Dr Andrzej Margasiński: Ile jest płci? Korzenie genderowej rewolucji seksualnej #10

Współcześnie można mówić o trzeciej rewolucji seksualnej, określanej mianem rewolucji genderowej. W jej ramach dokonuje się redefinicji dotychczasowego rozumienia płci oraz tożsamości psychoseksualnej; podkreśla się znaczenie płci kulturowej (gender), a także lansuje ideę „płynnej seksualności” oraz swobodnej zmiany płci. Cykl prezentowanych esejów podejmuje analizę podstawowych tez doktryny genderowej, w szczególności w kontekście ustalenia, w jakim stopniu rewolucyjne w swoim charakterze twierdzenia genderowe znajdują oparcie w nauce, a na ile wynikają z przyjętych założeń o charakterze ideologicznym. Ze względu na eseistyczną formę rozważania te mają charakter selektywny i odnoszą się do wybranych zagadnień.
Publikacje z cyklu „Korzenie genderowej rewolucji seksualnej” dostępne są TUTAJ
Jak pisałem we wcześniejszych tekstach, definiowanie zaburzeń tożsamości przechodzi w ostatnich latach wyraźną, kontrowersyjną, ewolucję. Istotną częścią tych zmian jest odchodzenie od posługiwania się odniesieniami do płci biologicznej i zastępowanie pojęcia płeć biologiczna terminem płeć przypisana. Kategoria płci biologicznej jest redukowana z transafirmatywnych słowników, jest niewygodna, gdyż praktycznie każda komórka jest zróżnicowana płciowo, jak pisze ceniona polska specjalistka w dziedzinie genetyki klinicznej i diagnostyki laboratoryjnej Alina Midro:
„Chromosomy obecne są w każdej komórce jądrzastej organizmu. Mówiąc „Każda komórka ma płeć”, można uzasadnić to obecnością w niej odmiennych chromosomów płci, bo żeńska komórka posiada dwa chromosomy X, a męska chromosom Y z chromosomem X w swoim kariotypie”.
Płeć biologiczna w ujęciu medycznym i biologicznym jest binarna i może ulec tylko częściowej, sztucznej modyfikacji (feminizacja lub maskulinizacja wyglądu), a nie immanentnej zmianie. Identyfikacja psychiczna czy subiektywna tożsamość płciowa nie mogą zmienić warstw biologicznych. W 2021 roku jedno z amerykańskich stowarzyszeń pediatrycznych American College of Pediatricians (ACPeds) przedstawiło stanowisko w publikacji zatytułowanej Płeć jest cechą biologiczną o znaczeniu medycznym (Sex is a Biological Trait of Medical Significance), w której zawarto zwięzłe podsumowanie wiedzy biologicznej dotyczące płci. Płeć biologiczna jest dymorficzną, wrodzoną sygnaturą definiowaną w odniesieniu do biologicznej roli organizmu w reprodukcji. Medycyna od dawna definiuje płeć jako cechę biologiczną, która odróżnia żywe istoty jako męskie lub żeńskie na podstawie posiadanych chromosomów płciowych, obecności charakterystycznych narządów rozrodczych i jednoznacznych genitaliów.
W naukach przyrodniczych płeć jest definiowana w zależności od tego, czy organizm jest tak skonstruowany, aby dawać lub otrzymywać materiał genetyczny podczas procesu reprodukcji. Organizmy, które oddają materiał genetyczny, są klasyfikowane jako samce; te zaś, które otrzymują materiał genetyczny, są klasyfikowane jako samice. Istoty ludzkie, podobnie jak wszystkie ssaki, rozmnażają się płciowo. Z definicji ich układ rozrodczy jest układem binarnym. Pierwotna determinacja płci u ludzi zachodzi podczas zapłodnienia i jest zależna od dwóch chromosomów płciowych zygoty. Interwencje, które zmieniają wygląd osoby, nie zmieniają jej kodu genetycznego, często ubezpłodniają, ale nie zmieniają sposobu rozmnażania. Dlatego płeć się nie zmienia. Zaburzenia rozwoju płciowego – ZRP (dawniej „hermafrodytyzm”, „obojnactwo” czy „interseksualizm”) – to dolegliwości, w których zaburzone jest normalne zróżnicowanie płciowe i jego funkcje lub nastąpił ich niedorozwój. Jednak u osób z ZRP nie występują dodatkowe narządy rozrodcze, z innym rodzajem gonad czy gamet. Z definicji osoby ZRP nie stanowią więc dodatkowych płci. Praktycznie wszystkie wskazane osoby są związane z upośledzeniem płodności, co wskazuje, że są odstępstwem od dominującego modelu. Płeć ludzka jest więc układem binarnym, a nie nieskończonym spektrum możliwości, jakby to sugerowała definicja „gender” autorstwa np. Roberta Cabaja.
W rzeczywistości ZRP są rzadkimi wadami wrodzonymi dotykającymi 0,02% populacji, w których albo narządy płciowe mają niejednoznaczny wygląd, albo wygląd seksualny osoby nie odpowiada temu, czego można by oczekiwać, biorąc pod uwagę chromosomy płciowe tej osoby. Same różnice międzypłciowe są szerokie i obejmują zróżnicowanie neurobiologiczne, farmakologiczne (inne reakcje na leki), funkcjonowanie sercowo-naczyniowe, funkcjonowanie w sporcie (inna potencjalność wyników i zróżnicowana podatność na kontuzje). ACPeds apeluje, by współczesne społeczeństwa, tworząc politykę społeczną, nie odwracały się od ustaleń genetycznych. Genetyka jest powodem, dla którego mężczyzna, który sam identyfikuje się jako kobieta, pozostaje mężczyzną, uwarunkowanie to wyjaśnia, dlaczego podanie estrogenów mężczyźnie nie zmienia go w kobietę. Chociaż prawdą jest, że np. mężczyzna, który używa estrogenów po okresie dojrzewania, traci siłę mięśni i upośledza inne aspekty swojej fizjologii, nie zmienia jednakże swojej genetyki, pozostaje mężczyzną na poziomie komórkowym we wszystkich układach ciała. Podobnie ma się rzecz z kobietą.
Fakty dotyczące płci biologicznej zdają się być niewygodną prawdą dla zwolenników koncepcji traktowania płci jako płynnego spektrum. Według dwójki brytyjskich biologów Colina Wrighta i Emmy Hilton, płeć biologiczna jest binarna, a powinnością naukowców jest ten podstawowy fakt przypominać. Zaprzeczanie rzeczywistości płci biologicznej i zastępowanie jej subiektywną „tożsamością płciową” w praktyce prowadzi do zagrożenia praw kobiet i osób homoseksualnych, następuje chaos w procedurach medycznych oraz chaos prawny. Głośny tekst, opublikowany przez Wall Street Journal, kończy apel, skierowany głównie do środowiska naukowego:
„Czas na grzeczności w tej sprawie już minął. Biolodzy i lekarze muszą stanąć w obronie empirycznej rzeczywistości płci biologicznej. Kiedy autorytatywne instytucje naukowe ignorują lub zaprzeczają faktom empirycznym w imię akomodacji społecznej, jest to rażąca zdrada reprezentowanej przez nie społeczności naukowej. Podkopuje zaufanie społeczne do nauki i jest niebezpiecznie szkodliwe dla osób najbardziej bezbronnych”.
W podobnym tonie wypowiedziała się ostatnio laureatka Nagrody Nobla Christiane Nüsslein-Volhard:
„Wszystkie ssaki mają dwie płcie, a człowiek jest ssakiem. Jest jedna płeć, która produkuje jaja, ma dwa chromosomy X. To kobieta. I jest jeszcze ten, który wytwarza plemniki, ma chromosom X i Y. To mężczyzna”.
Niemiecka biolog w odniesieniu do możliwości zmiany płci stwierdziła:
„To myślenie życzeniowe. Są ludzie, którzy chcą zmienić swoją płeć, ale nie mogą tego zrobić… Ludzie zachowują płeć na całe życie”.
I przestrzega przed kuracjami hormonalnymi:
„Ciało nie poradzi sobie z tym dobrze na dłuższą metę. Każdy przyjmowany hormon ma skutki uboczne. Przyjmowanie hormonów jest z natury niebezpieczne”.
Nie ma trzeciej płci
W dyskusjach nad płciowością człowieka zwolennicy namnażania płci często przywołują argument, jakoby medycyna wyróżniała kilka płci, bo przecież mówi się o płci genowej, chromosomowej, gonadalnej, anatomicznej, zewnętrznej czy hormonalnej. To nieporozumienie, błąd kategorii, nie można różnych poziomów analizy płci utożsamiać z płcią biologiczną jako taką. Podstawowe biologiczne kryterium rozróżnienia płci to zdolność do rozmnażania się. O nowej czy „trzeciej płci” człowieka moglibyśmy mówić, gdyby stwierdzono istnienie mężczyzn z penisami (o ile ta nazwa mogłaby być utrzymana…) gdzieś pod pachą, a kobiet z waginami i macicami gdzieś na plecach, i te jednostki miałyby zdolność do rozmnażania się. Póki co, nikogo o takich czy podobnych atrybutach nie znaleziono… Analogicznie, osób ze spektrum Zaburzeń Rozwoju Płci nie można określać „trzecią płcią”, w zdecydowanej wiekszość osoby dotknięte tymi zaburzeniami nie posiadają zdolności do rozmnażania się lub mają ją znacznie utrudnioną.
Podobnym nieporozumieniem jest argumentowanie na rzecz „trzeciej płci” z powodu uznania przez władze Indii za takową grupę hidźra. Hidźrowie w Indiach, kathoey w Pakistanie czy fafafine na Samoa to grupy niejednorodne, składające się z kastratów, transseksualistów, transwestytów czy hermafrodytów. Społeczność hidźrów ma wieloletnią tradycję, wzmianki o nich znajdują się w Mahabharacie i Ramajanie. W niektórych odłamach hinduizmu uznaje się, że mają boską moc błogosławieństwa i przekleństwa, dlatego są zapraszani na ceremonie, np. narodziny dziecka czy śluby. To kulturowo specyficzna forma rozumienia płci, silnie związana z lokalnymi wierzeniami, rytuałami i historią. Wszak nie są żadną „trzecią płcią” w znaczeniu biologicznym.
Tak samo nie powinno się 235 orientacji płciowych nazywać płciami. Jak pisałem na początku tych esejów, wstępem do całego zamieszania było pojawienie się terminu gender tłumaczonego jako „płeć kulturowa”. Gdyby zamiast „płci kulturowej” stosować określenie „tożsamości psychoseksualnej” wielu nieprozumień można by uniknąć. Ale może nie o to chodzi…
Wskazówki praktyczne
W dyskusjach nad zmianami dotyczącymi statusu zaburzeń tożsamości płci psychiatra Łukasz Cichocki zauważa:
„W przypadku transseksualizmu mamy do czynienia z próbą narzucenia całemu środowisku, wszystkim pacjentom i profesjonalistom wizji, że jest tylko jedna możliwa ścieżka, sposób radzenia sobie z zagadnieniem”.
Ta ścieżka to bezwarunkowa akceptacja decyzji dziecka/nastolatka, szybkie włączanie blokerów hormonalnych i chirurgiczna tranzycja po osiągnięciu pełnoletności. W tym duchu część specjalistów opowiada się za akceptacją zaimków osobowych postulowanych przez nastolatków, argumentując, iż ich odmowa może być odebrana przez pacjenta jako unieważnianie jego/jej tożsamości, a w efekcie przyczyniać się do wzrostu stresu mniejszościowego.
Szantaż emocjonalny jako narzędzie wpływu społecznego
Nie jest jednakże prawdą powszechnie podawany argument, że odmowa grozi automatycznie samobójstwem. Brak szerszych podstaw empirycznych tego twierdzenia wykazali Michael Bailey i Ray Blanchard w artykule z 2017 roku. Autorzy wskazują, iż dzieci (najczęściej nastolatki), które grożą popełnieniem samobójstwa, rzadko faktycznie to robią, choć ryzyko jest u nich wyższe niż u dzieci, które takich gróźb nie formułują. Problemy psychiczne, w tym myśli samobójcze, bywają powiązane z niektórymi formami dysforii płciowej. Jednak samobójstwo jest rzadkie nawet wśród osób z zakłóceniem poczucia tożsamości płciowej. Nie ma przekonujących dowodów na to, że tranzycja zmniejsza prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa przez dzieci z dysforią płciową. Przekonanie, że problemy psychiczne — w tym skłonności samobójcze — są spowodowane przez dysforię płciową (a nie odwrotnie, czyli że to problemy psychiczne i osobowościowe zwiększają podatność na odczuwanie dysforii płciowej), jest obecnie popularne i politycznie poprawne. Jest to jednak twierdzenie nieudowodnione, a zatem może być prawdziwe bądź fałszywe, i trudno przesądzać o jego prawdopodobieństwie. Z pewnością jednak twierdzenie: „tranzycja albo samobójstwo” jest ciężkim argumentem emocjonalnego szantażu – używanego nie tylko przez samych nastolatków, ale i nierzadko przez „specjalistów”. Za ten demaskujący tekst autorów spotkał potem liczny hejt i naukowy ostracyzm.
Jak nadmieniono wcześniej, szacuje się, że 80%–95% dzieci z dysforią płciową wyrasta z niej w sposób naturalny, o ile nie są zachęcane do zabiegów „zmiany płci”. Z kolei u nastolatków z rozpoznaną dysforią płciową występują liczne zaburzenia towarzyszące: 78% badanych nastolatków z GID (gender identity disorder) było wcześniej leczonych psychiatrycznie, 52% przejawiało 2 lub 3 inne diagnozy psychiatryczne. Powszechne w tej grupie jest współwystępowanie zaburzeń internalizacyjnych (lęki, depresje) i/lub zaburzeń eksternalizacyjnych (zaburzenia opozycyjno-buntownicze), również występowanie zaburzeń ze spektrum autyzmu jest częstsze niż w grupach porównawczych. Mechanizm samoistnego zanikania tendencji dysforycznych narzuca porównania do specyfiki skłonności homoseksualnych u adolescentów. Wyjątkowe badania longitudinalne Otta i jego zespołu, przeprowadzone na próbie ponad 13 tys. nastolatków, na temat przyjmowania orientacji homoseksualnej, pokazały, że o ile w wieku 12 lat spora grupa przeżywa niepewność odnośnie do swojej orientacji seksualnej, o tyle w wieku 23 lat zdecydowana większość z nich jest już przekonana o swojej heteroseksualności. W grupie tej nie były prowadzone żadne działania edukacyjne czy profilaktyczne, zatem mamy tu do czynienia z naturalnymi procesami. Badania empirycznie potwierdzają prawidłowości, o których psychologowie rozwojowi i wychowawczy mówią niemal od zawsze: częste zmiany szeroko rozumianej tożsamości przybieranej przez nastolatki (a także dzieci) są prawidłowościami rozwojowymi.
Jaka polityka społeczna?
W związku z tym niewskazane wydaje się używanie zmienionych zaimków płciowych, akceptowanie wyboru toalet czy szatni zgodnych z identyfikacją psychiczną, tym bardziej, że ma to wpływ na inne dzieci i personel szkolny (znany jest przypadek dziecka z Wielkiej Brytanii, które odmówiło chodzenia do szkoły z powodu urazu psychicznego, jakiego doznało wskutek trans coming-outu kolegi z klasy). Tego typu stanowiskom powinny towarzyszyć jednak rzeczowe i obszerne wyjaśnienia dotyczące binarności płci biologicznej w odróżnieniu od pluralizmów subiektywnych tożsamości. Dla dobra wszystkich dzieci wskazane byłoby, aby nauczyciele biologii zadbali o wyjaśnienie binarności płci w ujęciu biologicznym, a nauczyciele wychowania fizycznego zwracali baczniejszą uwagę na potrzeby intymności np. w szatniach oraz urozmaicenie oferty sportowej i afirmację różnych upodobań sportowych (nie tylko piłka nożna i inne sporty kontaktowe, które są trudne dla delikatnych chłopców). Dla młodzieży na progu okresu dojrzewania pomocne byłoby stworzenie przestrzeni do nieskrępowanej rozmowy o męskości i kobiecości oraz zagwarantowanie możliwości wyrażenia wszelkich obaw z tym związanych. Kwestią podstawową jest świadomość rodziców i dziadków dotycząca tego, jak ważne jest wspieranie zachowań zgodnych z płcią biologiczną, zwłaszcza u małych dzieci, oraz jak bardzo szkodliwe jest odrzucanie płci danego dziecka czy przebieranie chłopców za dziewczynki, i odwrotnie.
Pomijanie biologicznych uwarunkowań płci i akceptacja wolicjonalnych form osobowych prowadzi także do ryzykownej subiektywizacji psychopatologii; jeśli zgadzamy się na męskie formy osobowe u 8-latki – dlaczego nie mielibyśmy akceptować przekonania 15-letniej anorektyczki dążącej do upragnionego limitu 35 kg wagi czy urojeń chorego na schizofrenię? Taka społeczna praktyka może skutkować kwestionowaniem stanu prawnego i w rezultacie swoistą anarchizacją życia społecznego. Jak z przekąsem zauważa Ryan Anderson, w takim kontekście lekarz staje się jedynie „strzykawką do wynajęcia”.
Przypisywanie kilkuletnim dzieciom zdolności do wydawania nieomylnych sądów i autodiagnozy jest nieporozumieniem. W zakresie rozwoju inteligencji znajdują się one w stadiach rozwoju sensoryczno-motorycznego czy przedoperacyjnego, bez zdolności do myślenia pojęciowego, myślenia logicznego, analizy, syntezy, widzenia dalekosiężnych relacji przyczynowo-skutkowych. W rozwoju tożsamości są na poziomie tożsamości rozproszonej (dyfuzyjnej) czy lustrzanej, nazywanej też przybraną lub przejętą, bo jest najczęściej próbą odwzorowania tożsamości pochodzącej od zewnętrznego autorytetu. W zakresie moralności świat dziecka to faza heteronomii moralnej, w której dominują zasady nakreślane przez świat dorosłych, a rodzice i wychowawcy są traktowani jako niepodważalne autorytety. Trzeba pamiętać o niezwykłej dynamice tego okresu, powiązanej z burzą hormonalną, i – w większości – samoistnym przemijaniu transseksualnych odczuć do momentu osiągnięcia dorosłości. Są to wystarczające argumenty, aby w zakresie polityki społecznej nie wprowadzać akceptacji dla subiektywnych i wolicjonalnych zaimków osobowych dzieci i młodzieży, szczególnie w wymiarze szkolnym.
Należy stać na gruncie prawa, w szkołach powinny obowiązywać formy metrykalne. Taka nieakceptacja wolicjonalnych form osobowych winna być jednak zakomunikowana w klimacie życzliwego zrozumienia dla trudności przeżywanych przez nastolatka, asertywnie, z szerokim wyjaśnieniem kontekstu formalno-prawnego i kulturowego. Samym dzieciom z dysforią płciową należy się uwaga, szacunek oraz – w pierwszym rzędzie – odpowiednia, szeroko zakrojona diagnoza psychologiczna oraz psychoterapia całego systemu rodzinnego. Ogromną rolę odgrywa profilaktyka: budowanie poczucia własnej wartości i zasobów psychicznych, ale także praca nad obrazem własnego ciała, poczuciem męskości czy kobiecości oraz ich odrębności. Istotny jest pozytywny przekaz dotyczący własnej płci dziecka i szacunek dla płci przeciwnej, prawidłowe relacje w rodzinie, zapewnienie pozytywnego kontaktu z rodzicem i rówieśnikami tej samej płci. Należy monitorować rozwój dziecka (już od wieku 2–3 lat) pod kątem wczesnego rozpoznania przejawów dysforii płciowej i właściwego, wczesnego reagowania (utwierdzanie – z wyczuciem sytuacji – w płci biologicznej).
W dobie powszechnej dezinformacji i politycznej poprawności to trudne zadanie, zwłaszcza szerzenie rzetelnej i kompleksowej wiedzy, a nie wyłącznie powierzchownych rozwiązań i bezwarunkowego podążania za uczuciami dziecka. Rodzice powinni bacznie zwracać uwagę na sieć kontaktów nastolatka w mediach społecznościowych i na to, co dziecko robi w sieci. Wszelkie komunikaty podważające płeć biologiczną bądź przynależność do grup otwarcie zachęcających do tranzycji powinny zwracać uwagę, choć należy zdawać sobie sprawę, że tłem mogą być tu np. problemy z obrazem ciała czy poczuciem wartości. Jeśli mimo wszystko rodzice zdecydowaliby się w miejsce psychoterapii zastosować eksperymentalną ścieżkę przyjmowania hormonów, to trzeba przyjąć jako założenie bezdyskusyjne, że najpierw należy zająć się leczeniem współwystępujących zaburzeń psychicznych czy psychiatrycznych. Jak uzasadniamy w Standardach i wytycznych Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich w zakresie diagnozy oraz terapii dzieci i młodzieży z problemami identyfikacji płciowej, jakiekolwiek decyzje wobec dziecka powinny zapadać w interdyscyplinarnym gronie ekspertów z dominantą psychologa (psycholog, psychiatra, lekarze różnych specjalności, we współpracy z pedagogiem szkolnym).
Ze względu na dynamikę zjawiska oraz gwałtownie narastającą skalę zaburzeń tożsamości płciowej, konieczna wydaje się kompleksowa i interdyscyplinarna psychoedukacja personelu szkolnego i przedszkolnego – zwłaszcza psychologów i pedagogów szkolnych – którzy mogą następnie udzielać pierwszej pomocy dzieciom, rodzicom i nauczycielom. Należy szczególnie docenić ustalenia psychologii dotyczące etiologii oraz specyfiki dysforii płciowej w wieku rozwojowym, a także zadbać o przeciwdziałanie medykalizacji tego zjawiska prowadzonej wyłącznie w duchu afirmatywnym, zamiast holistycznym.
Dr Andrzej Margasiński – psycholog, wykładowca Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie. Więcej informacji: andrzejmargasinski.com. W lutym br. ukazała się książka Autora Genderyzm – między ideologią a nauką, prezentowane eseje są rozwijane w rozdziałach tej monografii.







