Eutanazja – fałszywa wolność wyboru i zaprzeczenie godności człowieka

Jej zwolennicy podpierają się tezą o „wolności wyboru” w sposobie umierania. Ta rzekoma wolność ma być elementem „godności człowieka”. Tymczasem zgoda na eutanazję to najczęściej opuszczenie w chorobie, problem świadomości chorego i cierpiącego człowieka czy niedostateczna opieka paliatywna. W amerykańskim Oregonie prawie 40 procent pacjentów, którzy w 2025 roku zdecydowali się na tzw. wspomagane samobójstwo twierdziło, że po prostu „czują się ciężarem dla swoich bliskich”.
Sofii Gauruel z Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości (ECLJ) na łamach tygodnika „Valeurs Actuelles” stwierdza wprost, że „za wizerunkiem osoby wolnej i panującej nad własną śmiercią kryje się zupełnie inna rzeczywistość: rzeczywistość osób starszych, odizolowanych i porzuconych przez niewydolny system”. Autor przytacza tu z dane dostępne w krajach, w których eutanazja lub wspomagane samobójstwo są już zalegalizowane. Wynika z nich, że zdecydowana większość ofiar tego procederu to osoby starsze, najczęściej w wieku od 70 do 80 lat. W Kanadzie mediana wieku osób korzystających z „pomocy medycznej w umieraniu” (MAID) wynosiła w 2023 roku 77,6 lat. Poza wiekiem, najczęściej podawanymi powodami nie jest wcale ból fizyczny i nieuchronność śmierci, ale… poczucie opuszczenia.
W stanie Oregon pacjenci podawali jako powód prośby o eutanazję utratę autonomii (89%), zmniejszoną zdolność do uczestniczenia w przyjemnych aktywnościach (89%) i poczucie bycia ciężarem dla otoczenia (65%). Okazuje się, że decydujące bywa tu poczucie porzucenia, któremu społeczeństwo i krewni nie zdołali zapobiec. Wiąże się to także z zanikiem więzi rodzinnych. Dane kanadyjskie pokazują, że osoby korzystające z MAID najczęściej mieszkają samotnie, na osiedlach, gdzie np. słabo występują nawet więzi sąsiedzkie. National Institute on Aging (NIA) podał w 2024 roku, że w Kanadzie 19% osób w wieku 50 lat i starszych czuło się bardzo samotnych, 40% doświadczało dużego stopnia samotności, a 43% żyło w pewnej izolacji społecznej. Coroczny raport za rok 2024 na temat „pomocy medycznej w umieraniu” w Kanadzie dostarcza istotnych wyjaśnień w tej kwestii. Izolacja lub samotność były wymieniane jako „źródło cierpienia” w 21,9% wniosków o MAID od osób zbliżających się do końca życia oraz w 44,7% wniosków od osób, których śmierci nie można było nawet przewidzieć w najbliższej przyszłości. To, co jest więc przedstawiane jako wolny i przemyślany wybór, w rzeczywistości bywa przede wszystkim symptomem poczucia porażki życiowej, wyrzucającej człowieka na margines życia społecznego.
Sofii Gauruel zauważa, że „w zdecydowanej większości krajów europejskich, które zalegalizowały eutanazję, systemy monitorowania nie gromadzą indywidualnych danych społeczno-ekonomicznych”. Nie publikuje się też systematycznych statystyk dotyczących profilu osób pragnących śmierci, nie bada się faktycznych powodów składania przez nich podań o eutanazję ani możliwych nacisków czy nawet presji otoczenia. Z tego powodu brakuje niezbędnych narzędzi do obiektywnej oceny skutków wprowadzania przepisów eutanazyjnych. Jest to działanie raczej celowe, bo zebranie takich danych pokazywałoby rzeczywiste powody uciekania się bezbronnych osób do wyboru śmierci. Gauruel słusznie zauważa, że „pozwala to na podtrzymywanie mitu wolnego i świadomego wyboru” przez unikanie „dokumentowania kontekstu społecznego”, w którym taka decyzja się rodzi.
Osobny temat to konsekwencje eutanazji dla osób najbardziej bezbronnych przy coraz bardziej niewydolnych systemach opieki zdrowotnej wielu krajów. Pojawienie się legalnej opcji śmiercionośnej nie jest neutralne, ale zaczyna tworzyć rodzaj ukrytej presji społecznej na najsłabsze osoby. Z czasem zmienia to stosunek do życia także osób opuszczonych, którym brakuje zasobów materialnych, osób wyczerpanych emocjonalnie, pozbawionych troskliwej i pełnej opieki medycznej, nie znajdujących oparcia w bliskich. Alternatywa w postaci eutanazji wydaje się im rozsądna.
Tygodnik przytacza przykład z Kanady, gdzie pani Sophia poprosiła o śmierć w 2022 roku po latach… problemów mieszkaniowych. W Belgii Shanti de Corte, która przeżyła brukselskie zamachy w 2016 roku, została poddana eutanazji 8 lat później w wieku 23 lat, z powodu zespołu stresu pourazowego, bo system opieki zdrowotnej nie był w stanie jej wyleczyć. W tym samym roku Nathalie Huygens została poddana eutanazji wskutek traumy i cierpienia psychicznego, których nie mogła pozbyć się po gwałcie, co uznano za nieuleczalne. Jest też podobny, głośny przypadek Noelii Castillo Ramos. Jako ofiara zbiorowej napaści na tle seksualnym kobieta otrzymała „pomoc medyczną w umieraniu” z powodu cierpienia psychicznego, które władze uznały za nieodwracalne. Prawdziwe przyczyny są tu jednak tak naprawdę społeczne, bo brakuje mieszkań, opieki psychiatrycznej, wsparcia emocjonalnego…
Chociaż kwestie prawne eutanazji są w takich krajach jak Holandia, Belgia, Kanada, Szwajcaria, Nowa Zelandia czy w amerykańskim stanie Oregon rozwiązywane w różny sposób i w oparciu o rozmaite ustawy, to istnieje tu wspólny mianownik przyczyn oraz zbieżny profil społeczny osoby wybierającej „ostateczne rozwiązanie”. Sofii Gauruel, odnosząc się do obecnych debat o eutanazji we francuskim parlamencie, uważa, że wpływ zawsze będą tu miały czynniki społeczne, a prawdziwe pytanie nie dotyczy rzekomej „wolności jednostki” , ale tego czy państwo chce zinstytucjonalizować system, którego przewidywalne skutki dotkną przede wszystkim najsłabszych obywateli.
Bogdan Dobosz






