"Kochana, mogłabyś mi to twórczo rozwinąć?" Olga Tokarczuk pisze książkę z użyciem AI

72622.jpg
Olga Tokarczuk. Martin Kraft [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

Polska noblistka Olga Tokarczuk przyznała, że w pracy nad nową książką korzysta z narzędzi opartych o modele konwersacyjne AI. Jednocześnie autorka wyraziła żal wobec ogólnego spadku czytelnictwa, spowodowanego „przyspieszeniem” i przeciążeniem treściami. Tokarczuk zdaje się nie zauważać, że ów spadek ma bezpośredni związek z nawarstwieniem treści o charakterze wtórnym i generycznym, w jakich specjalizują się duże modele językowe.

Tokarczuk podzieliła się swoimi przemyśleniami podczas konferencji Impact'26 w Poznaniu. Polska pisarka narzekała na współczesne media informacyjne, które przyzwyczajają użytkownika do treści prostych, szybkich i niewymagających intelektualnie. Wyraziła również opinię na temat korzystania z algorytmów generatywnych, czyli tzw. sztucznej intelignecji w pracy twórczej. Jak podkreśliła, nie jest przeciwniczką współczesnej technologii, o ile korzysta się z niej w sposób świadomy.

Laureatka Nagrody Nobla przyznała, że w pracach nad swoją najnowszą powieścią korzysta z chat-botów AI. Jak podkreśliła, używa sztucznej inteligencji nie tylko do weryfikowania treści i usprawnienia struktury tekstu, ale angażuje technologię bezpośrednio w proces twórczy.

Zróbmy to razem!

​- Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośba: „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”. Mimo, że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twarcych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach - przekonywała.

Jednocześnie noblistka wyraziła „żal za epoką, która znika bezpowrotnie”. - Serce boli, gdy odchodzi tradycyjna literatura pisana miesiącami w samotności, będąc dziełem życia skrojonym w głowie konkretnego indywiduum - dodała. 

Polska autorka najwyraźniej nie dostrzega, że korzystając dla ułatwienia pracy z cudzych pomysłów, często ukradzionych w procesie uczenia maszynowego, sama dokłada cegiełkę do procesu destrukcji tradycyjnej literatury, nad którym tak lamentuje.

Tokarczuk przekonuje również, że pisarze szybciej „zwąchają się” z nową technologią, ze względu na wyjątkowe zdolności poznawcze, różniące się od „tunelowego myślenia” akademików.

​- Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI. Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików - podkreśliła.

Wypowiedź noblistki spotkała się z miażdżącą krytyką kolegów i koleżanek z branży. Przykładowo, autor bestsellerów Szczepan Twardoch podkreślał, że wejście w „relację” z modelem językowym, czy to emocjonalną, czy twórczą, jest pozbawione sensu, ponieważ tzw. sztuczna inteligencja „nie posiada świadomości, zdolności rozumienia, osobowości, nie znajduje w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, a co najwyżej z jej re-prezentacją”.

W odpowiedzi na falę krytyki, Tokarczuk opublikowała oświadczenie, w którym wypiera się wykorzystywania algorytmów generatywnych do kształtowania fabuły czy innych procesów pracy twórczej. „Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama” - podkreśliła, przekonując że jej wypowiedź na żywo spotkała się z niezrozumieniem.

„Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie – traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach” - dodała pisarka.

Tokarczuk stanowczo zadeklarowała, że żaden z jej tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji, „nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy”.

Wykorzystywanie chat-botów do pisania książki to nie pierwsze zetniknięcie się Tokarczuk z nowczesną technologią. W 2024 r. polska noblistka otrzymała 17 mln złotych z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na projekt gry wideo, opartej specjalny system wykorzystujący AI i badania psychologiczne. Projekt mający na celu „zrewolucjonizować branżę gier RPG” pozostaje jednak wciąż na etapie zapowiedzi, próżno również szukać jakichkolwiek informacji o postępach prac.

Kilka miesięcy od ujawnienia planów powstania gry, Tokarczuk sama odeszła z rady nadzorczej, tłumacząc decyzję "licznymi obowiązkami". Wciąż jednak pozostaje jednym z akcjonariuszy.

Źródło: dorzeczy.pl / X / własne PCh24.pl
PR

72622.jpg
Olga Tokarczuk. Martin Kraft [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

Olga Tokarczuk dostała 17 milionów złotych na stworzenie gry. Wciąż nie ma nawet daty premiery

W 2024 r. polska noblistka Olga Tokarczuk otrzymała 17 mln złotych z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na projekt gry wideo na podstawie jednej z powieści pisarki. Gra, która miała "promować polską kulturę", po dwóch latach od inauguracji projektu, nie ma wyznaczonej daty premiery.Projekt Ibru ma być grą detektywistyczną grą fabularną RPG (ang. Role Playing Game) osadzoną w uniwersum pow...Czytaj dalej

 

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: