James Martin SJ przekonuje, że wielu jego krytyków to... kryptohomoseksualiści

Amerykański jezuita James Martin, który od lat lobbuje na rzecz zmiany w Kościele katolickim odnośnie ideologii LGBTQ+, ogłasza sukces. Wielu ludzi ma nagle przyznawać mu rację.
James Martin SJ pochwalił się tym rzekomym sukcesem w mediach społecznościowych.
"Otrzymuję coraz więcej takich wiadomości: przeprosiny ze strony ludzi, którzy dawniej sprzeciwiali się posłudze na rzecz osób LGBTQ. Teraz z tym zrywają. [Jedną z takich wiadomości] otrzymałem właśnie dzisiaj. Nie podaję imienia. Często jest tak, że ci najbardziej wypełnieni złością to ludzie, którzy sami zmagają się z własną seksualnością" - stwierdził.
Następnie zacytował wiadomość, jaką miał otrzymać. Ktoś napisał, że w młodości był przekonany, iż zna doskonale nauczanie Kościoła, a tacy ludzie jak James Martin to wrogowie wiary. Dlatego krytykował go w komentarzach w sieci, negatywnie oceniał w rozmowie z innymi ludźmi.
"Rozumiem teraz, jak wiele z tego to był strach - strach przed moją własną [tożsamością] queer, strach, że jeżeli nie będę postępować dokładnie tak, jak mnie nauczono, zostanę odrzucony i skrytykowany dokładnie tak, jak ty, bo to jest jedna z taktyk radykalnych tradycjonalistów. Dorosłem jednak i się zmieniłem" - napisał ów człowiek.
Jak widać, James Martin SJ nie ustaje w narracyjnej propagandzie, zarzucając teraz swoim krytykom, że są... kryptohomo- czy kryptotransseksualistami. Zamiast obrony argumentami - obrona poprzez inwektywy.
Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego James Martin może swobodnie działać, nauczać i realizować swoją misję, spotykając się nawet z papieżami - zarówno Franciszkiem, jak i Leonem XIV?
Źródło: X






