"Kochana, mogłabyś mi to twórczo rozwinąć?" Olga Tokarczuk pisze książkę z użyciem AI

Polska noblistka Olga Tokarczuk przyznała, że w pracy nad nową książką korzysta z narzędzi opartych o modele konwersacyjne AI. Jednocześnie autorka wyraziła żal wobec ogólnego spadku czytelnictwa, spowodowanego „przyspieszeniem” i przeciążeniem treściami. Tokarczuk zdaje się nie zauważać, że ów spadek ma bezpośredni związek z nawarstwieniem treści o charakterze wtórnym i generycznym, w jakich specjalizują się duże modele językowe.
Tokarczuk podzieliła się swoimi przemyśleniami podczas konferencji Impact'26 w Poznaniu. Polska pisarka narzekała na współczesne media informacyjne, które przyzwyczajają użytkownika do treści prostych, szybkich i niewymagających intelektualnie. Wyraziła również opinię na temat korzystania z algorytmów generatywnych, czyli tzw. sztucznej intelignecji w pracy twórczej. Jak podkreśliła, nie jest przeciwniczką współczesnej technologii, o ile korzysta się z niej w sposób świadomy.
Laureatka Nagrody Nobla przyznała, że w pracach nad swoją najnowszą powieścią korzysta z chat-botów AI. Jak podkreśliła, używa sztucznej inteligencji nie tylko do weryfikowania treści i usprawnienia struktury tekstu, ale angażuje technologię bezpośrednio w proces twórczy.
- Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośba: „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”. Mimo, że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twarcych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach - przekonywała.
Jednocześnie noblistka wyraziła „żal za epoką, która znika bezpowrotnie”. - Serce boli, gdy odchodzi tradycyjna literatura pisana miesiącami w samotności, będąc dziełem życia skrojonym w głowie konkretnego indywiduum - dodała.
Polska autorka najwyraźniej nie dostrzega, że korzystając dla ułatwienia pracy z cudzych pomysłów, często ukradzionych w procesie uczenia maszynowego, sama dokłada cegiełkę do procesu destrukcji tradycyjnej literatury, nad którym tak lamentuje.
Tokarczuk przekonuje również, że pisarze szybciej „zwąchają się” z nową technologią, ze względu na wyjątkowe zdolności poznawcze, różniące się od „tunelowego myślenia” akademików.
- Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI. Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików - podkreśliła.
Wypowiedź noblistki spotkała się z miażdżącą krytyką kolegów i koleżanek z branży. Przykładowo, autor bestsellerów Szczepan Twardoch podkreślał, że wejście w „relację” z modelem językowym, czy to emocjonalną, czy twórczą, jest pozbawione sensu, ponieważ tzw. sztuczna inteligencja „nie posiada świadomości, zdolności rozumienia, osobowości, nie znajduje w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, a co najwyżej z jej re-prezentacją”.
W odpowiedzi na falę krytyki, Tokarczuk opublikowała oświadczenie, w którym wypiera się wykorzystywania algorytmów generatywnych do kształtowania fabuły czy innych procesów pracy twórczej. „Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama” - podkreśliła, przekonując że jej wypowiedź na żywo spotkała się z niezrozumieniem.
„Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie – traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach” - dodała pisarka.
Tokarczuk stanowczo zadeklarowała, że żaden z jej tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji, „nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy”.
Wykorzystywanie chat-botów do pisania książki to nie pierwsze zetniknięcie się Tokarczuk z nowczesną technologią. W 2024 r. polska noblistka otrzymała 17 mln złotych z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na projekt gry wideo, opartej specjalny system wykorzystujący AI i badania psychologiczne. Projekt mający na celu „zrewolucjonizować branżę gier RPG” pozostaje jednak wciąż na etapie zapowiedzi, próżno również szukać jakichkolwiek informacji o postępach prac.
Kilka miesięcy od ujawnienia planów powstania gry, Tokarczuk sama odeszła z rady nadzorczej, tłumacząc decyzję "licznymi obowiązkami". Wciąż jednak pozostaje jednym z akcjonariuszy.
Źródło: dorzeczy.pl / X / własne PCh24.pl
PR







