Paweł Chmielewski: Leon XIV kontra ideolodzy transhumanizmu. Mocne słowa papieża

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Leon-XIV-technologia.jpg
fot. GS/PCH24.pl

Kto tym w ogóle rządzi?! To pytanie, jakie stawia Leon XIV w sprawie tzw. sztucznej inteligencji. Odpowiedź jest oczywista: rządzi chęć zysku i kompletnie niekatolicka wizja antropologiczna. Papież upomina się o zmianę tego stanu rzeczy – dla dobra ludzkości.

Encyklika Leona XIV „Magnifica humanitas” to tekst bardzo długi i wielowątkowy. Jego lektura wzbudza od dnia publikacji najrozmaitsze reakcje: od zachwytu po skrajną krytykę. W tym tekście chciałbym zwrócić uwagę jedynie na to, co stanowi serce całego dokumentu, czyli rozdział poświęcony tzw. sztucznej inteligencji. Refleksje papieża Leona XIV są naprawdę ciekawe i warte uwagi.

AI można używać

Po pierwsze, Leon XIV nie odrzuca AI. Ojciec Święty uważa, że ta technologia może służyć człowiekowi. Może – ale nie musi, bo technologię da się wykorzystać również w sposób niegodziwy. Dlatego papież pisze:

Zróbmy to razem!

„[…] postęp techniczny – sam w sobie cenny – domaga się rozeznania co do antropologicznej wizji, która nim kieruje, oraz celów, do których zmierza. Jeżeli rozwój technologiczny dokonuje się bez odpowiedniego dojrzewania etycznego i społecznego, może się zdarzyć, że środki będą się mnożyć, natomiast nie będzie w tej samej mierze wzrastać człowieczeństwo: „ma się więcej”, ale nie „jest się bardziej”, a osoba ryzykuje, że będzie oceniana przede wszystkim na podstawie osiągów, jakie jest w stanie zagwarantować”.

Zresztą na samym początku encykliki Leon XIV maluje dwa przeciwstawne obrazy wykorzystania technologii: do zła, które odrzuca Stwórcę, tak jak w przypadku budowy Wieży Babel; albo też dla dobra, które kieruje się na Boga, jak podczas odbudowy Jerozolimy za Nehemiasza.

Wielka władza projektantów AI

W przypadku AI chodzi o cały szereg możliwych manipulacji. Dotyczą nie tylko używania tzw. sztucznej inteligencji, ale również jej projektowania. To jeden z najważniejszych passusów w „Magnifica humanitas”. Papież Leon XIV zwraca uwagę na to, jak kluczowa i potężna jest władza dotycząca tworzenia systemów AI. „Systemy AI, przedstawiając się jako neutralne i obiektywne, odzwierciedlają i umacniają stereotypy lub stanowiska ideologiczne tych, którzy je zaprojektowali i wytrenowali” – pisze Ojciec Święty.

Z tym wiąże się gigantyczna odpowiedzialność, ale zarazem olbrzymia możliwość manipulacji – dotyczących nie tylko życia pojedynczych ludzi (choć i to przecież), ale również całych narodów. Leon XIV zauważa, że dzięki szczególnym narzędziom, dysponenci dużych systemów AI mogą kształtować nawet decyzje wyborcze czy wpływać na gospodarkę. Innymi słowy, tzw. sztuczna inteligencja stanowi narzędzie, które może ukonstytuować niezwykle potężne podmioty władzy, pozbawione jakiejkolwiek kontroli. Papież pisze:

„AI skłonna jest pomnażać przede wszystkim władzę tych, którzy już dysponują zasobami ekonomicznymi, kompetencjami i dostępem do danych. W świetle dobra wspólnego i powszechnego przeznaczenia dóbr zjawisko to budzi poważny niepokój: małe, lecz bardzo wpływowe grupy mogą ukierunkowywać informację i konsumpcję, warunkować procesy demokratyczne i oddziaływać na dynamikę gospodarczą dla własnej korzyści, wbrew sprawiedliwości społecznej i solidarności między narodami. Dlatego niezbędne jest, by korzystaniu z AI – zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy ona dóbr publicznych i praw podstawowych – towarzyszyły jasne kryteria i skuteczne mechanizmy kontroli, inspirowane uczestnictwem i zasadą pomocniczości”.

Problem: kto przypilnuje strażników?

Papież pisze o tym dość szeroko w przypadku funkcjonowania social mediów.

„Poziomem przejmującym kompetencje, dane i zdolność decydowania stają się przedsiębiorstwa i platformy, określające warunki dostępu, zasady widoczności treści, formy relacji, a nawet możliwości ekonomiczne. Pomocniczość domaga się, aby procesy te nie były narzucane z góry w sposób nieprzejrzysty i jednostronny, lecz by były ukierunkowane na dobro wspólne dzięki przejrzystości, odpowiedzialności i rzeczywistym formom uczestnictwa (takim jak niezależne audyty, przejrzystość algorytmów, sprawiedliwy dostęp do danych i środki odwoławcze”.

Ta refleksja jest ważna, a recepta wydaje się prosta: kontrola publiczna. Mówiąc krótko, podmiot prywatny, który dysponuje potężnymi możliwościami w zakresie rozwoju i wykorzystania AI, powinien zostać poddany ścisłej kontroli publicznej, tak, by jego „zasoby” były używane dla dobra wspólnego. Kontrolę publiczną z natury rzeczy mogłoby wywierać jedynie państwo. Pytanie tylko, czy takie rozwiązanie jest rzeczywiście wystarczające. Co w sytuacji, w której podmiot publiczny wywiera skuteczny nacisk na podmioty prywatne, przejmuje strategiczną kontrolę nad ich zasobami AI – ale następnie używa ich do celów bynajmniej niezgodnych z dobrem wspólnym?

Tak przecież było choćby w czasie Covid-19. Wówczas Biały Dom wywierał nacisk na wielkie media społecznościowe, żądając od nich cenzurowania treści krytykujących oficjalną narrację. Nawet jeżeli ktoś jest przekonany, że walka z Covid-19 była konieczna, nie wolno przecież zabraniać zadawania pytań: a w tamtym czasie cenzurowani byli nawet ci, którzy stawiali pytania. Jak się okazało z perspektywy czasu, nierzadko nader trafne, choćby o sensowność wielu restrykcji, jak zamykanie szkół czy też o bezpieczeństwo tzw. szczepionek.

Widmo unijnej tyranii

Są też inne przykłady podobnych działań. Za prezydentury Joe Bidena w Białym Domu zorganizowano spotkanie z szefami wielkich mediów społecznościowych, domagając się od ich kierowników, by cenzurowali treści pro-life. Posty czy nagrania antyaborcyjne nie miały już szans na to, by dotrzeć do takiej liczby użytkowników, jak inne materiały. Z kolei w Unii Europejskiej Bruksela zmusza amerykańskich dostawców mediów społecznościowych do tego, by „walczyli z nienawiścią w sieci”. Nawet jeżeli ma to swoje dobre strony, to w kontekście unijnym rzecz prowadzić może do cenzurowania prawicowych treści.

Wszystko, co dotyczy cenzury w social mediach, łatwo odnieść do AI. Papież Leon XIV słusznie obawia się, że te narzędzia mogą wpływać na procesy demokratyczne, zgodnie z wolą prywatnych podmiotów, które je obsługują. Te same narzędzia, jeżeli poddane strategicznej kontroli państw, mogą jednak tak samo wpływać na te procesy – na przykład cementując funkcjonowanie danej władzy, choćby lewicowej kliki w Unii Europejskiej. Na pytanie, jak z tym walczyć, nie znajdujemy w encyklice „Magnifica humanitas” odpowiedzi. Z drugiej strony, odpowiedzi może po prostu nie być. Ostatecznie w systemie międzynarodowym nie ma żadnego „sędziego”, który mógłby sądzić państwa – a w jeszcze większym stopniu dotyczy to wielkich mocarstw albo dużych kolektywów państwowych, jak Unia Europejska. Do takich bytów da się jedynie apelować, wskazując na godność człowieka. To papież Leon XIV oczywiście robi. Jaka będzie tego skuteczność, nie zależy to już od samej encykliki.

Śmiertelne zagrożenie transhumanizmu

Leon XIV zwraca uwagę na jeszcze jeden, bardzo ważny wątek: transhumanizm i posthumanizm. To ideologie, które są ściśle związane z AI. W Stanach Zjednoczonych mają wielu wyznawców, w tym tak wpływowych jak sam Elon Musk, ale także Peter Thiel albo Ray Kurzweil. Czytając tekst Leona ma się wrażenie, jakby papież nieomal wprost krytykował tych ludzi, zwłaszcza w aspekcie sprowadzania człowieka do roli „narzędzia”, które miałoby służyć powstaniu jakieś rzekomej super-inteligencji. Przecież to właśnie Musk ogłosił kilkukrotnie, że jego zdaniem człowiek jest w perspektywie ewolucyjnej tylko biologicznym etapem, który miałby umożliwić taki rozwój AI.

Wszystko zależy od wizji antropologicznej. Jeżeli człowiek zostanie postawiony we właściwym miejscu, jako byt nakierowany na Boga i obdarzony w związku z tym nienaruszalną godnością, to tak funkcjonujące AI może być dobrze wykorzystywane. Jeżeli jednak w ramach założeń ideologicznych człowieka redukuje się do roli biologicznej masy – jak u Muska – możliwe stają się najrozmaitsze nadużycia.

„Zagrożenie nie polega jedynie na tym, że niektóre technologie mogą być źle używane, lecz na tym, że paradygmat technokratyczny, w którym jesteśmy zanurzeni, wzmocniony przez rewolucję cyfrową i AI, sprawia, iż za słuszną i normalną zaczyna uchodzić wizja antyludzka, wedle której pełnia życia miałaby polegać na tym, by więcej posiadać, zmniejszać kruchość, eliminować to, co nieprzewidywalne, i wszystko kontrolować. Gdy wydajność staje się miarą wartości, człowiek ulega pokusie myślenia o sobie bardziej jako o projekcie, który należy zoptymalizować, niż jako o stworzeniu powołanym do relacji i komunii” – pisze papież.

Antyludzka utopia fałszu o Bogu i człowieku

Tak właśnie jest, kiedy wyobrażamy sobie przyszłość według transhumanistów: robotyczni ludzie, optymalizowani czipami w mózgu; służący cyfrowej super-inteligencji; rodzący się dzięki „in vitro” – już wstępnie „zaprojektowani” tak, by stanowić adekwatne trybiki w wielkiej maszynerii nowego cyfrowego świata. Na końcu jest zawsze to, o czym Leon XIV pisał wcześniej: konkretny interes tych, którzy zarządzają całym tym systemem. Utopijne, „doskonałe” społeczeństwo, zaplanowane według zoptymalizowanych patentów AI, miażdżące godność ludzi i traktujące człowieka jak zwierzę – a wszystko po to, by rozwijać biznesy tych, którzy trzymają kontrolę nad cyfrową rzeczywistością.

„W świetle nauki społecznej Kościoła punktem krytycznym nie jest samo używanie techniki, lecz wizja leżąca u jej podstaw: jeśli istota ludzka jest traktowana jako materiał do udoskonalenia albo do przekroczenia, wówczas łatwiej przyjąć, że niektórzy zostaną uznani za mniej użytecznych, mniej pożądanych czy mniej godnych. W imię postępu można dojść do wyobrażenia sobie «koniecznych ofiar» i kazać najsłabszym płacić cenę domniemanej optymalizacji gatunku” – pisze papież.

Chrześcijanin – oto prawdziwy „transhumanista”

Jak podsumowuje ten wątek Ojciec Święty, człowiek jest rzeczywiście wezwany do tego, by przekraczać siebie – ale nie w kierunku robotyzacji, tylko w kierunku Pana Boga. Można byłoby powiedzieć, że to jest prawdziwie chrześcijański „transhumanizm” – chrystyfikacja, dążenie do włączenia w życie samego Boga poprzez Syna.

Krótko: encyklika „Magnifica humanitas” nie rozwiąże problemów ludzkości. Ma jednak szansę stać się ważnym punktem odniesienia dla wszystkich, którzy są w jakikolwiek sposób zainteresowani refleksją etyczną w kwestii AI. Dla tych, których etyka nie obchodzi, nie będzie to przecież mieć i tak znaczenia. Ot, zwykły tragizm ludzkiego losu – niezależnie od tego, jaki kształt mają każdorazowo „rzeczy nowe”.

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: