Ekskomunika za wpis w internecie? Kanonista wyjaśnia

Udostępnienie, komentarz, publiczne poparcie dla kontrowersyjnej sprawy: w mediach społecznościowych współcześni katolicy mogą zająć stanowisko jednym kliknięciem. Choć Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. nie został opracowany z myślą o takich okolicznościach, ks. Cédric Burgun, dziekan Wydziału Prawa Kanonicznego Katolickiego Instytutu w Paryżu wyjaśnia, że aktywność w sieci nie pozostawia katolika w próżni prawnej.
Kodeks z 1983 roku, który nadal stanowi podstawowy akt prawny Kościoła, został opracowany na dziesięciolecia przed pojawieniem się mediów społecznościowych, dlatego naturalnie nie tłumaczy wielu kwestii dotyczących obecności katolika w przestrzeni wirtualnej. Konsekwencje tego prawnego milczenia nie mają jednak charakteru czysto teoretycznego.
Wielu katolików krytycznych wobec władzy w Watykanie i ogólnego kierunku Kościoła, często dzieli się swoją opinią publicznie w internecie. Wśród nich nie brakuje wiernych lub sympatyków Bractwa św. Piusa X, które wyświęciło biskupów bez zgody Watykanu, za co grozi kara automatycznej ekskomuniki. W dekrecie Dykasterii Nauki Wiary, Watykan zaznaczył, że w stanie schizmy znajdują się nie tylko formalni członkowie Bractwa, ale również wszyscy wierni wyrażający poparcie dla aktu święceń.
Dlatego jak najbardziej zasadnym wydaje się pytanie, czy publikacja, polubienie lub udostępnienie konkretnego wpisu można uznać za akt schizmatycki, skutkujący samowykluczeniem z Kościoła? Czy działanie w ramach przestrzeni wirtualnej w jakiś sposób łagodzi potencjalne konsekwencje takiego czynu?
Ks. Cédric Burgun, dziekan Wydziału Prawa Kanonicznego Katolickiego Instytutu w Paryżu tłumaczy, że z kanonicznego punktu widzenia liczy się publiczny charakter wypowiedzi, a nie platforma, na której się ona pojawia. „Każdy akt schizmatycki lub heretycki popełniony poprzez wypowiedź jest w taki czy inny sposób oświadczeniem publicznym, niezależnie od tego, czy pojawia się on w gazecie, w telewizji, czy w internecie” – podkreślił kapłan, cytowany przez National Catholic Register.
Wcześniej jednak oświadczenie w prasie czy telewizji musiało przejść szereg progów weryfikacji – od własnych przemyśleń, przez precyzyjny dobór słów, na dyskusji o potencjalnych konsekwencjach kończąc. Dzisiaj jednak często reagujemy instynktownie, emocjonalnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, które „karmią się” skrajnymi postawami.
Dlatego, jeżeli treść postu jest obiektywnie schizmatycka, to czy wyrażając w jakiś sposób dla niej publiczne poparcie (poprzez udostępnienie, polubienie etc.), popadamy automatycznie w stan schizmy lub herezji?
Prawo kanoniczne definiuje „schizmę” jako obiektywne zerwanie z władzą papieską lub z podległymi mu członkami Kościoła. Jak zauważył ojciec Burgun, publiczne wyrażanie niezgody ja konkretne decyzje samo w sobie nie stanowi podstawy od popadnięcia w schizmę. Problem zaczyna się, gdy krytyka przeradza się w poparcie dla aktu schizmatyckiego, np. wyświęcenia biskupów bez zgody Watykanu, spełniając kryteria już określone jako kwalifikujące do ekskomuniki.
Jednak w przeciwieństwie do automatycznej ekskomuniki (latae sententiae), która ma zastosowanie w przypadku biskupa wyświęcającego innego biskupa bez upoważnienia papieskiego, definicje schizmy i herezji zawarte w prawie kanonicznym nie pociągają za sobą automatycznej kary. „Aby mogła zostać nałożona sankcja za schizmę lub herezję, musi istnieć procedura, która je stwierdza” – wyjaśnia ks. Burgun.
Ponieważ schizma i herezja nie są przestępstwami podlegającymi karze automatycznej, każda sankcja wymaga przeprowadzenia procesu kanonicznego w celu ustalenia, czy spełnione zostały warunki prawne, niezależnie od tego, czy oświadczenie pojawiło się w internecie, w druku, czy gdzieś indziej.
Jako przykład francuski kanonista podaje komentarz zachęcający wyłącznie do udziału w Mszach św. Bractwa św. Piusa X, zniechęcający jednocześnie do tradycyjnej liturgii sprawowanej w innych miejscach, czy przestrzegający przed uczestnictwem w Novus Ordo Missae. Jako, że taki wpis wypełnia warunki wymienione w dokumentach określających sytuację FSSPX (Nocie wyjaśniającej Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych z 1996 roku), kwalifikuje się do ekskomuniki. Musi ona jednak zostać ogłoszona po przeprowadzeniu odpowiedniego procesu.
Wciąż pozostają jednak pytania o zakres wolności słowa katolików w sieci. Ks. Burgun podkreśla, że wyjaśnienie tej kwestii jest niemożliwe bez uwzględnienia kontekstu komunii z Kościołem. Kapłan wskazuje na kanon 205, który definiuje pełną wspólnotę z Kościołem jako obejmującą więzy
„wyznawania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego”. Następnie przytacza kan. 212, według którego wierni mają prawo, a nawet obowiązek do wyrażania swoich poglądów na sprawy kościelne z szacunkiem dla swoich pasterzy.
„Stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadają, przysługuje im [wiernym - red.] prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła, oraz – zachowując nienaruszalność wiary i obyczajów, szacunek wobec pasterzy, biorąc pod uwagę wspólny pożytek i godność osoby – podawania go do wiadomości innym wiernym” – czytamy w Kodeksie Prawa Kanonicznego.
Niezależnie od niuansów prawnych, według ks. Burguna, prawdziwy kryzys rozgrywający się obecnie w katolickich mediach społecznościowych ma przede wszystkim charakter duchowy. W tym kontekście przytoczył maksymę przypisywaną św. Augustynowi: in necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas – „w sprawach zasadniczych – jedność; w sprawach wątpliwych – wolność; we wszystkim – miłość”.
„W wielu reakcjach brakuje miłości i jedności wobec wspólnoty kościelnej, która przez wieki została już wystarczająco zraniona” – konkluduje kapłan.
Źródło: ncregister.com
PR






