IPN zaczął poszukiwania ofiar niemieckiej akcji T4 na cmentarzu przyszpitalnym w Lublińcu

Na nieczynnym cmentarzu przy szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej rozpoczęło poszukiwania mogił dzieci zabitych w ramach niemieckiej akcji T4 - eksterminacji osób upośledzonych intelektualnie.
Katowicki pion śledczy IPN prowadzi w tej sprawie śledztwo na podstawie przepisów o zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennej. Zostało wszczęte w 2025 r. i dotyczy zbrodni popełnionych na pacjentach niemieckiej kliniki psychiatrycznej w Lublińcu dla dzieci podczas II wojny światowej. Prace mają potrwać kilka tygodni, ich celem jest znalezienie mogił i ich ewentualna identyfikacja ofiar.
Ile dzieci zamordowano w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu, nie wiadomo. Na tablicy pamiątkowej, która się tam znajduje, umieszczono liczbę zgodną z zapiskami z dziennika prowadzonego przez dyrektora szpitala Ernesta Buchalika. Zeszyt zatytułowany „Medizin-Kinder-Abteilung B” zawiera wykaz nazwisk pacjentów, dat i dawek luminalu, który aplikowano pacjentom. Śmierć odnotowywano stawiając przy odpowiedniej dacie krzyżyk. Lista liczy 256 nazwisk, 194 osoby oznaczono jako zmarłe, los pozostałych jest nieznany.
Są to ofiary tzw. akcji T4 - eliminacji osób z niepełnosprawnościami, a także dzieci sprawiające problemy wychowawcze. Akcja T4 dotyczyła zasadniczo Niemców, jednak wśród zabitych byli też polscy obywatele: Polacy, Żydzi, Ślązacy.
Naziści już zaraz po dojściu do władzy w Niemczech w 1933 r., nakazali sterylizację osób upośledzonych. W pierwszym okresie podlegały jej dzieci, później także dorośli. W sumie przymusowa sterylizacja objęła ok. 400 tys. osób.
Na początku 1939 r. do kancelarii Hitlera dotarł list, w którym ojciec upośledzonego dziecka wystąpił o zgodę na uśmiercenie syna. Hitler, który już w latach 20. mówił o potrzebie eliminacji upośledzonych dzieci, wysłał swojego lekarza Karla Brandta do Lipska, ten zabił tam chore dziecko.
W 1940 r. powołano Komisję Rzeszy ds. Naukowej Analizy Poważnych Chorób Dziedzicznych i Wrodzonych, która decydowała, czy chore dziecko będzie żyć, czy zostanie poddane eutanazji. Rozpoczęła się akcja oznaczona jako T4. Dzieci chore i upośledzone trafiały do specjalnych ośrodków w celu selekcji, jednym z nich był szpital w Lublińcu na Górnym Śląsku.
Powiatowe miasto po powstaniach śląskich przypadło Polsce. Działał tu, w założeniu pałacowym, Państwowy Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych. We wrześniu 1939 r. przemianowano go na Lands-Heil und Pflegeanstalt. Dyrektorem został dr Ernest Buchalik. Pochodził z Rybnika, w 1930 r. ukończył medycynę we Wrocławiu, trzy lata później wstąpił do NSDAP i SA.
Oddział dziecięcy w Lublińcu otwarto w 1941 r. Jego tzw. blok A ulokowano na oddziale kobiecym, a blok B w budynku folwarcznym. W połowie 1942 r. oddział A przemianowano na klinikę, którym kierowała dr Elisabeth Hecker.
Do Lublińca przysyłano dzieci w wieku od kilku miesięcy do 14. roku życia, ale zdarzały się starsze. Większość pacjentów miała powyżej 7 lat. Transporty przybywały zarówno z Niemiec jak i z okupowanej Polski.
Zazwyczaj w klinice przebywało ok. 60 dzieci. Głównym zadaniem dr Hecker było diagnozowanie przywożonych dzieci. Podstawowym badaniem był spuszczenie części płynu mózgowo-rdzeniowego i zastąpieniu go powietrzem działającym jako kontrast przy wykonywanym następnie zdjęciu rentgenowskim głowy (pneumoencefalografia). Badanie było bardzo bolesne. Po diagnozie dr Hecker decydowała o losie każdego dziecka.
Dzieci w wieku od 4 do 8 lat uznane za rokujące trafiały do ośrodka w Orzyszu, gdzie się uczyły. Upośledzone dziewczynki i chłopcy w wieku od 5 do 18 lat, które zdaniem diagnostów mogły się nauczyć zawodu, transportowano do Leśnicy. Natomiast dzieci upośledzone, sparaliżowane, z zespołem Downa czy wodogłowiem kierowano do bloku B lublinieckiego szpitala.
Udokumentowano jednak przypadek chłopca o Imieniu Peter, który mógł się uczyć, ale nie przyjęły go inne ośrodki. Dr Hecker zmieniła wtedy opinię o chłopcu (moczy łóżko, tępy, bezczelny) i skierowała go na blok B.
Kierował nim osobiście dr Buchalik. Leczenie polegało na podawaniu barbituranów - weronalu lub luminalu - w dawkach znacznie przekraczających normy. Wyniszczało to organizmy, niektóre dzieci umierały po kilku dniach, inne po kilku tygodniach czy miesiącach.
Zachowały się relacje pacjentów, które pod koniec lat 60. opublikowała wychodząca w Katowicach „Trybuna Robotnicza”. Jerzy Redlich, którego ojca wcielono do Wehrmachtu i zginął na froncie, został oddany do szpitala w Lublińcu przez ojczyma, który znał się z drem Buchalikiem. „Najbardziej przerażające były chwile zgonu naszych koleżanek i kolegów. Mogę tylko powiedzieć, że umierali często. I to bynajmniej nie na łóżkach. Umierali leżąc na podłodze, w drodze do ubikacji i w ubikacji” - relacjonował Jerzy Redlich.
Gdy któreś z dzieci umarło, dr Hecker zazwyczaj przeprowadzała sekcje zwłok, podczas których preparowała mózgi i wysyłała je do instytutu neurobiologii we Wrocławiu. Pacjenci byli grzebani na cmentarzu przy szpitalu. „Pewnego letniego dnia 1944 r., pracując w ogrodzie szpitalnym, zauważyłem, że na pobliskim cmentarzu jeńcy, bodajże w angielskich mundurach, zaczęli kopać groby. Po pewnym czasie widziałem, jak na cmentarz zajechał wóz szpitalny, z którego zładowano skrzynie zawierające zwłoki niedawno zmarłych kolegów” - relacjonował Jerzy Redlich.
Po przejściu frontu w 1945 r. odnaleziono dziennik dra Buchalika. On sam uciekł, ale postawiono go przed sądem. Wszystkiemu zaprzeczył, został uniewinniony. Został znanym psychiatrą zachodnioniemieckim. Zamieszkał w Niedermarsberg, gdzie zmarł.
Dr Hecker również pracowała po wojnie jako lekarz. Założyła w Westfalii szpital dla chorych psychicznie dzieci. W 1979 r. otrzymała honorowe członkostwo Niemieckiego Stowarzyszenia Psychiatrii Dziecięcej, odznaczono ją Federalnym Krzyżem Zasługi. Zmarła w 1986 r. w Marktobersdorf. Za swoje czyny została symbolicznie ukarana po śmierci: w 2013 r. odebrano jej wyróżnienia i odznaczenia.
W Lublińcu, gdzie mieścił się oddział A, do 1975 r. prowadzono działalność medyczną. Obecnie jest tam hotel. Zabudowania folwarczne, gdzie znajdował się blok B, przerobiono po wojnie na mieszkania.
Źródło: PAP







