„Grecy stworzyli naszą cywilizację”. Amerykańska prawica zachwycona przemową Marco Rubio w Atenach

Nie gaśnie podziw – wyrażony przez wielu przedstawicieli amerykańskiej prawicy – dla przemówienia sekretarza stanu Marco Rubio wygłoszonego 7 października w Atenach na tle ruin Akropolu. Przemówienie poświęcone odrodzeniu zachodu jest żywo komentowane w mediach i uznawane za jedno z najlepszych, jakie kiedykolwiek wygłoszono. Pojawiły się spekulacje co do ewentualnego faworyta wyścigu prezydenckiego w 2028 roku w USA. Szef amerykańskiej dyplomacji zdiagnozował problemy cywilizacji zachodniej i zaproponował współpracę, by ją odbudować.
Marco Rubio przemawiał na wzgórzu Pnyks, z Akropolem w tle. Michael R. Strain z „National Review” komentował 11 października, że „słuchając przemówienia Marco Rubio w Atenach, miał wrażenie, iż słyszy coś z innej epoki politycznej. Wypowiedzi sekretarza stanu były poruszające. Były moralnie i intelektualnie poważne”.
Przywołał fragmenty przemówienia amerykańskiego sekretarza stanu dotyczące budowy Partenonu „w górę”, zaznaczając, że „retoryka Rubia również szła w górę – wzywając Amerykę i Europę do dążenia do bycia najlepszymi wersjami samych siebie”.
Rubio wygłosił przemówienie w zeszłą środę w ramach podróży dyplomatycznej po Europie. Przypomniał, że Zachód ma dług wobec Aten: Tu, w Atenach, po raz pierwszy w pełni uświadomiliśmy sobie wszystkie podstawowe cechy, które miały zdefiniować Zachód: zaciętą indywidualność i nieustającą ambicję; śmiałą eksplorację i inwencję; pragnienie odkryć, przygód, ryzyka i chwały. Nienasyconą ciekawość świata i zasad, którymi się kieruje, głód poznania tajemnic natury i zrozumienia sekretów kosmosu. Niecierpliwość wobec idei niemożliwości, irytację wszelkimi granicami i ograniczeniami, usiłowanie zajrzenia w głąb nieznanego.
Autor komentował, że Rubio wskazywał, iż starożytni Grecy „dali Zachodowi pewność, że nieznane może stać się znane”. A ta pewność „dała początek cywilizacji naznaczonej nie tylko wspólną kulturą”. Cechowała ją – w opinii sekretarza stanu, „wspólna antropologia – wspólny pogląd na człowieka i jego miejsce we wszechświecie”, a „jej potomkowie podzielali nie tylko ideę porządku naturalnego, ale także odrębne rozumienie cnoty; przeznaczenia i losu; prawdy, dobra i piękna; kodeksu, który dyktuje, jak ludzie powinni żyć; obiektywnych standardów i ideałów, do których należy dążyć”.
Dążenie do doskonałości było „podstawową zasadą ludzkiej egzystencji” i całe życie obywatelskie było organizowane wokół „rywalizacji, ambicji, współzawodnictwa”, by „być najlepszym, najsilniejszym, najpiękniejszym, dążąc do coraz większej doskonałości” – mówił Rubio.
Diagnozując bolączki Zachodu wspomniał: Teraz wiem, że dla współczesnych uszu to, co właśnie opisałem, ten sposób życia, może brzmieć dziwnie; może nawet okrutnie. Ideałem wielu ideologii naszych czasów stał się, szczerze mówiąc, świat idealnego bezpieczeństwa, pozbawiony ryzyka i porażki, bez chwały zwycięstwa ani wstydu porażki. Zbyt często w dzisiejszych czasach budujemy w dół. Ustalamy nasze standardy, aby nikt nie przegrał; bardziej skupiamy się na komforcie najgorszych niż na potencjale najlepszych. To, co najbardziej wyjątkowe, pośród nas, staje się zakładnikiem przeciętności, pospolitości, miernoty.
I dalej: Z czasem my, mieszkańcy Zachodu, zaczęliśmy się wstydzić właśnie tego, co czyniło nas wyjątkowymi. Czuliśmy się zażenowani, że nasze osiągnięcia odróżniają nas od reszty świata. Nasz dobrobyt stał się w jakiś sposób źródłem poczucia winy. Nie wierzyliśmy już, że zasługujemy i że zapracowaliśmy na swoją wielkość. Słowo „nacjonalizm” stało się brzydkim słowem. Zburzyliśmy więc nasze pomniki; potępiliśmy własną historię. I w zbyt wielu miejscach uczyliśmy nasze dzieci wstydu z powodu krajów, które odziedziczą. W rezultacie otworzyliśmy nasze granice i wyprowadziliśmy nasz przemysł na zewnątrz, pozwalając naszym armiom słabnąć i rozpadać się.
Rubio kontynuował, zauważając, że w czasie, gdy zachodnie kraje ograniczały swoją suwerenności, delegując ją na zewnątrz, „przekazując nasze decyzje globalnym biurokracjom, daleko poza zasięgiem naszej kontroli”, Zachód słabł, podczas gdy inni wzmacniali się.
Teraz Zachód znajduje się na „rozdrożu” i dlatego ważne są decyzje, jakie będą podejmowane w najbliższej dekadzie. To one „napiszą historię następnego stulecia”. - Kurs, który obierzemy, zadecyduje o tym, czy Zachód utrzyma swoją pozycję lidera świata, czy też pogodzi się z przyszłością atrofii, niewoli i upadku. Albo zdecydujemy się działać teraz, albo stracimy możliwość działania w ogóle – ostrzegał.
Dodał, że wybór Donalda Trumpa na prezydenta i cała jego polityka to nie przypadek. USA pod jego rządami „bezkompromisowo” dążą do rozwinięcia potęgi narodowej, do „odzyskania kontroli nad kluczowymi łańcuchami dostaw, reindustrializacji gospodarki, odbudowy obronności, dominacji w technologiach i branżach przyszłości”.
- Wybieramy się na nowe obszary: w zaawansowanej produkcji i superinteligencji; w dronach, broni i wojnie; w chipach, minerałach, cyberprzestrzeni i każdej innej dziedzinie działalności ludzkiej – oznajmił, wskazując na potrzebę uwolnienia energii ludzkiej, odbudowę fabryk, podboju kosmosu itd.
Michael Strain z „National Review” podkreślił, że „po pierwsze, całkowicie zgadza się z Noahem Rothmanem, który napisał tu w zeszłym tygodniu: «Niewielu tak przekonująco argumentowało za podejściem administracji Trumpa do rządzenia, a jeszcze mniej umieściło Trumpa w kontinuum zachodniej filozofii politycznej. Nie jest on aberracją, co można bezbłędnie odczytać z podtekstu przemówienia Rubio. Odzwierciedla on raczej niegdyś bezkompromisową wiarę Zachodu we własną prawość i legitymację»”.
„Po drugie, Rubio ma rację, zachęcając Europę i angażując ją jako partnera we wszelkie wysiłki na rzecz ożywienia Zachodu. Rubio mówił: «Wierzymy, że Europa może obudzić się z długiego snu i rozpalić na nowo ogień, który rozpalił się tu tysiące lat temu. Już są tego oznaki»”. Z kolei Rubio dodał: „Nie uważamy, że przyjaźń transatlantycka powinna być grą o sumie zerowej” i „Chcemy wygrać razem. Musimy wygrać razem”.
Strain zaznaczył, że chociaż nie zgadza się z każdym argumentem Rubio, to jednak „zgadza się z jego szerszymi celami i sposobem ich sformułowania”. Uznał wręcz, że obecny szef dyplomacji zapewnia „prawdziwe przywództwo polityczne”, za co jest mu „wdzięczny”.
„Zgadzam się z sekretarzem stanu, że Amerykanie powinni przestać chodzić ulicą, gapiąc się na swoje buty. Powinniśmy patrzeć w górę, być dumni z naszych osiągnięć i patrzeć z ufnością w przyszłość” – czytamy. Komentator zacytował słowa Rubio o dumie z zachodniej cywilizacji i na „nowo odkryć cnoty, odwagę i siłę, by stawić czoła niebezpieczeństwom, z którymi mierzymy się w naszych czasach”.
Byli republikańscy kongresmeni Pete King z Nowego Jorku i Jack Kingston z Georgii chwalili Rubio w stacji Newsmax za jego przesłanie o jedności Zachodu, suwerenności narodowej i amerykańskiej wyjątkowości.
W niedzielnym programie „Wake Up America Weekend” w stacji Newsmax, King zasugerował, że środowe przemówienie Rubia może w końcu zostać zapamiętane obok przełomowych przemówień prezydentów Johna F. Kennedy'ego i Ronalda Reagana. - Uważam, że Marco Rubio jest wybitny. Uważam, że znów jest prawdziwą gwiazdą w Stanach Zjednoczonych i na świecie – dodał King.
