Krzesimir Dębski: dziadek do końca nie wierzył, że zginie z rąk ukraińskich sąsiadów

Mój dziadek nie wierzył, że nacjonalizm ukraiński przybierze tak straszną formę, że dojdzie do mordów i masakr. Był lekarzem. Pomagał ukraińskim rodzinom, leczył ich dzieci, także tych chłopców, którzy później zostali bojownikami UPA - wspomina w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” prof. dr hab. Krzesimir Dębski, wybitny kompozytor i potomek ocalonych z wołyńskiego ludobójstwa.
Rodzina Krzesimira Dębskiego pochodzi z Wołynia, z miejscowości Kisielin. Rodzice kompozytora cudem ocaleli z rzezi ukraińskich nacjonalistów, dokonanej 11 lipca 1943 r. w tzw. Krwawą Niedzielę.
– Moi rodzice, tata miał wtedy 18 lat, a mama 16, byli w kościele. Znajdowali się tam, gdy Ukraińcy zaczęli atakować i mordować ludzi. W świątyni zgromadziło się około 80 osób. Wierni zamknęli drzwi, ale nie wszyscy chcieli uwierzyć, że dojdzie do mordu. Przecież za drzwiami stali ich sąsiedzi, znane twarze ludzi, z którymi przez wiele lat łączyły ich zwykłe sąsiedzkie relacje - relacjonował Dębski.
-Idąc do kościoła, Polacy nie zabrali ze sobą niczego do obrony. Była to walka z góry skazana na niepowodzenie. Atak był dla nich całkowitym zaskoczeniem. Ginęli bezbronni, nierzadko także torturowani - dodał.
Jak wspominał, rodzice ukryli się na górnych piętrach plebanii, skąd udało im się uciec. Dziadków jednak pojmano i przez dłuższy czas utrzymywano przy życiu, żeby leczyli rannych. Dopiero później zostali zamordowani.
– Mój dziadek nie wierzył, że nacjonalizm ukraiński przybierze tak straszną formę, że dojdzie do mordów i masakr. Był lekarzem. Pomagał ukraińskim rodzinom, leczył ich dzieci, także tych chłopców, którzy później zostali bojownikami UPA. Miał dobre relacje z okolicznymi mieszkańcami i nie wierzył, że może zginąć z rąk ludzi, z którymi przez długie lata żył po sąsiedzku. Moja babcia była Ukrainką, Kozaczką z Kubania. Tym bardziej trudno było uwierzyć, że nasza rodzina może stać się obiektem nienawiści - podkreślał.
Zapytany, czy po powrocie w rodzinne strony rozmawiał z Ukraińcami na temat zbrodni, Dębski wskazał, że ci ludzie „albo nie wiedzą o czym mowa” albo „udają, że nie wiedzą”. Kompozytor skrytykował odradzający się na Ukrainie kult OUN-UPA. Jednocześnie z niepokojem przewiduje, że problem w warunkach wojny z Rosją będzie tylko narastał.
Dębski nie ma wątpliwości, że część Ukraińców „oddaje cześć ludziom, których poglądów tak naprawdę nie znają”. - Nie znają tekstów Bandery ani Szuchewycza. Słyszeli o nich, ale nie poznali ich poglądów. To wielki błąd, ponieważ jestem przekonany, że gdyby przeczytali ich pisma, otworzyłyby im się oczy - przekonuje.
- Dziś trzeba apelować także do Ukraińców, aby sięgnęli po te teksty i przekonali się, kogo stawiają na piedestale. Dziwi mnie, że świat tak bardzo się zmienia, a jednocześnie tak anachroniczne poglądy nadal znajdują swoich wyznawców, którzy ślepo w nie wierzą - konkluduje.
Źródło: radiomaryja.pl
PR






