Ku wolności. Czy redpill to droga dla ojców? 

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
b546d5b6-2334-485a-83ad-5dbb5e460372.png

23 czerwca. Laicki świat obchodzi Dzień Ojca. Ale czym w zasadzie jest tata dla kultury tak zwanego głównego nurtu? Wedle najnowszej mody powinien: nie dyscyplinować, nie zabraniać, nie przewodzić rodzinie, ale dzielić się odpowiedzialnością po partnersku. Ma za to: rozumieć, akceptować, a najlepiej jeszcze niepokoić się o drzemiące w nim pokłady toksycznej męskości...

Nudne to powołanie, w którym panuje zasada „po pierwsze nie przeszkadzaj”. Niestety – to właśnie propozycja, jaką wiele sfer i środowisk ma dziś dla mężczyzn. Mamy uznawać samych siebie za zagrożenie, które trzeba kontrolować, by czasem nie wejść w drogę paniom, z pomocą państwowego budżetu tryumfalnie kroczącym ku „równouprawnieniu”.

Manosfera i redpill nie wzięły się znikąd. To próba odpowiedzi na rzeczywistość, w której uwaga głównych instytucji społecznych zmierza ku obniżaniu męskiego potencjału na rzecz „równowagi płci”.

Zróbmy to razem!

„Kobieca siła” wpycha się dziś wszędzie. Unijne instytucje narzucają firmom zasady zmuszające do zwiększania odsetka kobiet w zarządach. Kościół zaprosił „ministrantki” do ołtarza oraz na szczeble władzy watykańskiej. W Hiszpanii feministyczne aspiracje dały o sobie znać niedawno podczas procesji Wielkiego Tygodnia, kiedy to panie chciały wchodzić w szeregi tradycyjnych… BRACTW. 

Czy to dziwne, że mężczyznom trudno znaleźć swoje miejsce w świecie? Nie dość, że moralny zamęt dotyka obojga płci, to na swoje nieszczęście chłopcy i mężczyźni znaleźli się po przegranej stronie rewolucyjnego planu. W rodzinach to my, ojcowie, mamy być tymi, od których trzeba wyzwalać…

Zgodnie z tym celem przesiąknięte feminizmem agenda mediów i popkultura aktywnie wchodzą w rolę orędowniczą wobec nowych kobiecych potrzeb, a często po prostu życzeń – jednocześnie pobudzając do rywalizacji i wrogości wobec mężczyzn. To klasyczny ideologiczny schemat – kultura pobudza w kobietach przekonanie, że muszą rywalizować o wolność z patriarchatem. Oznacza to tyle, co próbować przejąć rolę i potencjał, które dotychczas pozostawały szkieletem „męskości”.

Świat panów pada ofiarą rewolucji. Tak jak i kobiecy – tyle, że na inny sposób. Damom zaproponowano „wyzwolenie” się z ich świata i wydarcie dla siebie połowy świata męskiego. Wobec tej aneksji nam pozostaje... zrobić miejsce i nie przeszkadzać.  

W takiej atmosferze coraz większą uwagę wielu młodych przyciąga środowisko tzw. redpillu i manosfery – mające stanowić męską odpowiedź na sytuację, w jakiej znaleźli się mężczyźni po rewolucji seksualnej. Tworzą je poszczególni użytkownicy, popularni vlogerzy, a ze względu na silne osadzenie w mediach społecznościowych cechuje je dynamiczny rozwój.

Odważne zwrócenie uwagi na położenie mężczyzn po rewolucji feministycznej jest faktycznie potrzebne. Współczesny świat nie stara się o silnych i zdrowych mężczyzn, wykorzystujących swoje predyspozycje wynikające z ich tożsamości. Wręcz przeciwnie. Ale paradoks polega na tym, że jednocześnie zapotrzebowanie na nich desperacko rośnie.

W wypadku ojców to sprawa pierwszorzędnej wagi. Od ich kondycji zależy przecież ochrona rodziny przed ideologicznymi modami wieku, wychowanie kolejnych pokoleń i zabezpieczenie ich zdrowej tożsamości oraz psychiki… 

Tymczasem – wbrew mitowi na temat widma „opresyjnego patriarchatu” wiszącego nad rodziną – niejednokrotnie spotyka się przykłady domów, w których ojciec wprawdzie jest... ale mężczyzny brakuje. Uleganie mężów dyktowanym przez trendy życzeniom żon za cenę chwili spokoju to przecież dobrze znany stereotyp…

W świecie, w którym naturalne relacje współpracy między płciami wielokrotnie zastąpione są kompetencją i rywalizacją, radzi czy nie, mężczyźni muszą umieć dbać o swoją pozycję i własną tożsamość. Bo feministyczna rewolucja to nie problem czysto ideologiczny, ale taki, który wchodzi pod strzechy. Dla mężczyzn zaś konkurowanie z kobietami jest doświadczeniem ani naturalnym ani przyjemnym. Zgodnie ze starym zwyczajem uczeni jesteśmy, by o kobiety przede wszystkim się troszczyć. Niestety – świat raczy nas coraz częściej sytuacjami, w których na taką postawę nie ma miejsca…

Panie z kolei są nęcone pokusą egocentryzmu i samorealizacji za wszelką cenę. „Dbaj o siebie”, „nie pozwól zatrzymać się w domu”, „skończ dobre studia i znajdź pracę, żeby mieć niezależność finansową” – to trzy pierwsze pseudo-przykazania, jakie wiele dziewcząt słyszy w domu rodzinnym. W tym samym czasie brakuje miejsca dla wzorców wychowawczych pomagających w pełnieniu roli żony i matki. Dla znacznej części chłopców wejście w relacje z tak wychowanymi kobietami jest przedsięwzięciem trudniejszym niż kiedykolwiek. Nie sprzyja ono wykształceniu zdolności stawiania granic i asertywności. 

W tych okolicznościach sztuka zapewnienia sobie pozycji staje się dla mężczyzny istotnym czynnikiem budowania harmonijnej relacji. Naukę kompetencji międzyludzkich w związku oraz przywiązanie do męskiej tożsamości należy doceniać jako ważne czynniki „ochronne”. 

Czy treści spod znaku redpilla mogą służyć ich utwierdzeniu? Tak, ale do padających tam rad trzeba koniecznie podchodzić selektywnie. Warto mieć świadomość, że część publicystów spod tej egidy – a przede wszystkim niejaki Rollo Tomassi w swojej „kanonicznej” książce Mężczyzna racjonalny – w szeregu założeń różni oddala się od tradycyjnych zasad moralnych i katolickiej doktryny. Nieraz odpada również od logiki i zdrowego rozsądku. 

Wystarczy krótki przegląd założeń, jakie przedstawia Tomassi, żeby zdać sobie sprawę z faktu, że całości jego refleksji pod żadnym pozorem nie można potraktować jako narzędzia budowania relacji małżeńskiej – ani własnej męskości. Autor proponuje ostatecznie uznanie za męskie tych zachowań, które... wzbudzają zainteresowanie seksualne kobiet. Jak w świetle takiego stanowiska można postrzegać jego wizję jako sposób na budowę autentycznie męskiego wzorca – skoro głównym kryterium ma być ocena kobiet? 

Tommasi w swojej pracy przedstawia cały szereg założeń, według których samo małżeństwo to z zasady instytucja służąca kobietom. Jak przekonuje, w relacji powinno się stale dbać o to, by dawać ukochanemu lub ukochanej poczucie, że ma się oprócz niej cały szereg potencjalnych partnerów – co miałoby rzekomo pobudzać pożądanie i umacniać więź…

Ruch manosfery, ujęty jako całość, z pełnym pakietem takich przemyśleń, stanowi z jednej strony naiwny, a z drugiej ryzykowny wzór budowania więzi. Warto jednak oddzielić to, co w nim fałszywe od realnej troski mężczyzn o własne zdrowie psychiczne, umiejętność kształtowania relacji i rozwój męskości – niezbędnej przecież dla stworzenia rodziny.

Nie potrzebujemy ani mężczyzn uległych kobietom, ani wykorzystujących je dla krótkotrwałej satysfakcji Piotrusiów Panów, mających się za „graczy”. Przeciwnie – potrzebujemy mężczyzn wolnych – takich, którzy dbają o swoją męskość – ale jej ukoronowanie widzą w zdolności do służby ideałom, rodzinie i dobrom, których nie da się przecenić. Męskość to nie spełnianie kobiecych zachcianek. To wprowadzanie tak potrzebnego ładu w chaos porewolucyjnego świata.

Filip Adamus

kobieta-mezczyzna-rodzina.jpg

Kobiecość bez macierzyństwa, męskość bez odpowiedzialności. Oto przepis na katastrofę

„Kobieta, która poddaje się obowiązkom narzuconym przez społeczeństwo, zobowiązania, rodzinę, karierę, zostaje z bardzo małym wpływem na kierunek własnego życia”. Na tyle przyzwyczailiśmy się już do feministycznych komunałów, że podobne słowa nikogo nie dziwią. Problem w tym, że to, co wiarygodnie przypomina wynurzenie wojującej feministki, to delikatnie zmieniony cytat z książki kluczowej dla pop...Czytaj dalej
Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: