Islamizacja szkół w Berlinie. Nie pościsz w Ramadanie, masz problem

W Berlinie narasta problem islamskiego ekstremizmu w szkołach. Uczniowie są zmuszani do modlitwy, a dziewczęta, które nie zakrywają głowy, są wulgarnie obrażane. Problem w tym, że władzę w mieście ma przejąć islamofilska lewicowa koalicja.
- Uważam, że konieczny jest kordon sanitarny - powiedział o islamskim ekstremizmie Michael Hammerbacher, berliński ekspert ds. radykalnego islamu. W rozmowie z "Die Welt" zwrócił uwagę na konstyuujące się w stolicy Niemiec rządy postkomunistycznej Lewicy, socjaldemokratycznej SPD oraz Zielonych. Zwłaszcza Lewica jest znana ze swoich związków ze światem islamskim - w tym ze światem arabskich klanów Berlina. Według Hammerbachera opinia publiczna musi wymusić na tej lewicowej władzy, by zapewniła brak wpływu organizacji islamskich na kształtowania rzeczywistości w szkołach stolicy. Jak podkreślił, najbardziej dotknięci przemocą są uczniowie, którzy wywodzą się z rodzin muzułmańskich, ale nie chcą uczestniczyć w systemie religijnym tworzonym przez ekstremistów. Przykładowo w gimnazjum Diesterweg islamiści ubierają się na czarno i modlą się publicznie na korytarzu. Szczególny nacisk na uczniów jest wywierany w czasie Ramadanu. Ekstremistyczni mahometanie oczekują, że wszyscy będą pościć tak, jak oni. Odmawiają też udziału w zajęciach sportowych.
W Berlinie nie brakuje szkół, w których z islamskich rodzin wywodzi się aż 90 procent uczniów. To sprawia, że klimat w takiej placówce nie ma wiele wspólnego z normami niemeickiego społeczeństwa. Ci uczniowie, którzy chcą żyć w zgodzie z porządkiem Republiki Federalnej Niemiec, mają z tym ogromne trudności, bo są poddawani wykluczeniu i dyskryminacji przez ekstremistycznych islamistów, dla których specyficzne reguły islamu są najważniejszym wyznacznikiem zachowania.
W Niemczech trwa też sądowa batalia dotycząca ograniczeń, jakie szkoły mogą nakładać na uczniów. Przykładowo we wspomnianym Diesterweg zakazano "demonstracyjnego" praktykowania religii. Przeciwko temu protestowała liberalna prawnoczłowiecza organizacja, ale sędziowie oddalili jej zarzuty. Walcząc z demonstracyjną religijnością, placówka chciała ukrócić panowanie islamu w swoich murach. Dotyczyło to zwłaszcza dziewcząt, szykanowanych za to, że nie noszą chust na głowie. Sąd przyznał, że szkoła dopuściła się dyskryminacji muzułmanów - ale uznał, że w tej określonej sytuacji miała do tego prawo.
Źródło: Junge Freiheit
Pach






