Dr Jagielska rezygnuje z funkcji wicedyrektora szpitala w Oleśnicy. Jednak wciąż będzie "robić aborcje"

W przestrzeni medialnej pojawiły się informacje sugerujące, że dr Gizela Jagielska zrezygnowała z pracy w szpitalu w Oleśnicy. "Lekarz" dokonująca licznych aborcji, w tym tzw. późnych zapewniła, że jedynie "rezygnuje z pewnych funkcji" i wciąż będzie "walczyć o prawa kobiet", w tym zabijać nienarodzone dzieci.
"Nie jest prawdą, że odchodzę całkowicie ze szpitala w Oleśnicy. Rezygnuję z pewnych funkcji pełnionych w tym szpitalu, natomiast nie ma to absolutnie nic wspólnego z tym, żebym przestała walczyć o prawa kobiet, żebym przestała robić aborcje, te które są zgodne z polskim prawem i te, które są medycznie uzasadnione" - oświadczyła dr Jagielska w mediach społecznościowych.
"Ja dalej tu jestem. Może forma trochę się zmieni, to prawda. Natomiast wszystkim to wyjdzie na lepsze" - podkreśliła.
Można domniemywać, że zmiana charakteru pracy dr Jagielskiej w szpitalu w Oleśnicy ma związek z licznymi protestami wobec jej wypowiedzi i praktyki zawodowej, która polega na zabijaniu nienarodzonych dzieci w tzw. aborcji.
O dr. Jagielskiej zrobiło się głośno za sprawą nienarodzonego Felka, który został zamordowany zastrzykiem z chlorku potasu w 9. miesiącu życia płodowego. Dziecko cierpiało na wrodzoną łamliwość kości. Aborcja na tak późnym etapie została przeprowadzona według tzw. przesłanki zdrowia psychicznego, umożliwiającego zabicie nienarodzonego dziecka wyłącznie na podstawie orzeczenia psychiatry.
W licznych wypowiedziach medialnych, dr. Jagielska przyznała się do przeprowadzania śmiertelnych zabiegów nawet na późnym etapie ciąży. Jak tłumaczyła, w Oleśnicy zaczęto stosować zastrzyki z chlorku potasu po tym, jak pracowników wstrząsnęły sytuacje, w których dziecko przeżywało procedurę i zostawało pozostawione na śmierć poprzez uduszenie.
„Był krótki moment, kiedy nie stosowaliśmy chlorku potasu. Byłam przy jednej takiej aborcji w 26. tygodniu. (…) I powiem tak: ani ja, ani nikt z mojego personelu nigdy więcej nie chcielibyśmy w czymś takim uczestniczyć" - przyznała w rozmowie z "Wysokimi Obcasami.
Zapytana, jak w takiej sytuacji postępuje personel, Jagielska odparła: "dziecko się rodzi i czekamy, aż umrze".
Zastrzyki z chlorku potasu w sercie są niedopuszczone do stosowania nawet w przypadku zwierząt. Metoda jest uznawana za niehumanitarną ze wzglęgu na stopień bólu, jaki powoduje trucizna.
Źródło: Facebook.com / własne PCh24.pl
PR








