Europosłowie decydują w czwartek o masowej inwigilacji prywatnych wiadomości

Czwartkowe głosowanie w Parlamencie Europejskim zdecyduje o tym, czy władze publiczne i wielkie firmy technologiczne pod pretekstem ścigania pedofilii uzyskają narzędzie powszechnego kontrolowania prywatnych wiadomości wysyłanych poprzez komunikatory Messenger, WhatsApp czy Signal.
„Parlament Europejski poświęcił wcześniej w tym roku sporo czasu na demontaż masowego skanowania prywatnych wiadomości w Europie, ale we wtorek zagłosował za tym, aby dać temu systemowi drugie życie” – pisze Dan Frieth na portalu poświęconym wolności w sieci internetowej – Reclaim The Net.
Dla przeforsowania projektu totalnej inwigilacji prywatnych czatów biurokraci posłużyli się – na wniosek Europejskiej Partii Ludowej – pilną procedurą, która ma otworzyć drogę do przeforsowania tego, na co deputowani nie pozwolili kilka miesięcy temu w trybie zwykłym.
Decydujące głosowanie nastąpi już w czwartek 9 lipca, czyli w ostatnim dniu posiedzenia europarlamentu przed wakacjami – przy spodziewanej niższej niż zwykle frekwencji.
Dla odrzucenia totalitarnych pomysłów Komisji Europejskiej i części unijnego establishmentu potrzebna jest bezwzględna większość, czyli 361 głosów. Taki blok umożliwiłby zupełne skasowanie projektu lub przynajmniej wprowadzenie poprawek. Jeśli obrońców prywatności i wolności osobistej będzie mniej, inwigilacja zostanie automatycznie zatwierdzona.
Wiosną opór był skuteczny
W połowie marca Parlament Europejski przedłużył do sierpnia 2027 roku obowiązywanie pierwszej wersji ustawy Chat Control. Pozwolił jednak na skanowanie wiadomości w sposób ściśle ograniczony do indywidualnych użytkowników lub grup, w przypadku których sąd ustalił związek z wykorzystywaniem seksualnym dzieci. Europosłowie odrzucili możliwość powszechnej inwigilacji.
Zaraz potem ugrupowanie EPP (należą do niej m.in. przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej i PSL) naciskało na ponowienie głosowania w tej sprawie. 26 marca ustawa Chat Control została odrzucona zaledwie jednym głosem. Od 4 kwietnia Meta, Google i Microsoft, a w ślad za tym także władze publiczne straciły więc prawną możliwość skanowania każdej prywatnej wiadomości wysyłanej przez użytkowników z państw Unii Europejskiej.
Aby przywrócić odrzuconą ustawę EPP odwołała się do twierdzenia, że wygaśnięcie uprawnień spowodowało lukę prawną. W rzeczywistości jednak – zgodnie z danymi UE – źródłem ponad 60 procent zgłoszeń nadużyć pedofilskich są posty publiczne i masowa pamięć w chmurze. Wygaśnięcie uprawnień do totalnej kontroli nie wywołało zaś znaczącego spadku liczby zgłoszeń. „Walka toczy się tak naprawdę o prywatne wiadomości, czyli tę część cyfrowego życia, w której oczekiwania co do poufności są najsilniejsze, a argumenty za automatyczną inspekcją najsłabsze” – wskazuje Frieth.
Przedstawiciele poszczególnych rządów w Radzie Unii Europejskiej zajmowali stanowiska po obydwu stronach sporu. Osobliwie zachowały się na przykład Włochy. Jeszcze w tym tygodniu przedstawiły oficjalne oświadczenie ostrzegające przed masową inwigilacją, a następnie, już w głosowaniu poparły projekt.
W zeszłym roku ponad 500 specjalistów od cyberbezpieczeństwa ostrzegało przed przyjęciem rozszerzonej wersji Chat Control, ze względu m.in. na faktyczną likwidację zabezpieczeń chatów, a w ślad za tym – prywatności ich użytkowników. Eksperci wskazali też na „niedopuszczalnie wysokie” wskaźniki błędnych zgłoszeń na podstawie masowej kontroli komunikatorów. W ostatnich dniach przypomnieli ten głos eurokratom naukowcy Carmela Troncoso z Instytutu Maxa Plancka i Bart Preneel z Katolickiego Uniwersytetu Leuven.
Frieth wskazał w swoim komentarzu, jak łatwo ustanowiony raz system kontroli można rozciągnąć na inne sfery, w zależności od aktualnych potrzeb zachłannej władzy. „Wspomniany reżim pozwalał kiedyś setkom milionów Europejczyków wysyłać wiadomości bez uprzedniego odczytania ich przez maszynę. Ta sama procedura, która sygnalizuje pojawienie się w korespondencji podejrzanego obrazka, może zostać przestawiona w taki sposób, by ingerować na podstawie narodowości, grupy demograficznej lub przynależności politycznej, bez konieczności zmiany narzędzi” – napisał działacz wolnościowy.
Jak zauważył użytkownik Twittera (X) Lord Bebo, równolegle z wysiłkami zmierzającymi do cenzurowania chatów Unia Europejska wprowadza – lub zmierza do wprowadzenia – takich rozwiązań, jak obowiązek instalowania w nowych samochodach kamer śledzących kierowców (już to obowiązuje), czy też weryfikacja użytkowników internetu za pomocą zdjęcia.
„Żaden obywatel za tym nie głosował, elity po prostu narzucają to społeczeństwu. O ironio, głośno było o tym jak Ursula von der Leyen usuwała swoją korespondencję z Pfizerem podczas wielkiego skandalu z zakupem szczepionek… Jak zawsze, takie regulacje przychodzą z oszałamiającą hipokryzją” – skomentował internauta.
„Nikt nie kwestionuje potrzeby walki z wykorzystywaniem dzieci. Jednak ta metoda jest błędna i nieproduktywna. Zamiast ukierunkowanych, nadzorowanych przez sąd środków przeciwko konkretnym podejrzanym, cała populacja ma teraz zostać objęta ogólnym podejrzeniem. Technicznie rzecz biorąc, plan ten jest wysoce problematyczny, prawnie wątpliwy i społecznie dewastujący. Doświadczenie pokazuje, że takie systemy szybko się rozszerzają – obejmując mowę nienawiści, dezinformację lub treści politycznie niepożądane. UE tworzy w ten sposób cyfrowe narzędzie kontroli opinii i zachowań” – zauważył z kolei fizyk i bloger Peter F. Mayer.
Większość europosłów z Polski za inwigilacją. Także tych z „prawicy”
Publicysta Łukasz Warzecha opisał z kolei zachowanie deputowanych wybranych z polskich list, w trakcie wtorkowego głosowania, które otworzyło drogę do możliwego zatwierdzenia powszechnego systemu nadzoru korespondencji. Przywołał obecny na prawicy stereotyp nieformalnej koalicji PO-PiS, opowiadającej się zgodnie za niektórymi niekorzystnymi dla Polski decyzjami.
„To jak wytłumaczyć sytuację z wczoraj, gdy podczas posiedzenia Parlamentu Europejskiego w Strasburgu delegacje oraz większość delegacji PiS, w sumie 10 europosłów, zagłosowały ręka w rękę za odarciem Europejczyków z prywatności i wprowadzeniem maksymalnie inwazyjnego systemu zautomatyzowanej inwigilacji wiadomości, przesyłanych nawet szyfrowanymi komunikatorami? Zwolennicy inwigilacji niestety to głosowanie wygrali – 331 do 304” – napisał autor tygodnika „Do Rzeczy”.
Jak wyliczył Łukasz Warzecha, oprócz poparcia nowych rozwiązań przez praktycznie wszystkich europosłów KO i PSL oraz przedstawicieli Lewicy, za totalną kontrolą opowiedziała się także połowa delegacji PiS. Konkretnie – Adam Bielan, Joachim Brudziński, Małgorzata Gosiewska, Patryk Jaki, Mariusz Kamiński, Marlena Maląg, Bogdan Rzońca, Jadwiga Wiśniewska, Anna Zalewska oraz Kosma Złotowski. Z kolei Beata Szydło i Dominik Tarczyński formalnie nie wzięli udziału w głosowaniu. „Wszystko jednak wskazuje na to, że musieli być na sali i zapewne taktycznie wyjęli karty, ponieważ wzięli udział w głosowaniu następnym (w bloku głosowań jedno następuje szybko po drugim)” – zauważył komentator.
Źródła: reclaimthenet.org, tkp.at, DoRzeczy.pl, PCh24.pl
RoM






