1024x1024.jpg
Autor:
Adrian Fyda
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: