Król Karol III w USA. Ma zreorganizować napięte relacje między obu krajami

Czy wizyta królewska może uratować rozpadający się sojusz USA i Wielkiej Brytanii? – takie pytanie zadaje sobie Matthias Matthijs, starszy pracownik naukowy ds. Europy w Council on Foreign Relations.
Profesor w dziedzinie międzynarodowej ekonomii politycznej na uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, ekspert od europejskiej ekonomii politycznej, polityki idei ekonomicznych, stosunków transatlantyckich i integracji UE komentuje waszyngtońską podróż państwową króla Karola III wraz z małżonką. Uczony zastanawia się, czy wizyta może „zapewnić pewne potwierdzenie długotrwałych więzi między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią w czasach napięć geopolitycznych”.
Autor artykułu zatytułowanego Can a Royal Visit Salvage the Unraveling U.S. – UK Alliance?, a zamieszczonego 27 kwietnia na stronie cfr.org uważa, że wizyta króla „nie może jednak rozwiązać problemów strukturalnych, które stopniowo oddalają oba kraje”.
W ramach czterodniowej, zaplanowanej do 30 kwietnia wizyty przewidziano oficjalną kolację w Białym Domu, przemówienie w Kongresie – pierwsze od ponad 30 lat w wykonaniu monarchy brytyjskiego – oraz symboliczne gesty mające na celu podkreślenie wspólnej historii i trwałych więzi.
Podróż Karola III zbiega się z 250-leciem uzyskania niepodległości przez Stany Zjednoczone. Jest to „rocznica, która podkreśla zarówno głębię, jak i napięcie relacji anglo-amerykańskich”. Jubileusz i wizyta przypadają „w jednym z najbardziej napiętych okresów w stosunkach transatlantyckich od dziesięcioleci”.
Profesor przypomina, że relacje między Londynem a Waszyngtonem pogorszyły się w ciągu ostatnich piętnastu miesięcy. Prezydent Donald Trump ostro krytykował rząd Partii Pracy Keira Starmera, zarzucając mu słabość w zakresie polityki migracyjnej, uleganie „zielonej” propagandzie, czy – co istotne – brak wsparcia w wojnie USA i Izraela z Iranem. Trump zagroził odwetem ekonomicznym za „niesprawiedliwy” brytyjski podatek od usług cyfrowych. Zasugerował również, że Ameryka może rozluźnić gwarancje bezpieczeństwa.
Ameryka i Wielka Brytania różnią się w kluczowych kwestiach strategicznych. Na przykład, jeśli chodzi o Iran, Brytyjczycy kwestionowali sensowność wojny. Byli niechętni, by udostępnić swoje bazy morskie, zwłaszcza Diego Garcia na archipelagu Czagos, na Oceanie Indyjskim. Londyn opowiada się za niższymi taryfami celnymi i obowiązującymi ramami regulacyjnymi w zakresie polityki cyfrowej, sprzecznymi z preferencjami USA.
Różnice dotyczą także kwestii polityki klimatycznej. Londyn promuje przejście z paliw kopalnych na odnawialne źródła energii. Z kolei administracja Trumpa odrzuciła program zielonej transformacji Bidena, znacznie okrajając sztandarową ustawę o redukcji inflacji (Inflation Reduction Act), która miała wprowadzić „zielony ład” w Ameryce.
Jeśli chodzi o współpracę wojskową, to Brytyjczycy spierają się w kwestii NATO i podziału obciążeń, dostarczania okrętów wojennych na misje mające na celu zapewnienie bezpiecznego transferu przez Cieśninę Ormuz itp.
W opinii analityka, odwiedziny mają złagodzić napięcia. Ale nawet dla pary monarszej będzie to trudne zadanie do zrealizowania.
Goście udadzą się do Nowego Jorku i Wirginii, odwiedzą pomnik upamiętniający zamachy z 11 września w centrum Manhattanu i wezmą udział w szeregu wydarzeń społecznych i kulturalnych. Ich celem jest zacieśnianie więzi międzyludzkich.
„Jednak nawet najlepsza choreografia nie przesłoni ukrytej rzeczywistości, że Wielka Brytania oddala się od Stanów Zjednoczonych. Jak na ironię, ta zmiana następuje w momencie, gdy Wielka Brytania zbliża się do dziesiątej rocznicy referendum w sprawie brexitu. 23 czerwca 2016 roku 52 procent brytyjskich wyborców opowiedziało się za opuszczeniem Unii Europejskiej (UE). Ta kontrowersyjna decyzja, którą wielu zwolenników uzasadniało stworzeniem bardziej globalnej Wielkiej Brytanii, wolnej od brukselskich regulacji i zdolnej do pogłębienia więzi z Waszyngtonem, stała się kontrowersyjna. Jednak prawie dekadę później, narasta odwrotna dynamika” – pisze prof. Matthijs.
Autor twierdzi, że „transatlantycki podział w sprawie Ukrainy i Bliskiego Wschodu obnażył ograniczenia porozumienia między USA a Wielką Brytanią”. Pogłębiły się spory handlowe i różnice między obu krajami stają się coraz bardziej widoczne w sprawach praworządności, wolności słowa i norm demokratycznych.
Profesor Matthijs przypomniał, że nawet Nigel Farage z Partii Reform, bliski sojusznik Trumpa i ruchu MAGA, w ostatnich miesiącach mocno się od nich dystansował.
„W rezultacie Londyn odchodzi od Atlantyku i wraca przez Kanał La Manche do Europy” – uważa analityk. Rząd Starmera ma dążyć do zacieśnienia relacji z Berlinem, Brukselą i Paryżem, szczególnie w zakresie polityki obronnej i gospodarczej. Londyn nie może pozwolić sobie na strategiczną izolację w świecie naznaczonym rywalizacją mocarstw.
Ekspert podkreśla, że to nie oznacza, iż Wielka Brytania ponownie przystąpi do UE. Nie oznacza także „całkowitego odwrócenia brexitu”, ale „sygnalizuje rekalibrację, która kładzie większy nacisk na partnerstwa z państwami członkowskimi UE, a mniej na utrzymanie nierozerwalnej więzi transatlantyckiej”.
W tym kontekście wizyta króla Karola nie jest w stanie powstrzymać dryfowania Wielkiej Brytanii w kierunku silniejszej relacji z państwami UE i może „wręcz uwypuklić te napięcia, zamiast je ukrywać”.
Ponadto rząd Starmera stoi w obliczu zagrożeń wyborczych zarówno ze strony lewicy, jak i prawicy. „Partia Zielonych Zacka Polańskiego i partia Reform Nigela Farage'a spodziewają się dobrych wyników w wyborach regionalnych i lokalnych 7 maja, a Partia Pracy szykuje się na miażdżącą klęskę. Starmer jest pod ogromną presją z powodu wyników gospodarczych i politycznych błędów, w tym konsekwencji krótkotrwałej nominacji Petera Mandelsona na ambasadora w Waszyngtonie. Ten incydent, powiązany z analizą wcześniejszych związków lorda Mandelsona ze skompromitowanym amerykańskim finansistą i skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem, wzmocnił poczucie politycznej kruchości w czasach, gdy zdecydowane przywództwo jest desperacko potrzebne” – czytamy.
Skandal Epsteina uderza także w samą rodzinę królewską, biorąc pod uwagę długotrwałe kontrowersje związane z księciem Andrzejem.
Wydaje się więc, że celem wizyty Karola jest reorganizacja relacji między obu krajami w sytuacji, gdy interesy i wartości są rozbieżne a więzi instytucjonalne słabną. „Rolą króla Karola jest podkreślanie ciągłości i przypominanie obu krajom o wspólnej przeszłości, nawet gdy ich strategiczne przyszłości są rozbieżne” – czytamy. Chodzi o „delikatną sztukę równowagi” – dodaje analityk, podkreślając, że nie ma już szczególnych więzi między obu krajami.
Źródło: cfr.org
AS






