Jak zakończyć wojny na Bliskim Wschodzie? Strategie ewoluują

Po ponad miesiącu negocjacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi mają ewoluować strategie zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. Zdaniem Victora Davisa Hansona, „faktycznym ostatnim dniem” intensywnych bombardowań i ataków był 8 kwietnia. Sama wojna trwała 40 dni, a cała „opozycja antywojenna”, jaka się pojawiła przeciwko wojnie z Iranem dotyczyła czegoś, co miało miejsce miesiąc wcześniej.
Konserwatywny komentator wskazuje, że w trakcie trwających już ponad 31 dni negocjacji między Amerykanami a Irańczykami ujawniły się dwie różne strategie.
Hanson sugeruje, że chociaż Teheran został odcięty od finansów, nie może także sprzedawać ropy i cierpi z powodu blokady, tracąc 500 milionów dolarów dziennie, to wszystko to bardziej szkodzi obywatelom niż „reżimowi”. Oni nawet mogą kontynuować obecne działania, ponieważ czują, że Stany Zjednoczone się załamią i to pod wpływem opinii publicznej w swoim kraju.
Iran ma rakiety i drony w podziemnych jaskiniach, które może w każdej chwili przenieść i użyć. Ale nie chce tego robić przeciwko Izraelowi, gdyż nie wywrze to aż tak dużej presji na prezydenta Trumpa, lecz przeciwko krajom Zatoki Perskiej.
Iranowi ma bardziej zależeć na presji wywieranej na Waszyngton ze strony państw Rady Zatoki Perskiej: Arabii Saudyjskiej, Omanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Kataru. Teheran ma dążyć do zniszczenia zdolności tych krajów do rafinacji ropy naftowej, do jej wydobycia i do zaopatrzenia w wodę.
- Z jednej strony Izrael mówi: „Ruszajmy i zakończmy wojnę”. Zjednoczone Emiraty Arabskie mówią: „Ruszajmy i zakończmy wojnę”. Donald Trump mówi: „Negocjuję”. Zjednoczone Emiraty Arabskie mówią: „No cóż, nie negocjujcie drogi do domu i nie zostawiajcie nas w zawieszeniu”. Iran wywołał więc te wszystkie napięcia. A na dodatek są cztery konkurujące ze sobą podmioty, z którymi musimy rozmawiać – uważa Hanson.
Dodaje, że Ameryka musi toczyć negocjacje z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej, z „tymi bandytami, którzy przejęli władzę, z regularną armią, która ma w zasadzie realną władzę w kraju”, z „figurantami, wybranymi urzędnikami w parlamencie, którzy twardo gadają, ale nie mają żadnej władzy”, a ponadto z rodziną Chameneiego.
Hanson ubolewa z tego powodu, że nawet nie znają statusu teokratycznego syna nieżyjącego Najwyższego Przywódcy ani statusu innych ajatollahów.
- Taka jest więc ich strategia: jeśli spróbujemy wymusić działanie, wyślą może 500, 600 pocisków i dronów, uderzą w Zatokę Perską. I nie wiemy, czy mają taką możliwość – komentował.
Dodał, że amerykańska strategia polega na tym, że „musimy ich bardzo szybko wycisnąć ekonomicznie i nie pozwolić im uderzyć w Zatokę Perską. A nasza przewaga nad Iranem polega na tym, że możemy go zniszczyć jako nowoczesne państwo, jeśli zdecydujemy się uderzyć w dwa cele”. - I robiliśmy to w przeszłości w każdej znanej mi wojnie: podczas II wojny światowej, wojny koreańskiej, w Wietnamie, pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, zwłaszcza za czasów George'a H.W. Busha. Uderzyli we wszystko w Iraku. A Bill Clinton w 1999 roku, jak już wspomniałem, zniszczył całą sieć energetyczną Belgradu i wszystkie jugosłowiańskie mosty na Dunaju – tłumaczył Hanson.
Podobnie reagował Barack Obama, atakując w Libii statki towarowe, obiekty portowe, centra komunikacyjne. Uderzył po prostu w wiele celów cywilnych.
Teraz Amerykanie także mogliby to zrobić, ale nie robią tego, ponieważ „uważamy, że istnieje irański opór w przededniu przejęcia władzy i obalenia reżimu, a oni będą potrzebować tej infrastruktury”.
Są także „inne ograniczenia”. To obawy o recesję i wybory uzupełniające 3 listopada br.
Chociaż PKB utrzymuje się na stałym poziomie 2% i „rekordowo mała liczba osób złożyła wniosek o zasiłek dla bezrobotnych”, a cena ropy nie wzrosła do 150 dolarów za baryłkę, a jedynie do 95 dolarów, czyli o 15 dolarów więcej niż, gdy Trump obejmował władzę, to jednak prezydent USA obawia się, że wyborcy obarczą go winą za inflację i dlatego chce doprowadzić wojnę do końca. Nie może jednak tego zrobić zrzucając bomby, by nie porównywano go do Obamy.
- Musi więc zdecydować, czy mogę zmusić ich do rezygnacji z wzbogacania uranu? Czy mogę otworzyć [Cieśninę Ormuz] dla wszystkich i zniszczyć ich kutry patrolowe oraz uniemożliwić im atakowanie okrętów rakietami? I czy mogę to zrobić na czas, aby gospodarka zaabsorbowała to uderzenie i wygrać wybory uzupełniające? – takie dylematy ma mieć obecny prezydent USA.
Hanson stwierdza, że „jeśli gospodarka jest tak silna przy tych wszystkich zmartwieniach, a Donald Trump miałby bardzo szybko uderzyć w infrastrukturę w Iranie i ewentualnie zniszczyć uran w górach ciężkimi bombardowaniami lub uniemożliwić rozładunek oraz załadunek ropy na wyspie Chark, mógłby zrobić jedną z dwóch rzeczy: zmusić reżim do uległości albo skłonić ruch oporu do przejęcia władzy.
Analityk związany z The Hoover Institution on War, Revolution, and Peace sugeruje nawet, że Trump mógłby utrzymywać znacznie dłużej blokadę Iranu, ale jest dużo niepewności i niewiadomych, co dalej wydarzy się. Tym bardziej, że „Irańczycy uważają, że mogą przetrwać i nie obchodzi ich status ich własnych obywateli”. Krótko mówiąc, ktokolwiek rządzi w Iranie, uznaje, że ma czas i jest w stanie długo negocjować, niezależnie od sytuacji obywateli swojego kraju.
Wśród Amerykanów także pojawiła się sugestia, że wybory uzupełniające wcale nie muszą być „ostatecznym hamulcem dla wachlarza opcji Donalda Trumpa”, ponieważ gospodarka ma się „odbijać w sposób, którego nikt nie przewidywał”.
Jakie zatem opcje zostaną wykorzystane przez Waszyngton? Niestety, tego Hanson nie powiedział.
Źródło: dailysignal.com
AS