- Myślę, że będzie to przypominać Plan Marshalla sprzed lat albo czasy, gdy John Kennedy przemawiał na Uniwersytecie Amerykańskim o przyszłości w tym stuleciu – rozpływał się w zachwytach polityk.
King wskazał na potrzebę zacieśniania sojuszy przy jednoczesnym zachowaniu amerykańskiej niepodległości. - Mam nadzieję, że… umocnimy nasze sojusze z NATO i innymi, ponieważ jeśli walczymy o zachodnią cywilizację, powinniśmy mieć po swojej stronie inne judeochrześcijańskie kraje Zachodu – przekonywał.
King porównał również filozofię polityki zagranicznej Rubio do filozofii Reagana. - Wierzę, że wierzy w silną Amerykę. Wierzy w poparcie sojuszników, ale także, ponownie, w potwierdzenie niepodległości Ameryki – wyjaśnił.
Kingston nazwał wybór miejsca przez Rubia znaczącym, zwracając uwagę na jego związek ze starożytną ateńską demokracją. - Mówił do nich: Wróćmy, wróćmy razem i spróbujmy dokonać wielkich rzeczy, odważnych rzeczy – komentował, akcentując konieczność kierowania się dumą narodową i nieunikania ryzyka. Dodał, że duma narodowa i współpraca międzynarodowa nie wykluczają się wzajemnie. - To nie jest egoizm – powiedział, wskazując, że to było niezwykle ważne przemówienie. Wyraził nadzieję, że Rubio zechce wziąć udział w wyścigu prezydenckim w 2028 roku. Wyraził nawet pewność, że „będzie kandydatem w kolejnych wyborach prezydenckich”.
W opinii Kinga, który odmówił spekulacji na temat udziału J.D. Vance’a w wyścigu prezydenckim, „Marco Rubio ma potencjał, by zostać wielkim przywódcą Stanów Zjednoczonych”.
W podobnym tonie wypowiedział się komentator Ben Shapiro, wskazując, że przemówienie sekretarza stanu Marco Rubio pod Akropolem było najlepszym przemówieniem ostatnich lat i zapytał, czy republikańskie wybory prezydenckie w 2028 roku są już rozstrzygnięte? Wyraził nadzieję, że Rubio, który jeszcze nie ogłosił, iż zamierza startować w prawyborach na prezydenta, jednak szybko to uczyni.
Samo przemówienie prowadzący Fox News John Roberts uznał za „pierwszy strzał”, od którego zaczyna się kampania prezydencka.
Prezydent Trump wielokrotnie wskazywał na wiceprezydenta J.D. Vance'a i właśnie Rubio jako głównych kandydatów na swojego następcę, a w czerwcu przedstawił listę Vance-Rubio, twierdząc, że obaj dobrze się dogadują i trudno będzie ich pokonać.
Shapiro, ortodoksyjny żyd i współzałożyciel „The Daily Wire” wyraźnie preferuje Rubio. Walka o nominację Partii Republikańskiej odbędzie się za ponad rok.
Przemówienie sekretarza stanu wygłoszone 7 października 2026 r. w Atenach nosiło tytuł „W obronie cywilizacji zachodniej”.
Sekretarz stanu rozpoczął je od zwrócenia uwagi na znaczenie greckiego dziedzictwa dla świata zachodniego. - Przez tysiące lat cywilizacja, która zbudowała to, co stoi za mną, fascynowała wyobraźnię świata zachodniego. Pokolenia naszych mężów stanu, artystów i filozofów patrzyły na nią – patrzyli na nią z podziwem i z lękiem.Czas ma tendencję do przytępiania zmysłów: wielkie zwycięstwa i katastrofalne porażki zdają się kurczyć, stając się przypisem w podręczniku, kolejnym faktem, który nasze dzieci muszą zapamiętać i zapomnieć. Ale starożytni Grecy zdają się mieć niemal mistyczny wpływ na naszą pamięć. Przywołują nas do siebie, raz po raz – komentował.
Przypomniał, że „480 lat przed narodzeniem Chrystusa armie Kserksesa przybyły do tego miasta i spaliły jego świątynie”. Ateńczycy ewakuowali się już wówczas statkami na pobliską wyspę. Ale była także „garstka z nich, która odmówiła opuszczenia domu”. - Zamiast tego zabarykadowali się w skalistej fortecy Akropolu, by stoczyć niezwykłą, ostateczną walkę, zrzucając z klifów potężne głazy na perskich najeźdźców i przez wiele dni powstrzymując największe imperium epoki. Ostatecznie zostali pokonani. Persowie splądrowali świątynie, spalili sanktuaria i zrównali Akropol z ziemią, ale kiedy Ateńczycy powrócili, zebrali zniszczone pozostałości starego Akropolu i pochowali je na wzgórzu, na którym stoję. A dekady później, za czasów Peryklesa, wznieśli Partenon. Od 25 wieków Partenon stoi. W jego cieniu powstawały i upadały imperia. A potomkowie ludzi, którzy go zbudowali – synowie Aten i Rzymu – nieśli ze sobą swoją cywilizację na krańce Ziemi – mówił.
I płynnie przeszedł do powstania republiki Stanów Zjednoczonych na drugim końcu świata, gdzie jego przodkowie przybyli z Hiszpanii. - Stoję tu, by zaświadczyć o długu, którego żaden upływ czasu, żadna odległość kosmiczna nie zdoła wymazać – wskazał. - Historia Ameryki, historia mojego kraju, jest pokryta odciskami palców starożytności. Grecja jest dosłownie wyryta w architekturze naszego rządu: w strzelistych kolumnach, kopułach i pomnikach w całej naszej stolicy. Miasto, w którym narodziła się nasza Konstytucja – Filadelfia – samo w sobie ma grecką nazwę. Ludzie, którzy założyli mój kraj, byli zafascynowani dziedzictwem, które odziedziczyliśmy po waszym. Byli wyjątkowo oczytani w historii – doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego wyjątkowego miejsca w niej – ale żadna inna epoka nie przykuwała ich uwagi ani nie pobudzała ich wyobraźni tak jak starożytność. Wiele, wiele osób jest zaskoczonych, dowiadując się, że najczęściej cytowanym autorem w „Federalist Papers” nie był filozof oświecenia ani teoretyk polityki. Nie, najczęściej cytowanym autorem w „Federalist Papers” był Plutarch, grecki biograf wielkich ludzi Grecji i Rzymu – komentował.
Rubio wskazywał na inspiracje ideami greckimi amerykańskich „ojców założycieli”. - Większość z nas zna podstawowe fakty historyczne. Ateny dały nam demokrację. Platon i Arystoteles dali nam filozofię zachodnią. Nasze idee prawa, cnoty, obywatelstwo i rząd republikański ukształtowały się w greckich miastach-państwach. Nawet znaczna część naszego słownictwa politycznego – słowa takie jak demokracja, tyrania, samo słowo „polityka” – ma tu swoje korzenie. To wszystko prawda. Ale to, co zawdzięczamy temu miejscu – jako Amerykanie i jako ludzie Zachodu – jest w rzeczywistości o wiele, wiele głębsze. Te instytucje i idee – te instytucje i idee – były zewnętrznym wyrazem bardziej fundamentalnych cech, które dostrzegamy u starożytnych Greków – cech, których nie da się sprowadzić do żadnego konkretnego systemu politycznego czy teorii – mówił.
Wskazał przy tym, że Zachód zawdzięcza Atenom „wszystkie istotne cechy, które go zdefiniowały”, wymieniając: „silną indywidualność i nieustającą ambicję; śmiałą eksplorację i inwencję; pragnienie odkryć, przygody, ryzyka i chwały. Nienasyconą ciekawość świata i zasad, którymi się kieruje, głód poznania tajemnic natury i uchwycenia sekretów kosmosu. Niecierpliwość wobec idei niemożliwości, ignorowanie wszelkich granic i ograniczeń, usiłowanie zajrzenia w głębię nieznanego”.
To Grekom Zachód ma zawdzięczać „pragnienie odkrycia wszystkiego, co ignorancja, mrok i dystans ukrywały przed ludzkim umysłem”.
- Tam, gdzie inni patrzyli w głąb siebie, Grecy jako pierwsi skierowali swoją uwagę na zewnątrz, goniąc za dreszczykiem emocji i chwałą, jaką dawało zobaczenie wszystkiego, co dziwne i nowe. To właśnie ta cecha – to właśnie ta cecha popchnęła Zachód do tworzenia i budowania rzeczy, których inni nie byli w stanie stworzyć, wyróżniając nas spośród tak wielu innych kultur i cywilizacji, gdzie stabilność i przetrwanie były najważniejszymi celami życia. Ale nie tylko ambicję zgłębiania nieznanego dziedziczymy po Grekach; to przekonanie, że nieznane można poznać. Pewność, że świat można nakreślić, zmierzyć, nanieść na mapę i zrozumieć – i że w kosmosie istnieje racjonalny porządek, rządzony pewnymi fundamentalnymi prawami, prawami, które ludzie mogą obserwować, a umysł może zrozumieć. To był fundament zachodniego umysłu: nasza matematyka, nasza nauka, nasza medycyna. Nasza filozofia, etyka i religia. Utorowało to drogę ewangelii Jezusa Chrystusa, która znalazła żyzny grunt w Europie i rozkwitła w imperium chrześcijaństwa. To był fundament bogactwa teologii chrześcijańskiej – Augustyna i Tomasza z Akwinu oraz całej tradycji prawa naturalnego. Dało to początek cywilizacji naznaczonej nie tylko wspólną kulturą, ale także wspólną antropologią – wspólnym poglądem na człowieka i jego miejsce we wszechświecie. Jej potomkowie podzielali nie tylko ideę porządku naturalnego, ale także odrębne rozumienie cnoty; przeznaczenia i losu; prawdy, dobra i piękna; kodeksu, który dyktuje, jak ludzie powinni żyć; obiektywnych standardów i ideałów, do których należy dążyć – mówił sekretarz stanu.
Zachwycał się greckim dążeniem do doskonałości, które miało być „podstawową zasadą ludzkiej egzystencji”. - Organizowali całe życie obywatelskie wokół rywalizacji, ambicji, współzawodnictwa: w filozofii i poezji, rzeźbie i dramacie, sporcie i sztuce, wojnie i sztuce rządzenia. Klasyczne greckie miasto było areną, na której wielcy ludzie mogli testować i udowadniać swoje umiejętności, doskonalić swój potencjał poprzez nieustanną walkę – być najlepszym, najsilniejszym, najpiękniejszym, dążąc do coraz większej doskonałości – wyliczał.
I dalej doszedł do następującej konstatacji: Teraz wiem, że dla współczesnych uszu to, co właśnie opisałem, ten sposób życia, może brzmieć dziwnie; może nawet okrutnie. Ideałem wielu ideologii naszych czasów stał się, szczerze mówiąc, świat idealnego bezpieczeństwa, pozbawiony ryzyka i porażki, bez chwały zwycięstwa ani wstydu porażki. Zbyt często w dzisiejszych czasach budujemy w dół. Ustalamy nasze standardy tak, aby nikt nie przegrał; Bardziej przejmujemy się komfortem najgorszych niż potencjałem najlepszych. To, co w nas najbardziej wyjątkowe, bierzemy za zakładników przeciętności, zwyczajności, miernoty. Ludzie, którzy zbudowali Partenon, budowali w górę. Uważali, że najwyższym i najszlachetniejszym dążeniem w życiu jest przewyższenie wszystkich, dążenie do bycia najlepszym we wszystkim. Starożytne greckie miasta-państwa były przepełnione. Były przepełnione intensywną pasją, rywalizacją, frakcjami i konfliktami. Ale z tej nieustannej walki o wyróżnienie – z tego zrodził się wielki rozkwit sztuki, filozofii, politycznej i intelektualnej energii, która przekształciła kolektyw śródziemnomorskich miast w kolebkę największej cywilizacji świata.
- Thumos, jak nazywali go starożytni Grecy – ogień pasji, siły, odwagi, dumy – jest sercem wielkiej cywilizacji. A bez niego? Bez niego narody tracą wolę walki, wolę dążenia, wolę przetrwania. Dziś zbyt wielu na Zachodzie zapomniało o tej jakości. Z biegiem czasu my, mieszkańcy Zachodu, zaczęliśmy się wstydzić właśnie tego, co czyniło nas wyjątkowymi. Czuliśmy się zażenowani, że nasze osiągnięcia odróżniają nas od reszty świata. Nasz dobrobyt stał się w jakiś sposób źródłem poczucia winy. Przestaliśmy wierzyć, że zasługujemy i że zapracowaliśmy na swoją wielkość. Słowo „nacjonalizm” stało się brzydkim słowem. Zburzyliśmy więc nasze pomniki; potępiliśmy własną historię. I w zbyt wielu miejscach uczyliśmy nasze dzieci wstydu z powodu krajów, które odziedziczą. W rezultacie otworzyliśmy nasze granice i przenieśliśmy nasz przemysł na zewnątrz, pozwalając naszym armiom słabnąć i rozpadać się – wskazał Rubio, ubolewając z powodu utraty suwerenności narodowej i uleganiu globalizmowi.
Zaznaczył, że „inni z radością wypełnili pustkę, którą pozostawiliśmy – próżnię pozostawioną przez naszą słabość”. Gdy „pewność siebie Zachodu słabła, jego przeciwnicy i rywale stawali się coraz bardziej asertywni, budując własne bogactwo i władzę – diagnozował Rubio.
Stwierdził, że „dziś, znajdujemy się na rozdrożu” i dlatego ważne jest to, jakie decyzje zostaną podjęte teraz. Rubio chce, by Zachód dominował, przewodzi i by jak najszybciej przejął inicjatywę w działaniu, póki jeszcze może.
Zaznaczył, że wybór Trumpa i to co robi, to nie przypadek, ale „bezkompromisowe dążenie do rozkwitu potęgi narodowej: odzyskanie kontroli nad naszymi kluczowymi łańcuchami dostaw, reindustrializacja naszej gospodarki, odbudowa naszej obronności, dominacji w technologiach i przemysłach przyszłości”.
Ameryka chce sięgnąć dalej, przekroczyć nowe granice „w zaawansowanej produkcji i superinteligencji; w dronach, broni i wojnie; w chipach, minerałach, cyberprzestrzeni i każdej innej dziedzinie ludzkich możliwości”. Chce odbudować fabryki, uwolnić ludzki potencjał, wysłać ponownie astronautów na Księżyc i zapoczątkować nową erę eksploracji kosmosu.
Zaznaczył, że „pomimo wszystkich swoich wzniosłych ideałów, starożytni Grecy nie byli naiwni”. - Rozumieli, że narody mają swoje interesy. Rozumieli, że sztuka rządzenia wymaga roztropności i dyplomacji, ale rozumieli również, że wymaga ona umiejętności użycia siły, gdy roztropność i dyplomacja zawodzą. Rozumieli, że potęga wymaga nie tylko środków do obrony, ale także wiarygodności, którą jest się gotowym wykorzystać. To jest klasyczne rozumienie polityki i sztuki rządzenia, które administracja Trumpa ma nadzieję odzyskać – odzyskać nie tylko dla naszego kraju, ale dla całej naszej cywilizacji – dodał.
Rubio kontynuował, po raz kolejny niejako puszczając oko do Europejczyków: Wierzymy, że Europa może obudzić się z długiego snu i rozpalić na nowo ogień, który rozpalił się tu tysiące lat temu. Już są tego oznaki. Na całym kontynencie jesteśmy świadkami tego, co mamy nadzieję, będzie początkiem zmiany pokoleniowej: gwałtownie rosnących wydatków na obronność, lawiny nowych partnerstw i programów, wzrostu produkcji i przetwórstwa, będącego kontynuacją historycznych zobowiązań obronnych podjętych w zeszłym roku w Hadze. Grecja była w centrum tej zmiany. Mieszkańcy tego kraju po raz kolejny udowodnili, że są niezastąpionymi przyjaciółmi zarówno dla Europy, jak i dla Stanów Zjednoczonych, we wszystkim, od energetyki, przez migrację, po obronę, gdzie Grecja była wzorowym sojusznikiem.
Sekretarz stanu wyraził nadzieje, że cała Europa pójdzie za Grekami, że uda się naprawić nadwerężone więzy między Stanami Zjednoczonymi a Europą, że nie dopuści się do ich zerwania. - Razem musimy wzmocnić sojusz zdolny do stawienia czoła zagrożeniom naszych czasów. I możemy. Ponieważ nie wierzymy, że przyjaźń transatlantycka powinna być grą o sumie zerowej. Wręcz przeciwnie: naszą wizją jest sojusz, którego siła jest większa niż suma jego części. To wizja, którą obserwowaliśmy w działaniu zaledwie w zeszłym miesiącu, w bezprecedensowym nowym porozumieniu między Stanami Zjednoczonymi, Danią i Grenlandią – porozumieniu, które przekształci Arktykę i wzmocni bezpieczeństwo całego NATO. Wszyscy trzej partnerzy z tego porozumienia odnieśli zwycięstwo. Cała Europa – i NATO, i Stany Zjednoczone – stały się dzięki niemu bezpieczniejsze, silniejsze i pewniejsze. Chcemy wygrać razem. Musimy wygrać razem – kontynuował szef amerykańskiej dyplomacji.
Uderzył przy tym w „oświeconą politykę zagraniczną”, która „stawia społeczność globalną ponad własnym narodem”. Zaznaczył, że znowu możemy uczyć się od starożytnych Greków, że „nie ma nic samolubnego ani złego w lojalności wobec swojego narodu, ani nic samolubnego ani złego w walce o obronę jego interesów ponad wszystko”.
- Głęboko wierzyli w ideał wielkiego człowieka: wyjątkowej jednostki, która osiąga nieśmiertelność dzięki własnym czynom. Wierzyli jednak, że chwałę i sławę zdobywa się poprzez wysiłek, poświęcenie i wielkie osiągnięcia dla czegoś większego niż własne. Powracającym bohaterem starożytnej Grecji był człowiek, który gotów był zapłacić każdą cenę za sprawę godną jego lojalności. Widzimy to u Sokratesa, który odmówił porzucenia dociekań prawdy, nawet za cenę własnego życia. Widzimy to w legendarnym oddziale 300 Spartan – otoczonych i beznadziejnie przewyższonych liczebnie przez ogromne armie Persji – którzy odrzucili szansę na ratunek, wybierając walkę do ostatniego człowieka, zamiast opuścić swoje stanowisko lub porzucić swój obowiązek. Widzimy to również w epickim micie o Achillesie, któremu oferuje się powrót do domu i długie, spokojne życie – ale zamiast tego wybiera pozostanie w Troi i śmierć w pogoni za wieczną chwałą. To – to właśnie te cechy ukształtowały zachodnią wyobraźnię moralną. Od chrześcijańskiego męczennika, który odmówił zdrady wiary, po patriotę, który oddał życie za ojczyznę; od świętego Tomasza Morusa po bitwę pod Alamo, przewijający się w nieśmiertelnych słowach końcowych Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych, która brzmi: „Wzajemnie ślubujemy sobie nasze życie, nasz majątek i nasz święty honor”.
Rubio wyliczał dalej: To od Greków Zachód odziedziczył swoje poczucie obowiązku – niezłomną lojalność wobec własnego kodeksu, swojej sprawy, swojego kraju. Nasi bohaterowie, bohaterowie Zachodu to ci, którzy decydują się pozostać wierni swojemu obowiązkowi właśnie wtedy, gdy jest to najtrudniejsze i najbardziej bolesne: człowiek związany słowem, żołnierz, który nie opuści swojego stanowiska, kapitan, przysłowiowy kapitan, który tonie wraz ze swoim statkiem. To zupełnie różni się od tego, co widzimy, nawet teraz, na przykład u fanatyków takich jak radykalni mułłowie z Iranu, których kult śmierci wychwala dzieci-samobójców jako bohaterów narodowych i przedstawia męczeństwo jako cel sam w sobie. Nasi bohaterowie – nasi bohaterowie mogą być gotowi umrzeć za swoją sprawę; ale nasi bohaterowie nie czczą śmierci. Właśnie dlatego, że cenimy życie, dostrzegamy heroizm w tych, którzy prędzej poświęciliby je, niż zdradzili swoje zasady. Teraz, gdy przyjmujemy zachodnią koncepcję tych rzeczy – heroizmu, honoru, obowiązku – bierzemy je za pewnik. Zakładamy, że są one w jakiś sposób uniwersalne dla wszystkich ludzi, we wszystkich czasach i miejscach. Tak nie jest. Są one produktem odrębnego charakteru, odrębnego charakteru, który narodził się tutaj i ukształtował całą historię cywilizacji, która nastąpiła po nim. Cywilizacji, w obronie której musimy walczyć dziś z taką samą pasją, jak czynili to nasi przodkowie – wskazał.
Rubio nawiązał do dziedzictwa chrześcijańskiego, do „ludzi, którzy wznieśli katedry w Mediolanie, Kolonii i Florencji”. - Dążenie do udoskonalenia ludzkiej formy, które poruszało starożytnych greckich rzeźbiarzy, znalazło nowy wyraz u Michała Anioła. Poszukiwania greckich filozofów nad strukturą wszechświata kontynuował Kopernik, a następnie Galileusz, Kepler i Newton. Głód nowej wiedzy dał początek pierwszej wyprawie Magellana dookoła świata, odkryciu Ameryki przez Kolumba, a ostatecznie wyprawie Apollo 11 na Księżyc. Cechy, które pozwoliły Aleksandrowi podbić cały znany świat, odżyły u Cezara, następnie u Karola Wielkiego i Korteza. A w Ameryce ta sama tradycja odnalazła się na nowo. Otwarty i dziki ląd stał się miejscem wielkiego odrodzenia zachodniej wyobraźni i ambicji. Greckie dążenie do nowych horyzontów stało się duchem amerykańskiego pogranicza. Cywilizacja Aten i Rzymu przekształciła młodą republikę nadmorską w kontynentalne imperium – dowiadujemy się z ust amerykańskiego sekretarza stanu.
- Najwięksi Amerykanie każdego pokolenia nosili w sobie niepodważalne cechy swoich przodków – urodzeni w Atenach, ukształtowani przez Rzym, ochrzczeni w chrześcijaństwie, zahartowani w ogniu średniowiecznej Europy, obdarzeni angielskim geniuszem wolności, a następnie przeniesieni przez Atlantyk, by odrodzić się na brzegach nowego świata. Razem musimy teraz na nowo odkryć tego ducha. Jesteśmy w punkcie zwrotnym – punkcie zwrotnym nie tylko w historii mojego narodu, ale w całej naszej cywilizacji – diagnozował Rubio.
Wskazał, że „zagrożenia, z którymi mierzymy się dzisiaj, są równie realne, jak na dramatycznej scenie starożytności”. - Interesy narodowe nie zniknęły w obliczu instytucji międzynarodowych. Wojna nie zniknęła tylko dlatego, że woleliśmy pokój. Inne państwa nadal się zbroiły, zabiegały o wpływy, rywalizowały o terytorium, technologie, zasoby, rynki, energię i władzę. A teraz znów mamy wojnę. Znów mamy nową rywalizację między mocarstwami. Znów mamy podatność na ataki, agresję, terroryzm, cały wszechświat nowych zagrożeń i ataków – wskazywał.
Dodał, że „musimy odbudować nasze instytucje i sojusze, aby wspólnie stawić czoła tym zagrożeniom – rozumiejąc, że celem tych działań nie jest zniesienie suwerenności narodów, które je tworzą, lecz ich obrona”. Narody „nie muszą porzucać swojej odrębnej tożsamości, aby uznać swoje wspólne interesy” – kontynuował Rubio, oczekując współpracy w zakresie obrony, w dziedzinie energii i technologii, we wspólnej ambicji zabezpieczenia granic Europy przed zagrożeniami związanymi z masową migracją.
Zachód ma dług wobec Grecji, która „pokazuje nam obraz nas samych”. - Pokazuje nam, że jesteśmy dziedzictwem wielkich bohaterów i że powinniśmy być dumni – że powinniśmy być niezmiernie dumni – z tego, skąd pochodzimy. Powinniśmy podziwiać to, co nasi przodkowie stworzyli na tej ziemi. Historia naszej cywilizacji to najwspanialsza historia, jaką kiedykolwiek znała ludzkość. A zaczęła się tutaj, od pierwszych mężczyzn i kobiet Zachodu. Od nich – od nich – możemy na nowo odkryć cnoty, odwagę i siłę, by stawić czoła niebezpieczeństwom, z którymi mierzymy się w naszych czasach – konstatował sekretarz stanu.
Przemówienie Rubio z Aten jest także komentowane na arenie międzynarodowej. Irańscy przywódcy. Ebrahim Azizi, przewodniczący komisji bezpieczeństwa narodowego irańskiego parlamentu napisał w sobotę w poście na X, że „kraj, którego historia rozpoczęła się od masakry ludności tubylczej i nigdy nie przestała być kolonialna, krwawa, oskarża Achemenidów – autorów pierwszej na świecie deklaracji praw człowieka – o zbrodnie!”.
„Wasza nikczemna natura ma problem z Iranem i Irańczykami” – dodał Azizi.
Ali Akbar Velayati, starszy doradca irańskiego przywódcy, nazwał przemówienie Rubio sprzecznym, powtarzając, że „problem nie dotyczy rewolucji islamskiej, lecz silnej i niezależnej cywilizacji irańskiej”. „W niedawnym przemówieniu Rubio istnieje rażąca sprzeczność: wytrwałość ‘do ostatniego człowieka’ jest chwalona w kontekście starożytnej Grecji, a niezłomność wielkiego narodu irańskiego jest deprecjonowana etykietą ‘kultu śmierci’” – napisał Velayati w mediach społecznościowych.
„Gloryfikacja oporu w ‘ja’ i pogardzanie nim w ‘innym’ to nie cywilizacja, lecz filozofia służąca dominacji” – skonstatował Velayati, dodając, że naród, który spowodował katastrofy w Hiroszimie, Wietnamie, Iraku i Afganistanie, nie ma prawa wygłaszać wykładów na temat moralności.
Źródła: state.gov / newsmax.com / nationalreview.com / winnews.com / middleeasteye.net
AS







