Sztuczna inteligencja odrzucona przez młodych?

redakcja.jpg
Autor:
Jakub Majewski
mlodzi-AI-Majewski.jpg

Cóż może dziś być bardziej nowoczesne i przyszłościowe, niż sztuczna inteligencja, ten bogaty, fascynujący i zarazem przerażający zestaw technologii, które raz po raz nas zaskakują, i obiecują zaskakiwać dalej? Ale… w pierwszej wersji powyższego zdania, użyłem słowa modne – po czym je usunąłem. I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany – bo o ile sztuczna inteligencja jest nowoczesna, o ile jest przyszłościowa, o tyle nie sposób powiedzieć, aby była modna, przynajmniej wśród młodego pokolenia, czyli najważniejszych przyszłych użytkowników. Ci, którzy zawsze byli najbardziej otwarci na postęp technologiczny, dziś stawiają bardzo mocne znaki zapytania. Dlaczego – i co z tego wyniknie?

Gdy piszę te słowa, właśnie kilka dni temu opublikowana została encyklika Ojca Świętego, w której jednym z głównych tematów jest właśnie wyzwanie sztucznej inteligencji. Siłą rzeczy, jeszcze z dokumentem się nie zapoznałem, ale pewne ogólne rysy już znam: wydaje się więc że Leon XIV podchodzi do tej nowej technologii z poważnymi zastrzeżeniami, ale jednocześnie też z akceptacją – twierdząc że katolicy po prostu nie mogą stać na boku w obliczu tak wszechogarniającej zmiany. Swoją drogą, już samo istnienie tej encykliki nam mówi wiele o powadze wyzwania; rzadko bowiem papieże publikują encykliki koncentrujące się na jednej technologicznej zmianie. Tymczasem, uderzające jest to, że mimo bardzo mocnych ostrzeżeń wobec pewnych aspektów sztucznej inteligencji (SI), Ojciec Święty jednak wykazuje na tyle entuzjazmu i otwartości, że w prezentacji encykliki uczestniczył szef jednej z głównych spółek zajmujących się tą technologią. Jest to tym ciekawsze, uwzględniwszy że niemal równolegle, rzesza młodych ludzi z Ameryki, ojczyzny zarówno Papieża, jak i współczesnej sztucznej inteligencji (SI), dała pokaz swojego osobistego, i to zdecydowanie bezkompromisowego sprzeciwu wobec tych technologii. Sprzeciwu który bynajmniej nie wynika z katolickich ani nawet konserwatywnych pobudek – ale który nie jest pozbawiony swoich racji.

Młodzi mówią „nie”

Tak: narasta sprzeciw wobec SI. W ostatnich miesiącach, raz na jakiś czas było słychać o lokalnych protestach oraz incydentach wandalizmu, dotykających przeważnie nowo-budowane ośrodki obliczeniowe (ang. data center), czyli ogromne „fermy” sprzętu komputerowego, pozwalające na równoczesne przechowywanie i przetwarzanie niewyobrażalnych dla nas ilości danych, oraz przesyłanie ich tam i z powrotem pomiędzy różnymi ośrodkami jak też i milionami indywidualnych nadawców i odbiorców. Bywały też poniekąd klasyczne dla Stanów umiarkowane w skutkach ataki wandali na domy osób powiązanych z SI. Ostatni tydzień zaś przyniósł nową falę bardzo ciekawych protestów – zupełnie nieszkodliwych, zupełnie pokojowych, a jednak nieporównywalnie głośniejszych od poprzednich incydentów. W Stanach bowiem, kończy się rok akademicki, i kolejne uczelnie uroczyście świętują rozdanie dyplomów, a są to wydarzenia na które zawsze się zaprasza gości specjalnych aby w swoim przemówieniu, jak gdyby udzielili studentom ostatniej lekcji. Skoro zaś SI jest na topie, skoro założyciele wielkich firm rozwijających SI praktycznie wszyscy są absolwentami amerykańskich uczelni, nic dziwnego że znaleźli się wśród tych przemawiających do absolwentów gości specjaliści od SI. Znaleźli się, przemówili, i sromotnie zawstydzili, gdyż ze strony absolwentów, spotkały ich głośne okrzyki, buczenie, i gwizdanie.

Znam ten sentyment aż za dobrze. Ucząc projektowania gier, trudno żebym w ostatnich latach nie interesował się SI, badając co ta technologia potrafi, jak się rozwija, jak wpływa na branżę, oraz co z jej praktycznego zastosowania warto przekazać studentom, żeby kończąc uczelnie byli rzeczywiście gotowi wyjść na obecny rynek pracy, a nie ten sprzed pięciu lat. Większość studentów przyjmuje tę technologią z bardzo mieszanymi uczuciami. Oczywiście, niektórzy widzą potencjał, i z entuzjazmem się uczą nowości. Inni uczą się z posłuszeństwa, ale wyraźnie, nieraz wręcz ostentacyjnie, manifestują swoją ambiwalencję lub wprost niechęć do SI. Jest też grupa – mniejszościowa, ale nie kurcząca się – tych, którzy kategorycznie nie chcą mieć z SI nic wspólnego. To samo wskazują badania branżowe – wśród twórców gier, ludzi którzy zawsze pracowali na samej krawędzi postępu informatyki, coraz większy odsetek deklaruje niechęć do SI, nawet jeśli równocześnie coraz większy odsetek przyznaje że muszą z tej technologii korzystać w swej pracy. To samo dotyczy graczy – do tego stopnia, że gdy przed kilkoma miesiącami proponowałem pewnemu twórcy gier udzielenie kilku wykładów na naszej uczelni, odmówił tłumacząc wprost że wprawdzie faktycznie jego studio intensywnie korzysta z SI, ale kategorycznie nie chce aby publicznie ich z tą technologią utożsamiano.

Zróbmy to razem!

Skąd ten sprzeciw? Oczywiście, wielu czytających ten tekst bez trudności wskaże cały szereg zastrzeżeń. Nietrudno jest określić co nas niepokoi z perspektywy wiary i konserwatyzmu, w technologii która ma z założenia skutecznie imitować człowieka, i która już teraz – na razie na poziomie pojedynczych przypadków, ale jednak – prowadzi do izolacji człowieka, do odrzucania relacji z drugą osobą na rzecz bezdusznej maszyny. Są to, nota bene, wątki które pojawiają się również w nowej encyklice. Ale przecież ci młodzi, wśród których sprzeciw wobec SI najbardziej widowiskowo narasta, przeważnie – niestety – nie są konserwatywni, a ich religijność jest często szczątkowa, jeśli nie wprost pogańska. Więc o co im chodzi?

Ekologizm kontra SI

Na wstępie tego tekstu, napisałem że SI nie jest modne – dokładniej zaś, jest wprawdzie modne w kręgach biznesowych, aż za bardzo modne, ale nie jest modne w sensie popularności wśród ogółu społeczeństwa. Tym bardziej zaś nie jest modne wśród młodzieży. Co innego ekologizm, który już co najmniej od dekady sieje przerażające spustoszenie w mentalności młodych ludzi. Nie trzeba tu przypominać słynnej Grety Thunberg, nie trzeba przypominać ekoterroryzmu „Ostatniego pokolenia”, i tej szalonej paranoi, która objawia się przekonaniem u wielu że jeśli „coś” się nie zmieni, to za pół wieku albo krócej miliony z nich zginą. Ta indoktrynacja niewątpliwie nie jest pełna – sądzę że całkiem wielu młodych ludzi jest nią zupełnie niedotkniętych, a wielu innych po prostu już się z tego szaleństwa wyleczyło – ale tam gdzie się pojawia, często zapuszcza głębokie korzenie, nie pozwalając nawet na dyskusję.

Na ten jakże podatny grunt obaw zgoła urojonych padło ziarno strachu przed zagrożeniem bynajmniej nie urojonym, a jak najbardziej realnym, choć mającym inną formę niż im się może wydawać. Oto więc najbardziej zacietrzewieni przeciwnicy SI – ci ze studentów, którzy wprost odmawiają używania tej technologii, a nawet grania w gry stworzone z chociażby drobnym udziałem SI – mówią że ośrodki obliczeniowe zniszczą zapasy wody pitnej. Cóż, zniszczyć – nie zniszczą. Ale faktycznie, kolejne ośrodki obliczeniowe drastycznie zwiększają popyt na wodę, akurat w chwili w większości krajów zachodu, zdolność do budowania choćby prostych projektów infrastrukturalnych wydaje się zanikać, zduszona przez niezliczone macki biurokracji. Ponieważ zaś woda używana do chłodzenia komputerów faktycznie znika z systemu – większość paruje, reszta jest zanieczyszczona przez kontakt z chemikaliami – oznacza to że w okolicach gdzie pojawiają się ośrodki obliczeniowe rosną koszty dostawy wody, a tam gdzie do tego panuje wolny rynek, koszty te w pełni przekładają się na lokalnych mieszkańców (gdzie nie ma wolnego rynku oczywiście koszty nie wyparowują, ale są inaczej rozkładane). Są miejsca i kraje gdzie już teraz ośrodki obliczeniowe konsumują nawet kilka procent całej podaży wody pitnej – toteż nic dziwnego, że słysząc iż boom na SI wymaga wielokrotnego rozbudowania tej infrastruktury, „uwrażliwieni” na ekologię młodzi się buntują. Nie tylko zresztą młodzi: nieraz lokalni mieszkańcy o znacznie szerszym przekroju wiekowym protestują przeciw nowym ośrodkom obliczeniowym, czy to ze względu na rosnące koszty życia, czy ze względu na samą brzydotę ogromnych – naprawdę ogromnych – molochów, zaniżających na dodatek lokalne ceny nieruchomości.

Czynnik kosztowy jest zresztą poważniejszy, bo dochodzi jeszcze zwiększony popyt na prąd oraz na komponenty komputerów. Ani w jednym, ani tym bardziej w drugim przypadku, nie widać nadziei na rychłe zwiększenie podaży. Konsekwencją są bolesne wzrosty w kosztach życia i komputerów – które przecież zwłaszcza dla młodzieży są dziś fundamentalnym sprzętem, stanowiąc zarówno centrum rozrywki jak i podstawowe narzędzie do pracy i rozwoju osobistego. A przecież można by jeszcze zauważyć że… bez komputera, trudno aby ktokolwiek realnie skorzystał na obietnicy wdrożenia w nowe zawody oparte na sztucznej inteligencji…

Brak pracy, czyli współczesny luddyzm

Tu dochodzimy do kolejnego czynnika, który przyczynia się do wyraźnego spadku entuzjazmu – że tak to delikatnie ujmę – wobec SI. Tak jak niegdyś, w XIX-wiecznej Anglii, tysiące rzemieślników poczuło się zagrożonych (słusznie) mechanicznymi krosnami, tak dzisiaj miliony są zagrożone rewolucją jaką niesie SI. Jest jednak istotna różnica: mechanizacja warsztatów tkackich odbywała się w ramach szerokiego boomu przemysłowego, tak potężnego, że nowopowstające fabryki zatrudniały nie tylko mężczyzn, ale też kobiety i dzieci, a mimo to brakowało rąk do pracy. Przejście ze stanu rzemieślniczego do robotniczego było upadkiem, ale jednak dawało jakąś szansę na przyszłość. Dziś jest inaczej: owszem, dokumenty rządowe, chociażby z naszego Ministerstwa Cyfryzacji, snują wizję według której na każde utracone 100 miejsc pracy, powstanie 130 zupełnie nowych. Póki co jednak, proporcje te są co najmniej odwrócone. Co gorsza zaś, utrata pracy dotyka młodych ludzi zaraz na początku kariery, w chwili gdy odkrywają że wybór studiów podjęty zaledwie kilka lat wcześniej okazał się ślepym zaułkiem. Bo owszem, firmy korzystające z SI nadal potrzebują, na przykład, doświadczonych programistów – ale ich popyt na początkujących programistów, na juniorów, zdecydowanie spada. W Stanach ten problem kumuluje się z szybującymi w ostatnich dekadach kosztami studiów, które są zwykle pokrywane przez zadłużenie – a więc miliony młodych ludzi kończy studia, zadłużywszy się w zakresie porównywalnym do kupienia mieszkania w mniejszym polskim mieście, i widzą że obiecane im zawody z dnia na dzień znikają. I znowu: przedstawiam tu sytuację przedramatyzowaną, bo dla większości nie jest tak źle, a i ci którzy borykają się z brakiem pracy, mają szansę na alternatywną karierę, szczególnie jeśli chcą podjąć wyzwanie opanowania technologii SI – ale w nastrojach młodych ludzi widać dokładnie tę przesadę i dramatyzm, co ostatecznie przekłada się na wydarzenia opisane na wstępie niniejszego tekstu.

Cała sytuacja zaczyna coraz bardziej przypominać ów XIX-wieczny luddyzm, ruch nazwany od legendarnego – lub fikcyjnego, jak kto woli – Neda Ludda, który miał dać początek rozwalaniu mechanicznych krosen. Ruch ten trwał zaledwie kilka lat, nim nie został brutalnie stłumiony przez rząd brytyjski, z wieloma zabitymi czy to podczas protestów, czy też skazanych na śmierć – a jednak zapisał się w kolektywnej pamięci kultury anglosaskiej, do tego stopnia że przeciwników komputeryzacji przezywa się dziś neo-luddytami. Coraz częściej dziś niejeden przeciwnik związanych z SI ośrodków obliczeniowych przypomina sobie ten wzorzec. Ale dobrze by zrobił, gdyby przypomniał sobie też jak skończył ten ruch, wśród powszechnej obojętności społeczeństwa.

Czy skończy się jak zwykle?

Bo przecież: angielska biedota mogła i współczuć tracącym prace tkaczom, ale ich współczucie kończyło się, gdy odkrywali korzyści z mechanizacji tkactwa, która przecież dawała im po raz pierwszy w historii dostęp do tanich ubrań. Stąd też luddyzm musiał skończyć tak, jak skończył. Tak samo nieraz, zarówno wcześniej, jak i później, kończyły próby powstrzymywania nowych technologii – nieważne czy drogą oddolnego wandalizmu i protestów, czy drogą odgórnych dekretów i zakazów. Czy tak samo będzie w przypadku sztucznej inteligencji? Czy młodzi, wśród których narasta niechęć do tej technologii, ostatecznie się z nią przeproszą, odkładając na bok swoje ekologiczne czy inne zastrzeżenia?

Odpowiedź brzmi: to zależy. Nie jest bowiem prawdą, że każdy postęp technologiczny poprawia życie ogółu. Nie: postępy takie mają tendencję do rozdzielania zysków i strat pomiędzy różne grupy. Angielskie warsztaty tkackie ostatecznie poprawiły życie Anglikom z każdej sfery społeczeństwa – za to zniszczyły na długie lata przemysł tkacki w Egipcie i Indiach. Rozwój wolnego handlu u krańca XX wieku dał wiele dekad prosperity Chinom, Indiom czy Wietnamowi, za to przyczynił się do dewastacji tradycyjnych dzielnic przemysłowych w Stanach i w Europie, wcale nie dając tym konkretnym ludziom niczego w zamian. Rozwój SI będzie nakręcał gospodarkę – ale nie wszędzie i nie dla wszystkich. W dobie zaś kryzysu demograficznego, byłoby śmiertelnie niebezpiecznie, gdyby SI miało uderzyć najmocniej właśnie w młodych, którzy i tak są zniechęceni względem budowania własnych rodzin, a często niestety też zbyt zdeprawowani ideologicznie aby rozumieć ich wartość. Dodawanie im kolejnego argumentu przeciw rodzinie nie wróży niczego dobrego.

Jedno jednak jest pewne – sztuczna inteligencja będzie dalej rozwijana, i będzie szeroko wykorzystywana w społeczeństwie. Wykorzystanie to może okazać się dobre, a może też okazać się szkodliwe – chociażby jak te nieszczęsne smartfony, które zresztą są często interfejsem korzystania z SI. Nie znając jeszcze szczegółów i niuansów nowej encykliki, wiem że co najmniej w ogólnym przesłaniu Ojciec Święty trafił w punkt: nie stać nas na to, by odwrócić się plecami do tej technologii.

Jakub Majewski

redakcja.jpg
Autor:
Jakub Majewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: