Kryzys wokół TK może rozwiązać tylko wzmocnienie jednego ośrodka władzy

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
26a30489.jpg
PAP/Radek Pietruszka

Władza w Polsce jest rozdwojona. Kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego nie da się rozwiązać tak długo, jak długo nie wypracujemy jednego ośrodka rządów. Potrzebujemy dlatego pewnej monarchizacji politycznej władzy. 

Wokół wydarzeń z nocy z 30 na 31 października nagromadziły się rozmaite interpretacje. Parlamentarni centryści nawołują do pojednania i przypisują winę każdej ze stron w podobnym stopniu. Formacje prawicowe zarzucają premierowi Donaldowi Tuskowi sui generis zamach stanu i obciążają go odpowiedzialnością za naruszenie porządku konstytucyjnego. Strona rządowa niemal otwarcie odwołuje się do siły, wskazując, że sytuacja wokół Trybunału nabrzmiała tak bardzo, że trzeba ją rozstrzygnąć poprzez przemoc („Przywracanie rządów prawa jest naszym obowiązkiem. Po latach pisowskiego bezprawia to proces trudny, czasem bolesny i wymaga zdecydowanego działania. Innej drogi nie ma” – napisał premier Tusk).

Polska jest areną zaciekłej wewnętrznej kłótni od wielu lat, ale miniona noc przyniosła jednak coś nowego. Prezydent Karol Nawrocki wszedł do siedziby Trybunału Konstytucyjnego, choć strona rządowa usiłowała mu to uniemożliwić. Doszło do starcia z sędzią. Nietykalność prezydenta została w ewidentny sposób naruszona, co obrazują zdjęcia i nagrania. Prezydent był po prostu popychany i szarpany. Na karygodność takiego potraktowania głowy państwa wskazują zarówno centryści jak i prawica. Jedynie strona rządowa przekonuje, że prezydent sam sobie zawinił, bo jakoby zbyt natarczywie wkraczał do budynku, nie zważając na osobę sędzi, która stała na jego drodze.

Zróbmy to razem!

Starcie – tym razem nie tylko dyskursywne, ale również fizyczne – przyciągnęło uwagę międzynarodowej opinii publicznej. Wydarzenia w Polsce skomentowali przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Federacji Rosyjskiej; opisały poważne media najrozmaitszych krajów. W ogólnym tonie tych relacji widać pewne zdziwienie. Jak to możliwe, że głęboki nieporządek wewnętrzny panuje w kraju o tak poważnej pozycji ekonomicznej, niemałym znaczeniu militarnym i dużej roli politycznej w Unii Europejskiej?

Rozwiązanie może przyjść tylko poprzez połączenie dwóch elementów: determinacji politycznej i siły państwa. Donald Tusk ma determinację do rozwiązania sprawy Trybunału, ale nie ma wystarczającej siły. Opozycja jest w sprawie TK zjednoczona i jest wspierana przez prezydenta, który dysponuje dużymi możliwościami działania, zarówno ze względu na uprawnienia konstytucyjne jak i z powodu sympatii społecznej. Dlatego Tusk prawdopodobnie poniesie klęskę. Jeżeli się nie cofnie, eskalacja napięcia może być tak duża, że do gry wejdą ośrodki zagraniczne, a to tylko zwiększy chaos i jeszcze bardziej utrudni stabilizację. 

Odpowiednia doza determinacji i siły może stać się udziałem jednego ośrodka władzy dopiero na skutek przyszłorocznych wyborów. Jeżeli wygra je prawica, będzie w teorii posiadać wszystko, co potrzebne. Ktoś może powiedzieć, że takie zasoby istniały już w latach 2015-2023. Nie byłoby to do końca prawdziwe. Prezydent Andrzej Duda nie posiadał pełnej determinacji do rozegrania sprawy Trybunału w jednej linii z ówczesnym rządem. To rozdwojenie znacząco osłabiło zdolności Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego po najbliższych wyborach musi dojść do skupienia władzy w jednym ośrodku. Albo partie tworzące rząd zgodzą się, by w praktyce przekazać większe kompetencje w ręce prezydenta, albo też prezydent podda się woli nowego premiera. 

Czy tak będzie, nie da się przewidzieć. Bez ujednolicenia strategii obu ośrodków władzy politycznej nie da się jednak rozwiązać tak trudnego problemu, jak ten wokół Trybunału Konstytucyjnego. Rozdwojenie panowania w państwie może być w szczególnych okolicznościach tymczasowo pomocne, ale na ogół rodzi nieprzezwyciężalne problemy, tak jak dziś w Polsce. Dalsze nabrzmiewanie tego problemu może potencjalnie doprowadzić do politycznej katastrofy.

Republika Rzymska upadła pod ciężarem wewnętrznych napięć, zastąpiona przez cesarską dyktaturę.

Co stało się z I Rzeczpospolitą, która nie była w stanie zdobyć się na utworzenie mocnego ośrodka władzy? 

Od tego możemy być wciąż daleko, ale im prędzej ujednolicimy władzę, stawiając na jej «monarchiczny», czyli jednoośrodkowy charakter, tym lepiej. 

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: