Eutanazja – „dobra śmierć” tylko w propagandzie

Hiszpania-eutanazja.jpg
Ilustracja PCh24.pl

Sztywne protokoły eutanazyjne w niektórych przypadkach zawodzą. Osoby, które uległy propagandzie decydując się na „śmierć z wyboru” odchodzą wtedy z tego świata w nieznośnych cierpieniach – ostrzega na swym blogu francuski analityk danych Pierre Chaillot.

Autor rozbraja mit ulgi w nieznośnym cierpieniu i „łagodnej śmierci”, która rzekomo kryje się za hasłem eutanazji. Jak zauważa, „debata publiczna wokół ustawy o wspomaganym umieraniu jest przesycona wyidealizowanymi obrazami: spokojny sen, przycisk, który pacjent naciska samodzielnie, estetycznie przyjemna i bezbolesna przemiana”.

„Ta kojąca narracja przesłania biologiczną i techniczną rzeczywistość, udokumentowaną od dziesięcioleci. Za tymi filozoficznymi koncepcjami kryje się mechanizm przemysłowy i medyczny, którego potencjalne wady są dobrze udokumentowane” – ostrzega bloger.

Zróbmy to razem!

Chaillot opisuje mechanizm działania koktajlu trzech preparatów używanych we „wspomaganym samobójstwie” czy też tak zwanej eutanazji.

Jeden z mitów krążących wokół procederu zalegalizowanego ostatnio we Francji mówi, że opiera się on na podaniu ogromnej dawki środków nasennych. W rzeczywistości zmanipulowanym przez propagandę desperatom podaje się kolejno trzy rodzaje substancji. Receptura tego koktajlu została opracowana pod koniec lat 70. minionego wieku. Miała służyć dokonywaniu w więzieniach egzekucji na sprawcach najcięższych przestępstw.

Pierwszy składnik to bardzo silny środek uspokajający, zazwyczaj jeden z barbituranów takich jak tiopental. Wstrzykuje się go w zwielokrotnionych dawkach po to by spowodować utratę przytomności u osoby poddawanej eutanazji. Może to być także środek uśmierzający ból, jak choćby  propofol. Powoduje u ofiary śpiączkę farmakologiczną.

Druga w kolejności jest kurara, powodująca paraliż nerwów i mięśni. Substancja blokuje przekazywanie bodźców między mięśniami. Paraliżuje cały układ mięśniowy, a skutkiem jest m.in. całkowita niemożność oddychania.

Na koniec „eutanaziści” stosują znany w Polsce z barbarzyńskich procedur aborcyjnych chlorek potasu. Pożądanym przez sprawców skutkiem jest całkowite zatrzymanie akcji serca. Toksyczny dla tego kluczowego narządu skutek wynika z przyjęcia nadmiaru potasu.

„Iluzja łagodnej śmierci opiera się przede wszystkim na drugiej cząsteczce: kurarze. Paraliżując mięśnie, eliminuje ona możliwość wystąpienia skurczów, objawów niepokoju lub panicznego oddechu. Ciało wydaje się spokojne dla otaczających je osób, ponieważ jest technicznie zablokowane” – wyjaśnia autor artykułu.

Eutanazyjny protokół był przedmiotem debat w Stanach Zjednoczonych. Jak wskazuje Chaillot, na początku obecnego wieku kilka stowarzyszeń lekarzy weterynarii zabroniło stosowania środków zwiotczających mięśnie. Powodem było ryzyko ogromnego cierpienia zwierząt w przypadku użycia nieodpowiednich dla osobnika dawek.

Sprawą zajął się w 2008 roku Sąd Najwyższy USA (sprawa Baze przeciwko Rees). Spośród najlepiej udokumentowanych skandali związanych ze stosowaniem procedury bloger wymienia egzekucję Claytona Locketta w Oklahomie (2014 rok). Niewłaściwe podanie śmiercionośnego koktajlu sprawiło, że skazaniec wybudził się pośród drgawek, a następnie konał przez trzy kwadranse. W efekcie kilka amerykańskich stanów zrezygnowało z używania opisywanego tu zestawu.

To, z czego z przyczyn humanitarnych rezygnowali Amerykanie, ma stać się jednak wkrótce codziennością we Francji, w ramach usług „służby zdrowia”.

„Dlaczego standardowy protokół zaprojektowany w celu spowodowania śmierci może zawieść? Powód jest statystyczny i biologiczny: każdy człowiek jest inny” – pyta i od razu udziela odpowiedzi analityk danych znad Sekwany.

Sztywny protokół zakłada bowiem, że ludzkie ciało to standardowa, przewidywalna „maszyna”. W rzeczywistości jednak każdy organizm wykazuje się własną prędkością wchłaniania, metabolizowania i wydalania substancji, które się do niego dostają. Wpływ na te procesy mają na przykład wiek, praca wątroby, nerek, indywidualna tolerancja na farmaceutyki.

„To, co wprowadza jedną osobę w stan głębokiej śpiączki, może okazać się niewystarczające dla innej. W znieczuleniu konwencjonalnym lekarz stale dostosowuje dawki, patrząc na reakcje pacjenta. W przypadku standardowego śmiertelnego zastrzyku, szybkie podanie środków zwiotczających mięśnie uniemożliwia jakąkolwiek korektę na bazie obserwacji, ponieważ pacjent nie może już wykazać oznak przytomności, nawet jeśli sedacja zawiodła” – wyjaśnia Chailot.

A zatem, ofiara eutanazyjnej propagandy może niewymownie cierpieć, lecz nie wykazuje żadnych objawów udręki.

Autor przytacza wyniki badania naukowców (Groenewoud z zespołem) obrazujące efekty eugenicznych praktyk w Holandii, będącej jednym z europejskich pionierów „wspomaganego samobójstwa” czy też tzw. eutanazji. Raport uznawany jest do dzisiaj za „najbardziej transparentną publiczną bazę danych dotyczącą powikłań po podaniu środka znieczulającego”. Ukazał się na łamach 342. numeru „New England Journal of Medicine”.

„W przypadku eutanazji drogą dożylną: Trudności techniczne (niemożność podania leku, pęknięcie żyły) wystąpiły w 5% przypadków. Powikłania kliniczne (mioklonie/silne skurcze mięśni, wymioty, sinica) wystąpiły w 3% przypadków. Wreszcie, w 5% przypadków, czas upływający do momentu zgonu był nienormalnie długi” – cytuje Chaillot.

Jeszcze gorzej jest w przypadku wspomaganego samobójstwa poprzez doustne spożycie trucizny. Odsetek powikłań klinicznych sięgał  tam 7% (w tym 10% przypadków wymiotów śmiercionośną substancją). „Problemy związane z czasem do zgonu lub brakiem sedacji dotyczyły 16% przypadków: agonia trwała niekiedy kilka godzin, a nawet kilka dni, a odsetek spontanicznych wybudzeń po zapadnięciu w śpiączkę wynosił 2%” – czytamy.

„Oczywiście, protokoły kliniczne i cząsteczki zostały zoptymalizowane od czasu tego badania. Dowodzi to jednak matematycznej prawdy: żaden protokół masowej chemii nie osiąga 100% skuteczności bez działań niepożądanych” – zaznacza autor.

Chaillot ostrzega, że fizjologiczne ryzyko związane z tak zwaną eutanazją pozostaje niezmienne. Dla anestezjologa – o ile jest człowiekiem dobrej woli – najbardziej przerażającym scenariuszem jest pozostawanie całkowicie unieruchomionego, lecz świadomego „pacjenta” pod wpływem kurary.

„Jeśli metabolizm pacjenta opiera się działaniu środka uspokajającego (co odpowiada udokumentowanym przypadkom nieudanej indukcji śpiączki), ale wstrzyknięta zostanie kurara, pacjent doświadcza paraliżu płuc i uduszenia spowodowanego zatrzymaniem oddechu, nie mogąc się poruszyć, krzyknąć ani otworzyć oczu, aby zaalarmować zespół medyczny. Kurara działa wówczas jak ekran estetyczny”. Jej funkcją techniczną jest ochrona osób wokół pacjenta i opiekunów poprzez prezentowanie obrazu idealnie nieruchomego i spokojnego ciała, mimo że brak standaryzowanego monitorowania mózgu uniemożliwia upewnienie się o wewnętrznym stanie świadomości pacjenta” – wyjaśnia autor.

To, co przedstawia się oficjalnie jako szczyt autonomii jednostki – decyzja o wyborze momentu śmierci – w przypadkach nieudanej procedury staje się wymuszonym wykonaniem wyroku na człowieku niezdolnym już do odwołania swojego tragicznego wyboru.

 

Źródło: pierredecoderleco.substack.com

RoM

 

 

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: