Dyrektor CIA w Moskwie. Mogło chodzić o poważne plany eskalacji wojny

Prawdopodobieństwo użycia przez Rosję broni nuklearnej jest bardzo niewielkie, mówi Thomas Wright, były dyrektor ds. strategii w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA. Jak wskazuje, Kreml może jednak eskalować, na przykład starając się przetestować NATO. Właśnie w związku z tym ryzykiem dyrektor CIA John Ratcliffe mógł odwiedzić Moskwę.
Wright skomentował w ten sposób ostatnie doniesienia Bloomberga o rosnącej skłonności Rosji do użycia broni jądrowej. Agencja podała, powołując się na rosyjskie źródła, że Moskwa przygotowuje się do eskalacji ataków na Ukrainę, a wśród rosyjskich elit rośnie poparcie dla użycia taktycznej broni atomowej.
- Rosjanie przekazali Bloombergowi w Moskwie, że jest taka możliwość, bo chcieli nas zaniepokoić, wywołać obawę, że sytuacja wymknie się spod kontroli - ocenił Wright w rozmowie z PAP. Dodał, że sam uważa to za mało prawdopodobne.
Były urzędnik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz analityk think tanku Brookings Institution przeciwstawił obecną sytuację tej z jesieni 2022 roku, kiedy - jak powiedział - władze USA miały informacje wywiadowcze mówiące o przygotowaniach Rosji do takiego ataku.
– Wtedy mieliśmy bardzo konkretne informacje, które przez pewien czas poważnie nas niepokoiły. Były powiązane z możliwością załamania się rosyjskich linii frontu w Ukrainie – powiedział. W takim scenariuszu użycie taktycznej broni jądrowej mogło być postrzegane przez Moskwę jako sposób na zamrożenie linii frontu i całego konfliktu - wyjaśnił.
– Nie sądzę, by taka sytuacja istniała dzisiaj – dodał rozmówca PAP, zastrzegając, że nie ma już dostępu do informacji niejawnych. – O ile wiem, administracja (USA) nie mówi, że posiada takie informacje. Jest to więc tak naprawdę tylko retoryka (ze strony Rosji - PAP) i spekulowanie, nie traktowałbym tego zbyt poważnie - dodał.
Zdaniem Wrighta realne jest jednak niebezpieczeństwo, że w Moskwie rosną skłonności, by przetestować i „złamać” NATO. To według niego był główny powód wizyty niedawnej dyrektora CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie. Ekspert nie zgodził się ze słowami prezydenta USA Donalda Trumpa, że wizyta ta miała „na wpół rutynowy” charakter. Przypomniał, że poprzednia wizyta szefa CIA w Rosji odbyła się pod koniec 2021 r., a ówczesny dyrektor Agencji William Burns ostrzegał Rosję przed realizacją planów inwazji na Ukrainę.
Ekspert ocenił, że choć sytuacja nie jest obecnie tak dramatyczna, jak w tamtym czasie, to „wygląda na to, że coś dało (amerykańskiej) administracji powód do niepokoju”. Rozmówca PAP pozytywnie odniósł się do doniesień, że Ratcliffe ostrzegł Rosję przed atakami na NATO.
Zdaniem amerykańskiego analityka Kreml próbuje przede wszystkim wystawić rachunek europejskim partnerom Ukrainy, zwłaszcza za wsparcie przeprowadzanych przez nią uderzeń dalekiego zasięgu. – (Rosjanie) czują, że mogą bezkarnie prowadzić działania poniżej progu wojny, bo nie widzą, by ktoś, w szczególności Stany Zjednoczone, narzucał im (za to) poważne koszty – powiedział. – Eskalują na tym froncie od miesięcy - dodał.
Następnym krokiem w eskalacji mógłby być poważniejszy atak przeciwko krajom bałtyckim - ocenił Wright. - Jeśli takie zagrożenie istnieje, to będzie chodziło raczej o przetestowanie NATO, o stwierdzenie, że Sojusz nie zdaje egzaminu, i o próbę złamania go w jakiś sposób – dodał.
Jak przekonywał, właśnie dlatego ostrzeżenie pod adresem Rosji leżało w interesie samego Trumpa, niezależnie od jego stosunku do NATO. Atak na NATO byłby dla amerykańskiego prezydenta „ogromnym kłopotem”.
– Nawet jeśli stosunkowo mało interesuje go bezpieczeństwo Europy, to mogę sobie wyobrazić, że powiedział: „postarajmy się, żeby do tego nie doszło” – powiedział, dodając, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Dotychczasowe medialne doniesienia o celu wizyty Ratcliffe'a w Moskwie były rozbieżne. „Wall Street Journal” i portal Politico podały, że chodziło o ostrzeżenie Rosji przed ewentualnym atakiem na kraje bałtyckie. Dzień później „New York Times” podał z kolei, że chodziło o wezwanie do zakończenia wojny w Ukrainie i przekazanie Moskwie ponurej oceny jej sytuacji.
Zdaniem Wrighta te wersje nie muszą się wykluczać. – Jest prawdopodobne, że (Amerykanie) przekazali jakiegoś rodzaju ostrzeżenie w sprawie rosyjskiej agresji (...) a jednocześnie wygląda na to, że chcieli otworzyć kanał komunikacji między Ratcliffe'em a jego odpowiednikiem, być może po to, by sprawdzić, czy da się przejść do negocjacji - ocenił. Nie wykluczył jednocześnie, że rozmowy w Moskwie dotyczyły Iranu.
Jak zauważył, pierwsze przecieki do mediów mówiły o udzieleniu Rosji ostrzeżenia, ale potem urzędnicy administracji prawdopodobnie chcieli zmienić narrację, by była zgodna z wypowiedziami Trumpa, który bagatelizował problem zagrożenia ze strony Moskwy. W czwartek prezydent USA odmówił skomentowania sprawy, ale ocenił, że Rosja nie zaatakuje NATO.
Źródło: PAP






